Po dość ciężkim dniu pełnym wyzwań i nietypowych sytuacji wracam do domu. Wybieram dłuższą drogę, bo mam ochotę przejechać się poza miasteczkiem i wyciszyć.
Droga jest czarna i pusta, jadę około 60 km/h. Bardzo cicho w tle leci Die With a Smile. Termometr wskazuje -14. Gdy wjeżdżam do lasu czuję, że auto zaczyna lekko "myszkować". Wykonuję mikroruchy kierownicą aby zachować tor jazdy na wprost i stopniowo zwalniam, aby spróbować zahamować i zbadać stan przyczepności kół do nawierzchni. Przy około 40 km/h wciskam niezbyt mocno hamulec, ale od razu uruchamia się ABS a auto prawie wcale nie zwalnia - jadę po czarnym lodzie. W ułamku sekundy robi mi się bardzo gorąco, a wszystkie mięśnie napinają się jakby przygotowywały do najgorszego.
Po zmniejszeniu prędkości zatrzymuję się w zatoce tuż przy jezdni i wychodzę nabrać świeżego powietrza oraz zrobić zdjęcie. Droga przypomina lodowisko - ledwo mogę ustać na nogach.
Dookoła prawie idealna cisza. Słyszę tylko szmer układu hybrydowego auta. Powietrze jest bardzo zimne, choć wciąż czuję że wewnątrz jest mi gorąco. Wracam do pojazdu. Nie przekraczając 30 km/h dojeżdżam do miasteczka i dopiero wtedy zaczynam się relaksować.
Robię kilka rund naokoło centrum. Droga jest biała, ale ze sporo lepszą przyczepnością. Okazuje się, że nawet oczekiwanie na skrzyżowaniu z czerwonym światłem pozwala na odpoczynek. Podkręcam muzykę i wsłuchuję się w kolejne utwory analizując przebieg linii melodycznej na przemian basu i głosu prowadzącego.
Zamiast takiego bezsensownego jeżdżenia powinienem posprzątać w domu, uprasować białe koszule, lub choćby pójść poćwiczyć na basenie... Ale może to zrobię jutro, przecież świat się nie zawali. Może.
Dziś okazało się, że soboty mają być pracujące, ale dyżury będą tak podzielone, aby nikt nie musiał pracować więcej niż 3 soboty w miesiącu, a może i 2. Ale...rozpoczynam nowy projekt, a to oznacza że muszę zarezerwować sobie jeszcze kilka dodatkowych weekendów (łącznie z niedzielą). Robiłem to już wcześniej, więc nie martwi mnie to prócz tego, że będę miał mniej czasu dla siebie...
Powoli myślę o urlopach, ale te najwcześniej w czerwcu (nie więcej niż tydzień) i na przełomie września i października (dwa tygodnie). Sycylia? Portugalia? Majorka? A może po prostu Bieszczady? Wstępnie rezerwuję nocleg (z możliwością odwołania), bo sam jeszcze nie wiem jak to wszystko się zgra z projektem oraz tymi sobotami i możliwością zgrania grafiku.
Tymczasem kończę przejażdżkę. Po zaparkowaniu w garażu nie bardzo mam ochotę wychodzić z przytulnego wnętrza autka. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Na pewno nie będę wracał drogą przez las...

Jeżeli Ty miałeś problem z jazdą to co ma zrobić mniej doświadczony kierowca, pytam...
OdpowiedzUsuńTomku ..wyobraź sobie, że dopiero teraz dotarła do mnie kartka z Rodos...dziekuję miło, ze dotarła..pozdrawiam
Cieszę się że w końcu dotarła 😀😀
UsuńAno, gorąco się robi. Znam to uczucie :)
OdpowiedzUsuńTy już myślisz o następnych urlopach ;)
Spokojnego tygodnia :)
Myślenie o urlopach pomaga przeżyć 😁
Usuńnie jestem wybitnym kierowcą i w ogóle ograniczam jeżdżenie autem do niezbędnego minimum z przyczyn 2 x eko /-logia i -nomia/, więc gdy może grozić szklanka, to od razu modyfikuję swoje ewentualne plany... za to pamiętam pewną mega szklankę w wielkim mieście stołecznym, stanęło wtedy właściwie wszystko, tak pojazdy, jak piesi na ulicy, nikt nie śmiał się wręcz ruszyć z miejsca, trwało to w granicach 1/2 - 1 godziny i dopiero pojawienie się Słońca poprawiło sytuację... świat bez tarcia po prostu nie ma prawa istnieć...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Tak jest. Teraz znowu zapowiadają gołoledź, zobaczymy.
UsuńHmm... nie wiem czy określenie "myszkować" jest tutaj odpowiednie. Tzn. nie spotkałem się dotąd z użyciem tego słowa w znaczeniu innym niż szukać czegoś, zaglądając w różne miejsca. Co właściwie robiło twoje auto? Ślizgało się?
OdpowiedzUsuńW tematyce związanej z jazdą to raczej zrozumiałe określenie. Pójdź na dobry kurs, to ktoś wytłumaczy Ci albo i pokażę w praktyce.
UsuńMyszkować to znaczy to ic takie bardzo małe zmiany toru jazdy najczęściej spowodowane gołoledzią. Auto niby jedzie na wprost, ale ktoś zorientowany wyczuje i zauważy że coś jest nie tak.
Nocne przejażdżki samochodem po zaśnieżonej okolicy to nie dla mnie. Co innego spacer.
OdpowiedzUsuńSpacer też dobry, ale miałem auto więc wracając z roboty pojechałem.
UsuńPrzejażdżki z dreszczykiem Ci się zachciało? 😅 Albo lubisz ryzyko, albo masz nadmierną wiarę w utrzymanie polskich dróg, a już jazda po lesie? 😉 Dobrze że jesteś doświadczonym kierowcą, bo nie jeden młokos by spanikował.
OdpowiedzUsuńLubię jeździć.
UsuńWierzę, ale stan polskich dróg obecnie do tego nie zachęca. Mnie rano przyszedł alert sms, że czekają nas opady zmarzniętego deszczu, więc będzie tylko gorzej niż obecnie. Lepiej nie sprawdzać niepotrzebnie szczęścia 😉
UsuńGdybym wiedział o tej sytuacji w lesie wracałbym normalnie przez miasteczko.
UsuńNo cóż, cenna lekcja na przyszłość 😉 Przy obecnej pogodzie lepiej korzystać z często uczęszczanych dróg, choćby ze względu na to, że w razie wypadku zawsze ktoś się zatrzyma i pomoże.
UsuńKierowcą nie jestem, ale wyobrażam sobie twój stres.
OdpowiedzUsuńMoże Sycylia?
Biorę pod uwagę, już nawet noclegi znalezione 😁
UsuńMnie się raz tak gorąco zrobiło, kiedy hamowałam, a samochód nie reagował. Przede mną był wielki tir, a jechałam prosto pod niego. Gdybym się pod niego wbiła, nie przeżyłabym, a wiozłam ze sobą dziecko w foteliku. Na szczęście zobaczyłam malutką zatoczkę i tam odbiłam. Chyba w ostatniej chwili. To było dawno, a jednak pamiętam do dziś to uczucie gorąca, nogi trzęsące się jak galareta, walące serce i drżenie rąk.
OdpowiedzUsuń