sobota, 25 grudnia 2021

Podsumowanie tygodnia 219

Poniedziałek

Wracam do Departamentu po dwóch tygodniach urlopu. Nie chciało mi się - ale to chyba oczywiste. W pracy fajnie, czekało na mnie kilka miłych wiadomości.

Wtorek

Pojawia się trochę śniegu, hulajnoga odpoczywa - do pracy jeżdżę Toyotą.

Środa

Jeszcze jeden dzień i znowu wolne. Czas szybko mija, tym bardziej że kończę przed piętnastą.

Czwartek

Znowu kończę wcześniej. Po dojechaniu do domu idę na ostatnie zakupy prezentów. Zadziwiające, że nie ma zbyt dużo ludzi, a do kasy podchodzę pierwszy.

Piątek

Ten dzień lepiej nie zapisywać w pamięci. Za to pokażę tu wszystkie kartki które dostałem. Ta poniższa pojawiła się najwcześniej (od Radka z Londynu):


Ta od Darka z Kętrzyna:


Na zdjęciu tego nie widać, ale to bardzo kolorowa kartka (od Krzyśka z Mysłowic):


I gdy już się żadnej nie spodziewałem pojawiła się jeszcze jedna (od Grażyny z Warszawy):


Dziękuję Wam bardzo! W tym roku święta są wyjątkowe - ale wolałbym aby były takie jak jeszcze rok temu i wcześniej. W wigilię nie chciało mi się nawet zaświecać kolorowych lampek. Oczywiście choinki nie mam - kiedyś z niecierpliwością czekałem, aż rodzice pozwolą mi ubierać zielone drzewko. Ten czas to był zawsze 24 grudzień - kiedy u innych już kilka dni wcześniej migotały światełka i różne ozdoby. Teraz nie czuję takiej potrzeby. Dobrze, że ten czas szybko mija. Z prezentów dostałem m.in. wagę (bardzo praktyczne) oraz ceramiczną formę do tarty (bardzo słodkie) - muszę je jakoś zrównoważyć, bo obecne 81.9 kg to ciut zbyt dużo.

sobota, 18 grudnia 2021

Podsumowanie tygodnia 218

Poniedziałek

Budzę się około 9.00 mimo tego że poprzedniego dnia nie siedziałem zbyt długo. Po śniadaniu kończę książkę "Psy prewencji" i idę na długi spacer po lesie. Wracając muszę nadrobić drogi, ponieważ jest wycinka drzew. No i cały dzień spowity we mgle.

Wtorek

Po południu wracam do domu, szykuję "proszony" obiad (podczas którego dostaję małą niespodziankę), załatwiam dwie ważne sprawy i przed północą kładę się spać.


Środa

Szykuję się do wyjazdu, ale wcześniej załatwiam jedną ważną sprawę. Jazda po ciemku - mimo że po drodze krajowej - nie należy do zbyt dużych przyjemności.

Czwartek

Wyjazd wypoczynkowy. Po drodze zwiedzanie, obiad, aquapark - to już w miejscu noclegu.

Piątek

Zima w pełni. Ale nie jest źle - słońce pojawia się czasem zza chmur - a to już naprawdę dobrze :)

niedziela, 12 grudnia 2021

Schody

Weekend bardzo intensywny, bo: 

- długie spacery (na lody, po odbiór zamówień internetowych, aby obejrzeć ewentualne nabytki na prezenty);

- jazda na hulajnodze (nie jest wskazane, aby hulajnoga stała długi czas nieużywana, więc przejechałem dziś kilka kilometrów w obie strony - chodniki jeszcze odrobinę w lodzie ale dało się jechać);

- zakupy prezentowe w dużym sklepie "ze wszystkim" (długo wybierałem co/komu);

- "Psy prewencji" (w końcu zabrałem się za tę książkę która leżała na półce ponad 2 miesiące);

A na moim osiedlu taka infrastruktura:

Więc ani z hulajnogą, ani nikt z wózkiem nie da rady normalnie przejść...

sobota, 11 grudnia 2021

Podsumowanie tygodnia 217

Poniedziałek

Późne śniadanie. Książka, obiad i aquapark. Mało ludzi, choć parking pełny. Pływanie na zewnątrz jednak nie dla mnie - tym bardziej że padał śnieg, toteż wolałem pływać wewnątrz budynku. Trzy wizyty w saunie porządnie mnie rozgrzały.

Wtorek

W ciągu dnia długi spacer, potem prewencyjnie odśnieżam auto które równo zasypało! Na ulicach biało i ślisko, niektóre auta miały problem z podjechaniem pod minimalne nawet wzniesienia. 



Droga do mojego tymczasowego domu

Środa

Zakup polisy ubezpieczeniowej. Cotygodniowy SMS do Hebiusa.

Czwartek

Dokupuję rzeczy na prezenty, oczywiście mam mnóstwo dylematów.

Piątek

Długi spacer do Decathlona, szybki obiad, zabawa w aquaparku, spacer do punktu odbioru internetowych zamówień książek, zakupy, lody (w galerii) i wizyta w Euro RTV AGD (odbiór laptopa).

środa, 8 grudnia 2021

Warsztaty

Urlop urlopem, ale sprawy same się nie załatwią. Kilka dni temu uczestniczyłem w corocznych warsztatach dla instruktorów nauki jazdy. To konieczne, aby móc utrzymać możliwość szkolenia. Po odbyciu warsztatów (strasznie nudne!) otrzymałem zaświadczenie, które niezwłocznie dostarczyłem do mojego wydziału komunikacji. Cudem udało mi się to zrobić - zadzwoniłem czy przyjmą mnie bez wcześniejszego umówienia i pani się zgodziła. Szok! Więc pogoniłem najszybciej jak się dało i zapukałem do pokoju 114a. Pani powiedziała że przyjmie moje zaświadczenie, ale dodała że tak właściwie powinienem pozostawić to w biurze podawczym (stamtąd i tak dokument trafiłby do pokoju 114a - ale procedury to procedury).



Po tych załatwianiach wróciłem do domu na niecałe dwa dni. Za oknem zima. Podlałem kwiatki, sprawdziłem pocztę (przyszła pierwsza kartka bożonarodzeniowa), wymieniłem książkę na inną, wyciągnąłem bombkę z Kętrzyna i powoli będę się zbierał do jutrzejszego wyjazdu. Ale wcześniej idę na drugi koniec miasta ponieważ umówiłem się do mojego fryzjera (ekscentryczny wytatuowany młodzieniec z długimi blond włosami) - zrobię sobie więc dłuższy spacer.

niedziela, 5 grudnia 2021

Urlopowo

To nic że niedziela - już czuję ten długi i beztroski czas urlopu. Nie zepsuła tego nawet wczorajsza sobota - pracująca aż do 15.30 - to był fajny dzień. W ogóle - w pracy jest bardzo spokojnie. Nie tylko zarabiam pieniądze, ale też potrafię się zrelaksować i czasem nawet czerpać przyjemność. Myślę, że z czasem może być jeszcze lepiej. Ale nie o tym. 

Zaczynam urlop - wyjechałem z domu już wczoraj po pracy wcześniej delikatnie podlewając kwiatki i wyłączając wszelkie odbiorniki prądu. Spakowałem się (cały bagażnik rzeczy), zabrałem kijki do nordic walking, oczywiście wziąłem hulajnogę, oraz książkę (nie mogę zdradzić jaką :P - w każdym razie ciekawą). Planów mam aż nadto. Dzisiaj idę do lasu na długi spacer, przejdę przez piękny wąwóz wychodząc aż na obrzeżach miasta. Jeśli pogoda pozwoli, to wybiorę się na przejażdżkę nad zalew hulajnogą, a jutro idę na trzygodzinny relaks do sporego aquaparku (do sauny także się wybiorę). Celowo pójdę w ciągu dnia, kiedy ludzi tam jest prawie wcale.

Na tygodniu na chwilę wrócę do domu, ponieważ mam kilka spraw do załatwienia i ponownie wracam do odpoczynku. Prawdopodobnie wymienię książkę (zapewne będzie już przeczytana) na inną/inne. 

Zapomniałem ostatnio napisać, ale kilka dni temu jadąc do pracy na hulajnodze złapałem gumę. Na chodniku musiało być coś, co przebiło dętkę. Możliwe, że to z mojej winy ponieważ nie sprawdziłem jakie mam ciśnienie w kole - sądząc że zostało to zrobione na przeglądzie zerowym gdy kupowałem sprzęt. Możliwe - tego nie wiem, ale już widzę ten komentarz Adiego :) Tak - wiem - powinienem to sprawdzić, jest to jeden z ważniejszych elementów dbania o ogumienie na hulajnodze. Zbyt niskie ciśnienie często powoduje kłopoty podczas jazdy, tyle razy czytałem o tym na grupach n/t hulajnóg... 30 zł i dętka została wymieniona w serwisie. A ja dotarłem do pracy pchając hulajnogę.

Pierwsza przejażdżka w Mrągowie

sobota, 4 grudnia 2021

Podsumowanie tygodnia 216

Poniedziałek

Bardzo spokojny dzień. Bardzo spokojny ja. Pierwszy śnieg za oknem, ale w Departamencie cieplutko i miło - więc zimowa aura w ogóle mi nie przeszkadza.

Wtorek

Wciąż nie kupiłem wszystkich prezentów pod choinkę. Miotam się z tym okrutnie, ponieważ nie mam pomysłu co mogłoby to być. Ostatnie upominki, które kupiłem na Mazurach okazały się niezbyt trafione.

Środa

Odliczam czas do mojego urlopu. Jeszcze tylko do soboty (włącznie, bo sobota pracująca) i idę na dwa tygodnie :)

Czwartek

Na hulajnodze już zimno. Wieje mocno, niezbyt przyjemnie. Jazda ponad 5 km daje mi w kość.

Piątek

Bardzo spokojny dzień. Poranek wita mnie takimi widokami za oknem:





poniedziałek, 29 listopada 2021

Mazury 2021

Mój kilkudniowy pobyt udał się znakomicie. Począwszy od ubiegłego piątku - najpierw przegląd w Toyocie (+ dwie[?] akcje naprawcze), zakup hulajnogi, przemiły wieczór u Grażyny i P w Warszawie, słoneczna sobota z kilkoma atrakcjami po drodze do Mrągowa. Przez tylko chwilowo deszczową niedzielę i spacer czternasto-kilometrowy szlakiem pięciu jezior, wieczorną przejażdżkę hulajnogą po mrągowskim deptaku wzdłuż jeziora Czos. Poniedziałkową wizytę u Hebiusa w Kętrzynie z wycieczką objazdową i zobaczeniem mnóstwa ciekawych miejsc, wtorkowy spacer po Kętrzynie (m.in. oglądanie pięknych zdjęć w tamtejszym kinie). Popołudniowa wycieczka do Rynu i tamtejszy spacer już w ciemnościach. Po środową drogę powrotną do domu przez Mikołajki - które darzę wielką sympatią :)

Auto spisało się znakomicie, jedyne czego mi brakowało to foteli z masażem - ale to może w następnym aucie sobie kupię. Po przejechaniu łącznie równych 1150 kilometrów spalanie wyniosło 3.9 l/100km. I nie zepsuło się ani przez chwilę :D

Mrągowskie niebo

sobota, 27 listopada 2021

Podsumowanie tygodnia 215

Poniedziałek

Urlop. Nocleg w Mrągowie, wizyta u Hebiusa. Za oknem ładna pogoda, więc wycieczka po okolicy tym bardziej zasadna.

Ogród w Nakomiadach

Kościół/zamek w Bezławkach

Święta Lipka

Widok z zamku w Reszlu

Reszel

Wtorek

Nie muszę się zrywać z samego rana, bo z Hebiusem umówiłem się dopiero na 12. Tym razem duże zachmurzenie, a podczas spaceru trochę zmokliśmy - ale niezbyt mocno. Później rozpogadza się.

Zamek w Kętrzynie

Środa

Powrót do domu. Zapomniałem napisać, że w piątek kupiłem hulajnogę. Kask też już mam. Ostatni wieczorny spacer promenadą przy jeziorze Czos.


Muzeum w Mrągowie

Czwartek

Pierwszy raz jadę hulajnogą do pracy. Jest bardzo dobrze, trochę boję się nią mocniej przyspieszyć, bo wiadomo - co chwilę jakieś wjazdy do posesji, sporo pieszych, nierówne chodniki no i auta. Infrastruktura w moim mieście wypada bardzo słabo.

Piątek

Dopiero co wróciłem z wyjazdu, już planuję kolejny. W połowie grudnia będę miał urlop, więc trzeba korzystać :) Noclegi już kupione.

sobota, 20 listopada 2021

Podsumowanie tygodnia 214

Poniedziałek

Jadąc do pracy autem widzę młodą dziewczynę, która jedzie rowerem po chodniku. Jest ubrana w grubą (jaką sądzę) kurtkę, czapkę i rękawice. Ale ma gołe kostki - czyli spodnie które nie zakrywają kostek, brak dłuższych skarpetek i jakieś trampeczki. \

Wtorek

Wycieczka. Niedaleko mojego miejsca jest aleja kasztanowa.


Środa

Napięty dzień, sporo pracy.

Czwartek

Ale luźno. Jeszcze nie miałem tak mało zajęć w pracy - 80% czasu przesiedziałem.

Piątek

Pierwszy dzień wolnego - zbieram się do wyjazdu nieco dłuższego :) Najpierw wizyta u Grażyny, a później może i u Hebiusa będę.

sobota, 13 listopada 2021

Podsumowanie tygodnia 213

Poniedziałek

W pracy spokój. Nic się nie dzieje - to naprawdę wyjątkowe!

Wtorek

Piękny poranek. Słońce zagląda do mojej sypialni kilka minut po szóstej (zapomniałem zaciągnąć rolety) i od razu lepiej się wstaje :)

Środa

Pierwszy raz do pracy jadę rowerem. Mam 4.9 km niestety w większość bez drogi dla rowerów. Dojazd zajmuje mi 25 minut - z częstym schodzeniem z roweru i przeprowadzaniem go przez przejścia dla pieszych.

Czwartek

Korzystając z wolnego dnia, wymieniam koła na zimowe. Robię to już drugi raz (wcześniej zmieniałem z zimowych na letnie) i idzie mi coraz lepiej :) A wieczór spędzam przy książce i muzyce Basi Trzetrzelewskiej.

Piątek

Kończę pracę o 15 i od razu puszczają mnie do domu. Szybkie zakupy i weekend... nie do końca - ponieważ jutro także pracuję, ale za to będę miał wolny dzień w przyszłym tygodniu.

czwartek, 11 listopada 2021

Fikus 2021

W lipcu 2016 roku byłem na Mazurach skąd przywiozłem pięknego fikusa od Hebiusa. Podarował mi go ot tak po prostu - z tego co pamiętam to nie rozmawialiśmy wcześniej na ten temat. Fikus zajął miejsce w pierwszym rzędzie i wygodnie podróżował ponad 400 km. Wtedy spokojnie mieścił się wewnątrz mojego małego Suzuki Swift, ale dziś - udałoby się go zmieścić tylko w przypadku posiadania szyberdachu! Zdjęcie z 2016 roku:

Po ponad pięciu latach podlewania, przecierania liści z kurzu, pielęgnowania i doglądania, fikus sięga prawie do sufitu. Jest wyższy ode mnie, ale ostatnio rozrasta się wszerz a nie wzwyż. Ma piękne, zdrowe liście nasycone bogatą zielenią, kilka łodyg odchodzących w bok w miejscach, gdzie wcześniej były liście które odpadły. Działo się to w okresie ostatniego roku. W ich miejsce tworzyły się małe zalążki, które bardzo powoli wypuszczały mini-łodygi. 

W tej chwili są cztery odnogi, które rozchodzą się w różnych kierunkach. Ale są ładne! Nie zauważyłem, aby tworzyły się kolejne. Ważną sprawą jest wymiana na większą doniczkę, bo ta obecna jest ewidentnie zbyt mała - zajmę się tym w najbliższym czasie.

Od tamtej pory (lipiec 2016) Hebius co tydzień w środę przesyła przypominającego SMS-a, że fikusa należy podlać (kilka razy zdarzyło mi się o tym zapomnieć :P).


W tym roku również wybieram się do Hebiusa, dokładnie za 8 dni - w piątek wyjeżdżam. Z samego rana mam umówiony przegląd w Toyocie, a potem albo od razu na Mazury albo jeszcze do Warszawy, gdzie chciałbym obejrzeć interesującą mnie hulajnogę i możliwe że ją kupić, ponieważ w moim małym miasteczku nie ma takich możliwości (jedynie zakup przez internet). Sklep Majway umożliwia spokojne obejrzenie interesującego sprzętu, porównanie, możliwość wypróbowania a także fachowego doradztwa (jak sądzę po opiniach). Tą Warszawę mógłbym odwiedzić ewentualnie w drodze powrotnej, ale wiadomo - lepiej nie odkładać czegoś na później.

poniedziałek, 8 listopada 2021

Relaks

Od kilku tygodni chodzę do saunarium. Przedwczoraj byłem czwarty raz, jestem zachwycony - będąc w saunach udaje mi się odpocząć i zrelaksować, trochę zapomnieć o problemach dnia codziennego, poza tym miło spędzam tam czas. Bilet kupuję na dwie godziny saunowania, bo w czasie jednej za mało czasu na wszystko - czyli najpierw kąpiel, potem seans w biosaunie z olejkami zapachowymi, potem prysznic, schłodzenie w grocie lodowej, odpoczynek - najczęściej w tężni i już godzina się kończyła, czas na drugi seans - z innymi zapachami.

W sumie to nie wiem dlaczego dopiero niedawno to odkryłem. W poniedziałki staram się wybierać na długie spacery, w czwartki na sauny a w soboty na basen. Za oknem szaro i buro, trochę wietrznie, ale jak się porządnie rozgrzeję w saunach to czuję się jakby było lato!


sobota, 6 listopada 2021

Podsumowanie tygodnia 212

Poniedziałek

Wolne. Trochę jeżdżę, trochę odpoczywam. Ostatnie (?) w tym roku lody na mieście. Na obiad frytki i ryba.

Wtorek

Krótszy tydzień, od razu lepiej :) Umawiam się na przegląd w Toyocie, bo już zbliża się wymagany termin (15000 km). Wieczorem przejażdżka rowerem.

Środa

Podwyżki cen benzyny mnie nie ruszają.

Czwartek

Pracę kończę o 15 i od razu wychodzę do domu. Odbieram dwie paczki i idę na obiad do koleżanki. A wieczorem pływanie w aquaparku.

Piątek

Spokojnie, fajny dzień. Nie wymęczył mnie za bardzo, a tu znowu weekend :)

sobota, 30 października 2021

Podsumowanie tygodnia 211

Poniedziałek

Ten czas po pracy, kiedy nic nie muszę robić - poniedziałki są z tego powodu fajne.

Wtorek

Początkowo miałem wybrać się na rower, ale jednak nic z tego nie wyszło. Niby ciepło, ale wiatr dość mocno wieje i ochota mi przeszła.

Środa

W listopadzie mam 3 dni wolnych, w dodatku odbieram dzień za przepracowaną sobotę. A to plus weekend daje w sumie 6 dni! Pewnie nie będzie już tak jesienne i ładnie jak jeszcze kilka dni temu:

Czwartek

Noclegi na Mazurach zamówione. A wieczorem podwójny seans w saunie.

Piątek

Bardzo ciężko dzień. W pracy nie mam czasu nawet na toaletę. Nie mówiąc już o zjedzeniu czegokolwiek. A wieczorem koncert w filharmonii. Fajny, ale bez szału.

poniedziałek, 25 października 2021

Dystans

Na swoją nową pracę staram się patrzeć z coraz większego dystansu. Wydaje mi się, że jestem naiwny, łatwowierny i dający się manipulować - na lewo i prawo. Do tego sądziłem, że pracuję w zgranym i dobrze działającym zespole, który gra do jednej bramki. Nic bardziej mylnego, ostatnie dni i jakieś trzy-cztery tygodnie diametralnie zmieniły moją opinię n/t mojego Departamentu. Po ostatnich dwóch "aferach", w których niestety byłem głównym bohaterem dokonałem przewartościowania. Bardzo dużo myślałem o tym wszystkim, co mnie otacza w pracy, o ludziach, o ich decyzjach, o głównym managerze. Powoli, bardzo powoli wraca mi jakaś tam przyjemność z pracy, ale to dopiero ułamek tego co było na początku. Dziś będąc w pracy po prostu odliczam czas do końca - choć może z czasem się to zmieni... Kilka spostrzeżeń:

  • to co się mówi, a to co się robi to zupełnie co innego. To się rzadko kiedy łączy. Niesamowite, gdy gość na wysokim stanowisku tłumaczy mi co i jak powinienem zrobić, a za dwadzieścia minut idzie do swojego okienka i mając identyczną sytuację postępuje zupełnie odwrotnie. Zawsze sądziłem, że od niego mogę się dużo nauczyć, a nawet wzorować - ale głupi jestem! 
  • kontrole - mimo że niektóre aspekty spraw realizuję w taki sam sposób, osoba kontrolująca raz ocenia to dobrze a raz źle - oczywiście w jakiś tam sposób argumentując ten fakt. Z tym, że w taki sposób zawsze można znaleźć taką interpretację przepisu(ów), żeby tylko zgnoić kontrolowanego. Przejmowanie się kontrolami jest zbyteczne - wszystko można tak opisać i podsumować, jak się tylko zechce.
  • co by nie robić - i tak można być ukaranym. Dlaczego? A dlaczego nie?
  • narzekanie współpracowników to nieodłączny element przebywania w Departamencie. Narzekanie na co? Na wszystko. Że słońce świeci i słabo widać ekran komputera, że słońce nie świeci i jest brzydko za oknem, że pada deszcz lub że deszczu nie ma (a powinien!). Oczywiście także na zbyt małe zarobki, zbyt duże obowiązki, na klientów, współpracowników, managera - normalnie na wszystko! Bardzo mnie to irytuje.
Tu trzeba mieć specyficzne predyspozycje. Strasznie grubą skórę. Uczę się tego - ale jaki to będzie miało na mnie wpływ to się okaże. 

sobota, 23 października 2021

Podsumowanie tygodnia 210

Poniedziałek

Dzień spokojny, nie licząc krótkiej wymiany sms-ów z dawnym kolegą. Od pewnego czasu dość dziwnie się zachowuje, unika mnie - no chyba że - tak jak dzisiaj - próbuje dać mi przytyk. Ale to nic, nie przejmuję się nim.

Wtorek

Wieczór spędzam słuchając konkursu chopinowskiego - tylko to jestem w stanie obejrzeć w rządowej telewizji (TVP Kultura). A w pracy próbuję zarezerwować sobie kilka dni wolnego w listopadzie i odwiedzić Kętrzyn :)

Środa

Brakuje mi kontenansu. I w pracy i poza nią. Od koleżanki dostaję takie coś. Strasznie niedobre! Smakuje okropnie! Jeden łyk i wylałem resztę szklanki.

Czwartek

Po pracy mam dłuższą przejażdżkę - tym bardziej miłą, że słońce pięknie zachodziło za horyzont.

Piątek

W pracy spokój - a po południu robię zakupy, sprzątam i ogólnie - ogarniam mieszkanie bo spodziewam się gości.

wtorek, 19 października 2021

Hybrydą w górę i dół

Korzystając z kilku dni wolnego w ubiegłym tygodniu wybrałem się w nieco dalszą wycieczkę. Sam wyjazd - fantastyczny: począwszy od pogody kończąc na zwiedzonych atrakcjach, ale nie o tym. W końcu miałem okazję przejechać się trochę dalej moją hybrydową Yariską - byłem ciekaw jak będzie spisywać się na krętych i górskich drogach, jakie będzie zużycie paliwa oraz ogólnie - jak sobie poradzi oraz co na taką jazdę powiedzą pasażerowie?

1) cechą nowej hybrydy jest szybkie ładowanie baterii* - wystarczy niezbyt długi zjazd i z 30% robi się 80%, wiele razy miałem nawet 100%. Zarządzanie gromadzeniem oraz oddawaniem mocy z baterii jest bardzo dobrze realizowane - przy sprzyjającym ukształtowaniu terenu udało mi się 15 km przejechać na samym prądzie ani razu nie uruchamiając silnika spalinowego;

2) podjazdy pod wzniesienia można pokonać na dwa sposoby - albo standardowo na silniku spalinowym, albo na elektrycznym - o ile jest wystarczająca ilość energii. Często tak robiłem dość szybko opróżniając baterię, która znowu się ładowała zjeżdżając z góry;

3) zużycie paliwa nigdy nie przekroczyło 3.7 litra, na niektórych odcinkach wynosiło równe 3 na 100 km. Prędkość - na drogach krajowych nie przekraczałem 100 km/h z przewagą 80-90, a w rejonach serpentyn i wzniesień/spadków średnia prędkość to 30 km/h;

4) komfort oraz głośność - na akceptowalnym poziomie. Silnik czasem wchodził na wyższe obroty - ale tylko gdy intensywniej przyspieszałem lub miał naprawdę dużą górę do pokonania. Wyprzedzanie lub włączenie się do ruchu to sama przyjemność.

* ładowanie baterii odbywa się podczas wytracania prędkości, lub podczas wstępnej fazy hamowania. Nie ma możliwości ładowania z gniazdka elektrycznego.

sobota, 16 października 2021

Podsumowanie tygodnia 209

Poniedziałek

Piękna pogoda, mam wolny dzień w pracy i odpoczywam daleko od domu :) Dużo spaceruję, robię zdjęcia i oglądam żubry.


Wtorek

Czas wracać do domu. Sama podróż przynosi mnóstwo frajdy, za oknem mgła i lekki deszcz który powoli zanika a pojawia się słońce. Zatrzymuję się w pięknych miejscach.


Środa

Wciąż wolne. Wieczorny relaks w aquaparku - odkąd zrobiło się chłodniej w saunie panuje tłok.

Czwartek

Wracam do pracy. 8 godzin mija szybko, a wieczorem znowu aquapark.

Piątek

W pracy szybko czas mija, choć to był bardzo pracowity dzień. Później podlewam kwiatki w mieszkaniu koleżanki i wyjeżdżam do dużego miasta.

sobota, 9 października 2021

Podsumowanie tygodnia 208

Poniedziałek

Po zepsutym weekendzie także poniedziałek nie najlepszy. No i dyscyplinująca rozmowa z głównym managerem. A po południu jadę na dłuższą wycieczkę rowerem wracając po ciemku - ale mam nowe bardzo dobre oświetlenie.

Wtorek

Po południu ulga, jednak manager nie miał racji. Wieczorem koleżanka z winem.

Środa

Powoli emocje opadają, a dzień jest w miarę spokojny.

Czwartek

Poranek z przymrozkiem i szronem na szybach - oczywiście moja Toyota nocuje w garażu więc mnie to nie dotyczy.

Piątek

Odbieram polecony od centrali Toyoty - zapraszają mnie do serwisu na wymianę jakiegoś elementu (chyba chodzi o sterownik) który może wadliwie działać, ale na razie się tym nie przejmuję - ponieważ myślami jestem już gdzie indziej :)

sobota, 2 października 2021

Podsumowanie tygodnia 207

Poniedziałek

Nic nie zwiastowało tego, co będzie się działo we wtorek. No może tylko jeden sms, który podniósł mi ciśnienie. Oj bardzo... ale ciąg dalszy we wtorek - wtedy będzie jeszcze gorzej.

Wtorek

Dwie sprawy.

1) W pracy burza ze mną w roli głównej. Z samego rana zostałem wezwany do głównego managera - plus taki że kilka minut wcześniej kolega z okienka obok powiedział mi co się szykuje i idąc "na dywanik" już wiedziałem o co chodzi. Ale nie mogłem się spodziewać tego co usłyszałem. Jeszcze kilka dni wcześniej główny manager chwalił moją pracę, a dzisiaj miałem myśli że czas zbierać swoje rzeczy z szafek i pakować się do domu.

Te kontrole, które miałem poprzednio to nic w porównaniu do tego. Do końca tygodnia czuję dziwny ból karku - myślę że to efekt stresujących i wyczerpujących sytuacji w pracy (i poza). Wiem - pomyślicie że nie warto pracować w takich warunkach, ale tu jest o wiele lepiej niż w nauce jazdy...

2) Po pracy ciąg dalszy tematu z sms-a dnia poprzedniego. O dziwo w nocy z poniedziałku na wtorek poukładałem sobie ten temat w głowie i powtarzałem same mądre rzeczy. A może ta trudna sytuacja z pracy spowodowała że ten problem wydawał się być o wiele mniejszy? Mam nadzieję że to ostatnia część tej nonsensownej historii.

Środa

Z samego rana do głównego managera. Dziś już spokojnym głosem, zupełnie w innej tonacji. Okazało się że sprawa nie wygląda aż tak tragicznie jak to zostało nakreślone (wypalone?) wczoraj. Mało tego - całkiem możliwe że wszystko to rozejdzie się po kościach i nie będzie żadnej sprawy (okaże się w poniedziałek).

Czwartek

Ból karku utrzymuje się nadal, choć w pracy wszystko wróciło do normy - mam dość sporo czasu dla siebie. Wieczorem robię ciasto z jabłkami.


Piątek

Po pracy wyjeżdżam do dużego miasta. Spróbuję odciąć się od tego wszystkiego co miało miejsce w tygodniu, tylko wciąż nie umiem tego robić...

środa, 29 września 2021

Dokumenty

W Departamencie niemiły zgrzyt. Pracuję tam od trzech miesięcy i ciągle poznaję współpracowników - a ci raz są tacy a kolejnym razem inni. Albo - jak coś potrzebują to mało co nie wejdą w tyłek, a gdy im coś nie na rękę to potrafią uzewnętrznić naturę odmienną niż kulturalna. Oczywiście nadają na siebie nawzajem podczas nieobecności drugiej osoby - przy czym zupełnie inaczej wyrażają się gdy tej drugiej osoby nie ma a inaczej gdy jest. 100% niespójności. Czasem gdy tego słucham to zupełnie nie rozumiem, więc staram się słuchać jak najmniej. Ale nie o tym - wracam do zgrzytu, ponieważ dotyczył on mnie bezpośrednio.

Otóż jeden ze współpracowników musiał podejść dziś do okienka, ale do innego niż zwykle (nie do swojego) - to okienko dla osób niepełnosprawnych/innych nietypowych. Stanowisko to jest rzadko wykorzystywane - ale w pełni funkcjonalne (czasem używamy go jeśli jest jakaś awaria komputerów przy innych okienkach). Można na nim załatwić wszystkie sprawy tak jak na zwykłym okienku. Wcześniej byłem tam ja, zalogowałem się, rozpatrzyłem sprawę klienta, przybiłem kilka pieczątek, wylogowałem poprawnie i poszedłem wypić herbatę. W dodatku otworzyłem okno, gdyż w powietrzu unosił się niezbyt miły zapach a wiedziałem że jeszcze w tym samym dniu okienko to będzie wykorzystywane. Gdy kilkadziesiąt minut później podszedł tam wspomniany współpracownik ze swoim klientem okazało się, że nie jest on przygotowany do obsługi petenta - nie dość że nie miał wszystkich dokumentów/kodów dostępu, to jeszcze chciał aby na stanowisku były dodatkowe "papiery" które tak naprawdę nikomu nie są potrzebne, ponieważ wprowadza się je do systemu jedynie raz (i one oczywiście były już wprowadzone - inaczej nie mógłbym się tam zalogować). Ale on je chciał - i to oczywiście ode mnie! On po drugiej stronie sali, ja przy swoim okienku z kolejnym petentem i słyszę takie coś: "Tomek, a gdzie są dokumenty?" No myślałem że pójdę do niego i puszczę mu wiązankę brzydkich słów, ale oczywiście nie zrobiłem tego.

Współpracownik zrobił to celowo, gdyż w innych przypadkach pracy na tym okienku nie wymaga żadnych dodatkowych dokumentów, ale skoro zauważył że wcześniej byłem tam ja, to pomyślał że poznęca się nad nowym pracownikiem - czyli mną. Na jego pytanie odpowiedziałem mu "a zorganizuj sobie jak je potrzebujesz". Kolega odwrócił się i wyszedł  zostawiając petenta przy okienku!!! Wyobrażacie to sobie? Zostawić klienta przy okienku i odejść?!?!? Gdyby to zauważył manager kontrolujący, lub główny manager, to współpracownik musiałby się nieźle tłumaczyć, ponieważ to wbrew regulaminowi. Klienta NIE MOŻNA pozostawić przy okienku!!! Musiałoby się chyba zacząć palić, aby można było sobie odejść od stanowiska, no ale... Tylko kilka osób z mojego działu to zauważyło, a kontrolującego dzisiaj nie było w pracy.

Gdyby tylko współpracownik wykazał odrobinę dobrej woli wcale nie musiałby opuszczać okienka, ponieważ nawet bez jego kodów dostępu mógłby załatwić sprawę klienta, a później uzupełnić to co trzeba (nie raz ja tak robiłem gdy okazało się że czegoś nie wziąłem ze sobą) - ale nie - on postanowił zrobić wielkie halo.

W ogóle, zauważyłem że ten współpracownik "bawi się" telefonem w czasie obsługi, a kiedyś w przerwie powiedział że musi sobie zrobić nową listę piosenek do słuchania bo już stara mu się znudziła. Nie mam pojęcia czy on słucha muzyki w czasie kontaktu z klientami i zupełnie mnie to nie interesuje, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak faktycznie było. Jakie to szczęście że to jest poza mną, że ja tak nie robię oraz że reprezentuję innym poziom pomimo tego, że on pracuje tu już ponad dziesięć lat (jak sądzę).

Naturalnie mógłbym pójść z tym do managera, wtedy kolega oberwałby po nosie - ale po co? On wybroniłby się, ponieważ jako pracownik z o wiele dłuższym stażem ma większe zaufanie niż ktoś taki jak ja - pracujący trzy miesiące. Nie zamierzam schodzić do jego poziomu, ale postanowiłem ograniczyć kontakty do niezbędnego minimum, unikać wszelkich dialogów, nie reagować na zaczepki i odciąć się maksymalnie.