wtorek, 24 sierpnia 2010

Pod prąd

Charakterystyka kursantki:


wiek: 25 lat
pierwszy instruktor: X
drugi instruktor: Y
trzeci instruktor: ja


Z pierwszym instruktorem wyjeździła około 6 godzin, bez podania przyczyny poprosiła o zmianę. Z instruktorem Y dotrwała do trzydziestej godziny. U mnie miała egzamin wewnętrzny, na którym nie starczyło mi palców do liczenia błędów stwarzających zagrożenie bezpieczeństwa ruchu drogowego. Najbardziej zapamiętane ? Proszę:

  1. Nic nie mówię, czyli - jak ustaliliśmy - powinniśmy jechać na wprost. Kursantka dojeżdża do skrzyżowania o ruchu okrężnym, powinna zmienić pas bo prawy jest tylko do skrętu w prawo. Zmienia, ale robi to przez ciągłą linią wpychając się na środkowy pas ruchu. Bez kierunkowskazu. Nie informuję o błędzie - zostawiam to na za chwilę" - gdyż ona wjeżdża na trzecim biegu, bez redukcji. Oczywiście nie rozgląda się - na szczęście dla niej nic nie jedzie. Na środku "ronda" postanawia jednak jechać w lewo. Ignoruje ciągłą linię i kierunkowskaz, ignoruje też fakt że sąsiedni pas jest zajęty. Chwytam więc szybko za kierownicę ratując sytuację.
  2. Dojeżdżamy do sygnalizacji świetlnej (przejście dla pieszych). Ludzi po obu stronach sporo, około 100 m przed nami pojawia się sygnał żółty. Reakcja kursantki ? - żadna. No przepraszam - rozpędza pojazd, bo chwilę wcześniej ruszaliśmy ze skrzyżowania. 50 m przed nami pojawia się sygnał  czerwony, ona ma już blisko 50 km/h - zdaje się nie widzieć tego co się dzieje przed autem. Jadę bez pasów, więc chwytam się czego mogę i depczę z całej siły na hamulec. ABS trzeszczy jak szalony, opony piszczą, pojazd po chwili staje tuż przed przejściem. Ludzie mają już zapewne zielone, ale patrzą się na naukę jazdy - nie przechodzą. Ich spojrzenia nie są przyjemne.
  3. I wiele innych, niestety.
Oczywiście egzaminu wewnętrznego nie zdała i choć bardzo chciała zapisać się na egzamin państwowy, nie wyraziliśmy na to zgody. Nawet była ze skargą u szefa - ale ten się nie ugiął i potwierdziła nasze słowa. Instruktor Y wymigał się od dalszego kształcenia kursantki, więc padło na mnie - ale wydaje się że to jak wjazd w ślepą uliczkę. Wyjeździłem z nią 6 godzin dodatkowych i zero jakiegokolwiek postępu.Teraz widzę więcej błędów niż na wewnętrznym.

Czy jest sens ciągnąć to dalej ? Nie wiem, pokażą to dwa najbliższe spotkania, po którym będę musiał wyznaczyć plan działania - lub ogłosić jego koniec.

19 komentarzy:

  1. ja do dziś mam problem ze zmianą pasów bo nie potrafię do końca ocenić odległości samochodów ode mnie na tym zmienianym pasie i zawsze boję się, że komuś zajadę ale podobno tego się nauczę (kiedyś)natomiast co do tej Pani to zgroza ... mój instruktor mawiał, że najgorszy kursant to taki który kompletnie nie nadaje się na kierowcę a co najgorsze sam tego nie dostrzega i upiera się, że zda, nauczy się i będzie jeździł. I ja też uważam, że czasem po prostu trzeba mieć na tyle odwagi by przyznać się przed samym sobą, że się nie nadaję i odpuścić zanim zabije się siebie lub co gorsza kogoś. Ta Pani powinna sama dojść do tego, że nie będzie kierowcą nigdy

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona nie przyjmuje tego do wiadomości. Jak znam życie, pewnie niebawem pójdzie do innego ośrodka na kurs, a tam puszczą ją bez jakiegokolwiek egzaminu wew.

    PS - ona też nie umie oceniać z tym, że ona nie używa lusterek ani się nie ogląda.

    OdpowiedzUsuń
  3. mam nadzieję, że jeśli uda się gdzieś indziej to też jej nie przepuszczą. Może ona powinna mieć jakąś stłuczkę i tak porządnie najeść się strachu bo coś mi się zdaje, że ona nie czuje wcale, że może spowodować śmiertelny wypadek. No ja lusterek używam i to wszystkich ale i tak cykam się przed zjazdem i jeszcze się oglądam przez ramię ale zawsze mam obawę, że zjadę równo z oglądaniem się. Mówiłam, że ja to może nie aż tak jak ta Pani ale za dobrze to też nie jadę ... ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałaś jakąś kraksę przy okazji zmiany pasa ruchu ? Bo jak nie, to raczej w porządku :)

    A co do niej - ostatnio dałem jej wykład na temat zagrożeń, jakie powoduje. A także zdecydowanie zasygnalizowałem fakt, iż komuś może stać się krzywda, bo ona nie potrafi bezpiecznie poruszać się na drodze.

    Jutro z nią jeżdżę - zobaczymy czy będzie jakiś efekt.

    OdpowiedzUsuń
  5. nie miałam stłuczki ani na szczęście nawet na parkingu nie odarłam nikogo ani nikt mnie póki co więc uważam, że to cud. Pasy zmieniam jak muszę a najlepiej jak wiem gdzie jadę to od razu się ustawiam na tym pasie co trzeba żeby go nie zmieniać (wiem tylko baba tak kombinuje ale wolę to niż być jak ta Twoja kursantka i kogoś rozjechać). Nie lubię też wymijania jakichś tam rowerzystów czy coś ... wrrrr

    OdpowiedzUsuń
  6. No to ok :)

    Z tym także, że w krajach zachodnich zmiana pasa jest łatwiejsza niż tu w PL - gdzie kierujący obok udaje że nie widzi kierunkowskazu i nie pokaże kultury i wyrozumiałości.

    A to z rowerzystami - to wyprzedzanie (jak się domyślam), bo wymijanie to co innego :P Ale fakt, moi kursanci też tego nie lubią :D

    OdpowiedzUsuń
  7. no właśnie dlatego nie czaję nigdy czy mnie wpuszczają czy nie. Z tym, że ja nie jestem lepsza bo ja z kolei rzadko pieszych puszczam ;/ jakoś tak no nie widzę ich na tym chodniku. A wyprzedzanie i wymijanie zawsze mi się chrzaniło i nadal nie wiem czym się różni ale teraz to już fachowa nazwa nie istotna chyba ;]

    OdpowiedzUsuń
  8. I tu kolejna różnica - Ty nie widzisz pieszych na chodniku, a kursanci nie widzą ich na przejściach :/

    OdpowiedzUsuń
  9. wiesz co ? jeszcze trochę tu powpadam i uznam, że nie jest ze mną tak źle jak myślałam i może przesadzam

    OdpowiedzUsuń
  10. Musisz poczytać te bardziej optymistyczne wpisy - pojawią się niebawem wśród tych świeżych :))

    OdpowiedzUsuń
  11. znaczy,że te optymistyczne mi pokażą, że jednak się łudzę i nie jest za dobrze ???

    OdpowiedzUsuń
  12. Wtedy będziemy mogli wyciągnąć średnią ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety w wielu szkołach egz. wew. to parodia. Potem się ludzi dziwią, że po 10 przystępują do państwowego pewni swoich możliwości, bo przecież zdali egzamin wew.

    Kiedy byłem instruktorem owszem nie byłem tak rygorystyczny jak na państwowym, nie czepiałem się kierunkowskazów, techniki jazdy...chodziło mi bardziej o bezpieczeństwo. Jeżeli ktoś nie widzi STOPu i nie wie co zrobić w przypadku sygnalizacji warunkowej, albo na drodze dwukierunkowej gdy mijają go inne auta przygotowując się do skrętu w lewo dojeżdza do lewej strony. W takich sytuacjach trudno, żeby taki egzamin została zaliczony. Niestety wielu instruktorów jest za miękkich i takie osoby puszcza.

    Moim zdaniem egzamin wewnętrzny powinien być przeprowadzany przez instruktora, z którym ta osoba nigdy nie jeździła.

    OdpowiedzUsuń
  14. No a co to za egzamin z tą samą osobą, z którą ma się kurs ? to bez sensu wg mnie. U nas zawsze ktoś inny robi egzaminy.

    OdpowiedzUsuń
  15. aleeeeee hardcorowy przypadek :D wow :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Punkt 2 jest mocny. Ja jestem w trakcie kursu i prawie na każdych jazdach kilkakrotnie instruktor mówi mi, żebym przyspieszył, zwłaszcza gdy za miastem zaczyna się odcinek z ograniczeniem do 70 lub 90/h. Ale w mieście wolę przepuścić takiego pieszego, bo prawie za każdym razem jeśli nie stoi sztywno, to wydaje mi się, że zdradza jakieś chęci wejścia na pasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to czy pieszy wejdzie czy nie to jedna wielka zagadka... Też wolę przepuszczać i tego uczę na kursie.

      Usuń