środa, 11 lutego 2026

Pączki po 9 groszy

Jak co roku tak i teraz - tłusty czwartek - czyli szał na pączki i faworki. Sklepy rywalizują o klientów i proponują świetne ceny - na przykład taki Lidl oferuje pączki po 0.09 zł za sztukę przy zakupie 12. 

Czyli opakowanie dwunastu "smacznych" i "przepysznych" słodkości kosztuje tylko 1.08 zł. Za taką cenę nie kupi się pączka w chyba żadnej piekarni czy cukierni.

Z czego one są zrobione, że kosztują tylko 9 groszy? Jak podaje strona Lidl.pl skład takiego pączka jest następujący:

mąka pszenna, nadzieję wieloowocowe 23%, cukier, woda, sok wieloowocowy z zagęszczonych sobie owocowych (z aronii, czarnej porzeczki, wiśni, malin), skrobia modyfikowana, suszone wytłoki jabłkowe, substancja zagęszczająca: pektyny, regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytryniany wapnia, koncentrat z marchwi, aromaty, masa jajowa pasteryzowana, tłuszcz palmowy, olej słonecznikowy, olej rzepakowy, drożdże, cukier puder dekoracyjny 1.5% (glukoza, tłuszcz palmowy, olej rzepakowy, skrobia pszenna, naturalny aromat), woda, emulgatory (mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych, mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mono-i discetylowinowym, lecytyny z rzepaku), gluten pszenny, białko jaja w proszku, laktoza z mleka, sól, glukoza, substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu) syrop glukozowy, skrobia pszenna, aromaty, ekstrakt z marchwi, błonnik roślinny, stabilizator: sól sodowa karboksymetylocelulozy, środek do przetwarzania mąki: kwas oskorbinowy..


Tymczasem, dla ciekawości - pączki w restauracji M. Gessler są po 26 zł, a faworki po 260 zł/kg. To skrajności. Ja nie skuszę się ani na jedne ani na drugie, a Wy? Ktoś robi swoje domowe pączki?

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

sobota, 7 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 444

Poniedziałek 

Telefoniczna konsultacja z lekarzem. Nowe leki. Gdy mam je w domu, czytam o możliwych działaniach niepożądanych i aż boję się je brać, ale nie mam wyboru - to znaczy mogę ich nie brać, tylko że chciałbym poprawy zdrowia i swojego stanu. 

W nocy stoję przy oknie i gapię się na księżyc - bo na parkingu nic się nie dzieje. Zasypiam dopiero nad ranem.


Wtorek 

Budzę się koło 9, lekko oszołomiony. Leki działają. Trochę kręci mi się w głowie, ale w ciągu dnia jest lepiej. Dużo słońca i mroźno.

Środa 

Ból głowy mija, sen lepszy. Mam siłę zrobić sobie porządne śniadanie. Łosoś i awokado. Niby wyjąć z lodówki, ale wcześniej nie miałem sił, ochoty, apetytu, nie miałem...

Czwartek 

Jest lepiej. Dobrze że mam Lidla tuż obok, bo zaczynam mieć ochotę na różne rzeczy - znaczy że wraca apetyt. Do śniadania wyciskam sok z pomarańczy.


Dużo słońca, przynajmniej z rana. Bo później marznący deszcz.

Piątek

Siły wracają, czuję jeszcze że coś tam na głowie nie jest ok, ale zdaje się że idzie to w dobrym kierunku. Korci mnie żeby wyjść z domu chociaż na chwilę, ale deszcz i zimno więc zostaję w miejscu.