Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urlop. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 października 2026

Podsumowanie tygodnia 479

Poniedziałek 

Z samego rana gość. Najpierw trochę obowiązków a potem czas na przyjemności. Obiad jemy na świeżym powietrzu w restauracji pod miastem (ryba, frytki, sałatka) w jesiennych tonacjach:

Wtorek 

Gość wychodzi przed śniadaniem, a ja jadę do schroniska. Najpierw wyprowadzam Milo - bardzo przyjaznego młodziaka:

A później biorę Kokosa (tego z tyłu) i jego kolegę z boksu:

Kokos ledwo dał się "ubrać" bo oczywiście schował się w kącie klatki. Podczas spaceru może trochę mniej się bał, ale ważne że mógł skorzystać ze spaceru. Co ciekawe pod koniec spaceru spotkaliśmy wolontariuszkę, do której Kokos z obawą, ale jednak, podszedł i dotknął nosem jej rękę. Może boi się tylko mężczyzn? 

Po południu biorę rower i jadę nad zalew, bo szykuje się ładny zachód słońca:


Drugie zdjęcie to dość duże przybliżenie. Oczywiście nie robię tu żadnych edycji ani nie poprawiam zdjęć.

Środa

Z rana wizyta (kosztowna) u lekarza. Potem dwie sprawy na mieście (jedna na plus druga na minus) i dopiero wracam do domu zrobić śniadanie. Następnie jadę do salonu obejrzeć i przejechać się nowym autem (napiszę o tym więcej w wolnej chwili). Wcześniej trochę analizuję i liczę, czy  ma to ekonomiczny sens. Od razu widać że nie, ale czy musi mieć? Jestem wciąż daleko od podjęcia decyzji, ale niczego nie wykluczam.

Czwartek 

Z samego rana jadę na wycieczkę. Dość daleko, a kilka tygodni wcześniej rezerwuję nocleg. Pogoda dopisuje. Wypożyczam rower i cieszę się ze wszystkiego dookoła.





Wieczór lekko alkoholowy.

Piątek 

Po śniadaniu wracam do domu, pogoda średnia - jest wietrznie i zimno. Po szybkim rozpakowaniu robię małe zakupy w sklepie nieopodal domu i od razu wybieram się na saunę. Wieczór z dobrymi i złymi emocjami, ale takie życie.

sobota, 3 października 2026

Podsumowanie tygodnia 478

Poniedziałek 

- ale zanim poniedziałek, to jeszcze wrażenia z rozpoczęcia urlopu.

Sobotni lot zaskakująco sprawny. Więcej miejsca na nogi, niezmiennie miła obsługa, moje dobre przygotowanie na ponad trzy godziny lotu (książka, krzyżówki, ściągnięte filmy z Netflixa i YouTube) - a i tak najciekawsze działo się za oknem:


Potem szybka kontrola mimo "non Schengen", odbiór walizki i ekspresowy transfer do hotelu. A tu kolejne zaskoczenia - powitalny drink i elektroniczny meldunek w kilka sekund. 

Hotel w nazwie ma "park" i taki też jest w rzeczywistości. Olbrzymie bananowce i bujna roślinność sprzyja dobrej atmosferze odpoczynku, ale idę zobaczyć plażę, a później złapać coś na ząb.


W niedzielę znajduję sobie miejsce pod palmą i odpoczywam z książką i muzyką w hotelowym parku.


Na noc wyłączyłem klimatyzację, ale to nie był dobry pomysł. Musiałem wstać i włączyć ją ponownie, bo było bardzo ciepło. Otwarcie okna odpada, bo zbyt mocno słychać szum ulicy.

Poniedziałek 

Rano pyszne śniadanie, następnie relaks przy basenie i popołudniowe wyjście na plażę.


Gorąco ale przyjemnie, bo wiatr przynosi ulgę. Następnie małe zakupy i zwiedzanie dalszej okolicy. Główna ulica skierowana na zachód. Mój hotel na przedmieściach, zatem spokojnie i prawie pusto tu (choć ruch samochodowy duży). Minus taki, że do centrum trochę się idzie.


Wtorek 

Po przepysznym śniadaniu oraz odpoczynku przy basenie wybieram się na długi spacer - do parku rzeźb i kaktusów. Jest bardzo słonecznie i na szczęście wietrznie. Idąc promenadą, łapię wakacyjny klimat i obserwuję szalejące fale.


Po ponad dwóch godzinach jestem na miejscu. Jest tu więcej niż  150 rzeźb artystów z całego świata, umieszczonych na pięknym wzgórzu.





Są też kaktusy, gdyby komuś było mało:



Powrót do hotelu przez miasteczko, bo chcę przywieźć trochę prezentów no i coś zjeść. Hotel i okolica zadbana, ale na chodnikach brudno, dziury i łatwo można sobie coś zrobić. Czyli nic się nie zmieniło od mojego pobytu dwa lata temu. Na plażach różnie - czasem czysto a czasem nie bardzo. U nas już nie ma takiego czegoś.

Wieczór spędzam w hotelu, w towarzystwie jazzowego wokalu. Myślałem, że będzie dużo ludzi, a tu zajęte tylko dwa stoliki (dwie dziewczyny pochłonięte rozmową oraz dwóch panów jedzących wystawną kolację). Pustki, atmosfera mało ciekawa, zupełny brak energii. W ciągu kolejnej godziny przyszło cztery osoby i było już lepiej, ale wciąż drętwo. Za to na plus pięknie wyglądająca i śpiewająca wokalistka (niestety fatalna jakość mojego filmu):


Czwartek 

Przez chwilę zastanawiałem się nad wycieczką zorganizowaną, ale nie - poszedłem w stronę zachodu. Są tu trzy plaże - mniej zatłoczone i równie piękne jak ta główna.


Nurkując oglądam miejscowe rybki - i bujam się na falach jak dziecko. Słucham szumu morza i wpatruję się w piękny krajobraz. A wracając oglądam zachód słońca, który fajnie odbija się od tafli wody.



Mimo że ciemno, czuję się tu bezpiecznie. Muszę tylko uważać, aby nie przewrócić się na chodniku i nie wleźć w jakąś dziurę (których jest pełno).

Piątek 

Po południu wsiadam do miejskiego i bardzo zatłoczonego autobusu. Jadę kilkanaście przystanków za miasto, skąd rozpoczynam spacerowy powrót do hotelu. Najciekawsze widoki są właśnie tu:



Powrót do hotelu to nieco ponad 20 km, a zajmuje mi to kilka godzin z tym, że robię przerwy na odpoczynek i fotografowanie oraz kolację.

Wieczorem po dotarciu do hotelu trzeba się pakować i kończyć cypryjskie wakacje - ale nie urlop, bo do pracy na razie nie wracam.

sobota, 26 września 2026

Podsumowanie tygodnia 477

Poniedziałek 

Ostatni tydzień przed długim urlopem. Nawet mniejsze i większe afery mnie nie ruszają, za to po pracy korzystam z pogody i spaceruję oglądając motyle na nielicznych kwiatach w parku.

Gdy jest dużo słońca, telefon wyciąga kolory czasem aż zanadto, ale przy większych zbliżeniach nie jest już tak dobrze. Powinienem go zmienić i nawet upatrzyłem sobie nowy model z tym, że na tym się zatrzymałem.

Wtorek

Wyjątkowy, imieninowy dzień. Po pracy piekę ciasto śliwkowe pierwszy raz używając mąki migdałowej. Nie podnosi ona poziomu cukru we krwi, a ciasto smakuje tak samo dobrze.

Środa

Po pracy jadę do schroniska. Najpierw na spacer biorę psiaka, który dość mocno ciągnie smycz dzięki czemu spacer jest długi i intensywny bo maszerujemy w bardzo żwawym tempie. 

Następnie idę do klatki z Kokosem, ale ten chowa się i nie chce (boi się?) wyjść. Nie daje sobie założyć szelek i ku mojemu smutkowi zostaje w klatce. Wychodzę z jego odważnym kolegą. Robimy standardową rundkę w lesie i wracamy. Kokos nieśmiało podchodzi do krat, gdzie daję mu przekąskę z ręki. Bierze i od razu się wycofuje. Szkoda, ale nic na siłę. Zwykle z klatki wyprowadza go pani Gosia, pracownica której akurat nie ma w schronisku, może dlatego nie chciał wyjść, nie wiem. 

Tuż przed zamknięciem schroniska okazało się, że jest jeszcze jeden psiak który nie był na spacerze w ciągu trzech ostatnich dni. Bez wahania proszę o wydanie go i idziemy w stronę lasu. Nie mamy już czasu, a psiak cieszy się jak oszalały. Od razu nawiązuje ze mną bardzo dobry kontakt - domaga się pieszczot, jest spokojny i grzeczny, a ogonem kręci w każdą stronę! Wabi się Milo - i zdecydowanie jest moim kolejnym ulubieńcem! Wracamy chwilę po czasie, ale personel zna już mnie, więc nikt nie krzyczy że przekroczyłem czas.

Na zdjęciu powyżej wygląda, jakby był agresywny, ale on robi takie miny z radości. Wpychał się całym sobą i robił wszystko, aby korzystać z obecności człowieka.

Te spacery oraz cała organizacja tychże jest męcząca, ale i satysfakcjonująca. Mimo zmęczenia i głodu dobrze się czuję.

Czwartek 

Powoli rysują się pomysły zmiany auta. Obecny samochodzik ma już prawie 6 lat, więc trzeba zacząć myśleć o czymś nowym. A może kupić elektryka? Mam pewien pomysł, który będę rozważał. Na razie oglądam testy i czytam soecyfikacje, ale chyba niebawem umówię się na jazdę próbną. Jak coś się bardziej wyklaruje w tym temacie, dam znać.

Piątek 

W pracy dwa kierunki z których na jednym jest bardzo miło. Tak. Później ostatnie pakowanie i nocny wyjazd na lotnisko. W momencie publikacji tego wpisu jestem gdzieś w chmurach. Życzę Wam miłej soboty i niedzieli!

sobota, 25 lipca 2026

Podsumowanie tygodnia 468

Poniedziałek 

Może mi się wydaje, ale jestem jakby spokojniejszy od ubiegłego tygodnia. Mniej interesują mnie dramaty innych, acz jednocześnie staram się być wrażliwy i odpowiednio reagować na zmieniające się sytuacje wokół mnie. A zmienia się i dzieje całkiem sporo. Potrzeba widzenia w 360 stopniach niezbędna.

Po pracy basen. Miałem długą przerwę (ponad miesiąc), ale spokojnie przepłynąłem kilometr bez przerwy. Potem sauna z kryształkami mentolu. Bardzo miły relaks.

Wtorek

W pracy poranny brefieng. Jest źle i tak nie może być. Jak zwykle towarzyszy temu cisza wśród pracowników, bo mówi tylko manager działu, a reszta udaje że słucha. W zasadzie nie ma żadnego problemu, ale gdy go nie ma to trzeba go stworzyć. A więc po jego stworzeniu możemy już zacząć pracować.

A po pracy przebieram się będąc w Departamencie (na zapleczu, bo na sali wciąż kręcą się klienci) i jadę do schroniska. Oficjalnie zostaję wpisany na listę wolontariuszy. Zabieram jednego psa i idę na długi spacer. Niestety zaczyna mocno padać, a ja nie mam kaptura. Parasolka odpada, bo pies może się jej przestraszyć. Na szczęście w lesie jest przyjemniej, a po kilku minutach deszcz ustaje. Dochodzimy do głównej drogi - tu pełne zaciekawienie psa - chyba nigdy nie widział pędzących pojazdów. W drodze powrotnej zainteresował się wiewiórką, którą chętnie by pogonił - gdyby tylko umiał chodzić po drzewach.

Później zabieram drugiego psa na spacer (zdjęcia poniżej). Ten jest początkowo nieśmiały. Najpierw nie zbliża się do mnie i wykorzystuje całą długość smyczy aby tylko trzymać się daleko mnie, ale po kilkudziesięciu metrach częstuję go smakołykiem (jestem już bardziej przygotowany niż poprzednio). Bierze z nieufnością patrząc mi w oczy. Mniej więcej w połowie spaceru rozluźnia się i mogę go pogłaskać i przytulić - już jest mój! Czuję, że od tego momentu obaj czerpiemy mnóstwo przyjemności z tego spaceru. I to nic, że znowu leje jak z cebra - my maszerujemy przez las w jego tempie nie przejmując się niczym. 



Po ponad dwóch godzinach wracam do domu. Głodny i zmęczony, ale szczęśliwy. Mam do zrobienia ważną rzecz, ale zostawiam ją na jutro.

Środa 

W pracy aneks do umowy - czyli podwyżka. Bardzo mała, ale na większą muszę poczekać jeszcze kilka tygodni.

Organizuję wyjazd na mój egzamin poprawkowy. Ustaliliśmy z Grześkiem (z którym zdawałem kilka modułów na ostatnim egzaminie) że wybierzemy się tam razem. Staram się logistycznie ułożyć wyjazd tak, aby w miarę rozłożyć obciążenie podróżą i dopasować w kwestii jego i mojej nauki. Ponadto mamy "opić" nasz ostatni sukces. Zarezerwowałem już noclegi niedaleko tamtejszego Departamentu, oraz przedstawiłem mu kilka opcji w jaki sposób najlepiej to wszystko zrealizować. Wstępnie jesteśmy umówieni. Szczegóły dogramy bliżej terminu egzaminu.

Czwartek 

Ostatni dzień w tym tygodniu w pracy. Zręcznie unikam problemów. Wieczór z dużymi wyrzeczeniami kulinarnymi w restauracji. To nie - bo zbyt tłuste, tamto nie - bo nie lubię. O to lubię - ale to też nie, bo ma za dużo cukru. Nie jest lekko, ostatecznie wybieram coś zdrowego, ale oczy jadłyby co innego.

Piątek 

Tuż po śniadaniu wyjeżdżam na weekend. Trochę daleka droga, ale mam nocleg i zamierzam się porządnie zrelaksować i odprężyć. Pogoda niezbyt dopisuje, dlatego moje plany na pływanie kajakiem muszę odpuścić. Pozostają spacery w wąwozach i lasach.






Dużo błota, bo wcześniej padał deszcz. Na szczęście wziąłem buty na zmianę, bo musiałbym je gdzieś w strumyku myć przed wejściem do hotelu 🤣

Wieczór spędzam nad zalewem. Z małym drinkiem, wśród ciszy i spokoju. Zero ludzi. Za to ze spektaklem zachodzącego słońca.


A zanim poszedłem spać, to wybrałem się na plenerowe kino (Wielki Marty). Bluza, kurtka i jeszcze jeden drink. I przede wszystkim dobry nastrój. Niestety kilka minut po rozpoczęciu filmu znowu zaczął padać deszcz, co prawda miałem przeciwdeszczową pelerynę, ale postanowiłem wrócić i zaszyć się w hotelowym pokoju i obejrzeć coś w telewizji.

Tymczasem najbliższy tydzień znów pod znakiem wyzwań i ważnych spraw prywatno-zawodowych. Wśród tego wszystkiego chciałbym znaleźć czas dla psiaków i siebie. Tyle wystarczy.

sobota, 20 czerwca 2026

Podsumowanie tygodnia 463

Poniedziałek 

Żyję urlopem, choć to dopiero od jutra. 

Szykuję auto na dłuższy wyjazd. Wymieniam filtr kabinowy, używam preparatu do odświeżania klimatyzacji i odkurzam - choć brudno nie jest.

Wtorek

Śniadanie w drodze. Jajecznica na toście, plus sałatka. Trochę dziwne, że ten tost to coś takiego jak słodka chałka. Nie jestem przyzwyczajony do takich połączeń smaków. 


Długa jazda, krótki odpoczynek i obiad w Sanoku. 


Późnym wieczorem dojeżdżam do miejsca docelowego - Wetliny.

Środa

Z rana słońce, potem deszcz. Złapał mnie, gdy wychodziłem na Smerek. Zerwał się spory wiatr, zrobiło się zimno i mokro. Bluza, kurtka, czapka i płaszcz przeciwdeszczowy uratowały mnie, ale ograniczyły przyjemność i widoki (zdjęcie poniżej w czasie, gdy chmury na chwilę odpuściły).


Po zejściu ze szlaku deszcz przestał padać, a ja udałem się na duży deser - naleśnik z serkiem waniliowym i jagodami.


Nieco ponad 21 km pieszo, dość zimny wieczór spędzam z drinkiem na werandzie pełnej kwiatów i zieleni.

Spostrzeżenia:

1) niedźwiedzi brak
2) skrzynki pocztowej także (kiedyś była) 

Czwartek

Piękny dzień, słoneczny i cieplejszy niż środa. Wieszak na szlak i robię mniej więcej taki sam (około 20 km pieszo) odcinek, ale zaliczam dwa szczyty. Ten drugi już z pewnym zmęczeniem, zwłaszcza podczas podejścia pod górę.

Kilka zdjęć poniżej.




Piątek 

Z rana krótki deszcz, ale po godzinie słońce i letnie wysokie temperatury. Dziś bez szaleństw, bo nogi już trochę czuję, więc ciut krócej - tylko 18 km. Chyba muszę mieć lepsze buty na takie wędrówki.

Koniki po drodze, motylek i trochę widoków ze szlaku.





Obiad w restauracji, a późny deser w kolejnym miejscu - znowu naleśnik ale inaczej zrobiony i lepszy niż ten poprzedni.


*** 
A dziś - w sobotę - powrót do domu, ale dopiero na wieczór bo zamierzam zwiedzać i korzystać z atrakcji po drodze z tym, że chodzenie ograniczam do minimum 😁

Miłego weekendu!