sobota, 25 lipca 2026
Podsumowanie tygodnia 468
sobota, 18 lipca 2026
Podsumowanie tygodnia 467
Poniedziałek
Emocje powoli odpuszczają. Powoli. Trochę schudłem. Przy moim wzroście nie powinienem schodzić poniżej 70.
Czas w pracy mija mi bardzo szybko. W wolnym czasie organizuję nocleg na weekend w przyszłym tygodniu. Rezerwacja noclegu przez internet zajmuje chwilę - wszystkie inne atrakcje ogarnę na miejscu. Po powrocie do domu czuję się rozbity. Nie wiem co mam robić - bo nic już nie muszę. Sterta ubrań w drugim pokoju nie rusza mnie ani trochę, po południu wybieram się na przejażdżkę rowerową. Najpierw do lasu, potem nad zalew.
Wtorek
Przeglądałem na co można wybrać się do kina, ale nic ciekawego nie grają. Może coś wygrzebię na Netflixie, a może zamiast tego pójdę na saunę? Jednak znów wybieram rower - tą samą drogą co wczoraj. Nad zalewem otwarty jeden bar, ludzi ciut więcej niż wczoraj. Piwo leje się dużym strumieniem. Trochę zbyt głośno dla mnie.
Wcześniej dzwonię aby zarezerwować nocleg przy Suntago, ponieważ w połowie września wybieram się tam na jeden dzień ale biorę nocleg, aby nie męczyć się podróżą.
Środa
W pracy trochę nerwowo, ale nie w moim temacie. Chyba coraz lepiej opanowuję metodę unikania kłopotów - przynajmniej w Departamencie.
Po pracy mam ochotę na obiad w restauracji, ale pozostawiam to na jutro - przy okazji gościa który mnie odwiedzi.
Czwartek
Po pracy jadę do schroniska dla zwierząt. Trzeba wyprowadzić psiaki na spacer, dać im odrobinę frajdy żeby mogły się wyszaleć. Niecałe półtorej godziny spaceru po łąkach i lesie mnie zmęczyło bardziej niż jego:
Piątek
W pracy luz. Kończę prawie godzinę wcześniej. Po południu jadę na rybkę do restauracji pod miastem. Dużo ludzi. Wieczorem niespodziewana propozycja zmiany pracy. Odrzucam.
niedziela, 12 lipca 2026
Podsumowanie tygodnia 466
poniedziałek, 6 lipca 2026
Atrakcje
Z racji pewnych zdarzeń mam okazję do poznania nowych ludzi. Całkiem sporej ilości jak dla mnie. Nie to żebym czuł się przytłoczony, no pewnie że nie pamiętam imion, ale średnio się tym przejmuję, natomiast zadziwia mnie mnóstwo innych rzeczy, tu tylko trzy z nich:
- Przekonanie, że "skoro tu jestem, wszyscy mają wokół mnie skakać". Ale że co? Nawet jeśli ktoś sporo za coś zapłacił, to nie znaczy że może traktować drugiej osoby prawie jak szmatę - choć akurat znam takie przypadki. Ludzie przychodzą do sklepu i uważają, że wszystko im można bo przecież płacą...
- Osoba zadaje mi pytanie. Ja zaczynam odpowiadać, na co osoba reaguje tak że zadaje kolejne pytanie - mimo że nie udzieliłem jeszcze odpowiedzi na poprzednie. Bardzo mnie to irytuje. Próbowałem różnych metod, ale najczęściej osoba zadaje po raz któryś to samo pytanie i przerywa mi wtrącając kolejne. Gdy mam szkolenia natychmiast wprowadzam kulturę wymiany zdań ze słuchaczami, no ale tu inne okoliczności - nie mogę uczyć kultury innych ludzi.
- Nie wiem, ale wypowiem się. Wygłoszę swoje wielkie zdanie, bo przecież ja mam rację. Nie ważne że totalnie nie mam pojęcia w temacie, ale... przecież ja wszystko wiem najlepiej! I będę twardo bronić mojego niezbyt mądrego zdania! Siłą niech mi go odbiorą, nie oddam za żadne argumenty!
sobota, 4 lipca 2026
Podsumowanie tygodnia 465
Poniedziałek
Uff, ale gorąco! W pracy mam klimatyzację, która chłodziła już od samego rana, więc w budynku było komfortowo i bezpiecznie. Współczuję tym, którzy pracują bez tego urządzenia.
Wtorek
Nieco chłodniej, ale wciąż około 38 stopni. Przygotowując się do egzaminów poszerzam interakcję z nowymi ludźmi. Jedni z nich uczą się pilnie, drudzy wkładają tylko minimalny wysiłek w naukę. Widzę brak konsekwencji oraz chęci do wysiłku. Chcieliby coś zdobyć, ale najlepiej gdyby przyszło samo. Dziwne.
Środa
Po pracy zostaję na nauki (nie przedmałżeńskie). Potem zmęczony wracam do domu, a gdy coś zjem i się wykąpię idę do sąsiadki podlać kwiatki. W te upały chodzę co drugi dzień, ale dla sałaty która stoi na balkonie to zbyt rzadko. Zwiędła chyba na amen. Spróbuję dać jej dużo wody, może jakimś cudem odżyje?
Czwartek
Ochłodzenie. Mogę wyjść na balkon wieczorem, bo do tej pory było zbyt gorąco. Wieczorem pomagam sąsiadom przenosząc meble i jakieś ciężkie płyty z piwnicy na trzecie piętro. Robią remont, ale ja tego w ogóle nie odczuwam bo rano wychodzę, a wracam późnym popołudniem lub wieczorem - kiedy robotników już u nich nie ma.
Piątek
Fajny letni dzień. W pracy ok (dostaję zapowiedź dwóch bonusów finansowych), po pracy długie ćwiczenia. Do domu wracam po dziewiętnastej i nie mam siły nawet na prysznic. Robię kanapki, chwilę spędzam przed tv i biorę się do obowiązków - kąpiel, podlewanie kwiatków u sąsiadki (sałata odżyła !) i półgodzinne ćwiczenia (ostatnio robię je codziennie).
Przed północą przypominam sobie, że miałem uprasować kilka koszul ale nie mam już sił ani chęci - zrobię to w weekend.













