Po pracy obiad w restauracji. Idę na rybkę, a właściwie jadę samochodem, bo zbyt zimno na rower. W knajpie zajęty jeden stolik. Siedzą tam dwie dziewczyny na oko ciut starsze ode mnie. Jedna jest na wózku. I pies. Całkiem ładny. Mówię dzień dobry, obie odpowiadają lekko się uśmiechając. Zamawiam pieczonego pstrąga w sosie borowikowym, sałatkę i pieczywo. Chętnie wziąłbym frytki, ale są niezdrowe.
Celowo wybieram poniedziałek na taką wizytę licząc, że nie będzie tu tłumów. I nie mylę się. Za to wewnątrz jest mnóstwo słońca, ponieważ cała południowa ściana jest przeszklona. Oczekiwanie na jedzenie umilają mi sączący się delikatny jazz z głośników oraz obserwowanie powoli obniżającego się słońca. Dyskretnie zerkam na dziewczyny, które zajęte konsumpcją i rozmową wydają mi się jakby nie dzisiejsze. To pewnie z powodu tego, że mnóstwo ludzi w restauracjach wlepia twarz w smartfona. Pisałem już o tym nie raz, gdy klienci w takich miejscach nie chcą (?) ze sobą rozmawiać, lub po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, tylko korzystają z telefonów przeglądając jakieś tam treści.
Gdy dziewczyny wychodzą, z jeszcze większym uśmiechem życzą mi przyjemnego popołudnia. Niespiesznie kończę obiad i - zanim wrócę do czterech ścian - idę na krótki spacer nieopodal, łapiąc ostatnie promienie słońca.
Wtorek
Zastanawiam się, skąd moja poprawa nastroju. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że może to mieć związek z sytuacją głównego managera. Od kilku dni jest w dość dużych tarapatach. Czy jego kłopoty sprawiają mi radość? Czuję do niego tak wielką złość, że wszystko jest możliwe.
Obecnie spada w przepaść. Próbuje rozpaczliwie łapać się czegokolwiek, oby jakoś przetrwać i wisi na bardzo cienkiej gałązce, która w każdej chwili może się oderwać.
Nie ma już "motywujących" briefingów z rana. Nie jest już tak arogancki i chamski jak zwykle. W ogóle, unika wychodzenia ze swojego gabinetu. Przemyka jak cień z parkingu do biura i spowrotem. Możliwe, że to tylko chwilowe, ale obserwuję to sobie i jakoś mi lżej.
Środa
Generalne sprzątanie w domu. W końcu wyrzucam zasuszone kwiatki, które uśmierciłem nie podlewając ich. Jednak mogę mieć tylko takie rośliny, które są bardzo tolerancyjne na moje działanie.
Czwartek
Po pracy idę do kawiarni na mus z białej czekolady. Siedząc obserwuję ludzi i ruch uliczny. Potem od razu na basen i saunę. Wieczór jak zwykle z przepisami i zadaniami do rozwiązania.
Piątek
Zimno. Dzień w pracy mija szybko, ale jutro (sobota) znowu do roboty. Ile jeszcze? Tego nie wiem, ale za tydzień będę miał wolną sobotę. Tymczasem w skrzynce na listy niespodzianka. Karta z Chicago. Ktoś wpisał mój adres, ale inne imię i nazwisko, więc to pomyłka.
Karta wędrowała ponad 10 tygodni. Szkoda, że nie dotrze do właściwej osoby sprawiając komuś przyjemność






Myślę, że jesteś jedyną osobą w okolicy, która otrzymuje kartki, więc listonosz nie przejął się w ogóle imieniem odbiorcy tylko wrzucił ją do Twojej skrzynki :)
OdpowiedzUsuńNo, ciekawie się u Ciebie dzieje i tajemniczo.
Przyjemnego weekendu mimo pracującej soboty! :)
Ale adres idealnie się zgadzał, tylko imię i nazwisko inne, więc zrozumiałe że listonosz mnie nie kojarzy.
UsuńDzięki, miłej soboty 😃
Rybka prima, zjadłabym!
OdpowiedzUsuńBiałej czekolady nie lubię, podobno bardziej niezdrowa niż frytki...
Pomyłki z przesyłkami częste są, ile to razy odnosiłam list do właściwego adresata lub na pocztę.
Ale raz na jakiś czas można czekoladę zjeść i to nie z przyMUSu 😁
UsuńJedzenie wygląda bardzo pysznie. Nie ma w ogóle możliwości odnalezienia adresata kartki, nazwisko nic nikomu nie mówi?
OdpowiedzUsuńZmiana tła na białe było zamierzone?
Nie, nie znam takie osoby. Ale buziaki sobie przywłaszczyłem (były w życzeniach na kartce) 🤣
UsuńZmiana tła nie była celowa. Ale jestem w pracy i nie mam czasu żeby szukać jak to zmienić żeby było tak jak zawsze 🤔
UsuńO, mus z białej czekolady... Chyba wejdę w monitor i wygryzę to zdjęcie!
OdpowiedzUsuńHahahaha, ja wiedziałem że Cienie to szczególnie poruszy 😀😀
UsuńA jakże by inaczej?! 😅 Jak już wyzdrowieję, pójdę do Fabryki Czekolady, może tam mają to cudo...
UsuńZrób zdjęcie i pokaż - jestem bardzo ciekawy 😀😀
UsuńZrobię zdjęcia i pokażę, tylko najpierw muszę opuścić łoże boleści 😅
Usuńszata graficzna sie zmieniła.
OdpowiedzUsuńno cusz, gdy źle idzie osobie, która narobiła dużo złego w ekipie....to nikt jej przecież współczuł nie będzie, prawda.
Zmieniła się ale nie chciałem żeby tak się stało. Ta osoba (manager) jest bardzo nielubiany, więc teraz praktycznie został sam.
UsuńCoś poknociłem z tymi kolorami, poprawie wieczorem w domu na laptopie.
OdpowiedzUsuńNo, czasami tak bywa. Ale czytelnicy są cierpliwi, bo wiedzą, że jesteś w robocie :)
UsuńTo dobrze. Ale teraz chyba Tobie się gorzej czyta te litery?
UsuńCzęść tekstu Ci się zrobiła czarne na czarnym ;p Na szczęście mozna zaznaczyć i wtedy się robi granatowe i da się czytać.
OdpowiedzUsuńZjadłabym wszystko co pokazałeś ;p I więcej ;p
W sumie jak ten menager taki paskudny, to możesz się cieszyć z jego upadku, jak najbardziej. ;p
Już poprawiłem tekst. Ale musiałem to zrobić w domu na komputerze.
UsuńChyba nie powinienem się cieszyć z czyjegoś problemu, ale to jest silniejsze.
Nie ciesz się bratku z cudzego wypadku. Zwłaszcza, ze menager może się jeszcze wykaraskać, utrzymać na stanowisku i będzie ci podwójnie przykro :D
OdpowiedzUsuńMoże to tylko jakaś drobna pomyłka w adresie, źle wpisany numer domu albo mieszkania, nie próbowałeś odszukać adresata w sieci? Wrzuć imię i nazwisko w wyszukiwarkę z samą nazwą miasta i ulicą.
Poszukam jak odetchnę po tym długim tygodniu w robocie...
UsuńZabawne, że bardziej jesteś zdziwiony tym, że te kobiety rozmawiają zamiast gapić się w smartfony, niż psem znajdującym się w restauracji 😅 No, chyba że u Was to nie jest nadzwyczajny widok? Akurat Twoje uczucia względem menagera nie są niczym nadzwyczajnym i podejrzewam że nie jesteś w tym osamotniony. Trudno współczuć komuś, kto zalazł nam za skórę. Częściej mamy satysfakcję gdy takiemu delikwentowi dzieje się źle.
OdpowiedzUsuńJuż nie raz widziałem psy w knajpach, o ile są nieszkodliwe dla innych to nic się nie dzieje gdy przebywają z właścicielem.
UsuńA manager to kawał *****.
Menager na własnej skórze przekonał się że karma potrafi wracać i oby wyciągną z tego wnioski. Niektórym odwala gdy dostana władzę i potrzeba zimnego prysznica by otrzeźwieli 😉 U mnie nawet z wejściem do sklepu byłby problem... Jednak duże miasta mają inną mentalność i więcej zrozumienia dla właścicieli czworonogów.
UsuńW moim małym miasteczku widzę ludzi chcących z psami w foliowych rękawiczkach - zbierających kupkę swoich pupili 😁 Oczywiście nie wszyscy, ale często takie rzeczy widzę.
UsuńJa na swoim osiedlu nie widziałem nigdy żeby ktoś sprzątał po psie 😂 A odkąd poszerzyli chodniki kosztem trawników trzeba szczególnie patrzeć pod nogi... 🙄
UsuńTo kwestia mentalności i świadomości ludzi. Możliwe że z czasem się to poprawi.
UsuńNa zadupiach ciężko wyplenić z ludzi niektóre nawyki... 🙄
UsuńZgadza się.
UsuńSzczególnie że nie ma straży miejskiej która delikwentowi nie sprzątającemu po psie dowaliła by mandat.
UsuńStraż chyba rzadko zajmuje się takimi sprawami, no chyba że ktoś zgłosi - ale wtedy gdy nie ma ujawnienia na gorącym uczynku to nie wiem czy można ukarać.
UsuńMyślę, że to trzeba po prostu zrozumieć żeby posprzątać po swoim psie.
Może gdyby gmina postawiła jakieś automaty z woreczkami na kupy? Z drugiej strony, jak ktoś wychodzi z psem na spacer to juz przy wyjściu powinien być przygotowany że pies po drodze sie załatwi... 😳 Człowiek to oporne stworzenie i czasem sam z siebie czegoś nie zrobi. Musi zarobić po grzbiecie.
UsuńU mnie są takie kosze, przy których można wziąć woreczek. Ale, z tego co widziałem to nikt tego nie uzupełnia, więc stoją takie bezużyteczne.
UsuńW Szczebrzeszynie jeszcze tej nowinki nie odkryli 😉 I podejrzewam że przy obecnym włodarzu szybko to nie nastąpi, bo on inwestuje tylko w takie rzeczy, przy których można sobie zdjęcie zrobić, a fotka przy koszu na psie odchody to kiepska ozdoba mediów społecznościowych 😉
UsuńMyślałem że napiszesz że inwestuje w kościół i temu podobne 😁 Teraz jest to modne, nawet u mnie powstał napis "I ❤️ [...]" (tu nazwa miasta). A w około przy okazji mnóstwo betonu.
UsuńNasz co prawda jest kościółkowy, ale na szczęście publicznych pieniędzy w kościół nie pcha. Za to ma hopla na robieniu sobie zdjęć i potrafił publicznie upomnieć nawet starostę i węszyć spisek, gdy na jakiś zdjęciach z uroczystości widać było wyłącznie jego plecy 😂
UsuńTypowe. Musi dbać o wizerunek i pchać się tam, gdzie pokazują w mediach. Pewnie za jakiś czas będzie się ubiegać o inny stołek i przychylność wyborców. Czyli musi być rozpoznawalny.
UsuńWcześniej ubiegał się o fotel senatora, ale nie wyszło i dlatego postanowił rządzić naszą mieściną. Obawiam się że nie stać go na nic więcej a i tu ludzie zaczynają go mieć dość. Ten facet to taka wsiowa wersja Szymona Hołowni. Przerośnięte ego, parcie na szkło i zero umiejętności dobrego zarządzania.
UsuńAle ktoś go wybrał, czyli jakieś zaplecze musi mieć - choćby finansowe żeby jakoś kampanię wyborczą zrobić.
UsuńWitaj już wiosennie Tomku
OdpowiedzUsuńNie powinnam tu zaglądać przed śniadaniem:)))) Pstrąga uwielbiam. I jak czekolada, to tylko biała....
Kwiatka szkoda, Moje kwiaty na szczęście wiedzą, że tylko raz w tygodniu je podlewam. Przyzwyczaiły się...
Pozdrawiam uśmiechem fiołków
Czyli trafiłem z jedzeniem w Twoje upodobania. Kwiatki czasem podlewam częściej czasem rzadziej, a jak wyjeżdżam to w ogóle...
UsuńBardzo łagodny i smakowity tydzień.
OdpowiedzUsuńŻyczę więcej takich.
Dziękuję 😀
UsuńCałkiem smacznie wygląda ten pstrąg. Chętnie posiedziała bym w tak kameralnej restauracji.
OdpowiedzUsuńA już niebawem, gdy zrobi się ciepło jest tam mnóstwo miejsca pod gołym niebem ☀️
Usuń"Wyżej wleziesz, z większym hukiem spadniesz " mówił Pawlak już dawno temu i wciąż to aktualne!
OdpowiedzUsuńZawsze warto pamiętać skąd się wyszło, bo kiedy przyjdzie tam wrócić, będzie zdecydowanie łatwiej:)
Nigdy nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że naparstek władzy tak może zmienić człowieka.
Kiedyś byłam świadkiem "upadku" wielkości mojej wrednej szefowej i nawet nie czułam satysfakcji ale byłam wdzięczna losowi, że dokonał wyrównania rachunków i jeszcze sprawił, że moglam to zobaczyć.
Dobrego tygodnia życzę!
Możliwe że mam podobnie, zobaczymy jak się ta sytuacja rozwinie, co trochę czasu zajmie. Dziękuję, przyjemnego weekendu 😃
UsuńFajnie się czyta Twoje podsumowanie tygodnia – takie zwykłe, codzienne chwile potrafią naprawdę dużo powiedzieć o naszym nastroju i perspektywie. 😊 Podoba mi się, jak potrafisz wychwycić detale – słońce w restauracji, jazz w tle, rozmowa dziewczyn – to daje poczucie obecności i trochę wytchnienia w codzienności.
OdpowiedzUsuńZ kolei opis sytuacji z managerem pokazuje, że czasem ulga i poprawa nastroju mogą przyjść z naprawdę nieoczekiwanych stron – dobrze, że potrafisz to obserwować bez zatracenia się w złości.
I ten finał z pocztówką z Chicago – trochę zabawne, trochę smutne, że wędrowała aż 10 tygodni, a nie trafiła do właściwej osoby. Takie drobne historie sprawiają, że codzienność nabiera smaku i trochę przypominają, że życie bywa nieprzewidywalne.
Twoje tygodniowe zapiski mają w sobie taki spokojny rytm, który wciąga – trochę jak codzienna, mała powieść o zwykłych rzeczach.
Dzięki 😀 Fajnego weekendu 👍👍
UsuńJedzenie super, czekolade pochlaniam w każdej formie. Cieszyłabym się z klopotow szefa, należy mu się, pewnie przetrwa burze, ale coś mi się wydaje, że wróci do dawnego zachowania.
OdpowiedzUsuńZobaczymy, tak czy inaczej chwilowo mam spokój.
UsuńAle się Ciebie fajnie czyta!
OdpowiedzUsuńZabrałam się z Wami do tej słonecznej restauracji. Pyszny pstrąg w sosie grzybowym przyprawił mnie o ślinotok. Dawno nie jadłam takiego dania! I te dziewczyny obok takie naturalne i miłe.
Fajna miejscówka. Dobrze, że masz takie swoje miejsca w okolicy.
A z menedżerem cóż... Dobrze, że masz więcej spokoju w pracy.
Bardzo Ci potrzebna taka chwila oddechu. Trzymaj się!
I
Dziękuję 😀 Tak, fajna miejscówka. I od zawsze mają świetne pstrągi z tym, że chodzę tam wtedy gdy nie ma świąt i niedziel. Bo wtedy jest mnóstwo ludzi i mają gorszą jakość niestety. Najlepiej na tygodniu 😀
UsuńJa też się zmotywowałem do porządków. Nawet okna pomyłem i firanki poprałem 😅 Wiosna, więc dobrze ja podziwiać przez czyste szyby 😉
OdpowiedzUsuńUuu, super! Ja nie mam firanek, nie lubię tego na oknach - tylko rolety bo mam dużo słońca o poranku. A moje okna wciąż brudne, ale niebawem je umyję 😀
UsuńByłam ostatnio w kilku knajpach i wszędzie ludzie ze sobą rozmawiali, nie gapili się w smartfony. Budujące obrazki.
OdpowiedzUsuńZ pocztówką dziwna sprawa. Jakiś czas temu listy do mnie trafiały na sąsiednią ulicę, interweniowałam na poczcie, ale to była wina listonosza. A tutaj chyba zaniósł na adres, jak napisane, więc wygląda, że nadawca się pomylił. A może ktoś pomylił miasto, a nazwisko i ulica się zgadzają? Taki przypadek?
Trudno mi powiedzieć. Myślę że mógł ktoś pomylić numer bloku. Z tym, że ciężko będzie mi znaleźć właściwego adresata.
OdpowiedzUsuńHmmm a może ta pocztówka doszła pod właściwy adres? Może jednak mieszka z tobą byt jakisik o imieniu i nazwisku widniejącym na pocztówce? Jakiś inny wymiar może jest w lokum twym i on go zamieszkuje??? Przebicie w wymiarach nastąpiło i pocztówka doszła do ciebie zamiast do niego, kto wie? Kto wie?
OdpowiedzUsuńHehehehe trochę sobie pofantazjowałam :)
Pocztówka z pozdrowieniami adresowana do oćca mego, dotarła po kilku latach od wysłania, niestety nie do adresata bo tato już nie żył.
Mario, w zasadzie to możesz mieć trochę racji w Twojej teorii. Gdy jestem w pracy a także potem w mieszkaniu nikogo nie ma, zatem to świetna sytuacja aby jakiś inny wymiar się tam wprowadził i korzystał 😁
Usuń