Poniedziałek
Dzień zaczyna się od wezwania do głównego managera. Chciał, abym złożył wyjaśnienia w sprawie pewnego przekrętu, który nie pierwszy raz uskutecznił jeden z moich "kolegów".
Nie powiedziałem mu wszystkiego, jeśli jest dobrym managerem (a nie jest) to powinien się o tym dowiedzieć w inny sposób. Rozwiązania sprawy pewnie nie poznam, bo mało mnie interesuje czy ktoś dostanie premię czy naganę - bo raczej nie wyrzucą go z roboty.
Wtorek
Mam mnóstwo szczęścia. W pracy same łatwe przypadki, a dzięki temu czas mija w miarę szybko.
Środa
Od kilku dni na klatce schodowej odór zmniejszył swoją intensywność. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale mogłoby tak już zostać na dłużej.
Czwartek
Mając dużo szczęścia kończę przed godziną 15 i od razu wyjeżdżam do dużego miasta. Ruch na drodze duży, więc dojechanie na miejsce zajmuje sporo więcej czasu niż zwykle. Parkuję na podziemnym parkingu i windą wjeżdżam na kompleks basenów i saun. Relaksuję się ponad dwie godziny, potem zamawiam pizzę ze szparagami a przed snem czytam jeszcze rozporządzenia.
Piątek
Z rana nauka, a potem przyjemności. Bardzo długi spacer z przerwą w parku. Na obiad wybieram się do centrum, gdzie akurat odbywa się festiwal smaków azjatyckich. Decyduję się na danie, które na obrazku wygląda świetnie, ale w rzeczywistości smakuje okropnie. Mięso ma bardzo dużo soli i wzmacniaczy smaku, a ryż to jakaś mamałyga. Dobrze że nie musiałem za to płacić (dostałem bon do wykorzystania), bo połowa poszła do kosza. Obok mnie siedziało mnóstwo innych osób i widziałem, że jedli różne rzeczy (także to co ja) aż im się uszy trzęsły. Jestem pełen podziwu, że mój żołądek przeżył te pół porcji bez protestowania.
W ogóle zauważam, że te wszystkie festiwale jedzenia są coraz gorszej jakości za olbrzymie pieniądze. Nie zależy im na powrocie klientów, bo przez 2-3 dni zarobią sporo a potem zmywają się w inne miejsca.
Powrót jeszcze dłuższym spacerem niż wcześniej. M.in. przez stare ale pięknie zielone osiedle. Pachną kwiaty, śpiewają ptaki, a ruchu ulicznego w ogóle nie słychać. Jest dużo miejsca na zieleń, ławki i rekreację dla mieszkańców, niestety obecnie bloki budują jeden obok drugiego - przez takie betonozy nie lubię spacerować.




Spacer osiedlem pełnym zieleni i kwiatów to najlepszy wybór, ale jak piszesz, teraz budują bloki ciasno, na zieleń nie ma miejsca. Za każdym razem, gdy jad do miasta, dostrzegam kolejne budowy. Tu zagrodzone, tam zagrodzone, przejść nie ma którędy, mury pną się do góry, jest szaro dookoła. Trudno żyć w takich miejscach.
OdpowiedzUsuńTak. Bardzo lubię to osiedle mimo że tam nie mieszkam, ale gdy tylko jest okazja to spaceruję tamtędy.
UsuńZdjęcia ładne! :)
OdpowiedzUsuńJa odkryłem niedawno syryjską restaurację, gdzie sami tubylcy siedzą i jedzenie wydaje się być dobre, a przynajmniej mnie smakuje.
Ale ja to rzadko chodzę po restauracjach :)
Spokojnego i kwiecistego weekendu! :)
Dzięki 😁 Jak skończę te nauki, to chyba będę musiał zrobić sobie wycieczkę tulipanową!
UsuńMiejsce z dobrym jedzeniem to fajna opcja gdy nie chce się gotować w domu.
Dzięki, miłej soboty 😃
Czemu Ciebie menager wezwał w sprawie cudzego przekrętu, skoro nie masz z tym nic wspólnego? Liczył że doniesiesz na kolegę? Czy potrzebował fachowej opinii, bo sam jest w temacie zielony?
OdpowiedzUsuńDlatego że ja przy tym byłem. Tam jest to trochę taka praca zespołowa, ale tylko trochę. Najlepiej gdyby sam go zapytał i skontrolował wcześniej.
UsuńUważaj żeby i Ciebie w to nie wmieszali. Z Twoich wcześniejszych wpisów wynika, że menager nie jest facetem, któremu można ufać.
UsuńTu nikomu nie można ufać. A jeśli stałoby się tak jak piszesz, to faktycznie przekroczyłoby to kolejną granicę, co nie jest wykluczone.
UsuńSzczególnie, że każdy dba o własna dupę i jeśli można zwalić winę na kogoś innego, to nikt nie będzie się zastanawiał nad moralnością tego czynu.
UsuńNo tak. Myślę, że gdyby chciał wszystko jest możliwe z tym, że to głównie on odpowiada za sprawę, zatem ciężko byłoby mu aż tak bardzo to wszystko zmieniać.
UsuńJeżeli on odpowiada za sprawę, to można być w stu procentach pewnym że zrobi wszystko by samemu nie oberwać.
UsuńZobaczymy. Ja bardziej mógłbym obawiać się tego, że przy kolejnym wspólnym projekcie wpuści mnie w maliny, albo zrobi jakąś prowokację.
Usuńjakie wysokie te tulipany, u mnie zapewne z powodu zimna i suszy...niziutkie.
OdpowiedzUsuńNo tak, te są przy budynku sądu i zapewne są podlewane.
UsuńOstatnio przeszłam się po osiedlach wpatrując w okna i balkony. To dość ciekawe- jedne okna wcale nie ukrywają brzydoty wnętrza, inne ukrywają wnętrze ale same są dekoracją do podziwiania
OdpowiedzUsuńTe które są dekoracją, może wewnątrz także kryje się coś wartego uwagi?
UsuńFotki wiosenne mają w sobie niezwykły urok! Roślinki są tak niezwykłe, że mogę je podziwiać bez przerwy:)
OdpowiedzUsuńMoja koleżanka była na festiwalu smaków azjatyckich, chyba w Lublinie jak dobrze pamietam. Do wybrednych nie należy ale zachwycona nie była, raczej rozczarowana i zawiedziona.
Może dostaliście z tego samego kociołka; nie wiem tylko, czy lokalizacja ta sama:)
Twoja praca jest specyficzna i wymaga niezwykłej odporności.
Podziwiam charakter!
Samych dobrych dni w nowym miesiącu życzę! Przyjemnego maja!
Te festiwale smaku to okazja do sprzedaży podłego jedzenia za duże pieniądze. Nie lubię takich imprez, ani to klimatyczne ani smaczne ...
UsuńDziękuję, pysznego sernika życzę 😃
Festiwal smaków azjatyckich był oststnio w duzym mieście niedaleko mnie ;) Czyżbyśmy mieszkali gdzieś w okolicy siebie? ;) ale nie będe wnikac. :)
OdpowiedzUsuńMam taka łączkę tulipanową w parku lesnym na osiedlu, na którym mieszkam. Uwielbiam tam spacerować. Może jutro wyjdę i pójdę pospacerować, jesli będę chociaż trochę mniej kichac i kaszleć.
Wszystko możliwe 😁
UsuńZrób zdjęcia przy okazji!
Pogoda na majówkę idealna. U mnie dzisiaj 23 stopnie, to pewnie też się wygrzewasz gdzieś w plenerze.
OdpowiedzUsuńTrochę tak, a trochę się uczę. Pogoda zachęca do wyjścia z domu, a jutro (niedziela) ma być jeszcze cieplej.
UsuńNa takich festiwalach i festynach raczej nie kupuję dań, bo nie wiadomo, ile razy podgrzewane, gdzie przechowywane itd.
OdpowiedzUsuńNa naszym osiedlu coraz więcej drzew i kwitnących krzewów, robi się ładnie...
Ja także, ale nie sądziłem że to będzie aż tak złe jedzenie. Gdyby nie ten bon, darowałbym sobie ten festiwal.
UsuńWitaj majówkowo Tomku
OdpowiedzUsuńPrzykra ta sytuacja w pracy. Menager powinien wyjaśniać sprawę winny sposób. Postawił Cię w bardzo krępującej, niezręcznej sytuacji.
I ja raczej takich dań na festiwalach nie kupuję....
Tak, taką wycieczkę tulipanową warto zrobić. Dużo jeszcze Ci tej nauki zostało?
Pozdrawiam życząc chwili odpoczynku
Cześć Isameno 😀 To zależy czy uda mi się zdać to co planuję, ale myślę że mniej więcej do października - jeśli pójdzie dobrze.
UsuńDzięki, miłej niedzieli 😃
Przypomniałeś mi czasy, gdy 'do poduszki' w związku z profilem prowadzonej firmy, czytałam 'Kompendium dodatków do żywności' i wszelkie unijne aktualizacje w tym temacie. To była pasjonująca lektura...😬
OdpowiedzUsuńNo tak. Ale takie trudniejsze czasu miną i potem będzie lepiej - mam nadzieję 😁
UsuńZwróć uwagę że piszesz "odór zmniejszył swoją intensywność" a nie że przestało śmierdzieć. Być może po prostu otworzyli okna, bo zrobiło się ciepło i dlatego smród wietrzeje, zamiast wydostawać się na klatkę 😉
OdpowiedzUsuńObserwowałem tą kwestię 😁 I doszedłem do wniosku, że okno już wcześniej mieli otwarte 😜
UsuńCzyli jest nadzieja że perswazja poskutkowała i zaczęli trochę bardziej dbać o higienę. Oby tak dalej 😅
UsuńMoże właściciele mieszkania mniej wychodzą na zewnątrz?
OdpowiedzUsuńMam coraz większą nietolerancję na ilość soli w daniach jedzonych w restauracjach, a azjatyckie potrawy bywają mocno przesolone (zaznaczam, że wg mojego gustu - pewnie wynika to z tego, że w domu mniej solę).
Możliwe że rzadziej wychodzą na zewnątrz. Ja w ogóle rzadko ich widuję.
UsuńJa też mniej używam soli, dlatego bardziej mi przeszkadza jej zbyt duża obecność w daniach na mieście.
Wczoraj, wychodząc od mamy, na korytarzu zobaczyłam prusaka. Ewidentnie wylazł ze śmierdzącego mieszkania. Jestem przerażona, mama jeszcze bardziej. Jutro dzwonię do spółdzielni, nie ma na co czekać.
OdpowiedzUsuń