wtorek, 13 października 2026

Elektryczna jazda

W ubiegłym tygodniu miałem przyjemność bliżej zapoznać się z autem Kia Ev2. Chciałem napisać o tym wcześniej, ale ten tydzień przyniósł dużo nowych czynności które po pracy muszę zrobić, co zajmuje nie tylko dużo czasu akcji energii - ale nie o tym. 

Dlaczego akurat ten pojazd? 

Przeglądałem oferty różnych marek, ale to właśnie Kia ma wg mnie dobrą propozycję w kwocie od prawie 100 tys zł do nieco ponad 120 tys zł (inne wersje są już mało atrakcyjne).


Kształt nadwozia jest całkiem ładny. Może niekoniecznie tył, ale da się to przeżyć. Oświetlenie zewnętrzne jest znakiem rozpoznawczym marki Kia i podoba mi się - jest ładnie wkomponowane i wydajne.

Natomiast nie podoba mi się konstrukcja klamek zewnętrznych, to zupełne nieporozumienie. Są niewygodne oraz mało bezpieczne. 


Wysuwają się one po odblokowaniu centralnego zamka, ale czasem trzeba nacisnąć na końcówkę klamki żeby pociągnąć za odstającą część. Bez sensu.

Koła mogłoby być trochę większe, wtedy całość może jeszcze lepiej wyglądać, ale to kwestia wyposażenia - czyli pieniędzy. No i praktyczności, bo duże koła (19 cali) mają bardzo niski profil, co jest dość sporym zagrożeniem na dziurach i krawężnikach.

Wewnątrz jest bardzo nowocześnie. Duże ekrany, cyfrowe zegary oraz kilka fizycznych przełączników do podstawowych ustawień klimatyzacji. Nie mam swoich zdjęć, ale dla poglądu sytuacji (drivemode.pl):


Ergonomia i czytelność oraz sprawność działania super. Dość duża możliwość konfiguracji. Z tego co zauważyłem na szybko - wentylowane fotele dostępne tylko w bardzo drogiej wersji, oraz brak wyświetlacza HUD nawet za dopłatą.

Silnik ma 147 KM oraz teoretyczny zasięg nieco ponad 450 kilometrów. Nie miałem możliwości sprawdzenia zasięgu, ale moc i moment obrotowy dają mnóstwo radości przy bardzo dobrych wrażeniach akustycznych. Dla mnie nietypowe jest to, że auto sprawnie przyspiesza nie wydając prawie żadnych dźwięków. Pojazd jest bardzo responsywny, a ja lubię to. Jest niesamowicie czuły na najmniejsze dotknięcie hamulca lub gazu.

Ma ciekawe opcje rekuperacji oraz fajne możliwości zaprogramowania ładowania, co szczególnie istotne dla osoby korzystającej z nocnej taryfy energetycznej.

Czas ładowania zależy od mocy ładowarki, ale w optymalnych warunkach od 10 do 80% ma zająć 29 minut. 

Ogólnie świetny pojazd, możliwe że go kupię za jakiś czas. A tak przy okazji - jeśli zdecydowałbym się na zakup to raczej nie w salonie w którym umówiłem się na jazdę próbną. Sprzedawca zapomniał o spotkaniu, miał problem z przygotowaniem oferty, a jego wiedza n/t pojazdu była mniejsza niż moja. A ja przejrzałem kilka folderów reklamowych oraz obejrzałem kilkanaście filmów/testów auta na YouTube. Wydając ponad 100 tyś zł oczekiwałbym większego zaangażowania. W dalszym ciągu czekam na ofertę, która miała niby zostać wysłana na maila, zobaczymy.

Juz wysłałem zapytanie do sprzedawcy w innej lokalizacji, a w kręgu ciekawych miejsc zakupu mam jeszcze inne zapisane adresy. 

sobota, 10 października 2026

Podsumowanie tygodnia 479

Poniedziałek 

Z samego rana gość. Najpierw trochę obowiązków a potem czas na przyjemności. Obiad jemy na świeżym powietrzu w restauracji pod miastem (ryba, frytki, sałatka) w jesiennych tonacjach:

Wtorek 

Gość wychodzi przed śniadaniem, a ja jadę do schroniska. Najpierw wyprowadzam Milo - bardzo przyjaznego młodziaka:

A później biorę Kokosa (tego z tyłu) i jego kolegę z boksu:

Kokos ledwo dał się "ubrać" bo oczywiście schował się w kącie klatki. Podczas spaceru może trochę mniej się bał, ale ważne że mógł skorzystać ze spaceru. Co ciekawe pod koniec spaceru spotkaliśmy wolontariuszkę, do której Kokos z obawą, ale jednak, podszedł i dotknął nosem jej rękę. Może boi się tylko mężczyzn? 

Po południu biorę rower i jadę nad zalew, bo szykuje się ładny zachód słońca:


Drugie zdjęcie to dość duże przybliżenie. Oczywiście nie robię tu żadnych edycji ani nie poprawiam zdjęć.

Środa

Z rana wizyta (kosztowna) u lekarza. Potem dwie sprawy na mieście (jedna na plus druga na minus) i dopiero wracam do domu zrobić śniadanie. Następnie jadę do salonu obejrzeć i przejechać się nowym autem (napiszę o tym więcej w wolnej chwili). Wcześniej trochę analizuję i liczę, czy  ma to ekonomiczny sens. Od razu widać że nie, ale czy musi mieć? Jestem wciąż daleko od podjęcia decyzji, ale niczego nie wykluczam.

Czwartek 

Z samego rana jadę na wycieczkę. Dość daleko, a kilka tygodni wcześniej rezerwuję nocleg. Pogoda dopisuje. Wypożyczam rower i cieszę się ze wszystkiego dookoła.





Wieczór lekko alkoholowy.

Piątek 

Po śniadaniu wracam do domu, pogoda średnia - jest wietrznie i zimno. Po szybkim rozpakowaniu robię małe zakupy w sklepie nieopodal domu i od razu wybieram się na saunę. Wieczór z dobrymi i złymi emocjami, ale takie życie.

sobota, 3 października 2026

Podsumowanie tygodnia 478

Poniedziałek 

- ale zanim poniedziałek, to jeszcze wrażenia z rozpoczęcia urlopu.

Sobotni lot zaskakująco sprawny. Więcej miejsca na nogi, niezmiennie miła obsługa, moje dobre przygotowanie na ponad trzy godziny lotu (książka, krzyżówki, ściągnięte filmy z Netflixa i YouTube) - a i tak najciekawsze działo się za oknem:


Potem szybka kontrola mimo "non Schengen", odbiór walizki i ekspresowy transfer do hotelu. A tu kolejne zaskoczenia - powitalny drink i elektroniczny meldunek w kilka sekund. 

Hotel w nazwie ma "park" i taki też jest w rzeczywistości. Olbrzymie bananowce i bujna roślinność sprzyja dobrej atmosferze odpoczynku, ale idę zobaczyć plażę, a później złapać coś na ząb.


W niedzielę znajduję sobie miejsce pod palmą i odpoczywam z książką i muzyką w hotelowym parku.


Na noc wyłączyłem klimatyzację, ale to nie był dobry pomysł. Musiałem wstać i włączyć ją ponownie, bo było bardzo ciepło. Otwarcie okna odpada, bo zbyt mocno słychać szum ulicy.

Poniedziałek 

Rano pyszne śniadanie, następnie relaks przy basenie i popołudniowe wyjście na plażę.


Gorąco ale przyjemnie, bo wiatr przynosi ulgę. Następnie małe zakupy i zwiedzanie dalszej okolicy. Główna ulica skierowana na zachód. Mój hotel na przedmieściach, zatem spokojnie i prawie pusto tu (choć ruch samochodowy duży). Minus taki, że do centrum trochę się idzie.


Wtorek 

Po przepysznym śniadaniu oraz odpoczynku przy basenie wybieram się na długi spacer - do parku rzeźb i kaktusów. Jest bardzo słonecznie i na szczęście wietrznie. Idąc promenadą, łapię wakacyjny klimat i obserwuję szalejące fale.


Po ponad dwóch godzinach jestem na miejscu. Jest tu więcej niż  150 rzeźb artystów z całego świata, umieszczonych na pięknym wzgórzu.





Są też kaktusy, gdyby komuś było mało:



Powrót do hotelu przez miasteczko, bo chcę przywieźć trochę prezentów no i coś zjeść. Hotel i okolica zadbana, ale na chodnikach brudno, dziury i łatwo można sobie coś zrobić. Czyli nic się nie zmieniło od mojego pobytu dwa lata temu. Na plażach różnie - czasem czysto a czasem nie bardzo. U nas już nie ma takiego czegoś.

Wieczór spędzam w hotelu, w towarzystwie jazzowego wokalu. Myślałem, że będzie dużo ludzi, a tu zajęte tylko dwa stoliki (dwie dziewczyny pochłonięte rozmową oraz dwóch panów jedzących wystawną kolację). Pustki, atmosfera mało ciekawa, zupełny brak energii. W ciągu kolejnej godziny przyszło cztery osoby i było już lepiej, ale wciąż drętwo. Za to na plus pięknie wyglądająca i śpiewająca wokalistka (niestety fatalna jakość mojego filmu):


Czwartek 

Przez chwilę zastanawiałem się nad wycieczką zorganizowaną, ale nie - poszedłem w stronę zachodu. Są tu trzy plaże - mniej zatłoczone i równie piękne jak ta główna.


Nurkując oglądam miejscowe rybki - i bujam się na falach jak dziecko. Słucham szumu morza i wpatruję się w piękny krajobraz. A wracając oglądam zachód słońca, który fajnie odbija się od tafli wody.



Mimo że ciemno, czuję się tu bezpiecznie. Muszę tylko uważać, aby nie przewrócić się na chodniku i nie wleźć w jakąś dziurę (których jest pełno).

Piątek 

Po południu wsiadam do miejskiego i bardzo zatłoczonego autobusu. Jadę kilkanaście przystanków za miasto, skąd rozpoczynam spacerowy powrót do hotelu. Najciekawsze widoki są właśnie tu:



Powrót do hotelu to nieco ponad 20 km, a zajmuje mi to kilka godzin z tym, że robię przerwy na odpoczynek i fotografowanie oraz kolację.

Wieczorem po dotarciu do hotelu trzeba się pakować i kończyć cypryjskie wakacje - ale nie urlop, bo do pracy na razie nie wracam.