Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzamin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą egzamin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 września 2026

Egzamin poprawkowy

Zapewne pamiętacie, że mniej więcej dwa miesiące temu miałem dwa egzaminy - z których jednego nie zdałem (z Agatą) a drugi zdałem (z Grześkiem). Złożyłem odpowiednie dokumenty i kilka dni temu podszedłem do egzaminu poprawkowego. 

Tak jak poprzednio, egzamin ten składał się z czterech modułów, w których jakikolwiek błąd mógł powodować porażkę całego egzaminu. Ćwiczyłem w swoim Departamencie, ale to byłoby zbyt mało, dlatego już wcześniej zarezerwowałem stanowiska do ćwiczeń w miejscu zdawania egzaminu. Wziąłem kilka dni wolnego i ruszyłem do dość odległego miejsca - właśnie po to aby uczyć się i poznać ewentualnych partnerów z którymi to rozwiązuje się zadania. 

Niezbyt ciekawy widok z hotelu 

Tym razem także trafiłem na dziewczynę - powiedzmy że miała na imię Ania. Znałem ją już z poprzednich egzaminów, mieliśmy świetny kontakt mimo jej porywczości, dość sporej dozy wyższości i chęci rządzenia. Przypuszczając że będę z nią w parze większość ćwiczeń robiliśmy wspólnie, choć nie wszystkie bo było to niemożliwe. Ale do rzeczy. Komisja na sam początek zaprosiła ją oraz mnie. Po sprawdzeniu naszych dokumentów od razu przystąpiliśmy do rozwiązywania zadań. Czułem tak wysokie ciśnienie, jakbym działał na jakichś dopalaczach, choć od kilku dni prawie nic nie jadłem. Ona zaczęła, a ja sprawdzałem jej działania. 

Od samego początku Ania dodawała mi nowe powody do stresu, gdyż niestety wykonywała zadania nieprawidłowo. Miałem mniej niż kilka sekund na ocenę, oraz wydanie instrukcji co dalej. Mogłem utrudnić, ułatwić lub pozostawić bez zmian zadanie, ale oczywiście zrobiłem wszystko aby jej ułatwić. Naturalnie wszystko pod czujnym okiem komisji, która bezgłośnie obserwowała nasze działanie. W drugiej próbie Ania wybrnęła i mogliśmy przejść do kolejnego zadania.

Ale tu, gdy powinniśmy już rozpoczynać Ania wymyśliła (?!) że skorzysta z możliwości chwilowego swobodnego poruszania się po oprogramowaniu. Wszyscy myśleliśmy, że potrwa to maksymalnie pół minuty i zaczniemy dalej, ale ona robiła to przez równe 8 minut! (mierzyłem). Oczekując tak długi czas sam już nie wiedziałem co mam robić, zatem delikatnie zapytałem komisję, ale odpowiedzieli żeby poczekać... Z tym, że czułem ich zniecierpliwienie i narastającą złość, co mogło na nas oboje skutkować w niedalekiej przyszłości...

Gdy w końcu Ania przystąpiła do drugiego zadania wydarzyło się coś, co nie powinno. Ona zignorowała pewną niezbyt istotną zasadę, a ja tego nie zauważyłem. Oczywiście gość z komisji zauważył, ale o dziwo nie przerwał nam. Dopiero po zakończeniu zadania podszedł do mnie i powiedział "jak ktoś ma miękkie serce to ma twardy tyłek*". Początkowo nie wiedziałem co ma na myśli, ale nie mogłem się na tym skupić bo Ania miała do wykonania kolejne zadania, a ja musiałem wszystko sprawdzić, zatwierdzić, zmienić ustawienia i zrobić kilka innych rzeczy w odpowiedniej kolejności. Gdzieś z tyłu głowy miałem jednak słowa egzaminatora z komisji, ale musiałem to zostawić na później.

* użył on innego określenia

Ania znowu kilkukrotnie myliła się, ale w granicach dopuszczalnych z tym, że dla mnie było to bardzo wyczerpujące momenty. Jej egzamin wisiał na włosku! Mój także! Presja czasu, pamiętanie swojej roli oraz kontrolowanie jej było niezwykle trudnym zespołem czynności, który z każdą minutą odbierał mi sił. Ostatnim etapem pierwszego modułu była moja ocena Ani. Pozytywna. Komisja to zatwierdziła. Nastąpiła zamiana ról z tym, że ja byłem już wyczerpany i średnio nadawałem się do czegokolwiek.

Rozpocząłem zaskakująco sprawnie, a na pytanie Ani "czy chce pan swobodnie poruszać się po programie operacyjnym zanim przejdziemy do kolejnego zadania?" odpowiedziałem "nie". Zauważyłem wtedy uśmiech i potwierdzenie jednego z członków komisji. Widocznie co najmniej my obaj uznaliśmy, że szkoda na to czasu. Lekko dodało mi to siły i z werwą zabrałem się do zadania, które okazało się bardzo proste. Kolejne musiałem powtarzać, bo popełniłem błąd ale każde następne poszło całkiem nieźle. Zanim jeszcze Ania wydała mi ocenę ten sam gość z komisji powiedział "umie pan te zadania, dobrze sobie pan z tym poradził". Ja tymczasem oceniałem się znacznie niżej, byłem zawiedziony tym że jedno z zadań musiałem powtarzać. Wiem, że je umiałem i byłem zły że nie poszło idealnie. Nie czekając na decyzję Ani komisja zaprosiła nas bliżej siebie. "Pani Aniu, zdała pani tylko dzięki temu panu. Oboje proszę czekać na kolejne etapy egzaminu".

Tu nastąpiła ponad dwugodzinna przerwa. Zjadłem banana (od dwóch dni żywiłem się jogurtem bez cukru, wodą oraz wafelkami też bez cukru. I zjadłem też dwie gałki lodów - z cukrem). Wypiłem litr wody. Gdy zerknąłem na telefon który został w aucie (w czasie egzaminu nie wolno mieć urządzeń elektronicznych przy sobie) było tam sporo wiadomości od znajomych z pytaniem "zdałeś?" - ale wciąż nie mogłem na nie odpowiedzieć... 

Gdy komisja skończyła przerwę ponownie zaprosiła Anię i mnie do modułu trzeciego i czwartego. Zanim zaczęliśmy musieliśmy się przygotować - znów pomagałem Ani - ale było to dopuszczalne i legalne. Po kilku minutach byliśmy gotowi i zaczęliśmy. Ta sama komisja, inne zadania, ale problemy te same... Ania knoci je, a ja dwoję się i troję aby jakoś z tego wybrnąć, bo jej średnie przygotowanie do egzaminu może utopić ją i mnie. Rany, ile ja miałem wątpliwości jak ocenić to co ona wyprawiała... Na szczęście mniej więcej w połowie Ania uspokaja się i nie mam z nią problemów już do końca. Wystawiam jej ocenę pozytywną, a komisja prosi o zamianę ról - wtedy Ania pomaga mi przygotować się do zadania. Warunki zewnętrzne zaczynają się dynamicznie zmieniać, ale muszę wytrzymać jeszcze kilkanaście minut - próbuję skupić całą swoją uwagę na zadaniach i uwagach od Ani. Ostatni moduł jest dla mnie najłatwiejszy i najtrudniejszy - bo w tym module czuję się najlepiej, ale w ogóle nie mam już siły i czuję że napędza mnie już chyba tylko strach i stres.

Po ostatnim zadaniu komisja zaprasza nas ponownie do siebie. Najpierw podsumowanie dotyczy Ani, ale widzę że jeden z egzaminatorów patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i daje do zrozumienia, że u mnie jest "ok". Tymczasem komisja zadała pytania Ani. Aby zdać, należy na te pytania odpowiedzieć, ale Ania nie wydobyła  z siebie ani słowa - zupełnie nic! Mógłbym odpowiedzieć za nią, bo to były banalne pytania, ale jedna z zasad brzmi - nie pytany nie wyrywaj się do odpowiedzi. Komisja zmieniła zestaw pytań, Ania coś tam z siebie wydusiła, ale brzmiało to bardzo nieudolnie. Podsumowanie jej działania było niezbyt miłe, ponieważ komisja oceniła ją najniżej z całej grupy pięciu osób, które zdawały ten zakres materiału. I powiedzieli jej o tym wprost, bez żadnego owijania w bawełnę. Zabolało. Dodali ponownie, że zdała tylko dzięki temu panu obok - wskazując na mnie. 

Po kilku minutach przyszła kolej na mnie. Pytania jakie dostałem było proste, zatem mogłem zrobić mały wykład, ale komisja przerwała mi po krótkiej chwili oznajmiając, że ja również zdałem. Ufff. Oboje podziękowaliśmy oraz bezszelestnie oddaliliśmy się od komisji jakbyśmy nie wierzyli w to, co się właśnie wydarzyło!

Czułem, że kręci mi się w głowie i że muszę usiąść. Po chwili podeszła Ania, pogratulowaliśmy sobie ponownie, chwilę porozmawialiśmy i trzeba było zbierać się do domów. Zebrałem swoje materiały, krótko odpowiedziałem na dziesiątki wiadomości i ruszyłem do domu. Czekało mnie ponad pięć godzin jazdy w burzy, silnym wietrze i słońcu które pojawiało się w przerwach między burzą. W międzyczasie zadzwoniła Ania aby podzielić się wrażeniami i emocjami, które ciągle buzowały w nas obojgu.

Doszedłem do tego, co sobie zaplanowałem już ponad dwa lata temu. Pokonałem wszelkie zakręty i przeciwności losu, nauczyłem się rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłem. Włożyłem w to mnóstwo pracy, wysiłku, czasu i pieniędzy. Jestem już prawie na samym szczycie. Gdybym chciał, to pozostał mi już tylko jeden egzamin i miałbym wtedy ostatni szczebel kwalifikacyjny, który mogę osiągnąć w Departamencie. Prawdopodobnie niebawem rozpocznę przygotowania do niego, ale na razie nie myślę o tym.

Podczas tego wyjazdu spotkałem Grześka, z którym zdawałem egzamin dwa miesiące temu. Spotkanie było zupełnie celowe, bo przejąłem inicjatywę i zorganizowałem nam wspólny nocleg. Mieliśmy w planach także delikatne świętowanie naszego sukcesu, oraz wspólne podtrzymywanie się na duchu. A ponieważ dogadujemy się bez zbędnych słów, uczyliśmy się razem mimo tego że on miał nieco odmienny materiał niż ja. Sprawdziłem jego zadania, a on moje. Było też trochę czasu wolnego, zatem obaj zwiedzaliśmy atrakcje miasta, był spacer i lody. Niestety Grzesiek nie zdał swojego egzaminu. Mam z nim kontakt, podobnie jak z innymi ludźmi poznanymi podczas tego i poprzedniego egzaminu. Naturalnie nie ze wszystkimi, ale są wśród nich takie osoby, z którymi naprawdę dobrze się rozmawiało. Chciałbym utrzymać te znajomości, choć wiem że ta druga strona także musi mieć taką chęć.

Dziś, po kilku dniach od egzaminu nie opadły jeszcze wszystkie emocje. Wciąż myślami bywam tam, z Anią, z komisją, przy stanowisku, na naukach z Grześkiem... Zakończył się pewien etap, czuję że mogę już odpocząć i zająć się czymś innym niż nauka. Przynajmniej przez jakiś czas 😀

niedziela, 12 lipca 2026

Podsumowanie tygodnia 466

Poniedziałek 

To będzie tydzień, który determinuje tylko jedno słowo - nauka. Po pracy zostaję w firmie do późnych godzin i uczę się. W sobotę będę miał egzaminy.

Wtorek

Przygotowania do egzaminów rozpocząłem od dwóch lat stopniowo poznając zagadnienia. Z każdym miesiącem starałem się coraz bardziej uczyć i poznawać kolejne możliwości i umiejętności w rozwiązaniu zadań. Ale także w radzeniu sobie w nietypowych i skomplikowanych sytuacjach.


Środa 

W pracy nic nowego, ale zanim dotrę do domu jest już około godziny 21.00. Intensyfikacja wysiłku i nauki, czuję się jakbym był w innym świecie bo nie myślę o niczym innym i nic nie determinuje mojego skupienia jak zbliżająca się sobota. 

Telefon dzwoni co chwilę, a ilości odebranych wiadomości liczą się w dziesiątkach. Dlaczego? Ponieważ już kilkanaście dni temu starałem się zebrać ludzi z innych Departamentów, którzy będą również zdawać egzaminy. Trochę wcieliłem się w rolę lidera, który scala grupę, nadaje jej kierunek działała i ustala najmniejsze szczegóły realizacji operacji - ponieważ egzaminy będą się odbywały jednoosobowo ale także w parach. A trafić na dobrą osobę, to połowa sukcesu... Dlatego piszemy i dzwonimy do siebie i próbujemy ustalić plan działania, bo chcąc dobrze zagrać koncert w duecie trzeba być albo genialnie przygotowanym, albo zrobić chociaż kilka prób. Wiadomo - jak ktoś jest słaby to nie będzie to dobry koncert...

Czwartek 

Ostatni dzień nauki - w piątek planuję regenerację. Niestety nie miałem możliwości złapać wszystkich ludzi i zacząłem się bać, żeby tylko nie trafić na kogoś nieprzygotowanego i nieznanego mi wcześniej. 

Piątek 

Od kilku dni sypiam po 3-4 godziny. Budzę się około 3 nad ranem i tyle spania. Ale nie czuję zmęczenia. Jem tyle co nic, ale nie czuję głodu. Nie mam na to czasu, bo mimo planów regeneracji wciąż ustawiam grupę - a dokładnie dwie grupy ponieważ jutro mam egzaminy z dwóch różnych przedmiotów. 

Dwa egzaminy składające się z łącznie 8 modułów oraz kilkudziesięciu pod modułów. Scenariusze wybiera komisja, podobnie z doborem zdających w pary. Do moich obowiązków należy m.in. odpowiednie zakwalifikowanie sprawy, wybranie aplikacji do jej obsługi, oraz zakończenie jej w odpowiednim czasie z właściwym wynikiem naturalnie. Najmniejsze niedopatrzenie dyskwalifikuje. 

W kolejnych etapach m.in. widzę na ekranie poszczególne kroki rozwiązywania zadania przez drugiego uczestnika egzaminu, a moim zadaniem jest błyskawiczna ocena poprawności wykonania zadania. Jeśli czegokolwiek nie zauważę, komisja przerywa test wyrzucając mnie i drugą osobę z pary. Dlatego tak ważne jest, aby mieć dobrze przygotowaną osobę znającą procedury, technikę oraz kolejność wykonywania działań. Oceniane jest słownictwo, czytelność przekazu oraz wszystko, co ma wpływ na obsługę klienta.  Oczywiście komisja potrafi celowo zmienić jeden wyraz w zadaniu tak, że można łatwo wpaść w kłopoty. Na grupach analizujemy różne sytuacje także te, które komisja może spowodować celowo. 

Sobota 

Egzamin mam o 10.00. Pół godziny wcześniej dowiaduję się, że są jeszcze dwie osoby które dopiero przyjechały 😱 Biorę je szybko do grupy i tłumaczę ustalenia, które wypracowaliśmy przez te kilka dni. Nowe osoby potwierdzają że będziemy działać tak jak mówię. 

Egzamin nr 1:

Dwie godziny później komisja wywołuje mnie oraz jedną z tych nowych osób - Agatę. Jesteśmy pierwszą parą. Idę zadowolony że wszystko mamy ogarnięte i rozpoczynam działania. Ona widzi to na swoim ekranie. Pierwsze zadanie ok, drugie ok. Trzecie zadanie rozwiązuję bez problemu, ale ona zgłasza komisji nieprawidłowość. Ta robi szybką naradę i przyznaje jej rację, a ja mam prawo do poprawki - więc wykonuję zadanie raz jeszcze starając się zrobić je lepiej niż przed chwilą. Skupiam się z całych sił i wykonuję zadanie kilka sekund szybciej, ale wynik wciąż jest ten sam i widzę, że jest taki jaki powinien być. Po zakończeniu znowu dostaję od Agaty ocenę negatywną. Jestem totalnie zdziwiony. Narada komisji i podtrzymanie jej decyzji. Nie zdałem.

Wynik mojego działania był prawidłowy, wszelkie niuanse wykonałem zgodnie z przepisami, ale... Agata nie trzymała się ustaleń które wcześniej poczyniliśmy, a ja nie wychwyciłem tego co do mnie powiedziała przed rozpoczęciem zadania. Formalnie wszystko było idealnie i zgodnie z przepisami - a co najważniejsze wynik rozwiązania zadania był prawidłowy. Ustaliliśmy przed egzaminem, że w taki sposób rozwiązujemy to zadanie.

Gdy wyszedłem z sali, na długim korytarzu było mnóstwo ludzi, którzy pytali co się stało. Miałem ich i wyszedłem przed budynek, czułem świeży i całkiem rześki wiatr, który ochładzał moją mokrą koszulę. Możliwe, że słońce świeciło mi prosto w oczy, ale nie przeszkadzało mi to wcale. Oddychałem głęboko i spokojnie. Czułem niezrozumienie i gorycz. Ludzie z grupy próbowali pytać co się stało, ale widzieli że to nie jest właściwy moment i szybko dali mi spokój. W ciągu kilku minut oczy lekko się zaszkliły - ale wiatr szybko je osuszył. Opowiedziałem mojej grupie później co się stało. Wszyscy byli zdziwieni. Z Agatą, która z sali wyszła później, nie rozmawiałem o tym. Nie chciałem, a ona też nie podeszła do mnie. Wiem, że nie zdała na kolejnych modułach i wiem, że pozostali z grupy mieli do niej pretensje za to co zrobiła.

Egzamin nr 2 

Po kilkunastu godzinach oczekiwania, podczas którego po prostu czekaliśmy w nerwach i stresie, w końcu usłyszałem swoje nazwisko do drugiego egzaminu. A wraz z nim nazwisko Grześka - drugiego człowieka do pary. Jakoś tak się ułożyło, że podczas oczekiwania sporo rozmawialiśmy i ogólnie trzymaliśmy się razem. Poznałem go już w czwartek, przyjechał z odległego Departamentu w tym samym celu co ja. Wydawał mi się elokwentny, nie zadawał oczywistych pytań i nie miał głupich pomysłów. Był poukładany i ładnie ubrany - co było tu rzadkością niestety. 

Zanim zaczęliśmy, nawzajem sprawdziliśmy swoje stanowiska pracy. Pierwsze zadanie sprawnie i bez udziwnień, drugie, trzecie tak samo - cały moduł wykonany został bezbłędnie. Komisja widząc nasze działanie zajęła się sobą zupełnie nam nie przeszkadzając. My tymczasem działaliśmy według ustalonego schematu, jakbyśmy pracowali ze sobą długi czas. W efekcie eliminuje to możliwość różnej interpretacji oraz ułatwia ocenę. Po każdym zadaniu dawaliśmy sobie czas na sprawdzenie tegoż oraz na przygotowanie do kolejnego etapu. Po zakończeniu tej części komisja zatwierdziła naszą współpracę, a my podaliśmy sobie ręce i po wyjściu z sali  oczekiwaliśmy na kolejne części zadań. 

I on i ja chcielibyśmy wykonywać je razem,  także w kolejnych modułach, ale jak wspomniałem - wszystko zależy od komisji. Z obawą obaj patrzyliśmy na kolejnych egzaminowanych, których działania przypominały błądzenie dziecka we mgle. Szybko odpadali z wynikami negatywnymi. W okolicach godziny 19.00 komisja znów wywołała Grześka i mnie do ostatniego modułu - ufff! 

Po kolejnym sprawdzeniu naszych dokumentów dali nam możliwość wyboru ról, a ja pozostawiłem to Grześkowi. Widziałem że on wykona to prawidłowo, a gdy tylko zaczął lekko się uspokoiłem. Byliśmy tak dograni, że nawet gdybym się nie odzywał, Grzesiek i tak wiedział co ma robić. Widząc to, jeden z członków komisji podszedł do mnie i zaczęliśmy swobodnie rozmawiać. W tym czasie ja tylko zatwierdzałem kolejne kroki i etapy działania Grześka. Widziałem, że w jednym zadań miał wątpliwości co do swojego postępowania, ale ja z lekkim i zauważalnym tylko dla niego uśmiechem zatwierdziłem to co zrobił, bo zrobił to idealnie (poniżej powiedział mi, że tego zadania bał się najbardziej. Ja także). Po kilku minutach komisja przerwała nam prosząc o zamianę ról. Przy okazji zadali mi kilka pytań, ale zanim zdążyłem odpowiedzieć na wszystkie już mi podziękowali. 

Po zamianie miejsca ja też doskonale wiedziałem co mam robić, zatem to co mówił do mnie Grzesiek i to co zatwierdzał traktowałem jedynie jako formalność, a on sam nic nie musiał robić prócz standardowego potwierdzania mojego działania. I tak krok po kroku razem szliśmy dalej. Ostatnie zadanie było banalnie proste, ale wciąż trzeba było zachować czujność - wszak zawsze można w coś wpaść! Po kilku minutach komisja oznajmiła, że obaj zdaliśmy i że nam gratulują! Wspaniale! Ale cudownie! Nie mieli do nas żadnych uwag.

Po wyjściu z sali ściskamy sobie dłonie i dziękujemy za świetną współpracę oraz emocjonalnie komentujemy to co razem zrobiliśmy. Takie działanie lubię - merytoryczne i bez niespodzianek. Trzymanie się ustaleń i logicznego działania. Nikt nikomu nie przeszkadzał. 

Wspólna fotka na koniec, kolejne podziękowania i rozjeżdżamy się w swoje strony - aczkolwiek pozytywne wrażenia pozostaną na długo. Grzesiek miał dwa egzaminy - pierwszy zdawał sam, a drugi ze mną. Ja miałem dwa z których pierwszy (z Agatą) nie zdałem a drugi z Grześkiem zdałem. Inni z grup różnie, ale większość niestety odpadła. Po moim pierwszym egzaminie w grupie zapanował chaos z powodu zachowania Agaty. To również mogło wpłynąć na dość słabą atmosferę i niestety przyczynić się do kolejnych negatywów.

Dziś - w niedzielę powoli dochodzę do siebie. Odpoczywam. Za dwa miesiące mogę mieć poprawkę z pierwszego egzaminu. Zdobyłem kolejne doświadczenie i poznałem fajnych ludzi, ale Agaty nie chciałbym spotkać na jakimkolwiek etapie swojego życia.

czwartek, 21 sierpnia 2025

O zmianach

Kilkanaście dni temu pisałem o planowanych zmianach w karierze zawodowej. Tamten wspomniany wysiłek pokazał, że jeszcze jestem w stanie coś zrobić i zmienić - polepszyć swoją bytność, a przynajmniej spróbować. Otworzył mi pierwsze drzwi. Ale lekko nie będzie, przede mną długa droga i wiele egzaminów. Dlatego postanowiłem przygotować się i w miarę wszystko zaplanować.

O możliwych zmianach myślałem od dłuższego czasu. Ostatnio dokonałem analizy sytuacji oraz tego, co taka zmiana może w przypadku mojej pracy dać. Mocne i słabe strony, wyzwania i przeszkody z którymi będę musiał się zmierzyć. Założyłem cel, do którego chciałbym dotrzeć, sprecyzowałem go bardzo konkretnie i teraz staram się go powoli lecz systematycznie realizować, otwierać kolejne drzwi.

Na wieść o tym mój główny manager przytaknął głową. Zaskoczyło mnie to, ponieważ myśli krążyły bardziej po stronie tego, że nie będzie mi przychylny, a co najwyżej obojętny. Tymczasem on nie tylko zgodził się bez zająknięcia, ale także sam (!) wyszedł z inicjatywą pomocy, gdybym jej potrzebował. Słysząc to w jego eleganckim gabinecie o mało nie spadłem z krzesła, a co najmniej mnie zatkało. Wydusiłem z siebie "dziękuję" i po krótkim ustaleniu szczegółów wyszedłem (z chyba wciąż wielkimi oczami i otwartą buzią) jakby będąc w hipnozie, ponieważ taka pomoc jest mi bardzo potrzebna.

Gdyby nie jego przychylność, miałbym o wiele trudniejszą drogę na poszczególnych etapach awansu. Nie tylko finansową, ale także logistyczną i organizacyjną. Tymczasem moi współpracownicy zareagowali różnie - począwszy od tego że mam jakieś "konszachty" z głównym managerem, przez obojętność ale i ciekawość oraz chęć pomocy (tych ostatnich było najmniej). 

To też od kilku dni rozpocząłem mój wielki projekt zmian. Samo przygotowanie wymaga włożenia ogromnego wysiłku - czasu na ćwiczenia, dyscypliny oraz w miarę regularności w działaniu. Wiąże się to z nauką nowych rzeczy, obsługi kolejnych systemów informatycznych a także znajomości dziesiątek innych aplikacji. Poruszaniu się po nich, jak po własnym mieszkaniu z zamkniętymi oczami. Jak nietrudno się domyśleć, nie są one łatwe w zdobyciu (ani tanie), dlatego tym bardziej doceniam gest głównego managera i korzystam z zasobów Departamentu.

Zostaję po pracy i uczę się. Oczywiście nie codziennie, sam ustaliłem sobie grafik - dwa lub maksymalnie trzy razy w tygodniu. Ćwiczę. Analizuję i szukam odpowiedzi - jeśli jest coś co może mi się przydać w przyszłości. A materiału do nauki jest bardzo dużo. Do domu wracam później niż zwykle i cały mokry, mimo że nie kopię rowów. Psychicznie i fizycznie wypompowany ale jedynie na tyle, aby po prysznicu w miarę wrócić do normy i mieć czas na regenerację. Odpoczynek oraz zdrowe odżywianie pomagają mi zachować równowagę, a także dają siłę do realizacji kolejnych wyzwań. Dobry sen oraz powolne oddychanie w ciągu dnia (od pewnego czasu moje ulubione "kwadratowe") także sprzyjają dobrej regeneracji. Aktywność fizyczna typu basen, rower czy choćby krótki spacer (niezależnie od pogody) oraz relaks w saunie też są istotne - "w zdrowym ciele zdrowy duch ".

Kompleksowe przygotowanie jest kluczowe, ponieważ dzieje się to wszystko równolegle z innymi czynnościami w pracy. I trochę potrwa. Byłbym zachwycony, gdyby za rok o tej porze było już "po", choć bardziej prawdopodobne jest to, że potrwa sporo dłużej. Mam też plan awaryjny, gdyby coś poszło nie tak. Nie spieszy mi się, w sytuacji niepowodzenia przeanalizuję porażkę i spróbuję ponownie, bo "nie myli się ten co nic nie robi". Ja robię dużo, zatem i ryzyko większe. Poza tym, nie ma ludzi bezbłędnych, idealnych.

Postaram się uruchomić cały swój potencjał intelektualny (niewielki co prawda) i "popchnąć" ten projekt. Nie napiszę, że się nie boję, bo obawiam się tego i to bardzo. Kilka czarnych scenariuszy wciąż chodzi mi po głowie, tyle że nie mam też żadnej presji, coraz częściej myślę o tym że ja już nic nie muszę. Mam za to co najmniej rudymentarną wiarę, że to się uda :)

wtorek, 5 sierpnia 2025

Głupi i szczęście

To ten dzień. Zapamiętam go na długo, jest dość ważny jeśli chodzi o moją drogę zawodową. Trudny, pełny różnych obaw, zakrętów i niepokojów. Mógł skończyć się niezbyt ciekawie, co oznaczałoby co najmniej L4 i trochę "wolnego", ale nie o tym.

Oto stoję przed wielką górą, u podnóża której znajduje się przepaść. Muszę/powinienem wejść na sam szczyt. Nie mam przy sobie żadnych narzędzi, żadnych pomocy, jestem tylko ja i strach. A góra bardzo stroma, momentami śliska i niebezpieczna. Nigdy nie wchodziłem na taką, ale żeby nie stać w miejscu muszę to zrobić. Więc decyduję się. Mnóstwo lęków o to, czy dam radę, czy ryzyko jest tego warte. A na górze ktoś, kto woła mnie, abym szedł coraz wyżej. 

Idę, choć najchętniej powiedziałbym "nie chce mi się". Zaciskam zęby i zgodnie ze wskazówkami głosu z góry, nie patrzę za siebie. Serce wali jak szalone a cały organizm pracuje na najwyższych obrotach. Mam wrażenie, że mózg mi dymi jak stara lokomotywa, ale ręce i nogi ani na moment nie odmawiają posłuszeństwa (to nawet trochę dziwne, bo np podczas pływania na basenie łapie mnie skurcz gdy za długo ćwiczę). Nie mogą okazać słabości, bo to oznaczałoby spore kłopoty. Zatem chyba rozumieją, że muszą dać z siebie wszystko, a może i więcej żeby przeżyć. 

Nie czuję ani zmęczenia, ani głodu czy pragnienia. Mimo że wspinam się od kilkudziesięciu minut bez przerwy wisząc na krawędzi, nie czuję właściwie nic. Nawet nie wiem, jak daleko jeszcze do wierzchołka, nie myślę o tym. Nie jestem w stanie. Słyszę tylko uwagi i jakby rozkazy kogoś z góry. Nie ma już odwrotu, musisz iść dalej. 

Po kolejnych długich minutach udaje mi się wdrapać na sam szczyt, kiedy nagle ręce i nogi robią się jak z waty, zaczynają drżeć i w ogóle mnie nie słuchają. Nie mogę się ruszyć, ale na szczęście jestem już na górze. Już nie spadnę. Ledwie stoję chwiejąc się w każdą stronę i próbuję złapać oddech, uspokoić serce i odpocząć. Dopiero teraz zauważam, że jestem tak spocony, że ubrania można wyżymać. Jednocześnie czuję, jak wbijają mnie one w ziemię. Są tak ciężkie, jakbym dźwigał na sobie kilogramy ołowiu. 

Na szczęście auto stoi tuż obok mnie, więc daleko iść nie muszę. Niezgrabnie wpadam na fotel i jadę do domu. Ale jak dziwnie mi się nim kieruje! Nie słyszę silnika, gaz reaguje inaczej niż zwykle, kierownica nie chce się obracać, cały samochód jest jakiś otępiały. Albo ja. Po dojechaniu do domu, wciąż się chwiejąc spotykam sąsiadkę przed blokiem. Pomyśli sobie - o, ten pijak spod trójki wrócił do domu. I jeszcze prowadzi po alkoholu! Zamykam szybko drzwi od mieszkania i rozbieram się do naga. Faktycznie, wszystko mokre. Jeszcze nigdy nie byłem aż tak spocony. Biorę długi prysznic i opadam na fotel. Jest trochę lepiej, serce już tak mocno nie wali, ale czuję olbrzymie pragnienie. Ponad pół dużej butelki wody połykam bardzo szybko, dosłownie w kilku łykach. Czuję, że zaczynam wracać do rzeczywistości, choć dzisiaj już nic poważnego nie zrobię... Tylko odpoczywam.

Kolejny podobny dzień przede mną mniej więcej za miesiąc. Będzie trudniejszy, chyba że jakoś się do niego przygotuję. Ale czy można się przygotować na każdą ewentualność? Niestety to dopiero początek, ale kto nie idzie do przodu, ten się cofa... A że głupi ma zawsze szczęście, to może jakoś się tam uda wszystko.

Poniżej chmury sprzed kilku dni.

wtorek, 14 lutego 2023

Ceny egzaminacyjne

Praktycznie codziennie w drodze do/z pracy mijam się z wieloma autami z nauki jazdy. Część instruktorów wciąż mnie rozpoznaje i pozdrowi ręką, inni niekoniecznie. Wcale za nimi nie tęsknię, w ogóle nie widzę siebie ponownie w roli instruktora nauki jazdy. I to mimo tego, że stawki za godzinę nieco drgnęły do góry. Tymczasem w ciągu kilku najbliższych tygodni zapewne podrożeją ceny za egzaminy państwowe. Nie były one zmieniane od 2012 roku - egzamin teoretyczny wtedy i dziś kosztuje 30 zł, a praktyczny 140 (kategoria B). Od tamtego czasu ceny towarów i usług znacząco wzrosły, a jakiś czas temu egzaminatorzy protestowali, ponieważ domagali się podwyżek pensji oraz właśnie podwyższenia stawek za egzaminy.

Mimo konsultacji i apeli rząd RP nie zdecydował się na podniesienie kosztów egzaminów m.in. argumentując to w ten sposób, że spowoduje to dalszy wzrost inflacji. A czy sztuczne podwyższanie cen za paliwo przez Orlen nie spowodowało wzrostu inflacji i to w bardzo dużym stopniu? Wracając do egzaminów - rząd boi się podejmować trudnych decyzji (a także tych które są konieczne ale nie bardzo podobają się elektoratowi) więc kwestie podwyżek przerzucił na samorządy. Obecnie każde województwo może samodzielnie regulować ceny egzaminów do określonego pułapu. W praktyce może okazać się, że np w Warszawie taki sam egzamin będzie kosztował 140 zł, a np w Szczecinie 200. Bez sensu.

Z tego co wiem, marszałkowie "ustalili" że ceny w całym kraju powinny być identyczne (swoją drogą nie mam pojęcia czy takie ustalanie cen jest w ogóle legalne? Nasuwa mi się w tym miejscu określenie "zmowa cenowa") i będą to stawki maksymalne. Egzamin teoretyczny z 30 zł wzrośnie do 50, a praktyczny ze 140 na 200. Czy to dużo? I tak i nie. Nie, ponieważ przez ponad dziesięć lat nikt nie myślał o WORD*-ach, a przecież koszty - jak wszędzie - tak i u nich rosły (minimalne wynagrodzenie w 2012 wynosiło równe 1500 zł, dzisiaj to 3490 zł - brutto) a przychód był mniej więcej na tym samym poziomie. Tak, ponieważ dla osób zdających zwłaszcza egzamin praktyczny zmiana jest spora (tym bardziej przy kolejnych podejściach).

A przy okazji - zwróćmy uwagę na badania okresowe pojazdów i stacje kontroli pojazdów. Tam jest jeszcze gorzej, ponieważ obecne stawki cen pochodzą z roku 2004. Ile wtedy kosztowała benzyna bezołowiowa? Około 3,15 zł/litr. Olej napędowy 2,79, a LPG nieco ponad złotówkę. Minimalne wynagrodzenie wynosiło wtedy 824 zł (oczywiście brutto). Czy ktokolwiek dzisiaj chciałby pracować za taką stawkę miesięczną?

Ceny muszą iść w górę, jeśli ma być zachowana właściwa proporcja między tym co się dzieje na rynkach, oraz tym jakie są wynagrodzenia. Jeśli z jakichś powodów jeden czy drugi sektor zostanie pominięty dojdzie do bankructwa lub w najlepszym przypadku odejścia z pracy tych, którzy są specjalistami ceniącymi swoje umiejętności i kwalifikacje. Pozostaną ci mierni, którzy albo będą kombinować albo zupełnie olewać obowiązki, co negatywnie wpłynie na jakość wykonywanych czynności/wizerunek. Może dojść do bezwzględnej walki o klienta pomiędzy danymi ośrodkami egzaminowania/stacjami kontroli pojazdów. Wszystko rozegra się w oparciu o cięcie kosztów, a skutki - jak napisałem powyżej. Dobrze, że ceny egzaminów idą w górę (nie jestem pewien, ale chyba mają być podnoszone proporcjonalnie do wzrostu minimalnego wynagrodzenia) - lepiej późno niż wcale. Może ktoś się opamięta i przeglądy techniczne również w końcu podniesie?

* Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego

sobota, 1 maja 2021

Podsumowanie tygodnia 185

Poniedziałek

Zaczynam nową jazdę z młodym chłopakiem. Jeździ brawurowo i chaotycznie. Wydaje mu się że wiele już umie. Pracuję nad nim.

Wtorek

Dzień zaczynam od 6.00 a do domu wracam tuż przed 21.00. Wracając samemu do domu jadę przez małą miejscowość z prędkością około 45 km/h i dostrzegam, że na środku drogi stoi lis. Wciskam mocno hamulec i jestem zaskoczony skutecznością hamowania. Lis ucieka, a ja prawie stanąłem. Yaris ma bardzo dobre hamulce.

Środa

Kolejne szkolenie, egzamin i nowy zawód do mojej kolekcji. Nie powiem że się nie stresowałem - jak komisja liczyła moja punkty, to wydaje mi się że słyszałem bicie serca. Po stwierdzeniu "zdał pan" lekko zamarłem, aż członek komisji jeszcze raz wskazał na mnie...

Czwartek

Chłopak z poniedziałku zaczyna powoli rozumieć (?) o co chodzi i jeździ trochę wolniej. Pracę kończę o 20 na drugim końcu miasta, kiedy docieram do domu przygotowuję słodki wypiek - napiszę o nim niebawem.

Piątek

Pierwsze w tym roku zdjęcia tulipanów, które pojawiły się pod sąsiednim blokiem, tuż obok mojego garażu:



niedziela, 18 kwietnia 2021

Przygotowania do egzaminu

Zapisałem się na egzamin praktyczny dla kandydatów na egzaminatorów. Umawiam się na jazdy po Warszawie w drugiej połowie maja, ponieważ trzeba poznać okolice miejsca gdzie odbędzie się egzamin. Część praktyczna polega na tym, że obok mnie siedzi inny kandydat na egzaminatora i to on wciela się w rolę osoby egzaminującej (ja za kierownicą jestem jakby kursantem).

Po pewnym czasie następuje zamiana miejsc. Wszystko ocenia komisja (dwuosobowa) z tylnej kanapy. Niewskazanie błędu, lub nieprawidłowe wykonanie jakiegokolwiek zadania oznacza kłopoty. Innym zagadnieniem jest poznanie infrastruktury okolicy - ponieważ zadaniem osoby egzaminującej jest takie pokierowanie "kursanta", aby zrobił jak najwięcej zadań w jak najkrótszym czasie.

Wydaje mi się, że ta część jest łatwiejsza niż egzamin teoretyczny, choć tak naprawdę to sam tego nie wiem. A tak poza tym - dostałem ostatnio piękną kolorową miseczkę:



środa, 27 stycznia 2021

Nowe pytania egzaminacyjne

W bazie pytań dla kandydatów na kierowców pojawiło się sporo nowych pytań, więc jeśli ktoś chciałby zobaczyć je (wraz z odpowiedziami)  proszę o kontakt mailowy - tylko nie wszyscy na raz, bo zapchacie mi skrzynkę :)

Ja nie jestem zwolennikiem nauki pytań, ale wiem że gdy ktoś się przygotowuje do egzaminu, na pewno dobrze mu to zrobi jeśli spróbuje sobie odpowiedzieć na te, które pojawiły się ostatnio.

czwartek, 10 grudnia 2020

Trans - koniec

Transpłciowy kursant miał dziś ostatnie dwie godziny jazdy. Ostatnio nie przyszedł na jazdę (bo zapomniał), a dziś miał ze mną egzamin wewnętrzny.

Na placu manewrowym wszystko zrobił bezbłędnie i sprawnie. Umiał to, już od pewnego czasu "łuk" wychodził mu bardzo dobrze, także światła i płyny eksploatacyjne nauczył się znakomicie. Na miasto wyjeżdża bez włączony świateł, choć niebo bardzo zachmurzone i jeszcze kilka minut temu padał śnieg, no ale w tej chwili nie pada - więc nie ma problemu.

Pierwsze dwadzieścia minut bez najmniejszego potknięcia, mimo tego że na ulicach ślisko (pierwszy poważny śnieg) i dość duży ruch. Robimy parkowanie prostopadłe - akurat na "moim" osiedlu. Proszę go, aby po zaparkowaniu poinformował kiedy skończy. On informuje jeszcze wtedy, gdy nie wyłączył kierunkowskazu - czyli błąd. Zadanie parkowanie będzie musiało być powtórzone. 

Podczas jazdy widzę krople deszcze/śniegu, które spadają na szybę - a przypomnę że jedziemy na światłach do jazdy dziennej. Zastanawiam się, czy są to opady z drzew czy coś po prostu pada. Nie chcę niesłusznie oblać go, więc postanawiam obserwować i czekać dalej.

Dojeżdżamy do przejścia dla pieszych, do którego z lewej strony zbliża się starsza kobieta. Widzę że kursant ją obserwuje, ale nie podejmuje żadnego działania. Szykuję się więc do reakcji i przejęcia kontroli nad autem, ale w ostatnim momencie kursant gwałtownie wyhamowuje. Na szczęście pojazdy z tyłu były nieco dalej on nas. 

Po chwili wjeżdżamy na największe skrzyżowanie w mieście, gdzie wydaję mu polecenie skrętu w lewo. Kursant ustawia się właściwie na lewym pasie (w dodatku ma tam sygnalizację bezkolizyjną - więc to tak naprawdę prościzna) ale - jak zwykle - wyłączył kierunkowskaz podczas oczekiwania na zielone. Stoimy pierwsi. Gdy włącza się sygnalizator zezwalający na skręt w lewo kursant pyta mnie gdzie jedziemy a jednocześnie rusza prosto. Ja oczywiście nie odzywam się w takim momencie, a on postanawia przejechać przez skrzyżowanie na wprost. W ułamku sekundy oceniam sytuację i chwytając za kierownicę unikam kolizji z pojazdami na sąsiednim pasie, na który kursant próbował właśnie wjechać.

Tuż za skrzyżowaniem zatrzymuję pojazd w pierwszym możliwym miejscu, włączam światła awaryjne i informuję go o negatywnym. Teraz, jeśli będzie chciał podejść do egzaminu czeka go kilka dodatkowych godzin, lub chociaż powtórzenie egzaminu - ale to nie u mnie ponieważ cały grudzień już zajęty.

Tymczasem jutro odbieram swoje wymarzone autko :)

Źródło: toyotanews.eu.pl

niedziela, 20 września 2020

Weryfikacja Częstochowa 18.09.2020

Wróciłem. Zdałem :) A teraz po kolei.

W piątek miałem drugie podejście do egzaminu weryfikacyjnego dla kandydatów na egzaminatorów - do egzaminu teoretycznego, którego nie zdałem w Gdańsku. Tym razem zapisałem się do Częstochowy - z uwagi na trochę mniejszą odległość, a termin egzaminu został wyznaczony na piątek na godzinę 15.30 - czyli jak dla mnie idealnie, ponieważ wystarczyło wziąć jeden dzień wolny w pracy i po prostu pojechać.

Zaczęło się kilka minut po wyznaczonym czasie - przewodniczący oraz wszyscy inni z komisji przeprowadzili swoje czynności przed budynkiem WORD-u - zapewne aby nie gromadzić tylu osób w jednej sali. pewnie także z powodu pięknej pogody. W oczekiwaniu na swoją kolej (osoby zdają alfabetycznie) nie uczyłem się, bo i nawet nie miałem z czego - na drogę nie wziąłem ani kodeksu drogowego, ani jednego z tych wszystkich rozporządzeń i ustaw.

Chwilę po szesnastej pani egzaminatorka (swoją drogą ta sama co w Gdańsku) wyczytała moje nazwisko i wskazała stanowisko nr 3 - ale musiałem jeszcze chwilę poczekać aby jeden z członków komisji zdezynfekował je. Po zajęciu miejsca rozpocząłem egzamin - o zasadach nie będę pisał, ponieważ są one identyczne jak na egzaminie w Gdańsku. Po odpowiedzi na wszystkie 20 pytań postanowiłem jeszcze raz je przeczytać i ewentualnie coś zmienić, ale po powtórnym ich przejrzeniu niczego nie zmieniłem będąc przekonanym o tym że prawidłowo zaznaczyłem.

Gdy poprosiłem jednego z członków komisji o chęć zakończenia egzaminu ręka lekko mi zadrżała gdy klikałem "ZAKOŃCZ", ale po tym moim oczom ukazał się zielony napis POZYTYWNY. Aaaaaleeeeeee wspaniale, pan z komisji chyba też był zaskoczony gdyż na cały głos powiedział: 38 punktów! (w tym momencie wszyscy na sali skierowali na mnie wzrok...). Jak się później okazało był to najwyższy wynik od długiego czasu, a podczas tej grupy wraz ze mną zdała jeszcze jedna osoba lub dwie (ta druga po wyjściu z sali egzaminacyjnej nie chciała z nikim rozmawiać, dlatego nie wiem czy ma pozytywny czy nie).

Pan z komisji wpisał mój wynik do protokołu, ja poprosiłem o wydruk potwierdzający wynik (tak na wszelki wypadek, gdyby mi się to jednak tylko przyśniło...) no i dopiero gdy go dostałem zauważyłem iż miałem dwa błędy - tzn. na dwa pytania odpowiedziałem nieprawidłowo. Oba miały niską wagę punktową (po 1 pkt) - więc musiały być z tych prostszych, ale podczas weryfikacji nie ma takich - kto podchodził ten sam wie. W przypadku pozytywnego nie miałem możliwości sprawdzić tych błędnych odpowiedzi - ale najważniejszy jest wynik :)

Teraz czekam na wyznaczenie daty i miejsca egzaminu praktycznego (najwcześniej na początku przyszłego roku), po którego pozytywnym zaliczeniu będę mógł powiedzieć, że spełniłem swoje kolejne marzenie :) Tylko co ja teraz będę robił wieczorami, gdy już nie muszę się uczyć?

Podsumowując:

+ umiałem jeszcze więcej niż przed pierwszym egzaminem

+ bardzo fajny wyjazd - w innym gronie niż ostatnio

+ kolejne doświadczenia i kontakty

+ w ogóle nie byłem zmęczony (dopiero w sobotę)


- nie miałem czasu na cokolwiek prócz egzaminu

niedziela, 26 lipca 2020

Weryfikacja Gdańsk 25.07.2020

Wróciłem. Nie zdałem. A teraz po kolei.

Pierwszy w tym roku egzamin weryfikacyjny dla kandydatów na egzaminatorów odbył się (wczoraj i trwa jeszcze dziś) w Gdańsku. Z tego co mi wiadomo jednego i drugiego dnia podchodziło do egzaminu łącznie około 300 osób. Dla mnie było to pierwszy raz, zaplanowałem sobie tylko egzamin teoretyczny (100 zł), choć niektórzy radzili "zapisz się też na praktykę" (dodatkowe 300 zł) - ale w przypadku niepowodzenia na teorii wpłacone pieniądze przepadają.


Zaczęło się kilka minut po ósmej. Wymagana maseczka i dezynfekcja rąk, mierzenia temperatury (zapowiedzianej wcześniej) nie było. Po omówieniu przez komisję ogólnych zasad oczekiwałem na swoją kolej. Tu nie obowiązuje żadne RODO, więc nazwiska i imiona czytano kilkukrotnie. Tuż przed godziną dziewiątą zostałem zaproszony do sali egzaminacyjnej.

Egzamin teoretyczny w formie testu komputerowego na kategorię B składa się z 20 pytań o różnym stopniu trudności:

  • 7 pytań o wartości 3 punktów,
  • 6 pytań o wartości 2 punktów,
  • 7 pytań o wartości 1 punktu,
Są trzy odpowiedzi (ABC), a co najmniej jedna jest prawidłowa. Aby uzyskać punkt(y) należy zaznaczyć wszystkie prawidłowe (odpowiedź niepełna oznacza 0 punktów). Czas 30 minut, możliwość dowolnego odpowiadania na pytania oraz cofania do wcześniejszych. Maksymalna liczba punktów 40, minimalna aby zdać to 34. Mój wynik 31.

Nie znałem odpowiedzi na jedno pytanie - zupełnie pominąłem akurat ten wątek, więc pozostało mi jedynie "strzelać". Pozostałe pytania nie stanowiły żadnego zaskoczenia, ale wg mnie to odpowiedzi są trudniejsze niż same pytania. Są one (odpowiedzi) tak sformułowane, że trzeba znać każdy wyraz, bardzo dokładnie tak jak jest on zapisany w ustawach/rozporządzeniach i innych dokumentach, ale także potrafić stosownie zastąpić dany wyraz alternatywnym - a jednocześnie nie kolidującym z innym zapisem wynikającym z aktów prawnych.

Po egzaminie mogłem sprawdzić niepoprawne/niepełne odpowiedzi. Łącznie nieprawidłowo odpowiedziałem na cztery pytania. Trochę jestem zły na siebie, ponieważ jedno z pytań za 3 punkty (więc akurat tyle ile brakowało do zaliczenia) najpierw zaznaczyłem prawidłowo:

Przed egzaminem teoretycznym egzaminator:

a) potwierdza tożsamość osoby egzaminowanej oraz zgodność jej danych z danymi zawartymi w systemie teleinformatycznym
b) przedstawia się
c) potwierdza tożsamość osoby egzaminowanej a następnie uruchamia urządzenie komputerowe

ale gdy wróciłem jeszcze raz by kontrolnie sprawdzić każdą odpowiedź zmieniłem na:

Przed egzaminem teoretycznym egzaminator:

a) potwierdza tożsamość osoby egzaminowanej oraz zgodność jej danych z danymi zawartymi w systemie teleinformatycznym
b) przedstawia się
c) potwierdza tożsamość osoby egzaminowanej a następnie uruchamia urządzenie komputerowe

Prawidłowa odpowiedź to "a". Wydawało mi się że nam odpowiedź, bo wiadomo że po sprawdzeniu danych egzaminator uruchamia urządzenie komputerowe § 21 ustęp 1 i 2 rozporządzenia w sprawie egzaminowania [...] niestety poprawiłem błędnie.

Podsumowując:

+ jeszcze nigdy nie umiałem tyle co teraz
+ fajny wyjazd (mimo wszystko, a działo się [...])
+ zdobyłem kolejne doświadczenia
+ mam mnóstwo pytań które pojawiły się na egzaminach (także innych osób)
+ nawet tak bardzo nie jestem zmęczony (600 km w jedną stronę)

- wynik negatywny
- duży koszt dojazdu
- spory koszt zakwaterowania
- miałem tylko kilkanaście minut na Jarmark św. Dominika w Gdańsku

jestem zadowolony, następny egzamin we wrześniu - czas siadać do nauki - jak tylko podleję moje pomidorki - bo przez weekend lekko opadły :)

Bardzo krótka wycieczka na stare miasto

sobota, 25 lipca 2020

Podsumowanie tygodnia 145

Poniedziałek

Moje pomidorki rosną i rosną :) Podlewam, porozmawiam z nimi - ostał się tylko jeden krzak, ale ten który jest ma się dobrze :)


Wtorek

Kilka dni temu.
Jedna z kursantek, która miała ze mną około 20 godzin przyszła z mamą do biura. Na skargę. Narzekały, że córka podczas jazdy nie może ze mną pożartować. Więc szef rozumiejąc "powagę" sprawy zmienił jej instruktora i na jedną godzinę zapisał do mojego kolegi.

Dzisiaj.
Ta sama kursantka z mamą znów w biurze. Nie chce już jeździć z tym kolegą, chce natychmiast wrócić do mnie na jazdę. Szef wkurzony, bo terminy u mnie najwcześniej za miesiąc...

Środa

Kiedy po pracy jadę do drugiej, przejeżdżam obok lotniska. Akurat do lądowania podchodzi samolot, który po dotknięciu płyty przyspiesza i odrywa się - to zapewne kolejne ćwiczenia przyszłych pilotów, którzy bardzo często ćwiczą takie "manewry".

Czwartek

Na moich wykładach on-line kilka nieprzyjemności. Jakoś dotrwałem do końca, ale przed kolejnym wykładem muszę się przygotować. Nie sądziłem, że będę musiał poznawać tak różne aspekty ewentualnych kar w stosunku do tych, którzy sami przychodzą i coś ode mnie chcą. Szok.

Później rozmawiam z kolegą, który mówi że nie możemy oczekiwać iż przychodzą tylko kulturalni ludzie. Dla mnie to niepojęte, aby robić takie rzeczy/zachowywać się w tak podły sposób.

Piątek

Po południu wyjazd do Gdańska. Jutro (25.07) mam egzamin teoretyczny dla kandydatów na egzaminatorów - pisałem już o tym :) Miłego weekendu, dla mnie będzie trochę inny niż zwykle.

poniedziałek, 6 lipca 2020

Światła

W pracy standard. Czyli trochę jazdy z obecnymi których już znam, trochę nowych jazd. Dziś także krótki egzamin wewnętrzny. Dziewczyna już prawie skończyła kurs, to już jest jej trzydziesta godzina jazdy. Wylosowała sprawdzenie świateł mijania oraz obecność płynu w spryskiwaczach. 

Zaczęła od tego drugiego, a następnie sprawdzała światła. Te świecą się jedynie z przodu, ale kursantka przeszła także z tyłu pojazdu. Chcąc mieć pewność że wie które to są światła zapytałem ile ich jest (punktów świetlnych). Odpowiedziała że 4. Po dokończeniu zadania poinformowałem o błędnie wykonanym zadaniu i możliwości powtórzenia. Kursantka z początku nie wiedziała o co chodzi (mimo że dokładnie tłumaczyłem procedury podczas zajęć teoretycznych), więc musiałem ją poinstruować że powtarza zadanie.

Podczas drugiej próby jej zdenerwowanie było zdecydowanie większe, więc i o błąd o wiele łatwiej. Ponownie zadeklarowała że świateł mijania jest 4, dodatkowo wskazała je (z przodu i z tyłu). Pozwoliłem jej dokończyć zadanie, ale musiałem poinformować o błędnie wykonanym zadaniu i tym samym uzyskaniu wyniku negatywnego.

Egzamin zakończył się na wniosek kursantki, która nie miała ochoty jechać dalej. Tzn ćwiczyliśmy, ale już nie podczas egzaminu tylko zwykłej jazdy. Ponieważ firma dała jej jedną dodatkową godzinę gratis, będzie próbowała podczas niej podejść ponownie do egzaminu wewnętrznego praktycznego.

Po południu leczo. Nawet dobre mi wyszło, chyba muszę częściej robić.


niedziela, 28 czerwca 2020

Egzaminy wewnętrzne

36 godzin kursu praktycznego, czas na próbę i podejście do egzaminu wewnętrznego. Dodam, że podczas kursu było różnie, najczęściej źle lub bardzo źle - no ale w miarę stopniowo uświadamiałem że będzie potrzebne szkolenie z większą ilością jazd.

Rozpoczynamy na placu manewrowym, gdzie kursantka po wykonaniu sprawdzenia wylosowanych świateł i płynu eksploatacyjnego próbuje ruszyć na stanowisko początkowe do jazdy po tzw. łuku. I w tym momencie sama sobie zaciąga hamulec postojowy - bo wcześniej nie miała go włączonego. Auto mimo wszystko (ale z trudem) rusza, choć hamulec piszczy a tylna oś "przysiadła". Nie jest to oceniane, więc pozwalam wjechać na początek zadania. Łuk wykonuje pozytywnie zwalniając hamulec, podobnie jak ruszanie na wzniesieniu. Wyjeżdżamy do miasta.

Zestresowana i cała rozdygotana próbuje jakoś walczyć z tym co ją otacza, a ja tylko analizuję kiedy mam zareagować a kiedy ona sama "ogarnie" sytuację. Po kilku minutach jest już lepiej, a kolejne skrzyżowania pokonuje sprawniej - choć nie bardzo zwraca uwagę na pieszych którzy są blisko przejść dla pieszych. Po kolejnych dziesięciu minutach na jednym ze skrzyżowań skręcamy w lewo. Jest pusto z przodu, więc nie trzeba ani wiedzieć kogo przepuszczać ani pamiętać o redukcji biegu/w miarę płynnie ruszyć. Ale tuż po jednym skręcie wydaję polecenie do ponownego skrętu w lewo. Z przodu mały korek oczekujących aut, ale zrobili miejsce dla - takich jak my - skręcających w lewo. Tuż za skrzyżowaniem przejście, do którego z lewej strony zbliżają się dwie starsze panie. Kursantka ich nie zauważa i jakby nic wjeżdża, ale piesi są już na przejściu z lewej strony (wychodzą zza auta) więc wciskam hamulec z całej siły, a pojazd gwałtownie zatrzymuje się tuż przed przejściem. Panie stanęły jak wryte, oczywiście mając niezbyt przyjazne miny, ale wcale mnie to nie dziwi.

Tymczasem kursantka oburzona, że przecież one jeszcze nie weszły na przejście...(były już na 1/3 przejścia) i zapytała, czy możemy jeszcze raz. Zgodziłem się, więc znów pojechaliśmy na plac.

Drugie podejście na placu bez problemów, ale wzniesienie udało się zaliczyć za drugim podejściem ponieważ wcześniej silnik zgasł. Wyjeżdżamy na miasto, a ja kieruję inną trasą oczywiście. Nerwy jeszcze większe, a panowanie nad autem mniejsze. Od razu kierujemy się w miejsce, które sprawdza zdolności osoby do zwracania uwagi na znaki, ponieważ na prostym odcinku drogi tuż za skrzyżowaniem stoi znak B2 - zakaz wjazdu, więc jedynym wyjściem jest skręt w prawo przed znakiem. Ale kursantce znak w ogóle nie przeszkadza i pędzi 45 km/h na wprost, dokładnie pod zakaz wjazdu. Znów gwałtownie hamuję, a pojazd nurkując zatrzymuje się przed samym znakiem. I tym razem negatywny.


Zaproponowałem, aby w poniedziałek (jutro) poćwiczyła, a nie próbowała zdać wewnętrzny, bo to nie na tym polega. Ona niezbyt dobrze zareagowała na moją sugestię i raczej zechce podejść do egzaminu wewnętrznego, ale jeszcze nie wie że jutro nie będzie miała jazdy ze mną tylko poproszę któregoś ze współpracowników, aby to on przeprowadził jej ten egzamin - który wszyscy wiemy jak się zakończy.

A tymczasem do punktu głosowania sporo ludzi, więc ja wybiorę się nieco później.

sobota, 27 czerwca 2020

Podsumowanie tygodnia 141

Poniedziałek

Zaczynam od 7.00 akurat spod swojego bloku. Czekam punktualnie, po piętnastu minutach dzwonię, ale kursant nie odbiera. To nie jest jego pierwszy raz, kiedy nie przychodzi na jazdę. Mam więc prawie 2 godziny dla siebie.

Mój balkon lekko ukwiecony. Kupiłem ostatnie dostępne kolorowe roślinki, przesadziłem w swoje doniczki i podlewam nawozami, aby ładnie wyglądały :)




Wtorek

Pod koniec dnia trafia mi się osoba, która już nieco godzin jazdy ma za sobą. Ale wciąż nikt nie nauczył jej dostosowywania prędkości. W efekcie pędzi jak szalona, nie zwalnia ani przy przejściach, ani przed zakrętami, ani przy skrzyżowaniach. Napracowałem się, ale mam nadzieję że zrozumie o co chodzi.

A poza tym - zapisałem się na egzamin weryfikacyjny. Jadę do Gdańska za około miesiąc na egzamin teoretyczny - nie wiem jeszcze jak ogarnę to organizacyjnie, ale zobaczymy :)

Środa

Z samego rana na 2 godziny dziewczyna. Bardzo wysoki poziom kultury, normalnie aż jestem zaskoczony że jeszcze są tacy młodzi ludzie - niezwykle miło się pracowało :)

Czwartek

Podczas wykładów on-line kolegi dochodzi do nieprzyjemnych wydarzeń. To może efekt złudnej anonimowości tych którzy siedzą po drugiej stronie komputera? Nie wiem, ale były one (wydarzenia) na tyle złe, że sam szef zaangażował się w sprawę. Ja mam nadzieję, że nie będę miał tej nieprzyjemności i nie będę musiał z łobuzem jeździć.

Piątek

Kontynuacja z czwartku. Procedury wykładów on-line zostały zmienione, trwa namierzanie łobuza i jest to tylko kwestia kolejnego wykładu (w poniedziałek). Głupota ludzka nie zna granic.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Co dalej?

Myślałem, że rząd przedstawi harmonogram odmrażania gospodarki i powrotu do normalności. W czwartek tymczasem zostało ogłoszone że od poniedziałku (czyli od dzisiaj) lasy i parki są otwarte dla ludzi, a w sklepach (i obiektach kultu) może być odrobinę więcej ludzi. No dobrze, ale co to ma do gospodarki? Wg mnie zupełnie nic.

Liczyłem na to, że drobni przedsiębiorcy będą mogli prowadzić swoje działalności, tacy np fryzjerzy. Tam gdzie ja zwykle chodziłem każdy umawiał się na konkretną godzinę, w salonie rzadko ktoś siedział i czekał na swoją kolej, a jeśli już to trwało to kilka minut. Czy w dzisiejszych - maseczkowych czasach nie dałoby się otworzyć tej dziedziny? Tam przecież nikt nie spędza dużej ilości czasu, nie jest "face to face", a pozwala funkcjonować pracownikom. Mój fryzjer utrzymywał się jedynie ze swojej pracy, więc logiczne - nie pracuje - nie zarabia. A z czego zapłaci za lokal? Może ma coś odłożone?

Tymczasem Czechy ogłosiły konkretny plan - co kiedy będzie otwarte. I tak już wiemy, że nauka jazdy w Czechach wraca do pracy dokładnie 11 maja. Takie konkrety są dla pracodawców kluczowe w tym momencie. U nas oczywiście nic nikt nie wie. A więc czy trzymać jeszcze pracowników, czy już zwalniać, czy będzie wystarczająco pieniędzy na opłaty za pojazdy/lokal/plac manewrowy? Masakra.

Z tego wszystkiego wyłamały się dwa ośrodki egzaminujące. WORD w Warszawie i Nowym Sączu zaczynają pracę. Ten pierwszy już od dziś (wszystkie kategorie prócz praktyki na B), a ten drugi w zakresie każdej kategorii dokładnie od 27 kwietnia.

***   ***   ***
A na stronach ministerstwa zostały ogłoszone terminy egzaminów kwalifikacyjnych dla kandydatów na egzaminatorów. I wiecie na kiedy? Egzaminy odbędą się w Gdańsku 22-24 maja. Czyli za około miesiąc. Ja się nie wybieram - raz że nie chciałbym być w większej grupie na sali, dwa że to bardzo daleko. Wolę Warszawę.


niedziela, 22 grudnia 2019

Egzamin na prawo jazdy 2020

Nasi mistrzowie nocnego procedowania prawa, są w stanie zrobić wiele. Czy dobrze, tego nie wiem. Już kilka miesięcy temu pojawił się projekt nowego rozporządzenia w sprawie egzaminowania. W skrócie - od nowego roku osoby zdające będą krócej oczekiwać na egzamin. Tzn egzamin ma rozpocząć się o wyznaczonej godzinie, nie później niż 15 minut później.

Do tej pory bywało różnie, czasem czekało się nawet i godzinę (lub więcej) na swoją kolej. Szczególnie problem dotyczył dużych ośrodków egzaminowania. Co ważne, dotyczy to także egzaminu teoretycznego - ponieważ do chwili obecnej nie było sprecyzowane jak dużo może spóźnić się osoba zdająca egzamin.

Kolejną nowością, która z dużym prawdopodobieństwem pojawi się niebawem to wzrost kosztu podejścia do egzaminu. Przypomnę że w roku 2011 egzamin teoretyczny kosztował 22 zł, a praktyczny 112. Od roku 2013 do dzisiaj egzamin teoretyczny kosztuje 30 zł, a praktyczny 140 (kategoria B), czyli była to bardzo nieznaczna podwyżka, a ceny paliwa, koszty prowadzenia ośrodka oraz koszty zatrudnienia poszybowały mocno w górę. O ile wzrośnie opłata od przyszłego roku dokładnie nie wiadomo, ale pojawiają się głosy że maksymalnie do 400 zł. Myślę że tak gwałtownie raczej cena nie podskoczy, ale spodziewałbym się mniej więcej podwyżki o 100 lub 150% w stosunku do obecnych.

Jak tylko odpowiednie rozporządzenie pojawi się na stronach rządowych, dam znać.

wtorek, 23 lipca 2019

Praktyki egzaminatorskie

Moje praktyki idą pełną parą. Raz lepiej, raz gorzej - staram się wyciągać wnioski i prowadzić to lepiej niż poprzednio. Ostatnio zaliczyłem wpadkę na egzaminie teoretycznym, choć nie wiem do końca czy to z mojej winy czy człowieka. Egzaminator który nadzorował moje praktyki też nie wiedział, ale pomógł mi wyjść z opresji. Może zauważył mój stan przedzawałowy?

Następnym razem muszę być jeszcze bardziej czujny, wtedy nawet jeśli człowiek popełni błąd, to ja mu zwrócę uwagę, a i siebie będę uważniej kontrolować. Dziennie przeprowadzam cztery egzaminy teoretyczne, więc szybko mi idzie (muszę mieć 10).

I wciąż mi się to podoba, zwłaszcza praktyka. Stresuje bardzo, ale to głównie dlatego, że muszę zapamiętać i stosować wszelkie "zasady" egzaminatora, u którego robię praktyki. Tzn. wszystko musi być takie, jak on sobie tego życzy mimo, że przepisy nie określają tego aż tak dokładnie. Fajnie też spotkać się z kolegami z kursu i wymienić wrażeniami, bo każdy z nas prawie kipi od nadmiaru emocji :)

środa, 10 lipca 2019

Kurs dla...[9]

Jestem w trakcie odbywania praktyk w "moim" ośrodku egzaminowania. Na szczęście to jeden z większych w regionie, dlatego nie ma problemu z możliwością dostosowania ich do moich ram czasowych. I tak wciąż pracując (mam mnóstwo kursantów) dobrnąłem już prawie do połowy tych praktyk.

Podczas kursu muszę mieć co najmniej 20 obserwacji egzaminów teoretycznych oraz tyle samo egzaminów praktycznych - na placu manewrowym oraz w ruchu drogowym. Ponieważ dziennie mamy 5-6 egzaminów teoretycznych, dość łatwo je "zrobić", gorzej z praktyką - jeśłi trafią się osoby gorzej jeżdżące zdarza się, że nie wyjeżdżają nawet z placu manewrowego, co mi nic nie daje - ponieważ nie mam zaliczonego miasta. I tak czasem w ciągu dwóch godzin mam 6 egzaminów, a czasem nie mam wcale.


Egzaminowani zwykle reagują uśmiechem, gdy jestem przedstawiany jako obserwator, który siedzi sobie cichutko w aucie. Ale są także tacy, którzy uważają że nie udało im się zdać z tego powodu, że ktoś siedział z tyłu. Absurd, ale jak wiadomo - różni są ludzie. Nie mają prawa odmówić odbywania mi praktyk - mało tego - po zaliczeniu obserwacji będę przeprowadzał takie egzaminy: 10 teoretycznych oraz 10 praktycznych pod nadzorem egzaminatora, który będzie czuwał na poprawnością procedur. Bardzo mi się to wszystko podoba, egzaminatorzy mnóstwo tłumaczą, pokazują i objaśniają. Oczywiście każdy z nich trochę inaczej prowadzi egzamin, tak więc doświadczenie bardzo cenne.

niedziela, 30 czerwca 2019

Nowości na egzaminie praktycznym

Przedwczoraj zostało opublikowane nowe rozporządzenie w sprawie egzaminowania kandydatów na kierowców. Jest kilka zmian kosmetycznych, ale także kilka poważniejszych i na tych ostatnich skupię się w tym wpisie.

  • osoba niepełnosprawna będzie mogła podejść do praktyki w zakresie kategorii AM na quadzie (czterokołowiec lekki), lub trójkołowym motorowerem;
  • dokument, który potwierdza tożsamość osoby to także: tymczasowe zaświadczenie tożsamości cudzoziemca, polski dokument tożsamości cudzoziemca, zgoda na pobyt tolerowany;
  • egzamin nie może być przeprowadzony jeśli osoba egzaminowana naraża swoje życie i zdrowie na uszczerbek - chodzi tu o niebezpieczne zachowania osoby zdającej na placu manewrowym;
  • egzaminator przerwie egzamin, jeśli pojawią się błędy wynikające z tabeli nr 1 załącznika nr 2 do rozporządzenia - do tej pory egzaminator mógł przerwać ale nie musiał - sam oceniał kwalifikację błędu;
  • egzaminator zwraca uwagę na umiejętność zapewnienia bezpieczeństwa wszystkich użytkowników dróg, w szczególności najsłabszych i najbardziej narażonych, przez wykazywanie należytego szacunku dla innych - tego zapisu do tej pory nie było, chodzi o pieszych i rowerzystów w szczególności;
  • podczas realizowania zadania "hamowanie do zatrzymania" nie obowiązuje już prędkość 50 km/h - w tym momencie jest ona ograniczona jedynie miejscem wykonywania zadania;
  • wspomniana wcześniej tabela nr 1 załącznika nr 2 została nieco zmieniona, m.in dodano sytuację kiedy zachowanie osoby egzaminowanej może skutkować kolizją lub wypadkiem (przerwanie egzaminu), oraz nieupewnienie się przed wjazdem na przejazd kolejowy czy nie zbliża się pojazd szynowy (przerwanie egzaminu);
I to wg mnie najważniejsze zmiany. Ja oceniam je bardzo pozytywnie. Wchodzą one w życie już od jutra - tj. 01.07.2019. Natomiast od stycznia 2020 egzaminator będzie miał maksymalnie 9 osób dziennie, natomiast kursant będzie mógł się spóźnić do 15 minut na egzamin - dziś jest to nie określone i każdy egzaminator może stosować tą zasadę jak tylko zechce.