sobota, 3 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 439

Poniedziałek 

Urlop. Daleki wyjazd. Turystów prawie wcale. W lesie na pięknych szlakach tylko sarenki i szum wysokich drzew. Po południu więcej słońca i wyjście na sauny (w tym jedna z widokiem na góry). Dużo przypadkowych ludzi, zatem nie bardzo potrafią poprawnie zachowywać się w saunie. M.in. głośno rozmawiają, oraz nie używają ręczników pod stopami. Kupuję bilety na 4 godziny, więc do hotelu wracam dopiero około 22 zbyt zmęczony na nocne wyjście do centrum, choć mam tam mniej niż 50 metrów.

Wtorek

W poszukiwaniu atrakcji przemieszczam się dużo, ale niestety trafiam na zakłócenia w ruchu spowodowane przez rolników. No i zima na drogach, ślisko. Ledwo zdążam na umówioną godzinę w muzeum. Prawie dwugodzinne zwiedzanie strasznie mnie nudzi. Może z powodu przewodnika, który całe zdania wypowiadał w jednym tonie?

Środa

Wciąż wolne.  Do domu na razie nie wracam, bo i po co? Za to odnajduje Rckik (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa) i idę oddać krew. Pani w rejestracji miła, a ta w laboratorium jeszcze bardziej, bardzo miło się z nią rozmawia. Gorzej z lekarką, ale u niej na szczęście najkrócej. Na sali pobrań byłem sam. Ten dzień nie jest zbyt popularny wśród krwiodawców, ponieważ jutro i tak jest wolne (krwiodawcy przysługuje dwa dni wolnego).

Po odpoczynku idę do restauracji rybnej i funduję sobie smażone filety z pstrąga na zielonych liściach i frytki na osobnym talerzu, tak jak lubię. Bardzo smaczne. W restauracji prócz mnie tylko jakaś para z dzieckiem. Co ciekawe, oboje "w telefonach".


Czwartek 

Poranek przy zielonej herbacie i Zamku F. Kafki. Nie jest lekko, ale założyłem sobie że przeczytam 10 stron dziennie i na razie trzymam się planu. 

Po południu wybieram się do centrum handlowego do kina (Pomoc domowa). 5.5 km w jedną stronę, zatem wybieram się autobusem, co już samo w sobie stanowi przygodę. Film całkiem fajny. Powrót pieszo, co zajmuje mi niecałą godzinę. Wciąż strzelają. Czyżby zostały im petardy z dnia poprzedniego? Bez sensu. 

Piątek 

Wciąż wolne. Po śniadaniu jadę do centrum handlowego zobaczyć co mają na wyprzedażach. W sumie to chyba nic nie potrzebuję, ale ostatecznie kupuję ładną kurtkę w świetnej cenie. Potem lody w znanej sieciowej "restauracji" i 2.5 godziny na saunach. Piękne aromaty z odpowiednią muzyką sprawiają że wychodzę jakby lżejszy. 

Wieczorem szukam kina, w którym mógłbym obejrzeć Dom dobry. I jest. Małe kino w miejscowości podmiejskiej 17 km ode mnie. Od razu kupuję bilet, bo tu w dużym mieście króluje Avatar. Lubię takie małe kina za fajny klimat, a nie dość że mają tańsze bilety to jeszcze filmy grają punktualnie bez reklam. 

czwartek, 1 stycznia 2026

Ostatni dzień roku

Szczęścia i pomyślności, zdrowia i radości w Nowym Roku 2026!

Dla mnie to czas bez szczególnych emocji z tym, że jest głośniej niż zwykle. Już około godziny 18 zaczęły się pojawiać wystrzały petard. Trudno mi porównać czy było ich mniej niż rok temu, bo pierwszy raz spędzam ten czas daleko od domu. 

Przed północą wychodzę na krótki spacer i zadziwiają mnie obrazki - sporo rodzin z dziećmi na okolicznych pochyłościach zjeżdżało na sankach i innych urządzeniach. Poza tym zero spacerujących.


Bardzo przyjemnie. Mróz, lekko padający śnieg i tylko gdzieniegdzie wystrzały. Spacer trochę mi się przedłużył, a gdy wróciłem było już przed północą i wtedy się zaczęło - kanonada huku i rozbłysków. Zrobiło się bardzo głośno i jasno, a trwało dobre pół godziny.

A jak Wy spędziliście ten ostatni wieczór/noc mijającego roku? 

sobota, 27 grudnia 2025

Podsumowanie tygodnia 438

Poniedziałek 

W pracy nerwowo. Klienci roszczeniowi liczą na jakiś cud przed świętami chyba, ale na daremno. Dział kontroli wytrzeszcza oczy ze zdumienia, bo zastrzeżenia są z kosmosu. Na szczęście mnie te sprawy nie dotyczą. Po pracy jadę na basen i saunę. Ale żeby tam dotrzeć muszę uzbroić się w cierpliwość. Zamiast 5 minut zajmuje to ponad 20. Korki na każdej ulicy.

Wtorek 

Dzień znowu nerwowy z pretensjami klientów, ale nie przy moim okienku. Po pracy znowu basen i sauna, ale już bez takich korków na mieście, za to z mentolem jak zawsze.

Środa 

Trochę białego puchu przybywa. No i mróz. 

Czwartek 

Na prowincji odczucia chłodu większe niż w miasteczku. Ale w ciągu dnia przynajmniej słonecznie. Dwa razy wychodzę na spacer. 

Piątek

Od samego rana widzę komunikaty o oblodzeniu. Marznący deszcz utrudnia poruszanie się. Jadę wolniej. Mijam kilka wypadków i kolizji, ale do celu dojeżdżam w jednym kawałku. Jutro jadę dalej, z nadzieją na długi odpoczynek, bo do pracy wracam dopiero 5. stycznia.