Poniedziałek
Urlopuję. Z samego rana wyjeżdżam do Suntago. Jest całkiem sporo ludzi, ale świetnie się bawię - na zjeżdżalniach, w basenie z falą, rwącej rzece na zewnątrz, basenach witalnych oraz saunach. Cały dzień mija bardzo szybko, a pod wieczór mogłem podziwiać zachód słońca. Zdjęcia poniżej ze strefy sauny, oraz z zewnętrznego tarasu:
Wtorek
Powrót do domu. Zamiast dróg ekspresowych wybieram lokalne, z których można pooglądać krajobrazy i zatrzymać się na długi spacer nad rzeką.
Środa
Po pracy jadę do schroniska. Znów biorę dwa psiaki, z których jeden jest bardzo śmiały i odważny, a drugi wycofany i nieufny (pisałem o nich ostatnio). Mam ze sobą smaczki, którymi próbuję przyzwyczaić do siebie tego nieśmiałego. Ma na imię Kokos i zrobił dziś mały krok do przodu. Szedł bliżej mnie, a w pewnym momencie nawet położył się gdy zrobiliśmy przerwę. Bo do tej pory zawsze gotowy był do ucieczki i cały czas stał uważnie. Jeszcze nie dał się pogłaskać, ale wszystko przed nami.
Poszliśmy na łąkę, na której byliśmy tylko my we trzech, żeby trochę odpocząć i coś zjeść. Gdy wyjąłem przekąski, ten odważny był już przy mnie gotowy zjeść wszystko co miałem, ale Kokos walczył ze sobą całym ciałem. Podszedł trzęsąc się dość mocno, wziął delikatnie i zjadł ze smakiem. Widziałem jego uśmiech.
W lesie trochę przestraszył się trzech chłopaków którzy szli z przeciwka (zachowywali się normalnie, nawet rozmawiali dość cicho). Już wiem, że muszę wtedy zejść im z drogi, bo Kokos panicznie boi się ludzi. Zauważyłem, że dość często ogląda się za siebie i najlepiej czuje się, gdy w pobliżu nie ma nikogo. Pewnie beze mnie byłoby mu jeszcze lepiej, ale bez człowieka nie wyszedłby z kojca.
Wracając do schroniska były jeszcze dwie przerwy na małe przekąski. Kokos nadal mocno przeżywa podejście do człowieka, ale jakoś tam się przełamuje i je z ręki. Wciąż każde głośniejsze tupnięcie nogą, czy nadepnięcie na gałąź która łamiąc się wyda dźwięk, powoduje u niego duży niepokój. Idąc z tą parą staram się bardziej patrzeć pod nogi i nie wykonywać żadnych gwałtownych ruchów aby nie straszyć Kokosa, oraz z daleka wypatrywać potencjalnych kłopotów i im zapobiegać.
Niestety, czasem Kokos zapląta się w smycz i muszę go z niej uwolnić. Staram się to robić jak najdelikatniejszym sposobem. Tu psiak współpracuje jakby rozumiał, że bez tego ani rusz. Oczywiście boi się i trzęsie, ale posłusznie podnosi łapy i pomaga w uporządkowaniu smyczy jednocześnie bacznie mnie obserwując i zachowując dystans. A łatwo nie jest, bo ten drugi psiak myśli że to zabawa i biega oraz skacze w każdą stronę. Byłoby lepiej gdybym na spacer brał tylko Kokosa, ale on bez kolegi nie wychodzi z kojca. No nic, damy radę.
Czwartek
W pracy chaos, czyli codzienność. Firma sprzątająca udaje że pracuje, a stan toalet jest delikatnie mówiąc średni. Po pracy jadę na basen i małą saunę, która pęka w szwach. Inhalację mentolem rozpoczynam od wejścia do sauny, co sprzyja relaksowi mimo tego że było w niej bardzo ciasno.
Piątek
W pracy względny luz, bo staram się nie przejmować tym co mnie otacza. Początkowo mam zamiar iść do aquaparku po pracy, ale ostatecznie wybieram pozostanie w domu. Robię porządki z dokumentami, sprzątam w całym mieszkaniu i robię zakupy, ale niezbyt duże bo niebawem wyjeżdżam.













































