sobota, 1 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 469

Poniedziałek 

Zanim jeszcze wszedłem do biura już dowiedziałem się, że w piątek była niezła afera. Jeden z moich "współpracowników" (typowa ofiara losu) naruszył kilka dość ważnych procedur, podczas pracy z klientem. Jak się tłumaczył - z powodów technicznych, ale - nawet jeśli zawiodła technika, to istotną kwestią jest odpowiednie wybrnięcie z trudnej sytuacji. 

Mój "współpracownik" ma wieloletnie doświadczenie, bo pracuje tu bardzo długo, ale mimo to wciąż popełnia kardynalne potknięcia. No cóż, niektórzy są niereformowalni. Zapewne za kilka dni będziemy mieli szkolenie w tym temacie. Szkoda, że takie szkolenia odbywają się dopiero po problemie.

Wtorek 

W pracy trochę śmiechu. Czyli efekty piątkowej afery która obecnie rozlała się po całym Departamencie. U mnie luz, nie licząc dwóch wizyt lekarskich tuż po pracy. Bez kolejek, ale dość drogo. Coś za coś.

Po pracy dowiaduję się, że jutro będę miał gościa z noclegiem, zatem sprzątam gościnny pokój. Ogarniam auto wewnątrz (odbiorę go z dworca, zatem i w aucie musi lśnić), ale lodówka może być pusta jak teraz - zaproszę gościa na obiad do restauracji, a wiem że śniadania nie jada.

Środa

Po pracy miałem iść na basen, ale mam wizytę gościa. Spotykamy się przy dworcu, skąd jedziemy do centrum na obiad. Z propozycji konkretnej restauracji (krewetki w sosie z białego wina, smażony karp z dodatkami, typowe danie obiadowe lub pizza) wybór padł na to ostatnie. Mam nadzieję że to nie ze względu na cenę. A może wyraziłem się niejasno, że to ja zapraszam?

Wieczór spędzamy na balkonie podczas długich rozmów. Ze względu na to że muszę rano wstawać kończymy przed 23.

Czwartek 

Jak zwykle wstaję przed 7, ale staram się dość cicho zachowywać gdyż mój gość jeszcze śpi. Pociąg ma dopiero koło 10, zatem spędza czas u mnie w domu i nie musi się rano zrywać. Ustaliliśmy, że klucz odbiorę kiedyś tam przy okazji.

Po pracy jadę do schroniska. Wyprowadzam kolejno dwa pieski. Jestem zmęczony, dobrze że tempo powolne a psiaki nie szaleją.

Piątek 

Tylko kilka godzin w robocie i zaszywam się w dużym mieście na cały weekend. Nie ma mnie prawie dla nikogo. W sobotę zabieram książkę, butelkę wody i jadę nad zalew jeszcze dalej od domu. W miejsce, gdzie nikt mnie nie zna. Tu mogę wypocząć, oby tylko nie było zbyt głośno, ale na wszelki wypadek zabieram słuchawki z aktywną redukcją dźwięków z otoczenia.


Kąpiel w ciepłej wodzie, fajna książka, oraz daleko od domu -  takie lato lubię 👍

sobota, 25 lipca 2026

Podsumowanie tygodnia 468

Poniedziałek 

Może mi się wydaje, ale jestem jakby spokojniejszy od ubiegłego tygodnia. Mniej interesują mnie dramaty innych, acz jednocześnie staram się być wrażliwy i odpowiednio reagować na zmieniające się sytuacje wokół mnie. A zmienia się i dzieje całkiem sporo. Potrzeba widzenia w 360 stopniach niezbędna.

Po pracy basen. Miałem długą przerwę (ponad miesiąc), ale spokojnie przepłynąłem kilometr bez przerwy. Potem sauna z kryształkami mentolu. Bardzo miły relaks.

Wtorek

W pracy poranny brefieng. Jest źle i tak nie może być. Jak zwykle towarzyszy temu cisza wśród pracowników, bo mówi tylko manager działu, a reszta udaje że słucha. W zasadzie nie ma żadnego problemu, ale gdy go nie ma to trzeba go stworzyć. A więc po jego stworzeniu możemy już zacząć pracować.

A po pracy przebieram się będąc w Departamencie (na zapleczu, bo na sali wciąż kręcą się klienci) i jadę do schroniska. Oficjalnie zostaję wpisany na listę wolontariuszy. Zabieram jednego psa i idę na długi spacer. Niestety zaczyna mocno padać, a ja nie mam kaptura. Parasolka odpada, bo pies może się jej przestraszyć. Na szczęście w lesie jest przyjemniej, a po kilku minutach deszcz ustaje. Dochodzimy do głównej drogi - tu pełne zaciekawienie psa - chyba nigdy nie widział pędzących pojazdów. W drodze powrotnej zainteresował się wiewiórką, którą chętnie by pogonił - gdyby tylko umiał chodzić po drzewach.

Później zabieram drugiego psa na spacer (zdjęcia poniżej). Ten jest początkowo nieśmiały. Najpierw nie zbliża się do mnie i wykorzystuje całą długość smyczy aby tylko trzymać się daleko mnie, ale po kilkudziesięciu metrach częstuję go smakołykiem (jestem już bardziej przygotowany niż poprzednio). Bierze z nieufnością patrząc mi w oczy. Mniej więcej w połowie spaceru rozluźnia się i mogę go pogłaskać i przytulić - już jest mój! Czuję, że od tego momentu obaj czerpiemy mnóstwo przyjemności z tego spaceru. I to nic, że znowu leje jak z cebra - my maszerujemy przez las w jego tempie nie przejmując się niczym. 



Po ponad dwóch godzinach wracam do domu. Głodny i zmęczony, ale szczęśliwy. Mam do zrobienia ważną rzecz, ale zostawiam ją na jutro.

Środa 

W pracy aneks do umowy - czyli podwyżka. Bardzo mała, ale na większą muszę poczekać jeszcze kilka tygodni.

Organizuję wyjazd na mój egzamin poprawkowy. Ustaliliśmy z Grześkiem (z którym zdawałem kilka modułów na ostatnim egzaminie) że wybierzemy się tam razem. Staram się logistycznie ułożyć wyjazd tak, aby w miarę rozłożyć obciążenie podróżą i dopasować w kwestii jego i mojej nauki. Ponadto mamy "opić" nasz ostatni sukces. Zarezerwowałem już noclegi niedaleko tamtejszego Departamentu, oraz przedstawiłem mu kilka opcji w jaki sposób najlepiej to wszystko zrealizować. Wstępnie jesteśmy umówieni. Szczegóły dogramy bliżej terminu egzaminu.

Czwartek 

Ostatni dzień w tym tygodniu w pracy. Zręcznie unikam problemów. Wieczór z dużymi wyrzeczeniami kulinarnymi w restauracji. To nie - bo zbyt tłuste, tamto nie - bo nie lubię. O to lubię - ale to też nie, bo ma za dużo cukru. Nie jest lekko, ostatecznie wybieram coś zdrowego, ale oczy jadłyby co innego.

Piątek 

Tuż po śniadaniu wyjeżdżam na weekend. Trochę daleka droga, ale mam nocleg i zamierzam się porządnie zrelaksować i odprężyć. Pogoda niezbyt dopisuje, dlatego moje plany na pływanie kajakiem muszę odpuścić. Pozostają spacery w wąwozach i lasach.






Dużo błota, bo wcześniej padał deszcz. Na szczęście wziąłem buty na zmianę, bo musiałbym je gdzieś w strumyku myć przed wejściem do hotelu 🤣

Wieczór spędzam nad zalewem. Z małym drinkiem, wśród ciszy i spokoju. Zero ludzi. Za to ze spektaklem zachodzącego słońca.


A zanim poszedłem spać, to wybrałem się na plenerowe kino (Wielki Marty). Bluza, kurtka i jeszcze jeden drink. I przede wszystkim dobry nastrój. Niestety kilka minut po rozpoczęciu filmu znowu zaczął padać deszcz, co prawda miałem przeciwdeszczową pelerynę, ale postanowiłem wrócić i zaszyć się w hotelowym pokoju i obejrzeć coś w telewizji.

Tymczasem najbliższy tydzień znów pod znakiem wyzwań i ważnych spraw prywatno-zawodowych. Wśród tego wszystkiego chciałbym znaleźć czas dla psiaków i siebie. Tyle wystarczy.

sobota, 18 lipca 2026

Podsumowanie tygodnia 467

Poniedziałek 

Emocje powoli odpuszczają. Powoli. Trochę schudłem. Przy moim wzroście nie powinienem schodzić poniżej 70.

Czas w pracy mija mi bardzo szybko. W wolnym czasie organizuję nocleg na weekend w przyszłym tygodniu. Rezerwacja noclegu przez internet zajmuje chwilę - wszystkie inne atrakcje ogarnę na miejscu. Po powrocie do domu czuję się rozbity. Nie wiem co mam robić - bo nic już nie muszę. Sterta ubrań w drugim pokoju nie rusza mnie ani trochę, po południu wybieram się na przejażdżkę rowerową. Najpierw do lasu, potem nad zalew.

Wtorek 

Przeglądałem na co można wybrać się do kina, ale nic ciekawego nie grają. Może coś wygrzebię na Netflixie, a może zamiast tego pójdę na saunę? Jednak znów wybieram rower - tą samą drogą co wczoraj. Nad zalewem otwarty jeden bar, ludzi ciut więcej niż wczoraj. Piwo leje się dużym strumieniem. Trochę zbyt głośno dla mnie.

Wcześniej dzwonię aby zarezerwować nocleg przy Suntago, ponieważ w połowie września wybieram się tam na jeden dzień ale biorę nocleg, aby nie męczyć się podróżą.

Środa

W pracy trochę nerwowo, ale nie w moim temacie. Chyba coraz lepiej opanowuję metodę unikania kłopotów - przynajmniej w Departamencie. 

Po pracy mam ochotę na obiad w restauracji, ale pozostawiam to na jutro - przy okazji gościa który mnie odwiedzi.

Czwartek 

Po pracy jadę do schroniska dla zwierząt. Trzeba wyprowadzić psiaki na spacer, dać im odrobinę frajdy żeby mogły się wyszaleć. Niecałe półtorej godziny spaceru po łąkach i lesie mnie zmęczyło bardziej niż jego:

Piątek 

W pracy luz. Kończę prawie godzinę wcześniej. Po południu jadę na rybkę do restauracji pod miastem. Dużo ludzi. Wieczorem niespodziewana propozycja zmiany pracy. Odrzucam.