sobota, 30 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 460

Poniedziałek 

Uff, ale czuję się lekko. Kilka dni temu zdałem pierwszy etap egzaminów. Były to egzaminy pisemne. Przygotowywałem się do nich od mniej więcej dwóch lat, a szczególnie ostatnie trzy miesiące. Były bardzo trudne. Udało się. W jednym teście miałem 96.5%, a w drugim 89.5 Próg minimalny to 82%. Zakres materiału był olbrzymi.

Gdy wyszedłem z sali egzaminacyjnej nic do mnie nie docierało, a fakt że zdałem przyswajałem przez 2-3 dni. Na około 40 osób zdały wraz ze mną jedynie 3. Trafiły mi się pytania, z którymi nie miałem większych problemów - wiadomo - szczęście i odrobina wiedzy.

Egzamin odbywał się dość daleko ode mnie, ale nie był to wielki problem, załatwiłem to bez noclegu - wyjechałem rano, a wróciłem przed północą. W jedną stronę nieco ponad 5 godzin z przerwą. Do końca maja daję sobie czas na odpoczynek, a od czerwca zaczynam intensywne przygotowania do drugiej części egzaminów. 

Czy to mi w ogóle potrzebne? Czy dobrze robię? Czy przydadzą mi się nowe umiejętności? Czy warto się tak męczyć? Sam nie wiem...

Po pracy idę na obiad do restauracji w centrum, a potem jadę za miasto. Mam ochotę na spacer w lesie, a niedaleko (23 km) jest fajna ścieżka z konwaliami. Chcę je zobaczyć. 

W lesie pusto. Pięknie, słonecznie i ciepło.

W powietrzu unosi się fantastyczny zapach konwalii, coś wspaniałego. 

Słychać jedynie szum drzew.

Do domu wracam wieczorem, ale mogę sobie na to pozwolić. Nic nie muszę. Jest pięknie!

Wtorek

W pracy nic ciekawego, czyli dobrze. Po pracy rower. Szybkie 20 km dodaje endorfin.

Środa 

Po pracy szybki obiad w domu i jadę do centrum dentystycznego. "Co pana sprowadza do mnie?" - pyta moja pani doktor. Przyzwyczaiłem się już do jej bezpośredniego kontaktu - czasem mówi do mnie "skarbie". Jest ciut starsza ode mnie, lubię do niej chodzić. Zanim zdążyłem odpowiedzieć stwierdziła: "pięknie się pan uśmiecha, na pewno nic nie boli". 

Miała rację. Dzisiaj tylko kontrola (za co zostałem pochwalony), a gratisowo zrobiła mi usuwanie kamienia i zaprosiła na kolejną wizytę za pół roku. 

Czwartek 

W pracy robię rzeczy, których nie muszę, ale skoro mam siedzieć to zrobię. Niech się firma rozwija. Ja zdobywam doświadczenie, które kiedyś może się przydać. Po pracy jadę do sklepu z odzieżą używaną w poszukiwaniu pewnej rzeczy (nie znajduję jej) a obiad załatwiam w "restauracji" pod złotymi łukami. Dobrze że bywam tam nie częściej niż raz na kwartał, bo coś mnie ściskało w żołądku po zjedzeniu posiłku. Kiedyś jadłem tam częściej i nic nie czułem.

Piątek 

Nie jestem zadowolony ze swoich decyzji w pracy. Po przyjściu do domu męczą mnie i zmuszają do analizy, oraz konieczności dokonania korekty w przyszłości. Możliwe, że to tylko moje własne zbyt nisko ocenione działanie - trudno określić, ale sam źle się z tym czuję i nie chce takich sytuacji przeżywać. 

Sobotni dyżur zapowiada się całkiem sympatycznie. W okrojonym składzie jest ciszej i przyjemniej - o ile w ogóle tak można powiedzieć w kontekście Departamentu. 

I jeszcze majowe tulipany spod bloku kilkanaście dni temu:

środa, 27 maja 2026

Irytacja

Praktykanci. Jest ich całkiem sporo, tak jak kiedyś pisałem głównie przychodzą do mnie. Z jednym mam pewien dyskomfort. Jest średnio przygotowany do pracy z klientami, a w ramach praktyk musi popracować z nimi pod moim nadzorem. Niestety mam wtedy podwójną robotę, bo nie dość że sprawdzam wszystkie dokumenty klientów, to jeszcze muszę jego pilnować. A tu dużo się dzieje. Złego. 

Po każdej sprawie biorę tego praktykanta na bok i tłumaczę jego nieprawidłowe działanie - co nie jest niczym szczególnym - ale właśnie on mocno irytuje swoim nieodpowiedzialnym podejściem. Nie potrafi uzupełnić dokumentów, nie wie co gdzie ma wpisać, nie umie poruszać się po systemie - zatem muszę go ciągnąć jak za rękę i stale coś korygować. W dodatku nie zna wszystkich obowiązkowych przepisów, a nawet nie jest w stanie ich znaleźć.

Dziś po jednym z klientów podczas omawiania jego poczynań, dalej szedł w zaparte! Ja mówię mu jedno, a on swoje. Aż trudno mi w to uwierzyć, jak trzeba być ograniczonym aby podczas uczenia się nowych rzeczy ignorować a wręcz forsować swoje własne (niezbyt mądre) teorie. Są one tak niedorzeczne, że do teraz zastanawiam się, czy on w ogóle rozumie gdzie jest i co robi.

Mógłbym nie zaliczyć mu tych praktyk, ale zaliczyłem. Ma prawo się mylić, może zapomnieć niektórych rzeczy, może liczyć na moją pomoc, ale nie powinien kłócić się tylko uczyć, słuchać i poprawiać to co robi źle. Ponieważ "trochę" ciężko idzie mu to, poprosiłem o przejście na kolejne praktyki do moich współpracowników. Ci albo zignorują go nic nie tłumacząc, albo sprowadzą do parteru używając niezbyt przyzwoitego słownictwa.

Kiedyś miałem już podobny przypadek. Obiecałem sobie, że nie będę się tym przejmował. Ale znowu - chciałbym przekazać mu najlepszą wiedzę jaką mam, oraz tak poprowadzić jego praktyki aby wyniósł z nich jak najwięcej. Ale skoro on ma inny pomysł, to proszę uprzejmie - ale beze mnie.

Wciąż majowe tulipany:

sobota, 23 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 459

Poniedziałek 

W pracy pomagam koledze zapakować wielką i ciężką przesyłkę na przyczepkę. Ba, nawet sam oferuję mu, że mogę podjechać i pomóc mu przenieść na 3 piętro do jego mieszkania. Po chwili gryzę się w język - chyba jednak lepiej było się nie odzywać... Ostatecznie kolega podziękował za chęć pomocy, a ciężką przesyłkę pozostawił w garażu.

Wtorek

Jeden z klientów jest bardzo nerwowy gdy tylko okazuje się, że oddalam jego wniosek. Pokrętnymi drogami próbuje naciskać i wywierać presję, ale nie z takimi przypadkami miałem kontakt. Odgrażał się, ale spływa to po mnie. 

Środa

Od samego rana problemy. Najpierw spółdzielnia mieszkaniowa straszy mnie kosztami "ustalenia dodatkowego terminu kontroli przewodów kominowych". Fakt, nie było mnie w domu kilka dni, ale powinni przewidzieć że jeden termin to rzecz nierealna i - jak w latach ubiegłych - należy zapewnić co najmniej drugi termin dla takich jak ja. 

Dzwonię zatem do firmy która robi te przeglądy i umawiam się na wieczór celem kontroli, a po chwili dzwonię do spółdzielni aby zwrócić uwagę na niestosowność zachowania i straszenia kosztami. 

Potem na moje konto bankowe wpływa kwota, której się nie spodziewałem. Niby tylko 178 zł, ale jednak. Przewidując oszustwo kontaktuję się z bankiem, ale najpierw mam "rozmowę" z bootem o imieniu Marek (😱). Po pięciu minutach w końcu odzywa się ktoś żywy po drugiej stronie słuchawki. Babka szybko ustala zlecenie wykonania przelewu na konto wpłacającego przez konto techniczne, które nie będzie zawierać moich danych osobowych. 

Pieniądze lgną do mnie dzisiaj, bo pod koniec dnia pracy przy wejściu do toalety dostrzegam leżący na podłodze banknot o nominale 100 zł. Aż dziwne, że na taką okoliczność nie ma w Departamencie instrukcji co należy zrobić, no ale sam ją stworzyłem. Zgłosiłem do przełożonego, który nawet nie kiwnął palcem, aby ustalić właściciela, choć wszędzie są kamery i dałoby się to zrobić. Ale co mnie to obchodzi, ja swoje zrobiłem. Ostatecznie 100 zł zostało zabezpieczone w sejfie w kopercie z adnotacją "znalezione". Nie wiem, może liczą na to że ktoś przyjdzie i sam się zgłosi w stylu "zgubiłem u państwa 100"?

Po pracy godzina pływania, bez sauny - która jest w remoncie niestety (ktoś polał za dużo wody i chyba coś poważniejszego się zepsuło). Nie ma żadnych znajomych twarzy, to pewnie z powodu braku sauny.

A wieczorem przychodzi dwóch facetów w celu kontroli przewodów kominowych. Czynność trwa góra dwie minuty. Pytają o sąsiadkę z piętra niżej, bo jej też nie zastali w dniu kontroli. Później wysyłam jej wiadomość SMS z informacją o przeglądzie i numerem telefonu do osoby, z którą można się umówić na taki przegląd. To ta sąsiadka, której kartkę przejąłem (z Chicago) - zatem widzę że jej też często nie ma w domu. Jest moim buforem pomiędzy mną a tymi, którzy się nie myją* (z pierwszego piętra). Więc trzeba o nią dbać 😁

Po około godzinie sąsiadka oddzwania i dziekuje za informację mówiąc, że niebawem wraca. Kilka minut rozmawiamy choć słyszę, że jest w trasie a jakość połączenia nie jest idealna. Ja nawet nie wiem jak ona ma na imię, a w telefonie mam zapisaną tak:

* a w kwestii tych którzy się nie myją - na klatce idealnie, ale na balkonie strasznie śmierdzi - fetor idzie z dołu - bo widzę że mają otwarte drzwi balkonowe 😳

Czwartek 

Trochę spokoju, choć w pracy pojawia się nowa afera która nie dotyczy mnie na szczęście. Jak zwykle - burza w szklance wody. Po pracy krótki wyjazd poza miasto.

Piątek 

Normalnie można byłoby cieszyć się z nadchodzącego weekendu, ale nie tym razem - znowu pracująca sobota. I to gorsza niż zwykle. No trudno, niebawem będę miał kilka dni wolnego - Bieszczady już czekają 😃

Po południu wycieczka rowerowa - korzystam z pięknej pogodny i relaksuję się ile się tylko daje.

A jak maj - to tulipany oczywiście (zdjęcie z Ogrodu Botanicznego w Łodzi 2017):