Poniedziałek
Powrót do pracy. Dzień neutralny. Wracam do moich ćwiczeń. Słabo mi idą. Wypadłem z rytmu, albo coś innego.
Wtorek
Zadania, które rozwiązuję na systemie operacyjnym muszę wykonywać szybciej. Jeśli w tej chwili coś zajmuje mi 3 minuty, muszę zejść niżej - maksymalnie 2 minuty i zero pomyłek. A tu wystarczy że początek skopię i całość leży - nie ma szans aby się wyrobić. Na szczęście nie muszę co chwilę włączać stopera, bo każde zadanie ma klepsydrę, która odmierza czas do końca.
Środa
Mija pięć lat od rozpoczęcia pracy w Departamencie. Tego dnia czeka mnie całościowy audyt, od którego zależy czy przedłużą mi umowę na kolejny okres. Jestem w pracy, ale nie pracuję. Odpowiadam na pytania komisji i prezentuję różne rzeczy/dokumenty. Co dziwne, komisja nie jest nieuprzejma, a całość kończy się przed południem decyzją pozytywną. Zostaję w Departamencie.
Psychicznie jestem wytargany z każdej strony. A w lesie kolorki takie:
Czwartek
Wracam do ćwiczeń. Sinusoida. Raz gorzej, potem lepiej. Potem znowu nieźle, żeby znowu coś sknocić. W ogólnym bilansie to jednak dwa kroki do przodu i jeden do tyłu. I zdobywanie doświadczenia. Miło, że audyt wyszedł dobrze. Czy to dodało mi sił? Raczej nie, ale czy powinno? Może odrobinę spokoju.
Piątek
Gorąco. Afera w południe. Obserwuję ją z boku, ale włączam się i mam słowne spięcie z najważniejszym jej bohaterem. Ten bierze mnie na cel i z całą siłą atakuje. Bawi mnie to, ponieważ nie ma on żadnego argumentu, a afera przypomina kłótnię przedszkolaków.
Po pracy zostaję jeszcze trzy godziny na naukach. Przychodzi "kolega" i obserwuje co robię na komputerze. To mnie deprymuje i oczywiście psuję wszystko co próbuję zrobić. Myślę sobie, że na pewno mnie ocenia i widzi, jak kaleczę robotę. Staram się skupić z całych sił i powtarzam zadanie robiąc je trochę lepiej. "Kolega" podrzuca mi coraz trudniejsze łamigłówki i pakuje wprost na miny, ale jakoś udaje mi się wybrnąć a efekt końcowy wraz z podsumowaniem sprawy jest nawet sensowny. Dostaję pochwały.
Końcówkę robię już sam. Rozgrzewam system do czerwoności zmuszając go (a przede wszystkim siebie - niejako za karę?) do ponad standardowego wysiłku i pracy na najwyższych obrotach. Mimo że mam klimatyzację, z pokoju wychodzę cały mokry. I odrobinę zadowolony, choć bez przesady.
***
Tymczasem gdybyście chcieli zwiedzić Lofoty, polecam skorzystać z oferty Ani i Arka - którzy organizują takie wyjazdy. Tu link do ich strony: https://lofotyznami.pl/














