Już od pewnego czasu chodzi za mną temat, z którym chciałbym się tu "rozprawić" na dobre i - w miarę możliwości nie wracać w tak obszernej formie, no chyba że pojawią się jakieś nowe wątki... Mianowicie - kontrola. Departament, w którym pracuję obraca znacznymi środkami finansowymi, moja praca również sprowadza się do kwestii finansowych w znacznej mierze, to też szczególnie znajduję się w centrum uwagi kontrolerów różnej maści - od naszych (wewnętrznych), poprzez ukrytych (incognito) aż po zespół kontrolerów z działu stojącego ponad naszym Departamentem.
Jednostka w której pracuję, właśnie przeszła kolejną całościową (kompleksową) kontrolę, którą przeprowadzał taki właśnie zespół. Panowie w czerni przyjechali, poprosili o wszelkie dokumenty z wybranego przez siebie dnia sprzed około miesiąca. Czyli wnioski, protokoły, moje decyzje oraz wszystkie notatki służbowe, dziennik wejść/wyjść, rejestr użycia aut służbowych i nagrania z kamer - czyli wszystko. Mają do tego prawo, wiedzą nawet ile razy i jak długo przebywałem tego dnia w toalecie.
W porównaniu do współpracowników mój protokół pokontrolny nie jest straszny. Ot, znaleziono kilka niedociągnięć, drobnych braków formalnych, które nie miały wpływu na stan finansów. Czyli jest ok. To, że coś w protokole będzie wiedziałem już wcześniej, gdyż dotarły do mnie informacje "i tak coś będziesz miał źle"* - i właśnie o tym chciałbym dziś nieco więcej.
Kontrola - to najczęściej proces sprawdzania, czy stan faktyczny zgadza się z wymaganym. Ale... nie tylko, ponieważ kontrola może być narzędziem służącym do różnych podłych celów. Jeśli ma się managera, którego celem jest wywołanie niepokoju (pisząc bardzo łagodnie), czy chęć podporządkowania sobie, to kontrola może być sposobem do zrealizowania tych planów. Naturalnie, manager nie robi tego samodzielnie, on ma swoich ludzi - zespół wewnętrznych kontrolerów, którym wskazuje jakie cele mają być osiągnięte.
- represje. Można tak powodować efekty kontroli, w której każda interpretacja pracownika będzie podważona przez kontrolującego. Przykład z kolorami podawałem dwa wpisy temu. To, że coś jest białe przez kontrolera widziane jest jako czarne. W uzasadnieniu wpisuje się niemające żadnego sensownego wyjaśnienia teorie, że akurat w tej konkretnej sytuacji ma być "tak i tak" - oczywiście wskazując na "błąd" pracownika. Cel - zdyskredytowanie go, obniżenie jego wartości pracy, pozbawienie premii.
- zastraszanie. Nigdy nie wiadomo, co tym razem zostanie wymyślone. Przykład z kilku dni temu - mimo że wciąż trwała kontrola kompleksowa, na tablicy ogłoszeń pojawiła się informacja iż "wstępne wyniki kontroli są druzgocące". Jak się okazało, takie nie były. Absurdalne, bezsensowne - tak, ale w żadnym razie druzgocące. No chyba że opisujemy tu pracę kontrolerów, ale nie o tym. W związku z tym ciąg dalszy informacji - "planowane jest natychmiastowe wszczęcie procedury sprawdzającej wdrożenie rozwiązań naprawczych mających na celu zapobieżenie uchybieniom w przyszłości". Czyli jedna kontrola się jeszcze nie skończyła, a już w trybie natychmiastowym wprowadzana jest kolejna. Cel - zastraszenie, niepewność oraz wzbudzanie ciągłego niepokoju.
- podporządkowanie. "Odpowiednio" sformułowany wniosek pokontrolny może zawierać mnóstwo uchybień, które jednoznacznie prowadzą do wszczęcia "postępowania służbowego", a za tym kryje się cała machina której jedynym celem jest dobicie jednostki. Zatem należy napisać wyjaśnienie do sprawy, potem uzasadnić to, powołać się na podstawę prawną, normy i etykę - a i tak wszystko na darmo, ponieważ - "w tej konkretnej sprawie należało postąpić inaczej" - brzmi ocena kontrolerów. I koniec. Emocje psychiczne gwarantowane, do tego postępowanie to również rozmowa bezpośrednia (i to nie jedna) z zespołem kontrolerów oraz managerem. Cel - ogłupienie, doprowadzenie do zamętu oraz skrajnych emocji.
To tylko niektóre elementy, wykorzystywane podczas "kontroli". Zderzyłem się z nimi kilkukrotnie, co szczególnie na początku nie pozostawało bez wpływu na komfort pracy. Nauczyłem się już trochę:
- jeśli tylko mogę, unikam słuchania rozmów na ten temat;
- nie należy się przejmować wynikami kontroli, ponieważ i tak efekty będą takie, jakie chce mieć manager;
- dziś dana rzecz jest biała, jutro ta sama może być już czarna;
Wciąż przede mną sporo pracy:
- nie ufać nikomu, bez wyjątków;
- nawet ktoś, kto wydaje się godny zaufania - patrz wyżej;
- mówić jak najmniej, a najlepiej wcale;
- być ostrożnym w wyciąganiu wniosków, bo taka sama sprawa u kolegi obok może być oceniona dobrze, u mnie może być jako "źle";
- nie szukać logiki - patrz wyżej;
- trzymać się jak najdalej od wszystkiego związanego z pracą;
Oczywiście, pracownik nie musi się zgadzać z wynikiem kontroli, nie musi niczego podpisywać, może mieć własne zdanie. Ma prawa, z których może skorzystać - przynajmniej teoretycznie. Są też inne metody o których nie chcę tu pisać, choć przy obecnych możliwościach technicznych metody te niejednokrotnie doprowadziły do pozytywnych rozwiązań. W oddziałach znajdujących się w innych miastach jest różnie - czasem lepiej, czasem podobnie - nie ma reguły, wszystko zależy od "góry".
Można zrezygnować. Z uśmiechem pod nosem kontempluję tę możliwość. Trzymam ją niczym zawór ostateczny, po który sięgnąć mogę w każdej chwili. Prócz korzyści finansowych tkwię w tym nadal, ponieważ w pewnym sensie testuję sam siebie. Ile jestem w stanie wytrzymać, co musi się stać aby przekroczyło to moją niewidzialną granicę tolerancji tych sytuacji, czy takie doświadczenie może przydać się w obecnych czasach? Widzę frustrację i załamania współpracowników, ich problemy które próbują rozwiązać np. alkoholem. Analizuję i obserwuję to, co tu dzieje się będąc jakby w samym centrum mrowiska. Każdy, kto przechodzi obok takiego złożonego organizmu widzi, że wszystko jest tu uporządkowane, logiczne, mające konkretny cel i harmonię. Mrówki uwijają się jak w ukropie tworząc system umożliwiający życie i rozwój. Dokładnie jak z Departamentem - z pozoru to świetna, lekka i dobrze płatna robota, ale jak się spojrzy z innej strony to widać pewne niedogodności. Na ile one przeszkadzają i czy równoważą się z plusami - częściowo jedynie mogę napisać.
* swoją drogą, piękne i motywujące do pracy stwierdzenie, nieprawda? Nie rozumiem, dlaczego kadra zarządzająca robi wszystko, aby uprzykrzyć pracę zespołowi ludzi, dzięki którym mają swoje posady a cały Departament jakoś tam funkcjonuje?
Kilkanaście tygodni temu, manager (m) nieopatrznie nie wyłączył mikrofonu podczas briefingu on-line, mówiący do kontrolera (k):
m - zacznij węszyć, masz być jak pies ku*wa!
k - ale co, kontrolować wszystko?
m - no ku*wa a co mówię?!
k - no dobrze
m - nie wracaj mi tu bez efektów!
m - masz znaleźć nieprawidłowości!
I coś miłego na koniec. Mój grudnik w zbyt małej doniczce znów rozkwitł 😀
A ktoś dociekliwy zauważy nawet panoszącego się w tle fikusa z Kętrzyna!


Mnie to się ten Departament zawsze kojarzy z "Zamkiem" Franza Kafki, ale to osobiste podejście.
OdpowiedzUsuńGrudnik piękny, bardzo ociepla i łagodzi te wspominki z kraju bluszczu i kontrolerów w czarnych garniturach.
Pogodnego tygodnia!
Grudnik to celowy zabieg w tym wpisie. Mało go pielęgnuję, ale jak widać tyle mu wystarczy.
UsuńDzięki, fajnego tygodnia ☀️
Dzięki :)
UsuńWygląda na to, że grudnik się dobrze czuje, jak ma święty spokój :)
Też bym taki chciał (święty spokój) 😁
UsuńJeden z kwiatków, którego bratowa u mnie zostawiła na chwilę i nie zabiera od tygodnia, to też grudnik. Ale ten u mnie nie kwitnie.
OdpowiedzUsuńTwój menager być może nie zna innej metody zarządzania pracownikami niż strach, inaczej nie potrafi.
A trzymasz go na oknie?
UsuńNa podłodze go trzymam, w ciemnym a ciepłym (blisko grzejnika) kącie, bo przecież ten kwiatek miał być na chwilę, zabrany następnego dnia. Na parapet nie mam dla niego miejsca. A bardziej nie chcę, żeby miał tam miejsce. Swoich kwiatów mi wystarczy i nie chcę żadnych dodatkowych od bratowej.
UsuńA no widzisz. Skoro trzymasz go w ciemnym korytarzu, to normalne że nie zakwitnie 😁
UsuńAle ona zamierza je w ogóle zabrać, czy już nie?
Już je zabrała.
UsuńTak, czytałem u Ciebie.
UsuńCzytam to i zastanawiam się, czy w Twojej firmie w ogóle funkcjonuje pojęcie dbania o komfort psychiczny pracowników? Nie twierdzę, że kontrole nie powinny się odbywać, ale przecież da się to przeprowadzać tak, żeby pracownicy nie czuli się jakby brali udział w sądzie bożym... Praca wśród ludzi którym nie można ufać też potrafi wypalać jak jasna cholera...
OdpowiedzUsuńTo samo pomyślałem.
UsuńPracownicy cały czas czują, że kierownictwo ma na nich jakiegoś "haka".
Czy w takiej atmosferze ktoś przejmuje się istotą swojej pracy?
Raczej nie, więcej dba o pozory.
Stasiek - mój manager uważa, że mamy za dużo swobody, komfortu i że nic nie robimy tylko się obijamy. Serio.
UsuńLech - myślę że to już nikt się nie przejmuje istotą pracy, tylko aby wytrzymać od 8 do 16 😆
UsuńAle praca w takiej atmosferze ludzi wykańcza, tak jak przebywanie w grupie w której nikt nikomu nie ufa... Nie boisz sie, że to kiedyś odbije się na Twoim zdrowiu?
UsuńJeśli nie będę się tym przejmował, to nic nie powinno się dziać. Staram się łapać oddech gdy tylko mogę.
UsuńTy sam najlepiej wiesz w czym siedzisz i jak się z tym czujesz. W razie gdyby atmosfera stała sie nie do zniesienia to zawsze możesz podziękować za współpracę.
UsuńNo tak, zawsze mogę złożyć wypowiedzenie. I trzymam sobie taką możliwość jak już będzie naprawdę źle 😁
UsuńOby jednak nie było. Ktoś powinien uzmysłowić Twoim przełożonym, że nadmierna presja może tylko zaszkodzić. Oni by raczej nie chcieli żeby ich tak traktowano.
UsuńJasne, oni nie chcieliby być tak traktowani, ale takie jest życie - jedni jeżdżą po drugich.
UsuńTak, ci na górze zawsze będą skakać po głowach tych, którzy są niżej... 🙄
UsuńCzy to się kiedyś skończy? To bardzo krótkowzroczne.
UsuńTo by się skończyło, gdyby ci na dole potrafili postawić temu tamę, powiedzieć dość, ale do tego trzeba się zjednoczyć, a w Twoim zespole nawet szczególnego zaufania do siebie wzajemnie nie ma. A pracodawcom taka sytuacja zawsze jest na rękę. Pracowałem w firmach gdzie atmosfera była chora. Doprowadziło to do sytuacji, gdzie żeby przetrwać dzień w tym kołchozie zacząłem sięgać po wódę. Dziś, zmagając się z deprą, jestem już mądrzejszy i kolejny raz do takiego syfu bym sie nie wepchał, bo wiem jak to człowieka potrafi wypalić. Zdrowie mamy tylko jedno, a tych jegomościów na górze ono szczególnie nie interesuje. Dla nich liczy sie zarobek, a nie człowiek który go im zapewnia.
UsuńNo właśnie. Tu też jest tak, że niektórzy sięgają już po alkohol bo nie dają sobie z tym rady. Doprowadzenie do takiej sytuacji jest już pierwszym poważnym krokiem w kierunku depresji, bo jak to inaczej nazwać? Oczywiście, tych z góry to w ogóle nie interesuje, a nawet lepiej - gdy jest się w takim stanie jeszcze łatwiej manipulować ludźmi.
UsuńDobrze że wyszedłeś z tego, choć zdaję sobie sprawę że nie było lekko.
Wyszedłem z wódki. W depresji nadal tkwię. Niby pracownicy mają jakieś prawa, niby chroni ich kodeks pracy, związki zawodowe itp. a i tak w Polsce jest od groma firm w których panują złe praktyki...
UsuńMam doczynienia z alkoholikiem. Jakoś tam daje radę, ale wiem że w każdej chwili problem ten może powrócić. To bardzo wrażliwa kwestia. Niestety połączone jest to z depresją. Dobrze że wyszedłeś z alko, ale depresja jest również bardzo utrudniającym elementem życia.
UsuńDepresja wręcz potrafi upodlić życie, dlatego nie pozwól im siebie wypalić.
Usuń👍👍
UsuńCo prawda, kiedy jeszcze pracowałam, również zdarzały się kontrole, ale nie przybierały one aż takich odsłon. Dla mnie to zastraszanie pracowników, więc nie ma mowy o normalnej pracy. Zastanawiam się czemu ma służyć takie traktowanie osób, które pracują na efekty i zyski firmy. Chyba, że sami są zależni jeszcze od tych wyżej...
OdpowiedzUsuńPięknie zakwitł Ci grudnik :)
Dzięki, ciekawe jak długo będzie kwitł 🤔
UsuńOj, chyba każdy w swojej firmie przeżył kontrole, nawet NIK się zdarza w oświacie, a panom z NIKu nie wytłumaczysz, wiedzą swoje.
OdpowiedzUsuńZawsze tez sa to smutni panowie w garniturach i zawsze w protokole musi COŚ być.
Grudniki wszędzie kwitną, pięknie to wygląda!
Wszędzie, tylko nie u Darka w ciemnym korytarzu (pewnie jeszcze bez wody) 😜
UsuńPrzy tym kontrole u mnie to pikuś. Wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma. Mam teorie czemu tak sabotują pracę swoich zespołów. Chcą bezwzględnie posłusznych, a do tego bez krzty refleksji ludzi. Obawiają się wszelakich przejawów wolnej woli.
OdpowiedzUsuńDokładnie. To są cechy występujące w państwie totalitarnym.
UsuńRacja i we wszelakich służbach mundurowych.
UsuńAle chyba nie wszędzie, tzn. nie w każdym miejscu w służbach?
UsuńChodziło mi o wbijanie bezbłędnego posłuszeństwa do głów. Zwykle takie coś dzieje się u mundurowych. Ale wiadomo, że nie wszędzie i nie wszyscy dadzą się podporządkować.
UsuńNo właśnie, liczę na to że jednak nie wszędzie 😁
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńPewien kontroler powiedział mi, że musi coś znaleźć, bo posądzą go o wzięcie łapówki, jeśli w protokole napisze, że wszystko jest dobrze.
Ciekawe, czy kontrola zakwestionowałaby kwitnięcie grudnika w listopadzie, gdyby zakwitł w Departamencie? ;) :)))
Pozdrawiam serdecznie.
Ale to głupie, musi coś znaleźć... W jakich realiach my się obracamy?
UsuńMyślę, że gdyby mi tu w pracy kwiatek zakwitł to wszyscy byliby zazdrośni 🤣
Oj kontrole jak to było w Proszę Słonia? Wysoka komisjo?
OdpowiedzUsuńNie oglądałem tego, nie wiem 🤔
UsuńNormalnie mobbing. Myslę, że postepują tak przede wszystkim ci, którzy nie ogarniają. Siebie, życia, pracy. Co ich nie usprawiedliwia w ogóle.
OdpowiedzUsuńNie testuj się tam zbyt intensywnie, żeby Cię to za duzo nie kosztowało. Dobrze, że widzisz opcję odejścia.
Uściski.
Dobrze, nie będę się testował ponad miarę 👍👍
UsuńCzytając Twój wpis, poczułem coś znajomego i jednocześnie przerażającego. To, co opisujesz, nie jest tylko suchym procesem kontroli – to cały system nacisków psychicznych, który powoli wyciska energię i poczucie własnej wartości. Znam to z własnego doświadczenia w pracy, gdzie teoretycznie wszyscy działają „dla dobra firmy”, a w praktyce chodzi o strach, podporządkowanie i ściganie najmniejszych niedociągnięć.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się Twoje podejście – dystans, obserwacja i analiza tego, co się dzieje, zamiast bezrefleksyjnego reagowania. Ta metafora z mrowiskiem jest idealna – niby wszystko funkcjonuje, ale kosztem jednostek, które mogą zostać zmielone w systemie. I tak jak piszesz, czasem pozostaje tylko zawór bezpieczeństwa w głowie – świadomość, że można odejść, jeśli granice zostaną przekroczone.
No i ten grudnik na końcu – urocza metafora przetrwania mimo presji. Czasem małe kwiaty w codziennym chaosie przypominają, że mimo wszystko można coś utrzymać przy życiu.
Hmmm, no tak - też widzę to podobnie jak Ty. Z oczywistych względów nie mogę pisać o szczegółach. Siedzę sobie jak ten szaraczek i obserwuję, ale mam też możliwość - w każdej chwili wyjść i nie wracać.
UsuńOkropne to wszystko... :( Chyba nie znam nikogo, kto pracowałby w jakichś normalnych warunkach...? Albo maksymalnie jedną osobę.
OdpowiedzUsuńA u mnie też kwitnie grudnik. :)
Nikt nie mówił że będzie łatwo. Fajnie że kwitnie 👍👍
UsuńNigdy nie mogłabym pracować w takich warunkach. Współczuję bardzo.
OdpowiedzUsuńDzięki ✌️ Przyjemnej środy 😀
UsuńCześć Tomku życzę Ci miłego dnia. Ci od kontroli to się czują najpewniej kurna. Im nic nie zagraża. Kurcze, pewnie się najadłes stresu przez tą kontrolę. Kiedyś jak byłam na stażu w komendzie wojskowej to ciągle nas kontrolowali. Nie jest to wcale przyjemne jak Ci patrzą na ręce, a potem się doszukują błędów. Teraz praktycznie wszędzie taka taktyka. Jeszcze jak Ci proponują żebyś kablowal na innych to dostaniesz premię. Mój mąż też narzeka na ciągłe audyty. Pozdrawiam serdecznie 😀
OdpowiedzUsuńNiestety tak, podczas tym wiadomo - nie o wszystkim mogę napisać. No ale sam tego chciałem, choć nie sądziłem że będzie aż tak źle. Dzięki za komentarz, miłego tygodnia życzę Kasiu 😀
UsuńBrzmi to jak klasyczne techniki mobbingowe: presja, podważanie, straszenie i szukanie winy na siłę. Żaden pracownik nie powinien funkcjonować w takich warunkach.
OdpowiedzUsuńPuszek dodaje, że kiedy ktoś szuka błędów na siłę, to zwykle dlatego, że boi się własnych.
Kwitnący grudnik to rzeczywiście miły akcent. Moje ( a mam ich 8 w 3 kolorach) mają pąki.
Tak sobie myślę, że my nie potrzebujemy wrogów, sami się możemy wykończyć, choć teoretycznie gramy do jednej bramki. A Puszek ma dużo racji.
UsuńPokażesz, gdy już zakwitną?
Nigdy nie pracowałam w podobnej instytucji, dlatego nie znam problemu od wewnątrz ani nawet od zewnątrz. Za to przeżyłam 11 strasznych lat pod rządami dyrektorki-gestapo. Wyszłam z tego psychicznie skończona. I nie ja jedna, należy dodać.
OdpowiedzUsuń11 lat to bardzo dużo. Myślę, że to mogło wyglądać trochę podobnie jak tu w Departamencie, choć nie wiem dokładnie.
Usuń