sobota, 29 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 434

Poniedziałek 

Wczorajszy koncert Urszuli Dudziak był fajny i relaksujący, ale nie porwał mnie. Może dlatego że artystka wykonała tylko jeden ze swoich znanych utworów, a głównie prezentowała możliwości tworzenia współbrzmień jej głosu nagrywając poszczególne ścieżki i nakładając je na siebie? Albo dlatego że nie dała się namówić na chociaż jeden utwór na bis? Trochę to był dziwny koncert, ale nie żałuję mimo to.

Wideorozmowa z Hanią i relacja z zaśnieżonego Turkusowego Wzgórza i Kazimierza Dolnego. Mnóstwo pozytywnych wrażeń! 




A poza tym, siedzę w pracy jak na szpilkach. W poprzednim pracującym dniu doprowadziłem przez pomyłkę do pewnego "incydentu". Niestety pociągnął on za sobą cały cykl zdarzeń i zasobów ludzkich. 

Bezpośredni przełożony zażądał wyjaśnień na piśmie. A główny manager tylko używał słów powszechnie uznanych za wulgarne gdy go informowałem (telefonicznie) o problemie. 

Obciąża mnie to bardzo. Staram się w miarę spokojnie uporządkować i rozłożyć problem tak jakby na szalkę wagi. Na jednej jest cały incydent z "otoczką" i błędami które popełniłem, a na drugiej kładę przemyślenia typu "po co się tak zamartwiać, skoro i tak mleko już się rozlało".

Czy będzie się to wiązało z jakąś karą, lub sankcją? Na razie cisza.

Wtorek 

Dzień mija w miarę szybko. Przez chwilę myślę o tym czy nie iść się na basen i sauny, ale wybieram nieco ponad 4 km szybkiego marszu.

Środa 

W pracy większą część pracowników zajęta przygotowaniami do kolejnego dużego projektu. Tym razem mój dział się tym nie zajmuje, więc ja mam wciąż luz. Główny manager rozmawia ze mną jak zawsze nie zdradzając, czy ma jakieś niedobre plany co do mnie.

Po pracy idę do kina na film "Ministranci " - i jest to całkiem fajny wieczór. 

Czwartek 

Ostatni umówiony klient daje popalić. Nie wiem czy jest tak nieświadomy, czy celowo zachowuje się aby zrobić na złość. Po zakończeniu jego sprawy łamię zasady i odchodzę pierwszy od stanowiska (należy się ładnie pożegnać i absolutnie nie opuszczać miejsca obsługi przed klientem). Ale i tak jestem dumny, bo mogło być o wiele gorzej (zacisnąłem zęby i powstrzymałem się od komentarza). 

Basen. Tam wciąż jestem myślami przy kliencie. Słabo mi się pływa.

Piątek

Ponuro od kilku dni. Pełne zachmurzenie i brak słońca nie poprawia nastroju. Na szczęście w pracy całkiem dobrze. Potem wyjazd do dużego miasta. Obiad, saunarium i odpoczynek, bo średnio przespana noc daje się we znaki. Na szczęście weekend wolny więc może uda się trochę odpocząć.

sobota, 22 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 433

Poniedziałek 

Dzień wolny, ale bynajmniej nie leniwy. Wstaję odrobinę później niż zwykle, ale mam już zaplanowane:
  1. posprzątać w całym mieszkaniu;
  2. zrobić pranie;
  3. zmienić pościel;
  4. pojechać do krawca z problematycznym zamkiem w bluzie;
  5. pouczyć się;
  6. poćwiczyć na basenie;
  7. zrobić wpis na bloga;
Prócz tego, załatwiłem kilka innych spraw, zatem poniedziałek mogę uznać za udany. A wieczór przy muzyce francuskiej.

Wtorek 

W pracy całkiem znośnie, nawet jakby lekko. Po pracy piekę ciasteczka maślane. Będą małym słodkim upominkiem dla dziewczyn -G, R oraz Z, które w czwartek wybierają się w daleką wycieczkę.




Robię tylko dwa wzory, ale całość zajmuje mi sporą część popołudnia. Smakują idealnie. Miałem wybrać się na spacer, ale trochę mnie to  zmęczyło.

Środa

W pracy więcej uwagi niż zwykle, ale na plus, jestem zadowolony. Później trochę roboty w dwóch miejscach. W tym drugim musiałem wykazać się ponadprzeciętną cierpliwością. Cisza i spokój, które witają mnie po przekroczeniu progu mojego mieszkania wieczorem, są bezcenne. Nawet nie włączam radia, upajam się totalną ciszą...

Czwartek 

Bardzo lekki dzień. Nie przepracowałem się, za to pozałatwiałem kilka spraw on-line i przez telefon. 

Po południu zbieram się na wyjazd do dużego miasta. Wieczorem długi spacer, w później cichutko grający jazz i "Mężczyzna, który się uśmiechał" - jako przypomnienie, bo czytałem tę książkę kilka lat temu. "Zamek" Franza Kafki musiałem odłożyć, bo czytanie na telefonie jest męczące.

Piątek

Dzień wolny. Z rana przegląd auta w serwisie Toyoty (1348 zł), gorąca czekolada (gratis) w czasie oczekiwania na autko. Miły i uśmiechnięty doradca serwisowy.


Potem wizyta w dobrej garmażerce (faszerowane udko 5.40 zł, cztery pieczone ziemniaki 2.20 i duża surówka z marchwi 5.70) - bo nie miałem ochoty na jedzenie w knajpie, więc odgrzałem sobie w domu. 

Trochę odpocząłem i poszedłem do fryzjera (40 zł). Potem do aquaparku na 2.5 godzinny relaks w strefie saun (47 zł). Wieczorem sałatka na wynos z kurczakiem i grillowanym ananasem (39 zł) z pobliskiej restauracji. Sade z płyty winylowej na starych, ale porządnych i dużych głośnikach. Na noc podróż, ale przestał padać śnieg, więc jest tylko mokro i prawie pusto.

A w planach na weekend praca (sobota) i koncert jazzowy (niedziela). 

poniedziałek, 17 listopada 2025

Węszyć jak pies

Już od pewnego czasu chodzi za mną temat, z którym chciałbym się tu "rozprawić" na dobre i - w miarę możliwości nie wracać w tak obszernej formie, no chyba że pojawią się jakieś nowe wątki... Mianowicie - kontrola. Departament, w którym pracuję obraca znacznymi środkami finansowymi, moja praca również sprowadza się do kwestii finansowych w znacznej mierze, to też szczególnie znajduję się w centrum uwagi kontrolerów różnej maści - od naszych (wewnętrznych), poprzez ukrytych (incognito) aż po zespół kontrolerów z działu stojącego ponad naszym Departamentem. 

Jednostka w której pracuję, właśnie przeszła kolejną całościową (kompleksową) kontrolę, którą przeprowadzał taki właśnie zespół. Panowie w czerni przyjechali, poprosili o wszelkie dokumenty z wybranego przez siebie dnia sprzed około miesiąca. Czyli wnioski, protokoły, moje decyzje oraz wszystkie notatki służbowe, dziennik wejść/wyjść, rejestr użycia aut służbowych i nagrania z kamer - czyli wszystko. Mają do tego prawo, wiedzą nawet ile razy i jak długo przebywałem tego dnia w toalecie. 

W porównaniu do współpracowników mój protokół pokontrolny nie jest straszny. Ot, znaleziono kilka niedociągnięć, drobnych braków formalnych, które nie miały wpływu na stan finansów. Czyli jest ok. To, że coś w protokole będzie wiedziałem już wcześniej, gdyż dotarły do mnie informacje "i tak coś będziesz miał źle"* - i właśnie o tym chciałbym dziś nieco więcej.

Kontrola - to najczęściej proces sprawdzania, czy stan faktyczny zgadza się z wymaganym. Ale... nie tylko, ponieważ kontrola może być narzędziem służącym do różnych podłych celów. Jeśli ma się managera, którego celem jest wywołanie niepokoju (pisząc bardzo łagodnie), czy chęć podporządkowania sobie, to kontrola może być sposobem do zrealizowania tych planów. Naturalnie, manager nie robi tego samodzielnie, on ma swoich ludzi - zespół wewnętrznych kontrolerów, którym wskazuje jakie cele mają być osiągnięte. 

  1. represje. Można tak powodować efekty kontroli, w której każda interpretacja pracownika będzie podważona przez kontrolującego. Przykład z kolorami podawałem dwa wpisy temu. To, że coś jest białe przez kontrolera widziane jest jako czarne. W uzasadnieniu wpisuje się niemające żadnego sensownego wyjaśnienia teorie, że akurat w tej konkretnej sytuacji ma być "tak i tak" - oczywiście wskazując na "błąd" pracownika. Cel - zdyskredytowanie go, obniżenie jego wartości pracy, pozbawienie premii.
  2. zastraszanie. Nigdy nie wiadomo, co tym razem zostanie wymyślone. Przykład z kilku dni temu - mimo że wciąż trwała kontrola kompleksowa, na tablicy ogłoszeń pojawiła się informacja iż "wstępne wyniki kontroli są druzgocące". Jak się okazało, takie nie były. Absurdalne, bezsensowne - tak, ale w żadnym razie druzgocące. No chyba że opisujemy tu pracę kontrolerów, ale nie o tym. W związku z tym ciąg dalszy informacji - "planowane jest natychmiastowe wszczęcie procedury sprawdzającej wdrożenie rozwiązań naprawczych mających na celu zapobieżenie uchybieniom w przyszłości". Czyli jedna kontrola się jeszcze nie skończyła, a już w trybie natychmiastowym wprowadzana jest kolejna. Cel - zastraszenie, niepewność oraz wzbudzanie ciągłego niepokoju.
  3. podporządkowanie. "Odpowiednio" sformułowany wniosek pokontrolny może zawierać mnóstwo uchybień, które jednoznacznie prowadzą do wszczęcia "postępowania służbowego", a za tym kryje się cała machina której jedynym celem jest dobicie jednostki. Zatem należy napisać wyjaśnienie do sprawy, potem uzasadnić to, powołać się na podstawę prawną, normy i etykę - a i tak wszystko na darmo, ponieważ - "w tej konkretnej sprawie należało postąpić inaczej" - brzmi ocena kontrolerów. I koniec. Emocje psychiczne gwarantowane, do tego postępowanie to również rozmowa bezpośrednia (i to nie jedna) z zespołem kontrolerów  oraz managerem. Cel - ogłupienie, doprowadzenie do zamętu oraz skrajnych emocji.
To tylko niektóre elementy, wykorzystywane podczas "kontroli". Zderzyłem się z nimi kilkukrotnie, co szczególnie na początku nie pozostawało bez wpływu na komfort pracy. Nauczyłem się już trochę:
  • jeśli tylko mogę, unikam słuchania rozmów na ten temat;
  • nie należy się  przejmować wynikami kontroli, ponieważ i tak efekty będą takie, jakie chce mieć manager;
  • dziś dana rzecz jest biała, jutro ta sama może być już czarna;
Wciąż przede mną sporo pracy:
  • nie ufać nikomu, bez wyjątków;
  • nawet ktoś, kto wydaje się godny zaufania - patrz wyżej;
  • mówić jak najmniej, a najlepiej wcale;
  • być ostrożnym w wyciąganiu wniosków, bo taka sama sprawa u kolegi obok może być oceniona dobrze, u mnie może być jako "źle";
  • nie szukać logiki - patrz wyżej;
  • trzymać się jak najdalej od wszystkiego związanego z pracą;
Oczywiście, pracownik nie musi się zgadzać z wynikiem kontroli, nie musi niczego podpisywać, może mieć własne zdanie. Ma prawa, z których może skorzystać - przynajmniej teoretycznie. Są też inne metody o których nie chcę tu pisać, choć przy obecnych możliwościach technicznych metody te niejednokrotnie doprowadziły do pozytywnych rozwiązań. W oddziałach znajdujących się w innych miastach jest różnie - czasem lepiej, czasem podobnie - nie ma reguły, wszystko zależy od "góry". 

Można zrezygnować. Z uśmiechem pod nosem kontempluję tę możliwość. Trzymam ją niczym zawór ostateczny, po który sięgnąć mogę w każdej chwili. Prócz korzyści finansowych tkwię w tym nadal, ponieważ w pewnym sensie testuję sam siebie. Ile jestem w stanie wytrzymać, co musi się stać aby przekroczyło to moją niewidzialną granicę tolerancji tych sytuacji, czy takie doświadczenie może przydać się w obecnych czasach? Widzę frustrację i załamania współpracowników, ich problemy które próbują rozwiązać np. alkoholem. Analizuję i obserwuję to, co tu dzieje się będąc jakby w samym centrum mrowiska. Każdy, kto przechodzi obok takiego złożonego organizmu widzi, że wszystko jest tu uporządkowane, logiczne, mające konkretny cel i harmonię. Mrówki uwijają się jak w ukropie tworząc system umożliwiający życie i rozwój. Dokładnie jak z Departamentem - z pozoru to świetna, lekka i dobrze płatna robota, ale jak się spojrzy z innej strony to widać pewne niedogodności. Na ile one przeszkadzają i czy równoważą się z plusami - częściowo jedynie mogę napisać.


* swoją drogą, piękne i motywujące do pracy stwierdzenie, nieprawda? Nie rozumiem, dlaczego kadra zarządzająca robi wszystko, aby uprzykrzyć pracę zespołowi ludzi, dzięki którym mają swoje posady a cały Departament jakoś tam funkcjonuje?

Kilkanaście tygodni temu, manager (m) nieopatrznie nie wyłączył mikrofonu podczas briefingu on-line, mówiący do kontrolera (k):

m - zacznij węszyć, masz być jak pies ku*wa!
k - ale co, kontrolować wszystko?
m - no ku*wa a co mówię?!
k - no dobrze
m - nie wracaj mi tu bez efektów!
m - masz znaleźć nieprawidłowości!

I coś miłego na koniec. Mój grudnik w zbyt małej doniczce znów rozkwitł 😀



A ktoś dociekliwy zauważy nawet panoszącego się w tle fikusa z Kętrzyna!

sobota, 15 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 422

Poniedziałek 

Olewam. To znaczy robię swoje, ale odliczam czas do końca. Zamykam oczy, staram się nie słuchać.... wpadłem w labirynt, podczas którego lekko się uśmiecham i czuję, że powoli zbliżam się do wyjścia. 

Wtorek 

Dzień wolny. Dużo jazdy, sporo atrakcji.

Środa 

W pracy dalszy ciąg olewki. Choć to chyba złe określenie, po prostu nie przyjmuję się, bo nie mam wpływu. Z labiryntu wylazłem i to o własnych siłach, jeszcze takich labiryntów mnóstwo przede mną, bo jestem w trakcie kompleksowej kontroli. Dzieje się - to jakby nic nie powiedzieć.

Po pracy idę na koncert jazzowego tria. Fortepian, kontrabas i perkusja. Dziadki 70+, ale piękne emocje! Później niespodziewana rozmowa. I jeszcze jedna. Miło.

Czwartek 

Moi współpracownicy dostają absurdalne wnioski pokontrolne, ciekawe kiedy będą dla mnie. Na razie muszę poczekać na swoją kolej, bo kontrolerzy mają pełne ręce roboty.

Tymczasem po pracy znowu koncert, ogólnie całkiem fajny, choć trochę długo - 2.5 godziny.

Piątek 

W pracy szybko minął mi czas. Później pizza i mus z białej czekolady na mieście, oraz kolejny koncert. Tym razem w domu kultury. Rozrywka na miłym poziomie. 

wtorek, 11 listopada 2025

Niezwykły dzień w Kazimierzu

Długi weekend pracując w Departamencie? Absolutnie nie! To znaczy zależy dla kogo, bo kadra zarządzająca oczywiście miała wolne, ale pracownicy nie, zatem mój "długi weekend" ograniczył się do niedzieli, ponieważ w sobotę i poniedziałek byłem w pracy. Ale, kilka dni temu odezwała się Hania - ta urocza dziewczyna z Turkusowego Wzgórza z propozycją wspólnego śniadania w Kazimierzu Dolnym. Spotkanie, rozmowa, wspólne jedzenie - głupstwem byłoby odmówić, zatem w niedzielę z samego rana popędziłem do Kazimierza.

Hania zapobiegliwie pojawiła się wcześniej w umówionym miejscu przeczuwając, że natłok turystów spowodować może brak wolnych stolików. Ale ja też wyjechałem wcześniej, bo sam przejazd przez miasteczko oraz zaparkowanie w tak gorącym okresie to nielada sztuka. 

Nie wiem jak Wy to widzicie, ale dla mnie wspólne jedzenie to jeden z ważniejszych elementów spotkań i interakcji, który sprzyja budowaniu relacji oraz wzmacnia poczucie wspólnoty z ludźmi, których darzymy szacunkiem i zaufaniem. To właśnie przy stole, w atmosferze relaksu i dzielenia się jedzeniem często rodzą się najcenniejsze wspomnienia, a więzi umacniają się. 

Zamówiliśmy tradycyjne śniadanie (jajecznica, szynka, żółty ser, sałatka oraz pasta z twarogiem) oraz zieloną herbatę i oddaliśmy się długiej rozmowie. 

Hania to energetyczna i przebojowa dziewczyna z przepięknym uśmiechem. Jej otwartość sprawia, że można z nią swobodnie rozmawiać na absolutnie każdy temat, od codziennych spraw po głębokie filozoficzne rozważania, zawsze znajdując w niej uważnego i zaangażowanego słuchacza. Jest bardzo kulturalną i ciekawą osobą, przy której nuda nie ma żadnych szans.

Najedzeni postanowiliśmy wybrać się w okolice winnicy. Na Kazimierskim Rynku chmury szczelnie zasłoniły niebo, ale na szczęście wbrew prognozom pogody nie padał deszcz.

Śmiejąc się, żartując i rozmawiając na różne tematy dotarliśmy do winnicy, która o tej porze roku wyglądała inaczej - po letnim sezonie wydawała się, jakby odpoczywała w głębokim śnie nabierając sił do kolejnego wydania owoców, oraz przyjęcia gości.

Wracając do miasteczka inną drogą wstąpiliśmy do Galerii z przepięknymi obrazami. Jej właścicielka Klara (poznałem ją podczas winobrania) zaprosiła nas na herbatę. Miałem okazję zobaczyć miejsce pracy artystki, porozmawiać z domownikami oraz odpocząć w bardzo miłej (oraz jazzowej) atmosferze. 

Aż żal było wychodzić, ale za oknem zaczęło się ściemniać, do miasteczka prawie godzinny spacer, a przecież ja musiałem jeszcze wrócić do domu, zatem skierowaliśmy się w stronę Kazimierza. Tam z trudem znaleźliśmy wolny stolik u Dziwisza, bo mieliśmy - na koniec naszego spotkania - chęć na gorącą czekoladę.

Nawet nie wiem kiedy minął ten wspaniały dzień, a ja mam ochotę na kolejne spotkania z Hanią! Udało mi się zrelaksować, odpocząć oraz zapomnieć o pracy przynajmniej na ten jeden dzień. 

sobota, 8 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 421

Poniedziałek 

Mimo woli słucham rozmowy współpracownika (w) dwa okienka dalej ode mnie z kontrolerem (k):

k - ten przedmiot wpisałeś do systemu jako kolor biały, wyjaśnisz to? 

w - przecież to jest białe, to jak miałem wpisać? 

k - no jest białe, ale równie dobrze może być czarne; 

w - ale nie jest czarne tylko białe, a skoro coś jest białe to w systemie wpisuje "białe" - od zawsze tak robię;

k - źle robisz, powinno być "czarne", popraw się; 

w - nie rozumiem, czyli od teraz białe dajemy do czarnego? 

k - nie, dlaczego?

w - nic nie rozumiem;

k - nie dyskutuj, rób tak jak mówię.

Kontroler odszedł, a odwróciłem lekko wzrok udając, że zapatrzyłem się na jakiś punkt na ścianie. Szkoda że nie miałem słuchawek, nie chciałbym tego słyszeć. 

Po pracy w celu choćby minimalnego podniesienia humoru, postanawiam wybrać się na sauny. Podczas seansu panuje duży ścisk, ale nieco później w saunie parowej jest już miły luz. Delektuję się gorącą parą, która otula mnie z każdej strony, oraz ciemnością. 

Wtorek

Krótkie spotkanie z głównym managerem. Przez 15 minut cały Departament słucha, jak to źle pracujemy, chodzimy tylko na urlopy i się nie staramy. Miny grobowe, nikomu nie jest do śmiechu - oczywiście tylko w tym co widać, bo każdy wie że jest zupełnie inaczej. Konkluzja managera: "tak dalej być nie może" - koń by się uśmiał.

Po pracy dłuższy wyjazd, podczas którego zmuszony jestem do gwałtownego hamowania. Wciąż jestem pod wrażeniem skuteczności działania układu hamowania w tak małym aucie. Czułem, jakby niewidzialna siła chwyciła karoserię i zatrzymała ją prawie w miejscu. A to nic innego, jak asystent hamowania awaryjnego.

Środa

W pracy echa słów managera. Po pracy jadę na obiad do knajpki w centrum. Podają mi danie (dorsz z warzywami) z kwiatkiem - nigdy wcześniej tak nie robili. Przez chwilę zastanawiam się, czy to jadalny kwiat czy lepiej zostawić. Zjadłem. Żyję. Potem załatwiam dwie przyjemne rzeczy i wracam do domu. Choć bilans na plus, niewiele to pomaga. 

Czwartek 

Zanurzam się w e-booku. Kryminał. Jeszcze nie jest dostępny, czytam go jako "beta-czytelnik". Do niedawna nie wiedziałem, że jest w ogóle coś takiego. Sprawdzam poprawność językową, logiczność faktów i ogólnie - przesyłam uwagi autorowi. 

Piątek 

W pracy (i nie tylko) walczę. A wieczorem pakuję utensylia na dłuższy wyjazd, szczególnie miło zapowiada się niedziela. Niestety mam ograniczony czas, bo wyjeżdżam dopiero jutro po pracy, a w poniedziałek muszę być spowrotem w Departamencie. Że też wcześniej nie zrobiłem tak rudymentarnej rzeczy i nie wziąłem wolnego poniedziałku!

środa, 5 listopada 2025

Jazda we mgle

Na drogach coraz trudniejsze warunki, z rana oraz wieczorami zdarzają się jesienne mgły, a deszcz towarzyszy nam częściej niż poprzednio - zatem dziś przypomnę o zasadach poruszania się w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza.


Szczególna ostrożność

  1. należy zachować szczególną ostrożność - gdy mamy do czynienia z mgłą, opadami atmosferycznymi. Standardowo należy zachować "zwykłą" ostrożność, ale w przypadkach wskazanych powyżej musi to być szczególna ostrożność. Czyli skupienie całej swojej uwagi na drodze oraz sytuacjach związanych z kierowaniem pojazdu;
  2. prócz okoliczności powyżej, prawo wskazuje na tzw. "inne okoliczności" które powodują zmniejszenie przejrzystości powietrza - czyli np. śnieg, lub zadymienie (wypalanie traw, pożar);
Jaka prędkość w takich warunkach?

  1. dostosowana do sytuacji, ale nie wyższa niż wskazuje kodeks drogowy lub znaki. Zatem do widoczności, ale także przyczepności kół do nawierzchni. Do wydłużonej drogi hamowania oraz pogorszonej trakcji;
  2. w niektórych krajach są przepisy, które zmniejszają dozwoloną prędkość podczas na przykład deszczu, ale w Polsce nie istnieje nic takiego;
Jakie światła w takich warunkach?

  1. kierujący pojazdem silnikowym musi włączyć światła mijania, lub przeciwmgłowe przednie. Może także włączyć oba te światła jednocześnie. Zatem, NIE MOŻNA wtedy korzystać ze świateł do jazdy dziennej - a jest to zjawisko niestety powszechne. W nowszych autach światła takie włączają się automatycznie, ale to kierujący decyduje czy należy przełączyć je na mijania;
  2. poza obszarem zabudowanym podczas mgły należy dawać krótkotrwałe sygnały dźwiękowe w czasie wyprzedzania oraz omijania. Przepis ten jest bardzo stary i zakłada on, że skoro nie widać, to słychać. Więc podczas tych dwóch manewrów należy w krótkich odstępach czasu użyć sygnału dźwiękowego. Czy ktokolwiek tak robi? Nie sądzę...;
  3. inni kierujący (np. rowerzyści) powinni włączyć światła, w które pojazd jest wyposażony (innym razem napiszę o wymaganym wyposażeniu roweru), oraz korzystać z pobocza drogi a gdy to nie jest możliwe jechać jak najbliżej krawędzi jezdni i nie wyprzedzać innego pojazdu;
A tylne światła przeciwmgłowe?

  1. celowo o nich nie wspominałem, gdyż można je użyć JEDYNIE, gdy widoczność będzie mniejsza niż 50m. Innymi słowy - jeśli np. mgła ogranicza widoczność poniżej 50m wtedy kierujący MOŻE ale NIE MUSI włączyć te światła;
  2. gdy tylko widoczność poprawi się, należy NIEZWŁOCZNIE wyłączyć te światła;
  3. tu również widzę mnóstwo nadinterpretacji, lub po prostu nieznajomości przepisów, bo kierujący włączają dowolnie te światła, a ich dość duża intensywność nie jest dobra dla jadących z tyłu. W ogóle, zauważam że są ludzie którzy z auta robią choinkę i włączają wszystko, co się tylko da gdy jest mgła;
Oczywiście, za brak świateł czy ich nadużywanie grożą sankcje karne, ale chyba największym problemem będzie nieoświetlony pojazd w warunkach zmniejszonej przejrzystości powietrza, lub sytuacja, gdy ktoś będzie oślepiany światłami przeciwmgłowymi w sytuacjach niewymagających tegoż. Niestety, z moich obserwacji wynika że ludzie nie znając tych zasad włączają co tylko mają, albo zapominają i nie włączają nic. 

sobota, 1 listopada 2025

Podsumowanie tygodnia 420

Poniedziałek 

Rozpakowuję walizkę, ogarniam pranie i porządkuję przywiezione rzeczy z Grecji. Wieczorem małe upominki dostaje mój gość, który wydaje się być zadowolony z mojego wyboru.

Wtorek 

Niby wolne ale jestem w pracy, ponieważ muszę się uczyć, niebawem napiszę o tym więcej.

Środa

Wyjazd do dużego miasta (sauny, kolacja na mieście).  Na drogach ciasno, w saunarium luźniej. Pierwszy raz używam nowy peeling, który dostałem na imieniny jakiś czas temu. Ma subtelny malinowy zapach, a po użyciu cała łaźnia parowa wypełnia się tym aromatem. 

Czwartek

Wciąż w dużym mieście. Po śniadaniu długi spacer w lesie. Chodzę z książką szukając fajnych kadrów fotograficznych. W pewnym momencie czuję, że ktoś/coś mnie obserwuje. Zamieram i wyostrzam zmysły. Spoglądam w prawo na drzewo jakieś 5 metrów ode mnie, a tam taki widok:


Patrzymy na siebie na tyle długo, że spokojnie robię serię zdjęć i powoli odchodzę. Uwielbiam wiewiórki! 


Potem obiad nad wodą, małe zakupy i znowu sauny. Wieczorem ruch na drogach jeszcze większy. Dwie niebezpieczne sytuacje, które podnoszą mi ciśnienie - trochę cudem unikam zderzenia.

Piątek 

Mimo doświadczenia znów robię sobie problem(y). Powtarzałem sobie tyle razy "nie ufaj", "nie uzewnętrzniaj", "milcz". No i doigrałem się. Ale, znając moje szczęście rozejdzie się to po kościach z tym, że wolałbym mieć więcej spokoju i unikać wszelkich zawirowań.