Od dzisiaj wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące możliwości karania kierujących, którzy przekraczają dozwolone prędkości.
Przekroczenie prędkości o co najmniej 51 km/h poza obszarem zabudowanym na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych, będzie oznaczać zatrzymanie uprawnień do kierowania na okres 3 miesięcy. Do tej pory przepis taki obowiązywał jedynie w obszarze zabudowanym.
Jak podaje Komenda Główna Policji w ubiegłym roku zatrzymano ponad 24 tysiące uprawnień do kierowania z tego powodu.
Jednocześnie na autostradach oraz drogach ekspresowych takie wykroczenie w ruchu drogowym oznacza wciąż jedynie mandat oraz punkty karne. Wg mnie brakuje tu konsekwencji, bo na tych drogach również prawo jazdy powinno być zatrzymywane. Bo czy jazda z prędkością 191 km/h na autostradzie i więcej nie jest poważnym zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego?
To pytanie retoryczne. Szkoda, że u nas sporo się komplikuje a nie stanowczo wprowadza zmiany które mają przynieść poprawę. A Wy co o tym sądzicie?

Mhmm, myślę, że na rowerze mi to nie grozi, nawet jeśli już zdjąłem oponę z kolcami, która spowalniała moją jazdę :)
OdpowiedzUsuń😁
UsuńSwoją drogą to ciekawe czemu autostrady nie zostały ujęte w tych zmianach? Tam też nie brakło tragicznych wypadków spowodowanych szaleńczą jazdą. Według mnie nie powinno się pomijać autostrad.
OdpowiedzUsuńTam wypadków jest znacząco mniej, co nie znaczy że tam można pędzić na złamanie karku.
UsuńAle niektórzy niestety tak robią. Autostrady to idealne pole do popisów dla tych, którzy mają ciężką nogę i furę z niezłym stadkiem koni pod maską.
UsuńJuż od wielu lat w Ontario (Kanada) przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h na drogach, gdzie limit wynosi 80 km/h lub więcej (a o 40 km/h tam, gdzie ograniczenie jest niższe), kwalifikowane jest jako tzw. „stunt driving” – jazda kaskaderska. Skutkuje to natychmiastowymi i surowymi konsekwencjami: 30-dniowym zawieszeniem prawa jazdy oraz 14-dniowym odholowaniem i zatrzymaniem pojazdu. W przypadku skazania przez sąd grozi grzywna w wysokości od 2000 do 10 000 dolarów, 6 punktów karnych, zawieszenie prawa jazdy na okres od 1 do 3 lat, a nawet kara pozbawienia wolności. Dodatkowo uzyskanie ubezpieczenia po takim wykroczeniu bywa bardzo trudne i niezwykle kosztowne.
UsuńZ moich obserwacji — jeżdżąc głównie po Ontario, ale także po innych prowincjach i w Stanach Zjednoczonych — wynika, że drastyczne przekroczenia prędkości zdarzają się stosunkowo rzadko. Oczywiście nie twierdzę, że problem nie istnieje, jednak w porównaniu z niektórymi krajami skala zjawiska wydaje się mniejsza. Często poważne wykroczenia są związane z jazdą pod wpływem alkoholu lub narkotyków.
Wiem, że w Polsce liczba wypadków drogowych jest wciąż wysoka, a same przepisy — choć zaostrzane — nie zawsze przekładają się na radykalną poprawę sytuacji. Myślę, że ogromną rolę odgrywa kultura jazdy i podejście do prawa jako takiego. Przytoczę kilka autentycznych wypowiedzi naszych rodaków, których spotkałem w Kanadzie:
• „Ja na autostradach w Polsce nie jeżdżę poniżej 160 km/h” — słowa osoby niedawno przybyłej do Kanady.
• „Po co się pan zatrzymał na stopie? Przecież nie było policji!” — komentarz pasażera.
• „Dlaczego pan nie skręca? Przecież nie ma policji” — usłyszałem, gdy czekałem na zmianę światła z czerwonego na zielone przed skrętem w lewo.
• „Po dwóch piwach mogę bez problemu jechać” — kolejna „złota myśl”.
• Zdarzało się również, że klienci w ciągu dnia częstowali mnie wódką. Gdy odmawiałem, tłumacząc, że prowadzę samochód, słyszałem: „Ale ja ci pozwalam!”.
• A kiedy używałem kierunkowskazu przy wyjeździe z parkingu (robię to odruchowo), pasażer patrzył na mnie z niedowierzaniem.
Część tych osób dość szybko przekonała się, że w Kanadzie takie podejście może być bardzo kosztowne. Mandaty, punkty karne, zawieszenie prawa jazdy, gwałtowny wzrost składek ubezpieczeniowych, a czasem również wypadki — to wszystko potrafi oznaczać wydatki rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy dolarów. W niektórych przypadkach dochodziła utrata pracy z powodu braku możliwości dojazdu. Znam osoby, które po takich doświadczeniach musiały ogłosić upadłość. Byli też tacy, którzy zatrudniali prawników, płacąc im bardzo wysokie honoraria — z różnym skutkiem. Kilku spędziło nawet pewien czas w zakładzie karnym.
Można zatem powiedzieć, że dla niektórych była to bardzo bolesna, ale skuteczna lekcja realiów nowego kraju.
Stasiek Górny - jak ktoś ma mały rozum, to rozpędza się ponad miarę niezależnie od tego czy jest na autostradzie, czy w zabudowanym.
UsuńJack - dzięki za obszerny komentarz pokazujący, jak to wygląda w Kanadzie. Z tego co piszesz, tam podchodzi się do problemu w sposób kompleksowy. Tu u nas podwyższa się karty szczególnie po tragicznych wydarzeniach, działając niejako ad hoc - zamiast systemowi i kompleksowo. Kultura jazdy, szacunek do prawa, dobra edukacja i promowanie bezpiecznej jazdy - tego wciąż nie ma.
UsuńTak, a co gorsza niektórym to i zabranie prawa jazdy rozumu nie wraca. Wsiadają za kółko mimo zakazów prowadzenia, a że sądy podchodzą do tego łagodnie? Z drugiej strony mamy przepełnione więzienia i wpychanie tam każdego kto ma w dupie sądowe zakazy sytuacji nie polepszy. Sądy powinny takich delikwentów karać pracami społecznymi. Nie dość że najedli by sie wstydu to jeszcze coś pożytecznego dla społeczeństwa by zrobili.
UsuńWięzienia nie powinny być dla piratów drogowych. Jest dużo innych i lepszych oddziaływań, tylko trzeba zacząć z nich korzystać. Już dość dawno temu wprowadzono możliwość publikacji pijaków za kółkiem. I co, widzisz ich twarze w gazetach?
UsuńNie i prawdę powiedziawszy nie rozumiem czemu sądy z tego nie korzystają. Wstyd najlepiej uczy ludzi rozumu. Gdyby delikwent jeden z drugim zobaczył swoją japę w gazecie to może zrobiło by mu się głupio i na drugi raz by się zastanowił.
UsuńTo już trzeba w sądach pytać, ale z tego co widzę to często jest tak że wyrok jest z najniższej półki.
UsuńPolska to chyba jedyny kraj gdzie można dostać kilka zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych, co jest najlepszym dowodem, że wymiar sprawiedliwości nie traktuje swoich własnych wyroków poważnie. Trudno wiec oczekiwać by piraci drogowi traktowali przepisy ruchu drogowego inaczej.
UsuńNiestety tak. Zatem gdy jest tyle luk i możliwości, ludzie jeżdżą nie przejmując się czy mają prawko czy nie.
UsuńNiestety dopóki ktoś na poważnie się za to nie weźmie, takie zachowania będą normą. To da sie zrobić, ale nie rękoma polityków. Tu trzeba fachowców.
UsuńDecyzje, które są mało popularne i przynoszą spadek poparcia nie są potrzebne rządzącym.
UsuńA ja sadze, że auta nie powinny móc osiągać szybkosci powyżej najwyższej dozwolonej w danym kraju. Jakąś blokadę przy kupnie się powinno dostawać. W ten sposób na autostradzie nie pojedzie w ogóle szybciej. A poza autostradą karać az dudni.
OdpowiedzUsuńWiele (nie wszystkie) ciężarówek posiada "speed limiters", zwykle mogą maksymalnie jechać do 105 km/h. Zazwyczaj osoby kupujące samochody sportowe są zafascynowane maksymalną szybkością na ich licznikach. I niestety, niektórzy właściciele próbują osiągnąć te szybkości na autostradach i normalnych, miejskich drogach. Chociaż takich samochodów jest bardzo mała ilość (ceny rzędu setek tysięcy dolarów), stosunkowo często słyszy się o tragicznych wypadkach przez nie spowodowanych. Kilka lat temu w moim mieście zginęły na ulicy o szybkości 60 km/h dwie osoby, jadąc samochodem Ferrari. Po wypadku policja musiała zawołać dwie lawety--bo samochód został dosłownie przepołowiony na dwie części. Ciekawe, czy w każdej z nich znajdował się denat?
UsuńRadiomuzykant - ka - myślę że to nie realne, prędzej pojawią się autonomiczne pojazdy niż ograniczenia...
UsuńJack - możliwe że szczątki ciała znajdowały się tu i tu. Jak widać, niezależnie od statusu właściciela bezpieczeństwo może być traktowane nijako.
UsuńCzasami myślę sobie, że ktoś miał pomysł, ale chyba nie do końca przemyślany. Na autostradach również dochodzi przecież do tragicznych ze względu na przekroczoną prędkość...
OdpowiedzUsuńOczywiście, że na autostradach dochodzi do wielu wypadków z powodu przekroczenia szybkości-a nawet powiedziałbym, że to właśnie na tego rodzaju drogach ludzie uwielbiają szybką jazdę!
UsuńBogusława Matusiak - mnie też zastanawia, dlaczego tam nie zmieniono restrykcji.
UsuńJack - ciężkość wypadków drogowych wynika przede wszystkim z prędkości.
UsuńNa autostradzie jeszcze większe zagrożenie i grozi karambolem!
OdpowiedzUsuńZgadza się. Tym bardziej że średnio umiemy jeździć po autostradach.
UsuńDobre i to, chociaż wydaje mi się, ze lepsze efekty dawałby konsekwencja i nieuchronność kary; jak ktoś raz stracił prawo jazdy a trzy miesiące, to kolejny raz powinien odpowiadać w recydywie stosownie wyższymi konsekwencjami. A po trzecim razie dożywotnia utrata prawa jazdy.
OdpowiedzUsuńTylko że u nas dożywotnia utrata prawa jazdy jest mało znaczącą karą, bo ludzie dalej jeżdżą tylko że bez uprawnień.
UsuńW Kanadzie czasem tak samo. Szczególnie niektórzy kierowcy gdy piją, nawet potrafią ukraść samochód i pojechać. Jednego skazali na niesamowitą karę 14 lat w więzieniu: mimo zabrania prawo jazdy, ciągle jeździł, otrzymał kilkanaście mandatów i wreszcie gdy zabił 2 osoby, dostał ten śmieszny wyrok. Takich ludzi po prostu trzeba wyeliminować-a że nie można ich wpakować do więzienia, postulowałem zakucie ich rąk w dyby (mówię 100% poważnie), aby nie byli w stanie prowadzić żadnego samochodu. Gdy 40+ lat temu byłem na kursie prawa jazdy, instruktor mówił, że "jak chcesz popełnić morderstwo, zrób to samochodem, że niby wypadek--może nawet nie odsiedzisz ani jednego dnia." Niestety, miał rację.
UsuńNo właśnie, tu pole do nadużyć jest ogromne. Ogólnie, jest z tym spory problem nie tylko w kontekście jazdy bez uprawnień, ale w ogóle - np. dziurawego systemu kontroli.
UsuńBrak skutecznego wyłapywania tych, którzy jeżdżą bez uprawnień jest zdecydowanie do naprawienia, tylko nie wiem, jak: może wykorzystać nowoczesną technologię - wsiadasz do samochodu, przykładasz palec do czytnika linii papilarnych i system elektroniczny sprawdza czy masz uprawnienia do kierowania pojazdem, jak nie masz, auto nie ruszy z miejsca - jesteś w tym bardziej oblatany - dałoby się to zrobić?
UsuńW Ontario niektórzy kierowcy złapani poprzednio na piciu & jeździe, aby móc ja jakimś czasie ponownie zasiąść za kierownicą, muszą wmontować w samochodzie specjalne urządzenie badające ilość alkoholu. Nie wiem na 100%, jak działa--ale w każdym momencie może poprosić kierowcę o dmuchnięcie (i chyba również w momencie zapalania samochodu). W Minnesocie istnieje coś podobnego, jak też tacy kierowcy przez jakiś czas muszą mieć specjalne numery rejestracyjne - bodajże zaczynające się na "W", co oznacza, że dany kierowca pił & jechał. Nazywane są one powszechnie "Whisky Plates". To, o czym mówisz--czytnik linii papilarnych--to ja to dawno temu sugerowałem z powodu nagminnych kradzieży samochodów tutaj w Kanadzie (i śmiesznych kar-tutaj nie istnieje efektywny system karny, to jest chory, lewicowy i "politically correct" kraj). Taka technologia--np. czytałaby linie papilarne lub nawet wymagałaby po prostu "password", hasła-autumatycznie nie pozwoliłaby niepowołanym osobom prowadzić dany samochód i sądzę, że byłaby b. prosta w zrobieniu. Jednakże podejrzewam, że firmy samochodowe nie są zainteresowane: gdy samochód jest kradziony (i zazwyczaj wywożony do Afryki czy na inny kontynent), wszyscy są zadowoleni prócz osoby poszkodowanej: policja ma zajęcie, firma ubezpieczeniowa wypłaca odszkodowanie, za które osoba poszkodowana kupuje nowy samochód (a więc sprzedaż idzie do góry), a aby pokryć straty, składki ubezpieczenia idą w górę. I tak to się kręci!
UsuńAurora - podobnie jest z blokadą alkoholową. Myślę że i tu dałoby się zrobić coś takiego jak piszesz, ale na pewno nie obecnie.
UsuńJack - blokada w Polsce działa, ale ile tego jest w zastosowaniu tego nie wiem, możliwe są jakieś statystyki ale nie mam wiedzy w tym temacie.
UsuńDla mnie bez różnicy. Byle nadal kierowcy zatrzymywali się obowiązkowo przed przejściami dla pieszych uznając moje pierwszeństwo.
OdpowiedzUsuńZnowu myślisz tylko o sobie 😜
UsuńJa nie jestem zmotoryzowana, co ciekawe to to że już nastolatek będzie mógł pod opieką bardziej doświadczonego kierowcy prwadzić auto
OdpowiedzUsuńZgadza się, napiszę o tym niebawem.
UsuńW Ontario można prowadzić z doświadczonym kierowcą od 16 roku życia, po zdaniu jedynie egzaminu teoretycznego. Potem jest drogowy nr 1l, który daje prawie pełne prawa, i drogowy nr 2. Nie potrzeba brać żadnych kursów w klasie lub z kierowcą-instruktorem.
UsuńDzięki za informacje, niebawem napiszę jakie zmiany weszły w życie w Polsce od wczorajszego dnia.
UsuńZgadzam się w pełni – ta różnica w traktowaniu dróg jednojezdniowych i autostrad rzeczywiście wydaje się nielogiczna. Jasne, że ryzyko przy 191 km/h na ekspresówce też jest ogromne, a ludzie często myślą, że „autostrada równa się bezpieczeństwo”. Prawdziwe konsekwencje mogłyby trochę ostudzić ten zapał do szaleńczej jazdy. Moim zdaniem kluczem byłoby wprowadzenie jednakowych zasad wszędzie, bo prędkość ponad 50 km/h ponad limit w każdym miejscu stwarza realne zagrożenie dla życia innych. Dobrze, że temat jest poruszany, oby w końcu ktoś się tym poważnie zajął.
OdpowiedzUsuńNa razie nikt się tym nie zajmie, może po kolejnych tragicznych zdarzeniach na autostradach - wtedy tak.
UsuńMasz rację, niestety często dopiero tragedia przyciąga uwagę decydentów. To frustrujące, bo problem może być przewidywalny i dałoby się go rozwiązać wcześniej, zanim dojdzie do wypadku. Taki cykl reakcji – dopiero po tragedii – pokazuje, jak wolno czasem działa system i jak trudno wprowadzić prewencję, zanim wydarzy się coś poważnego. Trzeba mieć nadzieję, że kiedyś ktoś zrozumie, że lepiej działać zawczasu, zamiast dopiero naprawiać skutki.
UsuńNiestety ale takie są realia. I wiele w tym skutych rzeczy, bo wciąż giną ludzie których zabili piraci, albo pijacy/narkomani. Jeszcze innym problemem są ludzie z tzw "żółtymi papierami".
UsuńJa w ogóle uważam, że w Polsce zbyt mały nacisk kładzie się na uświadamianie społeczeństwu, że przekraczanie prędkości jest o tyle idiotyczne, że w większości przypadków nie wpływa na czas podróży w żaden istotny sposób. A już szczególnie w najbardziej zatłoczonych trasach. Wyprzedzisz 5 samochodów, 6 Cię przyblokuje, 5 wyprzedzonych Cię dogoni. Podobno (osobiście nie widziałem wyników takich badań, ale też ich nie szukałem, bo nie wiedziałem, gdzie szukać) w Polsce 80%, czy 90% wyjeżdżonych kilometrów, to krótkie dojazdy do pracy lub na zakupy. A na odległości 10 kilometrów, to już w ogóle nie da się niczego zaoszczędzić. Pamiętam, jak w poprzedniej pracy udałem się na drugi brzeg Irlandii (300 kilometrów). Jechałem po autostradzie. Wyjechałem spóźniony i łamałem przepisy (przekraczałem ograniczenia prędkości), bo nie chciałem się spóźnić. Zaoszczędziłem raptem 15 minut. Na 300 kilometrach! To ile bym zaoszczędził na 30 kilometrach? To się naprawdę nie opłaca, powiedzieć że to głupie, to jak nic nie powiedzieć.
OdpowiedzUsuńZgadzam się w 100%. Zmian przepisów jest bardzo dużo, tylko do kogo one docierają? Nie ma żadnych kampanii bezpieczeństwa, żadnych spotów reklamowych, nic.
UsuńWoland wspomniał o wyprzedzaniu. Znowu dodam coś z mojego „podwórka”, czyli z Ontario i ogólnie z Ameryki Północnej. Muszę przyznać, że ja sam niezwykle rzadko wyprzedzam na drodze — po prostu zazwyczaj nie ma takiej potrzeby. Większość dróg jest tutaj dwupasmowa, a nawet jeśli dana droga ma tylko jeden pas w każdym kierunku, to co jakiś czas pojawiają się dodatkowe odcinki z pasem do wyprzedzania.
OdpowiedzUsuńPamiętam też pewną sytuację sprzed kilku lat. Jechałem z kolegą z Polski kilkaset kilometrów na północ od Toronto, przez rozległe, zalesione i w zasadzie niemal bezludne tereny. Droga była naprawdę piękna, bardzo dobrze utrzymana, a przy tym niemal pusta — samochód z przeciwka mijaliśmy może raz na kilka minut. Kolega nie mógł wyjść z podziwu, że w tak słabo zaludnionym regionie istnieje tak dobra infrastruktura drogowa. Jezdnia była szeroka, pasy wyraźnie oznaczone, a pobocza bardzo obszerne. Chyba największym niebezpieczeństwem byłoby zderzenie się z sarną, jeleniem, łosiem lub niedźwiedziem.
Wtedy właśnie on wspomniał o polskich, jednopasmowych drogach i częstych w Polsce tragicznych wypadkach przy wyprzedzaniu, zwłaszcza o zderzeniach czołowych. Tutaj oczywiście też zdarzają się tego rodzaju wypadki, ale tego rodzaju kolizji jest zdecydowanie mniej — w dużej mierze właśnie dlatego, że warunki drogowe są bardziej sprzyjające i rzadziej zmuszają kierowców do ryzykownych manewrów.
W innym poście pisałem też o prędkościach. Wbrew niektórym wyobrażeniom naprawdę bardzo rzadko widuję tutaj samochody jadące z ekstremalną prędkością. Na ulicach z ograniczeniem do 40 km/h większość kierowców jedzie najwyżej do 50 km/h. Na autostradach, gdzie limit wynosi 100 km/h, typowa prędkość to mniej więcej 110–120 km/h. Z kolei na większości dróg poza miastami obowiązuje ograniczenie do 80 km/h, choć miejscowi kierowcy często jadą nieco szybciej — zwykle około 100–110 km/h.
Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy: ze względu na ogromne przestrzenie i stosunkowo niewielką liczbę patroli policji, zwłaszcza na terenach ‘wiejskich’, policję na drodze widuje się raczej rzadko. Miejscowi doskonale o tym wiedzą. Mimo to większość z nich przekracza prędkość raczej w granicach pewnej „rozsądnej przyzwoitości”, a nie w sposób skrajnie brawurowy.
My wciąż mamy mnóstwo jednojezdniowych dwukierunkowych, na których dowodzi do tragicznych zdarzeń. Ludzie pędzą na złamanie karku, spieszą się, nie zwalniają w obszarach, wyprzedzają z lewej strony wysepek, a tylko w obecności policji lub fotoradarów zwalniają.
UsuńCiekawe zmiany, chociaż faktycznie trochę to wygląda na brak konsekwencji. Skoro przekroczenie o 51 km/h jest tak poważne na zwykłej drodze, to na autostradzie też potrafi być niebezpieczne. Najważniejsze chyba, żeby te przepisy naprawdę poprawiały bezpieczeństwo, a nie tylko komplikowały system. Zobaczymy w praktyce, jak to będzie działać. 🚗
OdpowiedzUsuńDokładnie, okaże się za jakiś czas.
Usuń