sobota, 13 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 462

Poniedziałek 

Rozpoczynam przygotowania do kolejnych etapów egzaminów. Zostaję po pracy dłużej i uczę się praktycznej obsługi systemów i aplikacji, które będę musiał mieć opanowane podczas sprawdzianu. Ekipa sprzątająca widząc mnie wydaje się być trochę zdziwiona, że ktoś jeszcze pracuje, ale ja tylko się uczę (nie uświadamiałem ich - myślą że wyrabiam nadgodziny).

Wtorek 

Pierwszy raz zrobiłem niezjadliwy obiad. Miał być sos szparagowy do makaronu. Ugotowałem na parze szparagi, użyłem blendera, dodałem śmietankę, czosnek, sól i pieprz. Wyszła mało apetyczna papka, w smaku średnia - ale wciąż się nie poddawałem. Ugotowałem spaghetti i dodałem "sos" - zjadłem pół porcji i nie byłem w stanie więcej. Nie lubię wyrzucać jedzenia, tylko że nie było innej rady. Beznadziejne w smaku, nigdy więcej!

Po południu idę na spacer do lasu. Przy głównej ścieżce dostrzegam kosa, który wygląda jakby był chory. Delikatnie się zbliżam żeby zorientować się co się stało, wtedy kos poderwał się i podskoczył pół metra dalej. On nie był ranny, tylko wygrzewał się na słońcu!


Środa

W Departamencie kryzysowy moment. Udało mi się wyprostować sprawę, ale jest kilka kwestii. M.in. mógłbym to wykorzystać i wzmocnić swoją pozycję, tylko nie wiem czy chcę. I mógłbym uderzyć gdzie trzeba i uzyskać nowe umiejętności, tylko po co? To dość sporo zachodu, a korzyści tylko wizerunkowe. I pracy więcej. A ja nie mam czasu obecnie ani ochoty.

Czwartek 

Moje ćwiczenia przynoszą pierwsze efekty. Poruszam się płynniej i pewniej, kolejne aplikacje stają się bardziej przejrzyste i łatwiejsze w operowaniu choć jeszcze wiele pracy przede mną, to chyba jestem odrobinę zadowolony. 

Do domu wracam po obiedzie w restauracji nad wodą - znowu pstrąg ale tym razem grillowany. Przepyszny! Ten z poprzedniego tygodnia był z innego miejsca, a tę restaurację mam tak blisko, że najfajniej dotrzeć tam rowerem. Dwa minusy - przeciętna obsługa i czasem wrzeszczące nieopodal dzieci - ustawili dla nich m.in. wielką poduchę na której skaczą.


Piątek 

Dziś bez ćwiczeń, bo po pracy jadę do dużego miasta. W planach standard - sauna, zakupy, obiad lub kolacja na mieście. W sobotę muszę znaleźć jakiś ładny i funkcjonalny plecak (bo w przyszłym tygodniu wyjeżdżam), uprasować kilka wygodnych rzeczy, zrobić zakupy na wyjazd i odwiedzić fryzjera. A wieczorem koncert jazzowy z elementami kosmosu - to może być ciekawe.

sobota, 6 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 461

Poniedziałek 

Jeden z praktykantów (ale nie ten o którym tu ostatnio pisałem) skończył zajęcia. Całkiem nieźle mu szło, teraz przed nim seria kilku egzaminów przygotowujących do pracy w Departamencie. W podziękowaniu za zaangażowanie, pomoc i wsparcie odwdzięcza się przynosząc butelkę czerwonego wina. Miło, choć wcale nie musiał. Dałem mu numer telefonu, gdyby coś potrzebował przed/w trakcie egzaminów.

Po pracy basen i otwarta już mała sauna. 40 minut intensywnego pływania, a potem relaks z aromatem kryształków mentolu. Genialnie.

Wtorek

Bardzo spokojny dzień. W pracy cisza. Pewnie dlatego, że nie było połowy zespołu - wykorzystują dni wolne. Po pracy robię ciasto z jabłkami i cynamonem. Naturalnie bez cukru. No i zaczynam długi weekend, bo do pracy wracam dopiero w poniedziałek.

Wieczór z Netflixem i jakimś pościgowo-strzelajacym serialem.

Środa

Rano wizyta u okulisty - rutynowa kontrola wzroku (wszystko ok). Oczywiście na NFZ. Czekałem niecałe dwa miesiące, a mogłem mieć jeszcze szybciej (dla honorowego dawcy krwi). Jestem pod wrażeniem miłej obsługi, nowoczesnego sprzętu i punktualności przyjęcia u lekarza. Młoda pani doktor, bardzo atrakcyjna i kulturalna, a przede wszystkim rzeczowa oraz cierpliwie tłumacząca wszelkie niuanse wizyty.

Wracając do domu wstępuję do swojej przychodni celem pomiaru poziomu cukru. Też ok. Potem wyjazd do dużego miasta. Zakupy w centrum handlowym, szybki obiad w wietnamskiej restauracji oraz spacer na lody. Wreszcie ponad dwie godziny odpoczynku w aquaparku - czyli baseny i sauny. Ale przyjemnie, bardzo mało chętnych do korzystania z obiektu potęguje wyjątkowość relaksu.

Czwartek 

Zero pośpiechu. Późne śniadanie. Kino (Zawodowcy) + obiad nad wąwozem całkiem niedaleko centrum (pieczony pstrąg, frytki, sałatka). Jedzenie nie zachwyca, ale klimat i widok całkiem niezły. Wieczorem rower.

Piątek 

Po śniadaniu wyjeżdżam na wycieczkę. Wypożyczam rower (60 zł/dzień) i jadę ponad 36 km. Mimo prognoz deszczowo-burzowych i pełnego zachmurzenia pogoda dopisuje idealnie. Obiad w leśnej karczmie. Wieczorem oddaję rower i idę na długi spacer, bo chcę wykorzystać miejsce i czas maksymalnie.

Nocleg w hotelu (2* ale całkiem przyjemny i jako jeden z niewielu dostępny w tym terminie), a jutro (sobota) kajaki, spacery i kilka atrakcji podczas powrotu do domu.








sobota, 30 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 460

Poniedziałek 

Uff, ale czuję się lekko. Kilka dni temu zdałem pierwszy etap egzaminów. Były to egzaminy pisemne. Przygotowywałem się do nich od mniej więcej dwóch lat, a szczególnie ostatnie trzy miesiące. Były bardzo trudne. Udało się. W jednym teście miałem 96.5%, a w drugim 89.5 Próg minimalny to 82%. Zakres materiału był olbrzymi.

Gdy wyszedłem z sali egzaminacyjnej nic do mnie nie docierało, a fakt że zdałem przyswajałem przez 2-3 dni. Na około 40 osób zdały wraz ze mną jedynie 3. Trafiły mi się pytania, z którymi nie miałem większych problemów - wiadomo - szczęście i odrobina wiedzy.

Egzamin odbywał się dość daleko ode mnie, ale nie był to wielki problem, załatwiłem to bez noclegu - wyjechałem rano, a wróciłem przed północą. W jedną stronę nieco ponad 5 godzin z przerwą. Do końca maja daję sobie czas na odpoczynek, a od czerwca zaczynam intensywne przygotowania do drugiej części egzaminów. 

Czy to mi w ogóle potrzebne? Czy dobrze robię? Czy przydadzą mi się nowe umiejętności? Czy warto się tak męczyć? Sam nie wiem...

Po pracy idę na obiad do restauracji w centrum, a potem jadę za miasto. Mam ochotę na spacer w lesie, a niedaleko (23 km) jest fajna ścieżka z konwaliami. Chcę je zobaczyć. 

W lesie pusto. Pięknie, słonecznie i ciepło.

W powietrzu unosi się fantastyczny zapach konwalii, coś wspaniałego. 

Słychać jedynie szum drzew.

Do domu wracam wieczorem, ale mogę sobie na to pozwolić. Nic nie muszę. Jest pięknie!

Wtorek

W pracy nic ciekawego, czyli dobrze. Po pracy rower. Szybkie 20 km dodaje endorfin.

Środa 

Po pracy szybki obiad w domu i jadę do centrum dentystycznego. "Co pana sprowadza do mnie?" - pyta moja pani doktor. Przyzwyczaiłem się już do jej bezpośredniego kontaktu - czasem mówi do mnie "skarbie". Jest ciut starsza ode mnie, lubię do niej chodzić. Zanim zdążyłem odpowiedzieć stwierdziła: "pięknie się pan uśmiecha, na pewno nic nie boli". 

Miała rację. Dzisiaj tylko kontrola (za co zostałem pochwalony), a gratisowo zrobiła mi usuwanie kamienia i zaprosiła na kolejną wizytę za pół roku. 

Czwartek 

W pracy robię rzeczy, których nie muszę, ale skoro mam siedzieć to zrobię. Niech się firma rozwija. Ja zdobywam doświadczenie, które kiedyś może się przydać. Po pracy jadę do sklepu z odzieżą używaną w poszukiwaniu pewnej rzeczy (nie znajduję jej) a obiad załatwiam w "restauracji" pod złotymi łukami. Dobrze że bywam tam nie częściej niż raz na kwartał, bo coś mnie ściskało w żołądku po zjedzeniu posiłku. Kiedyś jadłem tam częściej i nic nie czułem.

Piątek 

Nie jestem zadowolony ze swoich decyzji w pracy. Po przyjściu do domu męczą mnie i zmuszają do analizy, oraz konieczności dokonania korekty w przyszłości. Możliwe, że to tylko moje własne zbyt nisko ocenione działanie - trudno określić, ale sam źle się z tym czuję i nie chce takich sytuacji przeżywać. 

Sobotni dyżur zapowiada się całkiem sympatycznie. W okrojonym składzie jest ciszej i przyjemniej - o ile w ogóle tak można powiedzieć w kontekście Departamentu. 

I jeszcze majowe tulipany spod bloku kilkanaście dni temu:

środa, 27 maja 2026

Irytacja

Praktykanci. Jest ich całkiem sporo, tak jak kiedyś pisałem głównie przychodzą do mnie. Z jednym mam pewien dyskomfort. Jest średnio przygotowany do pracy z klientami, a w ramach praktyk musi popracować z nimi pod moim nadzorem. Niestety mam wtedy podwójną robotę, bo nie dość że sprawdzam wszystkie dokumenty klientów, to jeszcze muszę jego pilnować. A tu dużo się dzieje. Złego. 

Po każdej sprawie biorę tego praktykanta na bok i tłumaczę jego nieprawidłowe działanie - co nie jest niczym szczególnym - ale właśnie on mocno irytuje swoim nieodpowiedzialnym podejściem. Nie potrafi uzupełnić dokumentów, nie wie co gdzie ma wpisać, nie umie poruszać się po systemie - zatem muszę go ciągnąć jak za rękę i stale coś korygować. W dodatku nie zna wszystkich obowiązkowych przepisów, a nawet nie jest w stanie ich znaleźć.

Dziś po jednym z klientów podczas omawiania jego poczynań, dalej szedł w zaparte! Ja mówię mu jedno, a on swoje. Aż trudno mi w to uwierzyć, jak trzeba być ograniczonym aby podczas uczenia się nowych rzeczy ignorować a wręcz forsować swoje własne (niezbyt mądre) teorie. Są one tak niedorzeczne, że do teraz zastanawiam się, czy on w ogóle rozumie gdzie jest i co robi.

Mógłbym nie zaliczyć mu tych praktyk, ale zaliczyłem. Ma prawo się mylić, może zapomnieć niektórych rzeczy, może liczyć na moją pomoc, ale nie powinien kłócić się tylko uczyć, słuchać i poprawiać to co robi źle. Ponieważ "trochę" ciężko idzie mu to, poprosiłem o przejście na kolejne praktyki do moich współpracowników. Ci albo zignorują go nic nie tłumacząc, albo sprowadzą do parteru używając niezbyt przyzwoitego słownictwa.

Kiedyś miałem już podobny przypadek. Obiecałem sobie, że nie będę się tym przejmował. Ale znowu - chciałbym przekazać mu najlepszą wiedzę jaką mam, oraz tak poprowadzić jego praktyki aby wyniósł z nich jak najwięcej. Ale skoro on ma inny pomysł, to proszę uprzejmie - ale beze mnie.

Wciąż majowe tulipany:

sobota, 23 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 459

Poniedziałek 

W pracy pomagam koledze zapakować wielką i ciężką przesyłkę na przyczepkę. Ba, nawet sam oferuję mu, że mogę podjechać i pomóc mu przenieść na 3 piętro do jego mieszkania. Po chwili gryzę się w język - chyba jednak lepiej było się nie odzywać... Ostatecznie kolega podziękował za chęć pomocy, a ciężką przesyłkę pozostawił w garażu.

Wtorek

Jeden z klientów jest bardzo nerwowy gdy tylko okazuje się, że oddalam jego wniosek. Pokrętnymi drogami próbuje naciskać i wywierać presję, ale nie z takimi przypadkami miałem kontakt. Odgrażał się, ale spływa to po mnie. 

Środa

Od samego rana problemy. Najpierw spółdzielnia mieszkaniowa straszy mnie kosztami "ustalenia dodatkowego terminu kontroli przewodów kominowych". Fakt, nie było mnie w domu kilka dni, ale powinni przewidzieć że jeden termin to rzecz nierealna i - jak w latach ubiegłych - należy zapewnić co najmniej drugi termin dla takich jak ja. 

Dzwonię zatem do firmy która robi te przeglądy i umawiam się na wieczór celem kontroli, a po chwili dzwonię do spółdzielni aby zwrócić uwagę na niestosowność zachowania i straszenia kosztami. 

Potem na moje konto bankowe wpływa kwota, której się nie spodziewałem. Niby tylko 178 zł, ale jednak. Przewidując oszustwo kontaktuję się z bankiem, ale najpierw mam "rozmowę" z bootem o imieniu Marek (😱). Po pięciu minutach w końcu odzywa się ktoś żywy po drugiej stronie słuchawki. Babka szybko ustala zlecenie wykonania przelewu na konto wpłacającego przez konto techniczne, które nie będzie zawierać moich danych osobowych. 

Pieniądze lgną do mnie dzisiaj, bo pod koniec dnia pracy przy wejściu do toalety dostrzegam leżący na podłodze banknot o nominale 100 zł. Aż dziwne, że na taką okoliczność nie ma w Departamencie instrukcji co należy zrobić, no ale sam ją stworzyłem. Zgłosiłem do przełożonego, który nawet nie kiwnął palcem, aby ustalić właściciela, choć wszędzie są kamery i dałoby się to zrobić. Ale co mnie to obchodzi, ja swoje zrobiłem. Ostatecznie 100 zł zostało zabezpieczone w sejfie w kopercie z adnotacją "znalezione". Nie wiem, może liczą na to że ktoś przyjdzie i sam się zgłosi w stylu "zgubiłem u państwa 100"?

Po pracy godzina pływania, bez sauny - która jest w remoncie niestety (ktoś polał za dużo wody i chyba coś poważniejszego się zepsuło). Nie ma żadnych znajomych twarzy, to pewnie z powodu braku sauny.

A wieczorem przychodzi dwóch facetów w celu kontroli przewodów kominowych. Czynność trwa góra dwie minuty. Pytają o sąsiadkę z piętra niżej, bo jej też nie zastali w dniu kontroli. Później wysyłam jej wiadomość SMS z informacją o przeglądzie i numerem telefonu do osoby, z którą można się umówić na taki przegląd. To ta sąsiadka, której kartkę przejąłem (z Chicago) - zatem widzę że jej też często nie ma w domu. Jest moim buforem pomiędzy mną a tymi, którzy się nie myją* (z pierwszego piętra). Więc trzeba o nią dbać 😁

Po około godzinie sąsiadka oddzwania i dziekuje za informację mówiąc, że niebawem wraca. Kilka minut rozmawiamy choć słyszę, że jest w trasie a jakość połączenia nie jest idealna. Ja nawet nie wiem jak ona ma na imię, a w telefonie mam zapisaną tak:

* a w kwestii tych którzy się nie myją - na klatce idealnie, ale na balkonie strasznie śmierdzi - fetor idzie z dołu - bo widzę że mają otwarte drzwi balkonowe 😳

Czwartek 

Trochę spokoju, choć w pracy pojawia się nowa afera która nie dotyczy mnie na szczęście. Jak zwykle - burza w szklance wody. Po pracy krótki wyjazd poza miasto.

Piątek 

Normalnie można byłoby cieszyć się z nadchodzącego weekendu, ale nie tym razem - znowu pracująca sobota. I to gorsza niż zwykle. No trudno, niebawem będę miał kilka dni wolnego - Bieszczady już czekają 😃

Po południu wycieczka rowerowa - korzystam z pięknej pogodny i relaksuję się ile się tylko daje.

A jak maj - to tulipany oczywiście (zdjęcie z Ogrodu Botanicznego w Łodzi 2017):

sobota, 16 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 458

Poniedziałek 

Zapowiadany w prognozach pogody deszcz nie pojawił się. Wciąż jest bardzo sucho. Ale także wietrznie. Nawet ciężko wyjść na spacer po pracy, co trochę mi sprzyja ponieważ muszę się uczyć.

Wtorek 

W pracy względny spokój. Po pracy studiowanie przepisów.

Środa 

Tu dla odmiany wybieram się na sauny. Ponad cztery godziny, ale także na trening na basenie, odpoczynek w jacuzzi, seanse w saunach oraz inne relaksowanie. 

A do domu wracam zabierając sąsiadkę (też była w aquaparku, miała zamiar wracać autobusem) - tą której zapach piesków unosił się na klatce schodowej. Obecnie ma jakiegoś faceta, który pomógł jej w remoncie mieszkania i - zdaje się - wyczuł odór i zajął się tym problemem.

Czwartek 

Fajny dzień. Dwoje miłych klientów. Dodaje mi to lepszego nastroju i humoru. Mam sporo innych zajęć tak, że na naukę nie mam już czasu.

Piątek 

Długi dzień, ale bardzo pozytywny. Wieczorem burza łapie mnie akurat w podróży, a drzewa uginające się znacznie pod wpływem wiatru trochę niepokoją. Na szczęście po kilku minutach wyjeżdżam z tego obszaru i mogę oglądać piękny zachód słońca.

A jak maj, to obowiązkowe są tulipany! 

niedziela, 10 maja 2026

Śniadanie

Na tygodniu nie mam czasu na wymyślne śniadania, ale dziś - wolny dzień - postanowiłem sobie trochę dogodzić. Będzie to francuski rogalik z pieczarkami i pastą pomidorową.

Produkty:

  • Croissant 🥐 
  • Kilka pieczarek 
  • Pasta na bazie pomidorów (może być taka do bruschetty), lub ajvar
  • Cebula, czosnek, sól i pieprz 
  • Warzywa do sałatki

Sposób przygotowania:

  • cebulę podsmaż na małej ilości masła, dodaj pieczarki (u mnie w plastrach, takie ładnie się trzymają na rogalikach), sól i pieprz do smaku;
  • pod koniec smażenia dodaj czosnek i odrobinę masła, jeśli patelnia jest sucha;
  • croissanta przekrój wzdłuż i połóż na drugiej patelni tak, aby się podgrzał (nie używaj tłuszczu) na rumiano;
  • w międzyczasie zrób dowolną sałatkę - chyba że wolisz samego rogalika;
  • croissanta posmaruj pastą pomidorową (ważne, żeby nie była z lodówki tylko w temperaturze pokojowej);
  • połóż trochę pieczarek wedle uznania, może być znacznie więcej niż u mnie (dołożyłem po zrobieniu zdjęcia);
  • przykryj drugą połową;
  • smacznego!
Pierwszy raz zrobiłem sobie takie śniadanie i muszę przyznać, że smakuje wybornie. Croissant jest mega chrupiący i delikatny, pasta pomidorowa dodaje ciekawą słoneczną nutę, a porządnie doprawione  pieczarki (dałem dwa duże ząbki czosnku i pół średniej cebuli) idealnie dopełniają smaku. 

Było tak pyszne, że nic bym tu nie zmieniał! Od razu zrobiłem dwie porcje (na 2 rogaliki), bo tak myślałem że szybko znikną. Robi się to naprawdę szybko, a tylko kilka produktów ułatwia wykonanie. Dla mnie ocena 5/5! Polecam!



sobota, 9 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 457

Poniedziałek 

Budzę się z zakrwawioną poduszką. Znam ten problem, tylko nie sądziłem że jest aż tak źle. Muszę się tym zająć.

Praca, dom, nauka, spanie. I pierwsze w tym roku gorące dni, chyba jeszcze zbyt wcześnie na włączanie klimatyzacji, ale 25-26 w pokoju to dla mnie zbyt dużo.

Wtorek 

Naukę przesunąłem na późniejszy czas, ponieważ po pracy mam gościa, którego zabieram do restauracji na obiad. Mamy mnóstwo tematów do obgadania, ale czuję, że zmęczenie łamie mnie równo. Staram się trzymać i nie okazywać tego. Piękna pogoda i mało ludzi.


Na szczęście czas szybko leci, rozmowa się klei, a jedzenie bardzo pyszne - chyba dało mi sporo energii, bo wieczorem wychodzimy jeszcze nad miasto i - o dziwo - nie czuję zmęczenia.

Środa

Gościa zostawiam z gotowym śniadaniem i małymi upominkami, a sam pędzę do pracy. Tak się umówiliśmy, bo gość za kilkadziesiąt minut ma powrotny środek transportu (klucze zostawia w umówionym miejscu). 

A w pracy pod koniec dnia popełniam błahy ale jednak - błąd. Nie powoduje to żadnego uszczerbku finansowego ani żadnego innego dla Departamentu ani dla klienta - jest po prostu moim niedociągnięciem. Czasem się zdarza także innym pracownikom, ale tym razem mój bezpośredni przełożony zapowiedział "nie daruję ci tego". Dziwne, bo zdarzyło mi się to pierwszy raz od tych pięciu lat gdy pracuję w tym miejscu. Początkowo myślałem, że żartuje albo próbuje mnie nastraszyć, ale - jak zapowiedział - tak zrobił. Doniósł na mnie do głównego managera. 

Czwartek

Z samego rana breafing. Główny manager wstrzymuje obsługę klientów i zaczyna się litania. "Uwielbiam" to. Ten długi moment, w którym krytykuje się jedną osobę przy wszystkich obecnych, nie dając szansy na jakiekolwiek wyjaśnienia. Wyrok już zapadł, manager wie wszystko, a jedyne do czego mam prawo, to siedzieć cicho i słuchać. Pozory są zachowane - nikt nie wymienia mojego imienia, ale i tak wszyscy już wiedzą - wszak takie rzeczy roznoszą się tempem błyskawicy. 

I jak zwykle - wydaje on osąd na podstawie opinii jednej strony w dodatku nieprawdziwej, ponieważ mój przełożony nie tylko podpier*olił mnie, ale także nie sprawdzając stanu faktycznego przyjął wygodną jemu tezę w innej kwestii.

Naturalnie, czas na wyjaśnienia nadejdzie. Tuż po breafingu. Na piśmie. Natychmiast. Nikogo oczywiście nie obchodzi, że muszę wyrobić się z bieżącą obsługą klientów. Z tym, że wyjaśnienia nic nie zmienią - są, bo to bardzo dobry sposób na większe zgnębienie i upokorzenie pracownika, w dodatku dokument taki musi przejść przez kilka innych stanowisk, gdzie każdy może zapoznać się z treścią. Atrakcje gwarantowane. Olewam to i notatkę służbową dostarczam  po czwartym kliencie, bo dopiero wtedy miałem chwilę aby ją napisać i wydrukować. 

W ciągu dnia prócz tego co na piśmie, wzywany jestem w celu osobistego wyjaśnienia "w jaki to sposób doszło do tak karygodnego wydarzenia!?". Czekając na audiencję przed gabinetem głównego managera, zauważam spojrzenia skupione na sobie. Uśmiechy, których nigdy nie ma. Wyczuwam w nich dużo radości i prawie dzikiej satysfakcji. To ten moment - idealny aby odrzeć ze skóry winowajcę. Pokazać swoją wyższość.

Czekanie to także forma kary. Nie jest tak, że gdy u managera nikogo nie ma to po prostu wchodzisz - a przynajmniej nie wtedy gdy idziesz odebrać naganę. Musisz czekać, z pokorą i na widoku odstać swoje. W głowie miałem już ułożony pewien plan, ale nie był on konieczny gdyż w gabinecie spędziłem tylko 3-4 minuty - ku zaskoczeniu wszystkich mi "kibicujących" ale także swoim. Po mniej więcej godzinie do sali obsługi klientów przychodzi główny manager i patrząc na mnie pyta: "i jak tam?". Tylko w duchu mu odpowiadam "no ku*wa świetnie". 

Ciekawe doświadczenie. Moje pierwsze takie. Tego dnia nie muszę już ćwiczyć ani spacerować, bo zegarek pokazuje mi na podstawie pomiarów pulsu, że  "wszystkie cele ćwiczeniowe zostały zrealizowane".

A wieczorem dzwoni gość, aby podziękować za wspólny czas a przy okazji pyta:

[gość] - oberwałeś w pracy?

[ja] - tak

[gość] - ale nie denerwujesz się z tego powodu?

[ja] - /cisza/ - wciąż tam pracuję, ale nie wiem jak długo jeszcze 

[gość] - no co ty, gdzie ty znajdziesz lepszą pracę?

No tak, gdy się nie wie jak to wygląda od środka można myśleć, że to naprawdę fajne miejsce, a gość o takich akcjach usłyszał pierwszy raz. I pewnie ostatni.

Piątek 

Wracam do stałego rytmu. Praca, dom, nauka, spanie. Wciąż przeżywam. Nie spodziewałem się, że mój przełożony tak zrobi, gdyż do tej pory miałem z nim raczej lepszy kontakt niż z innymi współpracownikami. Nie raz ratowałem mu tyłek w trudnych dla niego sytuacjach i pomagałem w jego obowiązkach, w zasadzie zawsze mógł liczyć na wsparcie. Ale to już historia, czas jeszcze bardziej ograniczyć także ten kontakt. 

Nie rozmawiam z nim gdy nie muszę, on próbuje mnie zaczepiać jakimiś tematami, jakby nic się nie stało, ale ignoruję. Mleko się już rozlało i wszelkie dialogi są zbędne. Kolega ze stanowiska obok szepcze mi do ucha: "podziwiam twój spokój, ja bym mu przyje*ał za to".

Po pracy w ramach dbania o siebie robię na obiad łososia ze szparagami i mizerią. Zajmuje mi to sporo czasu, ale trudno - miałem ochotę. 

Potem szykuję się na sobotni dyżur w Departamencie - to już w ramach koniecznych czynności. A skoro to sobota, to kwiatową koszulę założę do jeansów. I wziąłbym moją ulubioną czarną pikowaną kurtkę, ale do całości lepiej będzie pasować inna - jednolicie niebieska - bo zapowiada się chłodny dzień a podczas dyżuru będę trochę na zewnątrz budynku.

Tymczasem gość przesyła zdjęcie tulipanów ze swojego miejsca zamieszkania:

sobota, 2 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 456

Poniedziałek 

Dzień zaczyna się od wezwania do głównego managera. Chciał, abym złożył wyjaśnienia w sprawie pewnego przekrętu, który nie pierwszy raz uskutecznił jeden z moich "kolegów". 

Nie powiedziałem mu wszystkiego, jeśli jest dobrym managerem (a nie jest) to powinien się o tym dowiedzieć w inny sposób. Rozwiązania sprawy pewnie nie poznam, bo mało mnie interesuje czy ktoś dostanie premię czy naganę - bo raczej nie wyrzucą go z roboty.

Wtorek 

Mam mnóstwo szczęścia. W pracy same łatwe przypadki, a dzięki temu czas mija w miarę szybko. 

Środa

Od kilku dni na klatce schodowej odór zmniejszył swoją intensywność. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale mogłoby tak już zostać na dłużej.

Czwartek 

Mając dużo szczęścia kończę przed godziną 15 i od razu wyjeżdżam do dużego miasta. Ruch na drodze duży, więc dojechanie na miejsce zajmuje sporo więcej czasu niż zwykle. Parkuję na podziemnym parkingu i windą wjeżdżam na kompleks basenów i saun. Relaksuję się ponad dwie godziny, potem zamawiam pizzę ze szparagami a przed snem czytam jeszcze rozporządzenia.

Piątek 

Z rana nauka, a potem przyjemności. Bardzo długi spacer z przerwą w parku. Na obiad wybieram się do centrum, gdzie akurat odbywa się festiwal smaków azjatyckich. Decyduję się na danie, które na obrazku wygląda świetnie, ale w rzeczywistości smakuje okropnie. Mięso ma bardzo dużo soli i wzmacniaczy smaku, a ryż to jakaś mamałyga. Dobrze że nie musiałem za to płacić (dostałem bon do wykorzystania), bo połowa poszła do kosza. Obok mnie siedziało mnóstwo innych osób i widziałem, że jedli różne rzeczy (także to co ja) aż im się uszy trzęsły. Jestem pełen podziwu, że mój żołądek przeżył te pół porcji bez protestowania.

W ogóle zauważam, że te wszystkie festiwale jedzenia są coraz gorszej jakości za olbrzymie pieniądze. Nie zależy im na powrocie klientów, bo przez 2-3 dni zarobią sporo a potem zmywają się w inne miejsca.

Powrót jeszcze dłuższym spacerem niż wcześniej. M.in. przez stare ale pięknie zielone osiedle. Pachną kwiaty, śpiewają ptaki, a ruchu ulicznego w ogóle nie słychać. Jest dużo miejsca na zieleń, ławki i rekreację dla mieszkańców, niestety obecnie bloki budują jeden obok drugiego - przez takie betonozy nie lubię spacerować.





A jak maj - to wiadomo - muszą być tulipany.

sobota, 25 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 455

Poniedziałek 

Rytm dnia niezmienny. Praca, potem szybki obiad i nauka. Jedynie na basen i sauny nie chodzę z powodu braku czasu.

Wtorek 

Jeden ze współpracownikami chce mi wbić szpilkę i przez dłuższy czas zwraca się do mnie po nazwisku. Ogólnie źle mi się to kojarzy, bo pamiętam nauczycielkę z podstawówki, która miała podobne zamiary i też mówiła do mnie po nazwisku a do innych uczniów po imieniu. 

Olewam współpracownika i z uśmiechem na twarzy robię swoje. Choć gdzieś wewnątrz boli.

Środa

Prowadzę szkolenie dla zaprzyjaźnionych departamentów z innych miast. Jest miło i przyjemnie, a pracę kończę chwilę po trzynastej. Główny manager chwali mnie aż trzy razy, ale dociera to do mnie dopiero przed wieczorem.

Czwartek 

Spotykam sąsiadkę. Mówi, że rozmawiała z tymi którzy nie grzeszą higieną oraz, że problemem jest facet. Bardzo oszczędza on wodę i mydło, stąd ten odór na klatce schodowej. 

Ostatnio jest jakby trochę lepiej, ale nie wiem czy to zasługa odświeżaczy powietrza czy może zaczął się chociaż trochę obmywać?

Piątek 

Marzę o saunie i basenie, ale to musi poczekać. Po południu w przerwie między ustawami i rozporządzeniami piekę szybki sernik z musem malinowym. Trudno mi wytrzymać żeby się schłodził i próbuję gdy jeszcze jest letni. Pyszny! A zimny będzie jeszcze lepszy. Tak jak poprzednio ma 0 cukru, ale tym razem nie dodałem masła i jest smaczniejszy. 

Pakuję utensylia oraz szykuję się do pracy w sobotę - to tylko dyżur, czyli przyjemniej niż zwykle, ale biała koszula sama się nie uprasuje. 

sobota, 18 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 454

Poniedziałek 

Dalszy ciąg historii z nieprzyjemnym zapachem na klatce schodowej. Para ludzi mniej więcej w moim wieku, która mieszka na pierwszym piętrze ma problem z higieną, lub zbyt rzadkim używaniem pralki - a najpewniej - z jednym i drugim.

Ale także z kulturą, gdyż od pewnego czasu przed drzwiami zostawiane są buty lub klapki. Gdy była zima sądziłem że to dlatego, żeby nie nanosić brudu do mieszkania, ale teraz nie rozumiem takiego zachowania. 

Odór jest tak intensywny, że trzeba zatykać nos bo inaczej robi się niedobrze. Na szczęście mieszkam dwa piętra wyżej. 

Nie wiem czy ktoś z nimi rozmawiał, możliwe że tak, bo ogólnie pozostali sąsiedzi są raczej dobrze zorganizowani. Otwierają okna, ale mało to pomaga. Ja na swoim piętrze zawiesiłem trzy odświeżacze powietrza - tak na wszelki wypadek. I u mnie na klatce pachnie kompozycją kwiatową.

Wtorek 

Po pracy poświęcam mnóstwo czasu na naukę. Za jakiś czas spróbuję podejść do egzaminów które pozwolą mi zajmować się trudniejszymi i bardziej rozbudowanymi sprawami klientów.

Środa

Po pracy obiad jem w knajpie. Potem idę podlać kwiatki u sąsiadki. Zgodnie z pozostawioną instrukcją. W domu zasiadam przy ustawach, rozporządzeniach, wytycznych i mnóstwem innych materiałów. 

Czwartek

Chia jest coraz bardziej popularnym produktem używanym w kuchni. Pierwszy raz robię deser z jogurtu greckiego, chia i galaretki cytrynowej. Wychodzi ok, ale następnym razem zrobię na mleku kokosowym z dodatkiem owoców.

Deser zjadam w autobusie w drodze do [...]. Ten długi czas staram się wykorzystać na naukę, choć okoliczności wokół mnie nie są sprzyjające.

Wieczorem trochę alkoholu, a mi dużo nie trzeba.

Piątek

Kąpiele w rzece. Spacery w lesie. 

Miła i całkiem długa rozmowa, która nastraja mnie optymistycznie, w dodatku wstrzeliłem się tak idealnie, że nikt nam nie przeszkadzał. Moje dylematy - to już zbyt duża uprzejmość czy jeszcze nie? 

Pobyt w spa (znowu pływanie, ale w basenach różnej maści), zjeżdżalnie, sauny i jacuzzi. Odpoczynek, znowu jedzenie i znowu relaks plus zachód słońca. Tym razem jacuzzi w pięknym zielonym ogrodzie. Tuż obok rzeka i wygodne ścieżki spacerowe. A dzisiaj (sobota) powrót prawie do domu.



                          

sobota, 11 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 453

Poniedziałek 

Wietrzny, zimny, deszczowy a nawet z lekkim gradem. Zdecydowanie nie sprzyjał spalaniu kalorii na świeżym powietrzu.

Wtorek 

Przez dłuższy czas nie będę musiał robić zakupów, bo jedzenia ze świąt zostało dużo. Wystarczy trochę warzyw i kilka obiadów z głowy. 

Środa

Wizyta u koleżanki. Znowu wyjeżdża, więc mam zająć się jej kwiatkami. Dostałem szczegółowe informacje w jakich ilościach i kiedy je podlewać, a którym zmieniać wodę na świeżą (niektóre stoją w słoikach). 

Czwartek

Kiedyś pisałem o problemach psich zapachów z parteru. Ten problem zniknął, bo sąsiadka pozbyła się niemytych psów, ale pojawił się inny. 

Na pierwszym piętrze mieszka para, która jest na bakier z higieną. Przechodząc obok ich mieszkania, czuję bardzo nieprzyjemny odór, który czasem jest tak intensywny, że rozchodzi się na prawie całej klatce schodowej. 

Rozmawiałem o tym z innymi sąsiadami i jest to dużo problem szczególnie dla nich (mieszkają bliżej pary). Dzisiaj zauważyłem, że prócz otwierania okien na klatce pojawił się odświeżacz powietrza 😁 

Piątek

Wyjazd do dużego miasta, ale po drodze przystanek w małej mieścinie na sauny. Obiekt fajny, miła obsługa, ale cenowo trochę przesadzili. Tym bardziej dziwi mnie, że wewnątrz było całkiem sporo ludzi. Chodzę do kilku innych miejsc z jeszcze lepszymi atrakcjami i jest tam sporo taniej.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Święta, święta i...

... po świętach. U mnie już jutro do pracy, więc czas na odpoczynek się kończy.

Było aktywnie - rower i dużo spacerów. Upiekłem sernik bez cukru. Spód z herbatników, ser gotowiec + mascarpone i mus malinowy na górę (sam przecierałem).



Następnym razem lekko zmodyfikuję ilość składników, bo wydaje mi się że jest odrobinę zbyt tłusty (masło) i słodki (erytrytol).

*** *** ***

Tymczasem ostatnio trochę pozmieniało się w kwestii przepisów drogowych oraz zdobywania uprawnień. 

1) Od nieco ponad miesiąca siedemnaście lat wystarczy, aby ubiegać się o wydanie prawa jazdy. Jest tam trochę obostrzeń, ale jak ktoś chce to może próbować. Wg mnie to mało potrzebne zmiany, wypuszczenie na drogi kolejnego rocznika młodych kierowców bez konkretnych zmian w szkoleniu to igranie z bezpieczeństwem.

2) Także od ponad miesiąca można utracić uprawnienia do kierowania za przekroczenie prędkości ponad 50 km/h poza obszarem zabudowanym. Ciekawe, że media milczą w temacie kierowania pojazdem mimo posiadanego zakazu kierowania. Kiedyś (do 03.03.2026) konsekwencją było przedłużenie zakazu o 6 miesięcy, ale to się zmieniło. Obecnie zakaz wydawany w takich sytuacjach wynosi aż 5 lat!

3) Są już statystyki wypadków za ubiegły rok. Wypadków jest znacząco mniej, także na przejściach dla pieszych. Wnioski - jednak surowsze kary działają, a gdyby poprawić kilka innych aspektów moglibyśmy myśleć o powolnym doganianiu najlepszych państw europejskich w tych kwestiach. 

A Wy co sądzicie o tych zmianach? 

I jak Wam minęły święta? Bardzo najedzeni?

sobota, 4 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 452

Poniedziałek 

Dużo się dzieje, po kolei.

1) Z rana informacja o podwyżce i to ze skutkiem natychmiastowym - czyli od marca. 10% - zawsze coś. I zapowiedź, że w tym roku będzie jeszcze jedna. Przyzwyczaiłem się, czekam teraz na premię, albo jakąś nagrodę co najmniej.

2) W drukarce kończy się toner, wydruki są ledwo widoczne. Ja sobie nie z takimi problemami radzę, ale to wstyd dawać klientom tak wyblakłe dokumenty, że prawie nic na nich nie widać. Dzwonię więc do działu informatyków (bo oczywiście samemu nic nie mogę dotykać), ale oni mają czas - olewają moje zgłoszenie a ja świecę oczami przed klientami. Dopiero mój "kolega" z okienka obok tak się wkurzył, że sam zadzwonił po nich klnąc na prawo i lewo. Poskutkowało. Przyszedł informatyk i wymienił co trzeba.

3) Basen. Na torach sporo ludzi, wszyscy intensywnie pływają. Na szczęście moja kondycja nie jest zła i nie jestem zawalidrogą. A w saunie jeszcze większy tłum i głośno jak na targu.

4) Wieczorem spotkam sąsiadkę z naprzeciwka (wszystko wiedzącą). Pokazuję jej kartkę z Chicago którą dostałem przez pomyłkę, a ona od razu mówi że to dla sąsiadki piętro niżej. Natychmiast zanoszę pomyloną kartkę.

Wtorek

Po pracy sporo czasu spędzam w kuchni. Najpierw robię obiad, potem naleśniki z serem. Na szczęście jedno i drugie zostaje mi na jutro. W planach nauka - powinienem uczyć się i co najmniej przygotowywać prezentację na szkolenie które mam prowadzić w drugiej połowie kwietnia, ale lenistwo zwyciężyło. Wychodzę na krótki spacer w lekkim deszczu, a potem odpoczywam przy muzyce (m.in. "Samba z kalendarza - D. Miśkiewicz), a wieczór spędzam z Netflixem ("Ołowiane dzieci").

Środa

W pracy praktykanci. Przychodzą wg określonej wcześniej listy tak, aby nie robić zamieszania przy okienkach z klientami. Muszą zaliczyć obsługę klienta pod nadzorem nas - pracowników Departamentu. Nie wiem czemu ale najczęściej przychodzą do mnie. Np. taki W. upodobał sobie mnie i nie chce do nikogo innego, tylko do mnie. Ok, na bieżąco koryguję jego błędy i pilnuję czy dobrze wypełnia dokumenty oraz prowadzi sprawy.

Pomiędzy klientami łapie (on) szklankę wody i pije jednym tchem. Po obsłużeniu trzech klientów ma dość, jest wyczerpany i musi odpocząć. Robimy małą przerwę, podczas której omawiam z nim nieprawidłowości i zwracam uwagę na szczegóły które powinien poprawić. Robi postępy, choć jeszcze mnóstwo musi się nauczyć.

Plus - za opiekę nad praktykantami przewidziano większą premię.

Czwartek 

Z pracy wychodzę wcześniej (znowu). Od razu na basen. W 35 minut przepływam 1000 metrów i pędzę na saunę. Dziś luźno (aromat sosnowy). 

Piątek 

Zbliża się czas świąt. Na szczęście szybko minie, bo to prawie zwykły weekend plus poniedziałek. W nurcie marszu pod prąd robię różne rzeczy, których w ten piątek nie robią inni. Ogólnie luz. Nawet trudne sytuacje nie wyprowadzają mnie z równowagi. Po pracy korzystam z pięknej pogody i spacerkiem idę na lody do centrum miasteczka. Wieczór początkowo z nauką, potem z drinkiem przed TV.

Tym, którzy świętują życzę pięknych Świąt Wielkanocnych! 

A tym, którzy nie świętują po prostu fajnego długiego weekendu i mile spędzonego czasu!



sobota, 28 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 451

Poniedziałek 

Wolne, zaplanowałem sobie trzy dni odpoczynku. Zatem już w weekend wyjechałem z domu. Trochę dalej, ale w znajome rejony, choć dekoracja trochę mnie zaskoczyła. Mnóstwo światełek - przystrojone domy, oświetlone choinki, a nawet kilka dużych bombek świątecznych. Cała "wioska" jakby z innej epoki.

Wtorek 

Hotelowe śniadanie jak zawsze pyszne. Jedzenie poza domem smakuje inaczej. Piękna pogoda sprzyja wycieczkom. 

Środa

Przy okazji załatwiam sprawy związane z Departamentem. Jestem przygotowany, więc nie dam się spławić z byle powodu. Na szczęście nie ma takiej potrzeby i wszystko załatwiam jak trzeba. 

Po południu powrót do domu.

Czwartek

Powrót do pracy, dzień fajny i miły. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Gdyby każdy tydzień składał się z dwóch pracujących dni byłoby idealnie 😁

Piątek 

Podobnie jak czwartek mimo pewnych przeciwności. Po pracy przygotowuję ciasto ze śliwkami. Ograniczając spożycie cukrów dodaje erytrytol - trochę "na oko", ale wychodzi bardzo dobre 👍