Poniedziałek
Mimo woli słucham rozmowy współpracownika (w) dwa okienka dalej ode mnie z kontrolerem (k):
k - ten przedmiot wpisałeś do systemu jako kolor biały, wyjaśnisz to?
w - przecież to jest białe, to jak miałem wpisać?
k - no jest białe, ale równie dobrze może być czarne;
w - ale nie jest czarne tylko białe, a skoro coś jest białe to w systemie wpisuje "białe" - od zawsze tak robię;
k - źle robisz, powinno być "czarne", popraw się;
w - nie rozumiem, czyli od teraz białe dajemy do czarnego?
k - nie, dlaczego?
w - nic nie rozumiem;
k - nie dyskutuj, rób tak jak mówię.
Kontroler odszedł, a odwróciłem lekko wzrok udając, że zapatrzyłem się na jakiś punkt na ścianie. Szkoda że nie miałem słuchawek, nie chciałbym tego słyszeć.
Po pracy w celu choćby minimalnego podniesienia humoru, postanawiam wybrać się na sauny. Podczas seansu panuje duży ścisk, ale nieco później w saunie parowej jest już miły luz. Delektuję się gorącą parą, która otula mnie z każdej strony, oraz ciemnością.
Wtorek
Krótkie spotkanie z głównym managerem. Przez 15 minut cały Departament słucha, jak to źle pracujemy, chodzimy tylko na urlopy i się nie staramy. Miny grobowe, nikomu nie jest do śmiechu - oczywiście tylko w tym co widać, bo każdy wie że jest zupełnie inaczej. Konkluzja managera: "tak dalej być nie może" - koń by się uśmiał.
Po pracy dłuższy wyjazd, podczas którego zmuszony jestem do gwałtownego hamowania. Wciąż jestem pod wrażeniem skuteczności działania układu hamowania w tak małym aucie. Czułem, jakby niewidzialna siła chwyciła karoserię i zatrzymała ją prawie w miejscu. A to nic innego, jak asystent hamowania awaryjnego.
Środa
W pracy echa słów managera. Po pracy jadę na obiad do knajpki w centrum. Podają mi danie (dorsz z warzywami) z kwiatkiem - nigdy wcześniej tak nie robili. Przez chwilę zastanawiam się, czy to jadalny kwiat czy lepiej zostawić. Zjadłem. Żyję. Potem załatwiam dwie przyjemne rzeczy i wracam do domu. Choć bilans na plus, niewiele to pomaga.
Czwartek
Zanurzam się w e-booku. Kryminał. Jeszcze nie jest dostępny, czytam go jako "beta-czytelnik". Do niedawna nie wiedziałem, że jest w ogóle coś takiego. Sprawdzam poprawność językową, logiczność faktów i ogólnie - przesyłam uwagi autorowi.
Piątek
W pracy (i nie tylko) walczę. A wieczorem pakuję utensylia na dłuższy wyjazd, szczególnie miło zapowiada się niedziela. Niestety mam ograniczony czas, bo wyjeżdżam dopiero jutro po pracy, a w poniedziałek muszę być spowrotem w Departamencie. Że też wcześniej nie zrobiłem tak rudymentarnej rzeczy i nie wziąłem wolnego poniedziałku!

Your meal looks delicious. 👌
OdpowiedzUsuńYes 😎 It was delicious 👍
UsuńUsłyszane się nie odsłyszy...
OdpowiedzUsuńWasze spotkanie z menadżerem podobnie jak u mnie bywało spotkanie z dyrektorem.
Obiadek apetyczny kwiatki dodają teraz do wszystkiego.
Udanego weekendu.
No tak, takie spotkania pozostają w pamięci 🙄 Miłego weekendu 🤗
OdpowiedzUsuńBiałe jest czarne a czarne jest białe, czego tu nie rozumieć? 😉😅😅😅 Mam wrażenie że menagerowie właśnie po to w firmach są, żeby narzekać, marudzić i wymagać więcej za te same pieniądze... 🙄
OdpowiedzUsuńNie te same. Za mniejsze 🤣
UsuńFakt, im najbardziej by odpowiadało gdyby ludzie pracowali za osławioną miskę ryżu 😂
UsuńDokładnie tak.
UsuńNa wszelki wypadek trzeba było zapytać, bo może ten kwiat był tylko dla ozdoby 😅 Ale skoro nie zaszkodził? 😉
OdpowiedzUsuńDziwnie smakował, ale nie mam porównania bo nie jadam 😁
UsuńNiektóre kwiaty faktycznie są jadalne, choć sam się nigdy nie odważyłem... 🙄
UsuńSpróbuj, tylko popatrz jakie można jeść. Chyba bratki można, ale głowy bym nie dał za to 😁
UsuńBratki to ja lubię, ale gdy kwitną na ogródku 😉 W internecie na pewno i przepisy na dania z kwiatów można znaleźć 😅
UsuńNo tak ja też, ale na talerzu też całkiem nieźle wyglądają 👍 no i raczej nie dawałoby czegoś trującego... 🤔
UsuńNikt nie zaryzykował by pozwu po ewentualnym zatruciu 😉 A taki kwiecisty akcent to zawsze urozmaicenie posiłku 😉
UsuńJa prd. Chyba bym takiego menedżera odesłał od siebie, albo sam odszedł pilnie do klopa. Nie trawię takich ludzi, jakiś dziwnych procedur, które niewiele wnoszą do poprawności działania.
OdpowiedzUsuńTeraz czytam Cię sporadycznie, ale ciągle jakby to samo. Na prawdę warto było się przenieść za tą większą kasę na takie bagno?
Dobrze, że się mniej ludzi rodzi, bo te korpo mając nadwyżkę zasobów ludzkich dopiero by dawały czadu.
To samo, bo i poprawy nie ma w tym względzie. Jeśli nadejdzie ten czas, kiedy złożę wypowiedzenie to tak zrobię, cały czas traktuję to jako nowe doświadczenie - coś w tym stylu.
UsuńU mnie z szefową jest podobnie. Też się nie staramy, ale wszystko dziwnym trafem działa jak trzeba. Tak to już jest w januszexach.
OdpowiedzUsuńAha, czyli czujesz podobnie jak ja.
UsuńNo jest, na szczęście zespół jest w miarę zgrany. To jakoś idzie żyć.
UsuńTo chociaż zespół zgrany 😎👍
UsuńPrawdziwa zaleta w dzisiejszych czasach.
UsuńAle gdy zespół skłócony to ciekawiej jest, więcej się dzieje, nie ma nudy 🤣
UsuńTo prawda, wewnętrzne wojenki to temat do gadania 😎
UsuńA faceci obgadują bardziej niż kobiety.
UsuńKoleżanki dobrze mnie wyszkoliły xDDDD
UsuńHahahaha 🤣
UsuńMam za sobą długie lata szefowej, która odbierała nam chęć do życia, wpędzała ludzi w nerwice i depresje. Po czymś takim uwagi Twojego managera to słodka pieszczota...
OdpowiedzUsuńNo właśnie wiem, bo w różnych miejscach już byłem i różne rzeczy przerabiałem.
UsuńNo, jedzonko wygląda świetnie, z jadalnym kwiatkiem czy bez :)
OdpowiedzUsuńJa od dawna nie pracowałem na stałe, tylko na zlecenie.
Z tym że w czasie pisania książki wymyślałem sam na siebie - od nieudaczników i nierobów - co chwilę. Ale obcemu bym taki rzeczy nie mówił, tym bardziej że nie (do końca) odpowiadają one prawdzie. ;)
Może manager sam ze sobą mówił? To była jego własna samokrytyka była, tylko nie umiał tego dobrze wyrazić ;)
Ja tu sobie żartuję, ale nie zazdroszczę takiego szefostwa.
Pięknej niedzieli życzę :)
Jedzenie mają dobrze to fakt.
UsuńCiekawe, że siebie traktujesz gorzej niż kogoś obcego 😜
Główny manager to ciężki typ, trzeba go ignorować ile się da. Dzięki, miłego weekendu!
Nie określałbym tego jako: "traktuję siebie gorzej niż kogoś innego".
UsuńKrytykuję sam siebie bardziej, niż kogoś innego (przynajmniej na głos). Odzywa się wewnętrzny krytyk, kto go nie zna ;) Krytyka bywa czasami konstruktywna i przydatna, czasami wiadomo, kontra-produktywna.
Ale też nagradzam się za różne rzeczy, bardziej, niż nagradzam inne osoby.
Uważam, że samokrytyka i nagrody utrzymają się u mnie w równowadze ;)
Aha, no to dobrze. Po prostu jesteś dla siebie wymagający ale i dobry - skoro są teraz nagrody 😃 To motywuje 👍
UsuńTwój tydzień czyta się niemal jak mały dziennik życia w pracy i poza nią – prosto, bez upiększeń, ale pełen detali, które mówią dużo o codzienności. Zauważyłem, że sporo miejsca poświęcasz drobnym absurdom biurowym i tym „dziwnym” interakcjom z ludźmi – to wcale nie jest nudne, wręcz przeciwnie, pokazuje, jak często codzienność jest trochę surrealistyczna, a my musimy się w niej odnaleźć. Fajnie też, że opisujesz momenty dla siebie: sauny, obiad z jadalnym kwiatkiem, czy czytanie e-booka – to dodaje balans, pokazuje, że mimo pracy i obowiązków potrafisz znaleźć przestrzeń na przyjemności i refleksję. Całość jest merytoryczna, ale jednocześnie bardzo ludzka – nie ma tu sztucznej ekscytacji ani przesadnej dramatyzacji, tylko szczere spojrzenie na własny tydzień.
OdpowiedzUsuńCześć Andrzej! Mam sporo wolnego czasu, więc sauny i inne atrakcje są po to by korzystać, zatem odreagowuję tam trochę i nabieram dystansu.
UsuńDla mnie też miejsca takie jak sauna czy inne formy relaksu są bardziej niż tylko odpoczynkiem fizycznym – to przestrzeń, gdzie można się zdystansować od codzienności, odłożyć troski na bok i naprawdę złapać oddech. W takich chwilach łatwiej poukładać myśli i spojrzeć na sprawy spokojniej, bez pośpiechu i presji.
UsuńZgadza się, ale ja w takich momentach staram się w ogóle nie patrzeć na te sprawy związane z pracą, czy problemami. Czasem wystarczy je zostawić, przemyśleć jeszcze raz i nie podejmować pochopnych decyzji.
UsuńKwiatek wygląda na fuksję. Mieliśmy kiedyś bardzo ładną w doniczce. Raczej bym tego nie jadł.
OdpowiedzUsuńBeta-czytelnik - fiu, fiu, fiu! Dostaniesz później egzemplarz papierowy z wypasioną dedykacją?
Kwiatek - nie że szkodliwy, ale to tylko ozdoba.
UsuńHmmm, ja prosty człowiek nie wiedziałem czy to się je czy nie 🤣
UsuńNie wiem czy zasłużę na książkę z dedykacją, zobaczymy to się okaże 😁
Zdaje się, że co na talerzu - to zjadliwe. :)
OdpowiedzUsuńDobrze, że nic Ci się nie stało przy tym hamowaniu!
Te słowa "nie dyskutuj, pisz czarne" kojarzą mi sie z pracą, którą rzuciłam. Nie byłam w stanie w takich warunkach działac, a jeszcze miałam za zadanie tłumaczyc to innym. No sorry.
Tak, doskonale rozumiem. To wmawianie, że coś jest takie a nie inne, choć w rzeczywistości jest inaczej. Masakra.
UsuńHamować musiałem, bo przy drodze stał łoś. I gdy go zobaczyłem, musiałem hamować bo mógł w każdej chwili wejść na jezdnię.
Jedzonko wygląda bardzo dobrze. Oj bardzo.
OdpowiedzUsuń😀👍
UsuńZawsze mnie skręca jak czytam takie opowieści z pracy i przypominają mi się moje... :(
OdpowiedzUsuńDanie wygląda apetycznie, a kwiatek to faktycznie zagwozdka - ale jak jadalny, no to nie ma problemu. :)
Nie chciałem wywoływać lub przywoływać złych emocji, ale niestety ten temat jeszcze się tu pojawi kilka razy co najmniej 😐
UsuńAle nie w tym sensie napisałam. ;) Twój blog i piszesz o czym chcesz. :) Ja po prostu cieszę się, że nie pracuję. :P
UsuńAaaa, rozumiem 😁
UsuńSmakowicie wygląda to danie, a ten kwiatek, jeżeli nic się nie zadziało to dobrze, to znak, że można jeść :)
OdpowiedzUsuńBardzo lubię tam chodzić, a może mnie polubili skoro dostałem takiego kwiatka?
UsuńJak dla mnie cosik szemrany ten kontroler 🤭 Zero sensownych wyjaśnień tylko rób co każe i już. Oj Boże Boże... Obiadek wygląda cudnie. Dawno nie jadłam dorsza. Pozdrawiam najserdeczniej i dziękuję za miłe słowa u mnie. Pięknego weekendu.
OdpowiedzUsuńSzemrany to dobre określenie 😁😁 Dzięki, miłej niedzieli dla Ciebie 🤗
UsuńStrasznie źle mi się tu pisze komentarze z telefonu :( bardzo małe okienko :( i wylatują w powietrze :(
OdpowiedzUsuńJa tylko na telefonie piszę. Rzadko kiedy włączam laptopa, to kwestia przyzwyczajenia 😜
UsuńMoże to dlatego, że się nie loguję...
UsuńMożliwe. Mi się nie chce uruchamiać laptopa, to czyste lenistwo 😁
UsuńMoja koleżanka też płakała, że mówiono, że jest złym pracownikiem. Nie mówiono dlaczego. To niezgodne z prawem pracy, bo tam jest informacja, że pracownik ma prawo wiedzieć, co robi źle. Stąd pisząc wypowiedzenie umowy o pracę trzeba to napisać tak, by pracownik to rozumiał i się z tym zgadzał. Dkatego wasz (k) jest wysoce nieprofesjonalny. Na miejscu waszego pracownika wyslalabym gdzies pisemne zapytanie z prośbą o instrukcję...
OdpowiedzUsuńMyślę, że to wywołałoby tylko złe konsekwencje, to skomplikowane i nie mogę pisać i szczegółach.
UsuńRozumiem, ale i tak postępowanie k nie jest właściwe...
UsuńNie jest. Nie ma tu żadnej etyki, choć powinna.
UsuńOstatnio hamował za mną dziadek dziadkowozem, a ja patrzyłam na to w lusterku wstecznym. Nie robiłam nic, a może mogłam? Choć wiadomo, że droga hamowania jest bardzo dłuuuuuuuga, a w rzeczywistości to sekundy. Udało mu się. Mam nadzieję, że coś z tym zrobi (może przynajmniej wymieni opony)
OdpowiedzUsuńOdpowiedni odstęp i przewidywanie to podstawa, ale opony też ważne.
UsuńFuksja- kwiat jadalny, słodkawy o jagodowym smaku.
OdpowiedzUsuńBył czas, kiedy strzeliste formy posiłków były podawane kobietom, a bardziej krągłe mężczyznom. Zapytałam o to kelnera, który właśnie tak uformowane desery podał do stołu.
Ostatnio miałam ciasto z liściem. Zleciłam test jadalności kokedze. Przeżył, więc też zjadłam.
Teraz łatwo to sprawdzić obiektywem gugla
Hmmmm ciastko z kolegą...
UsuńTak, zapomniałem żeby użyć technologii do sprawdzenia co to za kwiatek i czy się nadaje do jedzenia.
Czwartek brzmi przerqżająco wiedząc, że widzisz moją niedbałość piśmienniczą...
OdpowiedzUsuńSerio? Wcale 😀 Jeśli ktoś poprosi, to chętnie wskazuję jakieś tam błędy, ale to nie jest tak że na wszystkie reaguję tak samo 🤗
UsuńNie zapomnij odebrać dni wolnych za sobotę 1 listopada w bieżącym okresie rozliczeniowym godzin pracy :)
OdpowiedzUsuńUdanego wyjazdu!
Uwaga-mgły! Jak w saunie parowej, tylko zimniej
Tak, już mam zaplanowany ten wolny dzień. Dziękuję, już wróciłem. Mgła była, ale bardzo mała wręcz minimalna więc nie sprawiała problemów.
UsuńW górach mgła. Nad morzem mgła. Ciekawe, gdzie jej nie było :)
UsuńW Kazimierzu Dolnym nie było 😀
UsuńKurcze... ludzie to jednak są fajjjjjjni
OdpowiedzUsuńSą. Ale są różni, grunt to trzymać się z dobrymi ludźmi, z takimi którzy nie skrzywdzą.
UsuńGeneralnie wszystko co znajduje się na talerzu powinno być jadalne :D I tak chyba jest, no chyba że karmiący celowo zamierza kogoś zatruć ;)
OdpowiedzUsuńSerwowanie do jedzenia kwiatów jest coraz popularniejsze, no bo oprócz tego że jadalne dekorują potrawę. W moim domu rodzinnym mama robiła naleśniki z kwiatami dzikiego bzu. Ze spaceru przynosiliśmy kwietne baldachy, mama robiła ciasto naleśnikowe, baldachy takie całe z ogonkiem wsadzała do garnka z ciastem i smażyła na patelni. To ulubiony wiosenny smak mego dzieciństwa. Spróbuj w czasie kwitnienia czarnego bzu, powinno ci posmakować bo naprawdę dobrze smakuje :) Podobnie smakuje sok z kwiatów czarnego bzu, ale musi być on tylko z tych kwiatów bez ekstra dodatków, jak dla mnie pycha, no i o zdrowotności wielkiej :)
Uwielbiam syrop z kwiatów czarnego bzu! Robiłam racuchy, ale były jak dla mnie za bardzo aromatyczne
UsuńMario - też tak uważam, że to co nas talerzu to powinno być jadalne. Co do bzu - muszę kiedyś wypróbować skoro tak zachęcasz 🤗
UsuńSalmiaki - tak, ja też kiedyś piłem gdy miałem nieco słabsze wyniki zdrowia, ale ostatnio zapominam...
UsuńPewnie piłeś syrop z owoców czarnego bzu. Ja z kwiatów- dodaję do wody gazowanej lub herbaty- dla smaku
UsuńSok z czarnego bzu. Rozcieńczałem z wodą, bo inaczej nie dało się tego pić, a poza tym tak było napisane na etykiecie 😃
UsuńLubisz Tomku poznawać nowe smaki, lubisz także pichcić, więc spróbuj, a nuż wzbogaci to twój jadłospis :)
UsuńCo zaś do soków to ten zrobiony z owoców czarnego bzu jest ciemny a ten z kwiatów jest bardzo jasny, jeśli jest bez dodatków dosmaczających. Z owoców nie piłam więc trudno mi porównywać smaki. Ten z kwiatów ma orzeźwiający smak, nadaje się na lemoniadę.
Spróbuję Mario, chętnie to zrobię 👍🙂 Ja piłem taki bardzo ciemny sok, więc to był sok z owoców.
UsuńJuż się odzwyczaiłem od chamówy odstawianej przez polskich przełożonych. W Irlandii zwracanie się w tym tonie do pracowników jest możliwe jedynie w firmach, gdzie stołki managerskie niższego szczebla są obsadzeni przez ludzi z krajów byłego bloku wschodniego. Tam, gdzie jest obsada irlandzka, bardzo delikatnie wskazuje się problem, pilnując by nie mówić źle o pracownikach, przedstawia się oczekiwania i informuje się, że nad tym w najbliższym czasie firma zamierza pracować. Koleś, który publicznie by zaczął mówić do podwładnych, że kiepsko pracują, sam by miał kłopoty (nie wiem, czy od razu by go wywalili, czy dostałby naganę, ale miałby problem).
OdpowiedzUsuńKwiatek miał jakiś ciekawy smak, czy po prostu był jadalny?
Domyślam się, że różnica to jak niebo a ziemia. To przy klientach jesteśmy tacy, poza nimi inni, przy kamerach jeszcze inni a gdy jest kontrola to znowu inaczej się zachowujemy. Można zwariować. Czasem jest mi całkiem blisko...
UsuńManager nie nadaje się na managera. Na babcię klozetową też nie.
OdpowiedzUsuńKwiatek ładny ale jednak bym go nie zjadła;-)
Wg głównego szefa manager jest świetny w tym co robi, choć czasem i jego opieprzał.
UsuńHaha Tomek, Twoje podsumowania to majstersztyk codzienności 😄 Ten dialog o „białym, które ma być czarne” to już klasyka biurowego absurdu — aż człowiek nie wie, czy śmiać się, czy płakać 😂 A z tym dorszem z kwiatkiem… dobrze, że żyjesz, bo byłoby szkoda takich relacji z Departamentu 😉 Czekam już na kolejne podsumowanie — zawsze poprawia humor, nawet po najdziwniejszym tygodniu!
OdpowiedzUsuńNoooo, ja myślałem że nic dziwnego mnie już w życiu nie spotka, ale praca w Departamencie to potrafi 🤣
UsuńBardzo fajnie się Ciebie czyta.
OdpowiedzUsuńPrzytoczony dialog to majstersztyk... niestety tylko na papierze. Współczuję Twojemu współpracownikowi, że musiał tego słuchać i w dodatku pewnie zachowywać stoicki spokój.
Dobrze chociaż, że reszta tygodnia była lepsza, bo znalazłeś czas na saunę, pyszny obiadek i lekturę. Choć takiego czytanie z myślą o wyłapywaniu błędów, już nie wydaje się takie fajne.
Ale pewnie książka tego warta i błędów mało.
Fajnie, że zamknąłeś tydzień wizytą w Kazimierzu. :)