Poniedziałek
Nowy miesiąc zaczynam ze zmianami w pracy. Od dzisiaj mogę zajmować się innymi sprawami klientów, co daje mi duże urozmaicenie obowiązków. Muszę się bardziej pilnować, bo to dla mnie nowość, dlatego gdy wypełniam dokumenty sprawdzam je dwa lub trzy razy.
Wtorek
Dział kontroli wczoraj nie miał czasu, ale dzisiaj przy pierwszym kliencie za plecami stał jeden z kontrolujących. Sprawa była dość prosta dla mnie, więc wniosek z kontroli brzmiał "bez uwag". I jest to o tyle dobre, że na tym etapie mojej pracy, kontroli z takimi klientami będzie znacząco mniej.
Korzystając z pogody (oraz tego, że skończyłem pracę wcześniej) jadę do schroniska. Chwilę przedtem odzywa się koleżanka i przesyła grafik, który pokazuje jakie psy jeszcze nie były na spacerze. Te, które znam już spacerowały, więc biorę nowe. Jednocześnie dwa - wabią się Lady oraz Plastuś (imiona nadawane są w schronisku) - oboje z tego samego kojca, podobnie wyglądają ale charakterami bardzo się różnią.
Psy chętnie opuściły ze mną "mury" schroniska i nieopodal przez dłuższą chwilę załatwiały swoje potrzeby. Ale gdy skończyły, pojawił się pierwszy problem. Plastuś ciągnął smycz w jedną stronę (chciał iść dalej na spacer), a Lady w drugą (w stronę schroniska). Świetnie. Po kilkudziesięciu sekundach udało się wypracować kompromis, choć to chyba bardziej cud niż moje zachęty i smakołyki, którymi próbowałem działać i poszliśmy na spacer.
![]() |
| Plastuś (ten bliżej) i Lady |
Niestety spokój nie trwał długo, bo mniej więcej po 5 minutach był drugi problem. Lady zatrzymała się i ani w przód, ani w tył. Prawdziwa z niej dama - widać kto tu rządzi na spacerach. Bunt na szczęście nie trwał długo, ale postanowiłem wracać. W schronisku dowiedziałem się, że Lady pochodzi z patologicznego domu. Była bita i od niedawna wychodzi z klatki. To sporo wyjaśnia, szkoda że nikt nie powiedział tego wcześniej.
Poprosiłem o jeszcze jednego psa i tym razem dostałem Benię. Jest ona duża i starsza, a z wyglądu trochę podobna do owczarka niemieckiego. Z chęcią wyszła na spacer, ale scenariusz był podobny - załatwienie swoich spraw, przez kilka minut jedzenie trawy i ciągnięcie do schroniska. Żadnego wrażenia nie zrobiły na niej smakołyki, w ogóle nie była zainteresowana głaskaniem - to był bunt na całego - liczył się tylko powrót. Ok, nic na siłę. Możliwe, że na koniec dnia pozostały tylko psy trudne i mniej przyjazne, albo że reagują tak na nową osobę (mnie), a może dlatego że za kilka minut rozpoczynało się karmienie.
W każdym razie, to była moja najkrótsza wizyta w schronisku. Ale polazłem jeszcze do Kokosa - tzn pod jego kojec, bo wchodzić do środka wolontariuszom nie wolno. Kokos wybiegł z budy i kilka razy powąchał moją rękę, zjadł kilka smaczków i wydawał się być odrobinę bardziej rozluźniony. Może następnym razem uda się zabrać go na spacer ❤️
Środa
Zwyczajny dzień. Po pracy przygotowuję prezentacje do nowego projektu.
Czwartek
Trudni klienci. Doprowadzają mnie do złego nastroju na cały dzień.
Piątek
Dla odmiany dziś mam umówionych samych fajnych klientów. A może to tylko moje piątkowe nastawienie?
Po pracy wyjazd do dużego miasta, przejazd przez bardzo zakorkowane ulice nieopodal centrum (lubię to - hybryda jest do tego stworzona), oraz obiad w modnej restauracji (odrobinę trzeba było czekać na wolny stolik). Nietypowe połączenie smaków daje dużo pozytywnych wrażeń. Deser także, choć myślałem że będzie to zwykłe ciastko. Bardzo miła dziewczyna z obsługi. Dobrze wydane pieniądze. Wychodząc zauważam kolejkę - mój stolik za moment znów będzie zajęty.
Następnie spacer wśród ludzi - widać, że tu dużo się dzieje. Mijam sporą grupę zwiedzających, którzy mówią w innym języku, a na straganach można kupić lokalne pamiątki, ale także coś zjeść i wypić. I to mimo późnej pory chłodnego wieczoru poza sezonem turystycznym - podoba mi się to. Potem znowu drogowe korki (fajnie) i odpoczynek, bo to jeden z nielicznych wolnych weekendów. A poniżej - mój grudnik zaczyna rozkwitać:



