sobota, 25 września 2021

Podsumowanie tygodnia 206

Poniedziałek

Ale zimno i wietrznie. Wracając z Departamentu włączam podgrzewanie fotela i kierownicy w mojej Toyocie, ponieważ w pracy wymarzłem bardzo - oby to nie był początek przeziębienia. Pogoda wybija mi ostatecznie z głowy pomysł kupowania w tej chwili hulajnogi. Może na wiosnę - zobaczymy.

Wtorek

Wcale, nic a nic nie tęsknię do pracy w nauce jazdy. Jestem zachwycony tym, że ten etap już jest za mną. Nie chciałbym wracać do tego zawodu. Dlaczego? Bo jest bardzo wyczerpujący psychicznie i fizycznie, bo jest bardzo mało opłacalny finansowo, ponieważ praca instruktora jest niewdzięczna - to argumenty tak na szybko. Plus pracy w nauce jazdy był taki, że mogłem dogadać się z szefem i wziąć godzinę/kilka godzin/dzień wolnego ot tak - prawie bezproblemowo. 

Środa

Dwie osoby dzwonią a inne dwie piszą - życzenia imieninowe. Zastanawiałem się, czy wziąć ciasto/cukierki do nowej pracy - ale pomyślałem że byłoby to zbyt zuchwałe zachowanie, więc na wszelki wypadek wziąłem tylko cukierki. Gdyby współpracownicy wyszli z inicjatywą, to miałbym czym ich poczęstować. Cukierki wróciły do domu, rozdam je komu innemu.

Czwartek

W pracy od samego rana problemy. Na szczęście nie dotyczą one mnie. Ten dzień dla mnie jest zupełnie lekki, ponieważ przesiedziałem go nie robiąc prawie nic.

Piątek

Niby trochę cieplej, ale wciąż trzeba w grubej kurtce bo inaczej bardzo mi zimno. Może w weekend będzie jeszcze w miarę z pogodą?

czwartek, 23 września 2021

Nowe obowiązki

Od kilku dni prócz tego co robiłem do tej pory w Departamencie Spraw Trudnych i Beznadziejnych wykonuję część obowiązków jednego z managerów mojego działu. Nie jest to nic co zajmowałoby mi dużo czasu, spokojnie się z tym wyrabiam a i tak zostaje mi dużo czasu na siedzenie i nic nie robienie, jedzenie i picie, rozmowę ze współpracownikami, spacerowanie od działu do działu itp. Jedocześnie wymaga to dobrego zorganizowania, dużej dyscypliny oraz oraz trzymania "ręki na pulsie". 

Już pierwszego dnia nowych obowiązków z samego rana przyszedł do nas główny dyrektor i zapytał kto się zajmuje obowiązkami nieobecnego przez dwa tygodnie managera - odpowiedziałem że ja. Zapytał czy już zrobiłem to co trzeba a ja odparłem "tak jest". Przy okazji spotkała mnie nietypowa sytuacja, ale wybrnąłem bezproblemowo - nie chciałbym pytać kogokolwiek co i jak mam zrobić - wolałem to zrobić sam. Bardzo to lubię, mam porządek w swojej szafce a na biurku wszystko równiutko poukładane, więc nie sprawia mi to trudności.

W ramach tych nowych obowiązków wymagam pewnego określonego działania od moich współpracowników - a przypomnę że ja tam pracuję najkrócej. Trochę dziwnie się z tym czuję, ale to pewnie tylko na początku. Na razie grzecznie wykonują moje prośby (no bo raczej nie polecenia) - więc jest ok.

Przy okazji robię też inną sprawę - właśnie pod nieobecność tego działowego managera. Inni - akurat ci którym ułatwiam pracę - są zachwyceni i uśmiechają się do mnie ładniej niż wcześniej. Tymczasem jeden kolega z okienka obok powiedział tak "o, pokazałeś że umiesz więcej i teraz będą cię wykorzystywać", a drugi nic nie mówi tylko patrzy spod oka. To ten rodzaj człowieka, który wszystko rejestruje za pomocą narządu wzroku, bardzo mało mówi, ale jeśli już - to najczęściej donosi na współpracowników do głównego managera. Muszę na niego uważać i ogólnie - ograniczać się w kontaktach z nim.

poniedziałek, 20 września 2021

Wakacje w październiku?

Taki dziwny czas, bo niby nie jestem zmęczony pracą, a jednocześnie chciałoby mi się gdzieś wyjechać - zapomnieć o tych stresach, o kontrolach, o tym wszystkim czego muszę pilnować, żeby tak zapomnieć o obowiązkach, nie przejmować się niczym - tylko zrelaksować i odpocząć. Gdy przechodziłem do Departamentu nie mogłem myśleć o urlopie, no bo jak - dopiero zaczynałem pracę i od razu chciałbym urlop? Co najmniej wyśmieliby mnie tam, ale... w tym tygodniu kończy mi się trzymiesięczny okres i gdy tylko dostanę umowę na kolejny czas spróbuję wziąć kilka dni urlopu, bo mam już w głowie kilka pomysłów jak mógłbym spędzić ten czas (najbardziej mam ochotę na Grecję, lub Portugalię).

Tymczasem w bardzo chłodny i mokry weekend odpoczywam w domu robiąc pierwszy raz rogaliki (paszteciki?). Z ciasta serowego, z jabłkami oraz ze śliwkami. Muszę nad nimi jeszcze popracować - o ile w ogóle będę je jeszcze kiedyś robił. 

Ta partia rozeszła się bardzo szybko, a najsmaczniejsze były w dniu wypieku - chrupiące i niezbyt słodkie - z jabłkiem zrobiłem mniej a okazały się jeszcze lepsze niż te ze śliwkami. 

Nierówne, jedne większe inne mniejsze - niezbyt przypominają te z piekarni - ale od razu widać że to domowa robota :) Posypuję je cukrem pudrem - do gorącej herbaty idealne. A gdy przynoszę do Departamentu swoje wypieki, cały mój dział komentuje! Niektórzy pytają o przepis, ale każdy chciałby spróbować - widzę ich wzrok. Czasem mam wrażenie, że najważniejszy temat dnia brzmi "co dziś będzie jadł Tomek?".