sobota, 31 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 443

Poniedziałek 

Wizyta u okulisty. Pierwszy raz od środy wychodzę z domu. W przychodni przede mną tylko jedna osoba, choć idąc pod drzwi gabinetu mijam dwa szczególnie oblężone miejsca - jedno do neurologa a drugie do lekarza rodzinnego.

Badanie nie wykazuje żadnych niepokojących objawów. Spojówka jest jeszcze zaczerwieniona, ale poza tym wszystko ok.

Wtorek 

Dzień spędzam odpoczywając pomiędzy kolejnymi dawkami leków. Sił brak.

Środa 

Znajoma dostarcza mi suplementy i witaminy - głównie te z grupy B.

[...]witaminy z grupy B, bo jest ich kilka, są konieczne do prawidłowej syntezy i naprawy DNA, a także do produkcji nośnika energii ATP (adenozynotrójfosforan), gdzie szczególnie istotna jest witamina B12 (kobalamina)[...] - jak pisze w swojej książce "Dobre i złe dni" Tomasz Majchrzak.

Witaminy z tej grupy wspomagają regenerację, przyspieszają proces gojenia skóry, oraz zmniejszają ból.


Czwartek 

A ból głowy jest ciągły. Dzień i noc. O nasileniu różnym. Mrowienie, "łupanie" od wewnątrz i od góry głowy, poprzez szczękościsk i ból jakby zębów/szczęki, ból karku i niemożność poruszania głową, przez intensywne i silne impulsy połączone z jednostajnym tępym bólem. Wszystko dotyczy lewej strony, tej zaatakowanej. 

Piątek 

Czasem mam wrażenie, jakbym trzymał głowę w zbyt małym hełmie, kasku który uwierałby dotkliwie... W dalszym ciągu trudno jest zasnąć, a nawet założenie czapki nie jest zbyt miłą czynnością.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Dyskusje

Przetaczająca się kilkanaście dni temu przez Polskę fala dużego ochłodzenia mrozów i śnieżyc, do czerwoności rozgrzała zwolenników i przeciwników aut elektrycznych, ale po kolei.

Wszystko zaczęło się od tego, że nawet główne drogi pomiędzy dużymi miastami były zablokowane, a uwięzieni w korkach (a dokładniej - w swoich pojazdach) ludzie przez pewien czas byli zdani na siebie. Zanim jeszcze sytuacja zaczęła się poprawiać, w szeroko rozumianym Internecie rozgorzały dyskusje n/t tego, jaki rodzaj napędu jest najlepszy. Początkowo czytałem to z rozbawieniem, ale poziom dyskusji coraz bardziej staczał się w stronę mało przyjemnej wymiany zdań, obelg i nawet wyzwisk i rzeczy jeszcze gorszych. I z jakiego to powodu? Ano z takiego, że jeden kupił sobie Teslę (elektryk - gdyby ktoś nie wiedział) a drugi Passata (oczywiście TDI - czyli diesla), czy inne auto z tradycyjnym napędem.

Jeden wyliczał drugiemu,  ile energii lub paliwa zużyje auto podczas postoju przy np. -20 zapewniając ogrzewanie wewnątrz. Głównie chodziło tu o to, czy te ilości wystarczą by doczekać do nadejścia pomocy. Oczywiście były też "argumenty" opłacalności zakupu, kosztów utrzymania, czasu ładowania itp, ale ja się zastanawiam nad jednym - czy naprawdę kogoś zupełnie obcego obchodzi, co mną kierowało podczas podejmowania decyzji i zakupu tego a nie innego produktu? Chciałem, to kupiłem diesla lub elektryka - i co komu do tego? Jest wybór, to z niego korzystam. Po co rzucać się na forach  forsując swój punkt widzenia?

Kilka lat temu kupiłem sobie małą Toyotkę hybrydową - bo chciałem. Wydałem tyle, że spokojnie mógłbym mieć dwuletni lub trzyletni ekskluzywny wóz. Wybrałem nowego Yarisa - to była moja decyzja. Mało mnie interesuje że mogłem kupić coś innego/tańszego/droższego/lepszego/gorszego - każdy z nas ma SWOJE racje i SWÓJ punkt widzenia, SWOJE potrzeby i SWOJE przemyślenia i podejmuje decyzje na ich podstawie.

Mój sąsiad ma jedenastoletniego diesla, który mocno kopci i klekocze, ale czy z tego powodu mam go krytykować i oczerniać? Pewnie gdyby miał kasę lub ochotę (bo kasę może i ma) mógłby sprawić sobie coś o wiele lepszego, ale co mi do tego? Nic. Jestem jak najdalej od tego, aby oceniać decyzje innych, a już totalny brak kultury w przestrzeni wirtualnej jest dla mnie wstrząsający. Co ciekawe, nie sądzę aby ktoś nie posiadający nigdy auta elektrycznego mógł rzetelnie wypowiadać się na tematy związane z eksploatacją tegoż. Tymczasem na forach i czatach wszyscy wydawali się być ekspertami z najwyższych poziomów. 

Amplituda już jest bardzo duża w każdym praktycznie temacie, bo dziś łatwo wypowiedzieć się, rzucić czymkolwiek. Oczernić nie mając zielonego pojęcia o temacie. Podobny hejt był wczoraj w temacie WOŚP-u. Jedni pomagają, drudzy nie. Tylko dlaczego od razu ze sobą walczą? Dobra, muszę kończyć ten wpis bo trzeba się ogolić przed wizytą u okulisty.

sobota, 24 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 442

Poniedziałek

Dzień zwykły. Trochę męczący, ale bez przesady.

Wtorek

Od rana ból głowy, ledwo wytrzymałem w pracy.

Środa

Lekarz i diagnoza. Żeby znaleźć maść do oka zjeździłem prawie całe miasteczko. Co prawda w hurtowniach maść była, więc farmaceuci proponowali że zamówią na jutro, ale wolałem poszukać i zacząć stosować już dzisiaj.

Czwartek

Lewa strona zapuchnięta, łącznie z okiem. Ale biorę końskie dawki leku pięć raz dziennie. Ogromne tabletki ledwo przechodzą przez gardło. Dodatkowo oko zalepiam maścią, przez co mało co widzę. Większość dnia spędzam leżąc na kanapie i drzemiąc. Sił brak. Mam apetyt na słodkości - na przykład na przepyszne faworki (zdjęcie poniżej z poprzedniego sezonu)! Albo na to, czego akurat nie mam w domu. 


Wieczorem zadzwonił kolega z pracy, którego bym się nie spodziewał. Pytał czy nie potrzebuję zakupów. Przy okazji wypytuję go co tam w robocie i trochę rozmawiamy o różnych rzeczach, ale niezbyt długo bo nie mam sił ani na mówienie ani na słuchanie.

Kolejne dwa minusy*:

  • niestety, któreś leki powodują intensywne przesuszenie błony śluzowej nosa. Jest tam tak sucho, że oddychając mam wrażenie że sam ruch powietrza podrażnia tak, jakby ktoś papierem ściernym przecierał nos od wewnątrz. A może te krople do oczu zastosować do nosa? 
  • znowu odzywa się żołądek - czyli ból brzucha. Był już z tym względny spokój, a teraz po zjedzeniu (lub nawet bez powodu) kilka razy dziennie ta część ciała znów przypomina o sobie jakby chciała powiedzieć "jestem tu, też mogę zwrócić na siebie uwagę!"
* jako objawy niepożądane jest to wypisane w specyfikacji leku, więc nie dziwi mnie to.

Piątek

Lepiej. Opuchlizna schodzi, mniej boli, rzadziej używam leków przeciwbólowych. Wysypka powoli ustępuje i nawet mogę przejść do drugiego pokoju i nie muszę od razu odpoczywać - sukces! 

W dzień śpię i leżę mniej niż wczoraj, słucham radia i odpoczywam. Wraca umiarkowanie apetyt. Wieczorem koleżanka dostarcza mi suplementy i witaminy oraz chleb i wodę mineralną o którą poprosiłem. Dużo piję, szklankę wody czy soku to jednym duszkiem. Prócz tego co chwilę popijam kolejne wielkie tabletki leku przeciwwirusowego.

Nos dalej suchy jak wiór. No i z brzuchem też bez zmian. Do poniedziałku nie wstawiam nosa za drzwi, bo przy tej suchości i mrozie zewnętrznym mogłoby się to źle skończyć. Zamierzam odpoczywać i nabierać sił.