sobota, 4 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 452

Poniedziałek 

Dużo się dzieje, po kolei.

1) Z rana informacja o podwyżce i to ze skutkiem natychmiastowym - czyli od marca. 10% - zawsze coś. I zapowiedź, że w tym roku będzie jeszcze jedna. Przyzwyczaiłem się, czekam teraz na premię, albo jakąś nagrodę co najmniej.

2) W drukarce kończy się toner, wydruki są ledwo widoczne. Ja sobie nie z takimi problemami radzę, ale to wstyd dawać klientom tak wyblakłe dokumenty, że prawie nic na nich nie widać. Dzwonię więc do działu informatyków (bo oczywiście samemu nic nie mogę dotykać), ale oni mają czas - olewają moje zgłoszenie a ja świecę oczami przed klientami. Dopiero mój "kolega" z okienka obok tak się wkurzył, że sam zadzwonił po nich klnąc na prawo i lewo. Poskutkowało. Przyszedł informatyk i wymienił co trzeba.

3) Basen. Na torach sporo ludzi, wszyscy intensywnie pływają. Na szczęście moja kondycja nie jest zła i nie jestem zawalidrogą. A w saunie jeszcze większy tłum i głośno jak na targu.

4) Wieczorem spotkam sąsiadkę z naprzeciwka (wszystko wiedzącą). Pokazuję jej kartkę z Chicago którą dostałem przez pomyłkę, a ona od razu mówi że to dla sąsiadki piętro niżej. Natychmiast zanoszę pomyloną kartkę.

Wtorek

Po pracy sporo czasu spędzam w kuchni. Najpierw robię obiad, potem naleśniki z serem. Na szczęście jedno i drugie zostaje mi na jutro. W planach nauka - powinienem uczyć się i co najmniej przygotowywać prezentację na szkolenie które mam prowadzić w drugiej połowie kwietnia, ale lenistwo zwyciężyło. Wychodzę na krótki spacer w lekkim deszczu, a potem odpoczywam przy muzyce (m.in. "Samba z kalendarza - D. Miśkiewicz), a wieczór spędzam z Netflixem ("Ołowiane dzieci").

Środa

W pracy praktykanci. Przychodzą wg określonej wcześniej listy tak, aby nie robić zamieszania przy okienkach z klientami. Muszą zaliczyć obsługę klienta pod nadzorem nas - pracowników Departamentu. Nie wiem czemu ale najczęściej przychodzą do mnie. Np. taki W. upodobał sobie mnie i nie chce do nikogo innego, tylko do mnie. Ok, na bieżąco koryguję jego błędy i pilnuję czy dobrze wypełnia dokumenty oraz prowadzi sprawy.

Pomiędzy klientami łapie (on) szklankę wody i pije jednym tchem. Po obsłużeniu trzech klientów ma dość, jest wyczerpany i musi odpocząć. Robimy małą przerwę, podczas której omawiam z nim nieprawidłowości i zwracam uwagę na szczegóły które powinien poprawić. Robi postępy, choć jeszcze mnóstwo musi się nauczyć.

Plus - za opiekę nad praktykantami przewidziano większą premię.

Czwartek 

Z pracy wychodzę wcześniej (znowu). Od razu na basen. W 35 minut przepływam 1000 metrów i pędzę na saunę. Dziś luźno (aromat sosnowy). 

Piątek 

Zbliża się czas świąt. Na szczęście szybko minie, bo to prawie zwykły weekend plus poniedziałek. W nurcie marszu pod prąd robię różne rzeczy, których w ten piątek nie robią inni. Ogólnie luz. Nawet trudne sytuacje nie wyprowadzają mnie z równowagi. Po pracy korzystam z pięknej pogody i spacerkiem idę na lody do centrum miasteczka. Wieczór początkowo z nauką, potem z drinkiem przed TV.

Tym, którzy świętują życzę pięknych Świąt Wielkanocnych! 

A tym, którzy nie świętują po prostu fajnego długiego weekendu i mile spędzonego czasu!



sobota, 28 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 451

Poniedziałek 

Wolne, zaplanowałem sobie trzy dni odpoczynku. Zatem już w weekend wyjechałem z domu. Trochę dalej, ale w znajome rejony, choć dekoracja trochę mnie zaskoczyła. Mnóstwo światełek - przystrojone domy, oświetlone choinki, a nawet kilka dużych bombek świątecznych. Cała "wioska" jakby z innej epoki.

Wtorek 

Hotelowe śniadanie jak zawsze pyszne. Jedzenie poza domem smakuje inaczej. Piękna pogoda sprzyja wycieczkom. 

Środa

Przy okazji załatwiam sprawy związane z Departamentem. Jestem przygotowany, więc nie dam się spławić z byle powodu. Na szczęście nie ma takiej potrzeby i wszystko załatwiam jak trzeba. 

Po południu powrót do domu.

Czwartek

Powrót do pracy, dzień fajny i miły. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Gdyby każdy tydzień składał się z dwóch pracujących dni byłoby idealnie 😁

Piątek 

Podobnie jak czwartek mimo pewnych przeciwności. Po pracy przygotowuję ciasto ze śliwkami. Ograniczając spożycie cukrów dodaje erytrytol - trochę "na oko", ale wychodzi bardzo dobre 👍


sobota, 21 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 450

Poniedziałek 

Po pracy obiad w restauracji. Idę na rybkę, a właściwie jadę samochodem, bo zbyt zimno na rower. W knajpie zajęty jeden stolik. Siedzą tam dwie dziewczyny na oko ciut starsze ode mnie. Jedna jest na wózku. I pies. Całkiem ładny. Mówię dzień dobry, obie odpowiadają lekko się uśmiechając. Zamawiam pieczonego pstrąga w sosie borowikowym, sałatkę i pieczywo. Chętnie wziąłbym frytki, ale są niezdrowe.




Celowo wybieram poniedziałek na taką wizytę licząc, że nie będzie tu tłumów. I nie mylę się. Za to wewnątrz jest mnóstwo słońca, ponieważ cała południowa ściana jest przeszklona. Oczekiwanie na jedzenie umilają mi sączący się delikatny jazz z głośników oraz obserwowanie powoli obniżającego się słońca. Dyskretnie zerkam na dziewczyny, które zajęte konsumpcją i rozmową wydają mi się jakby nie dzisiejsze. To pewnie z powodu tego, że mnóstwo ludzi w restauracjach wlepia twarz w smartfona. Pisałem już o tym nie raz, gdy klienci w takich miejscach nie chcą (?) ze sobą rozmawiać, lub po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, tylko korzystają z telefonów przeglądając jakieś tam treści.
 
Gdy dziewczyny wychodzą, z jeszcze większym uśmiechem życzą mi przyjemnego popołudnia. Niespiesznie kończę obiad i - zanim wrócę do czterech ścian - idę na krótki spacer nieopodal, łapiąc ostatnie promienie słońca.
 
Wtorek
 
Zastanawiam się, skąd moja poprawa nastroju. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że może to mieć związek z sytuacją głównego managera. Od kilku dni jest w dość dużych tarapatach. Czy jego kłopoty sprawiają mi radość? Czuję do niego tak wielką złość, że wszystko jest możliwe.
 
Obecnie spada w przepaść. Próbuje rozpaczliwie łapać się czegokolwiek, oby jakoś przetrwać i wisi na bardzo cienkiej gałązce, która w każdej chwili może się oderwać.
 
Nie ma już "motywujących" briefingów z rana. Nie jest już tak arogancki i chamski jak zwykle. W ogóle, unika wychodzenia ze swojego gabinetu. Przemyka jak cień z parkingu do biura i spowrotem. Możliwe, że to tylko chwilowe, ale obserwuję to sobie i jakoś mi lżej.
 
Środa 
 
Generalne sprzątanie w domu. W końcu wyrzucam zasuszone kwiatki, które uśmierciłem nie podlewając ich. Jednak mogę mieć tylko takie rośliny, które są bardzo tolerancyjne na moje działanie.
 

Czwartek
 
Po pracy idę do kawiarni na mus z białej czekolady. Siedząc obserwuję ludzi i ruch uliczny. Potem od razu na basen i saunę. Wieczór jak zwykle z przepisami i zadaniami do rozwiązania.
 

Piątek
 
Zimno. Dzień w pracy mija szybko, ale jutro (sobota) znowu do roboty. Ile jeszcze? Tego nie wiem, ale za tydzień będę miał wolną sobotę. Tymczasem w skrzynce na listy niespodzianka. Karta z Chicago. Ktoś wpisał mój adres, ale inne imię i nazwisko, więc to pomyłka. 


Karta wędrowała ponad 10 tygodni. Szkoda, że nie dotrze do właściwej osoby sprawiając komuś przyjemność