poniedziałek, 31 sierpnia 2026

Wrażenia prezentowe

W sobotę po pracy wybrałem się do solenizanta, aby wręczyć prezenty. Do urodzin jeszcze kilka tygodni, ale jak już pisałem - chciałem przekazać je wcześniej, aby był czas na cieszenie się nimi przed pogorszeniem pogody. 

Z niemałym trudem zapakowałem rower do autka i wyruszyłem. Osoba obdarowana w pierwszym momencie była bardzo zaskoczona. Nie spodziewała się roweru, a już tym bardziej takiego ze wspomaganiem. 

Hamulce tak skuteczne? Lekkość działania każdego mechanizmu? Wygodne siodełko? Wreszcie silnik który wspomaga jazdę? Jak ktoś do tej pory przez wiele lat jeździł starym gratem, to tu każdy element był nowością, który trzeba było pokazać i wyjaśnić. Początkowo osoba obdarowana podchodziła do tych nowości z dużym dystansem, a że był już wieczór - resztę zostawiliśmy na jutro.

Następnego dnia po śniadaniu wybraliśmy się na pierwszą przejażdżkę. Asfaltowe drogi z bardzo małym natężeniem ruchu świetnie się do tego nadają. Wystarczyło kilkadziesiąt metrów, aby solenizant stopniowo wczuwał się w jazdę i zaczął coraz bardziej cieszyć się z prezentu. Mocniejsze naciśnięcie na pedały wyzwala energię z silnika, który energicznie pcha rower do przodu, a delikatne pedałowanie wspomaga lekko i płynnie ułatwiając jazdę.

Każdy kolejny kilometr wywoływał prawdziwy uśmiech i zadowolenie osoby obdarowanej. Podczas gdy ja nieźle się wysilałem aby wyjechać pod strome wzniesienia, solenizant po prostu w razie potrzeby zwiększał siłę wspomagania. Tam, gdzie na starym rowerze trzeba było go już prowadzić, na nowym w ogóle nie czuje się że jest jakaś góra - widać że jest, ale nie czuć.

Przy okazji odkryłem świetne ścieżki wśród pól i lasów w okolicy. Muszę tu wrócić z kocem, termosem herbaty oraz książką na piknik.

Zachwycenie solenizanta przeszło moje najśmielsze wyobrażenia - gdzieś tam kiedyś napisałem, że jakby co to sam będę jeździł tym rowerem, ale nie sądziłem, że aż tak bardzo się spodoba. Korzystając z handlowej niedzieli podjechaliśmy jeszcze do sklepu na małe zakupy - a przede wszystkim aby wypróbować koszyk. Jest idealny.

Zrobiliśmy prawie 20 km. Ja byłem mocno zmęczony (głównie przez wzniesienia), a osoba obdarowana wcale. I już zapowiedziała, że będzie o wiele częściej jeździć na rowerze (i tak też się stało dzisiaj).

Małym dodatkiem był jeszcze bilet na ulubiony zespół muzyczny solenizanta. Później będzie już tylko tort i to wszystko. A ja myślę, czy sobie nie sprawić takiego cacka 😁

sobota, 29 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 473

Poniedziałek 

Staram się o awans, ale kilka kłód pod nogi zostało rzuconych. Dość skutecznie je eliminuję z wyjątkiem ostatniej. Wciąż liczę na uczciwość, bezstronność i profesjonalizm działania - ale jak się okaże do końca tygodnia - moja naiwność wciąż ma się dobrze.

Wtorek

Po pracy dentysta. Rekonstrukcja korony zęba. 500 zł. Ale efekt warty cierpienia i tych pieniędzy.

Środa

Pierwszy raz idę sam do schroniska. Najpierw z jednym a potem z drugim psiakiem wychodzę na mniej więcej godzinne spacery po lesie. 


Jeden i drugi bardzo fajny. Ten u góry lubi być głaskany i przytulany, choć początkowo jest nieufny. A ten poniżej jest mega opanowany i spokojny. To mój ostatni spacer z nim, bo ktoś zgłosił się z chęcią zabrania go do nowego domu.


Czwartek

Korzystam z pogody i jadę na wycieczkę rowerową. Wieczór już chłodny, ale potrzebuję trochę wyciszenia i odpoczynku.


Piątek 

Kilka nowych/starych problemów życiowych. 

A poza tym ćwiczę przed egzaminem. Udaje mi się zdobyć starsze oprogramowanie - wygląda inaczej, bardziej pokracznie i po prostu gorzej niż to co mam tu w Departamencie. 

Mimo tego że rozwiązywałem zadania prawidłowo, tylko nieznacznie poprawiło to mój humor. 

Jutro po pracy jadę z rowerem do solenizanta - ale to dopiero na wieczór, więc wrażenia i reakcje opiszę tu później.

wtorek, 25 sierpnia 2026

Engwe P275 SE

Zanim przekażę prezent solenizantowi, podzielę się tu pierwszymi wrażeniami/spostrzeżeniami z jazdy. 


1) po złożeniu roweru (85% jest już złożone) nic w nim nie trzeszczy ani piszczy, a całość wydaje się być bardzo sztywna (może aż za bardzo?);

2) kilka danych technicznych: max moment obrotowy 55 Nm, max zasięg 100 km, waga 24.4 kg, hydrauliczne hamulce, czujnik nacisku na pedały;



3) podoba mi się ten czujnik nacisku na pedały - dzięki błyskawicznej reakcji na nacisk, nie ma żadnej zwłoki podczas potrzeby przyspieszenia lub ruszenia, w dodatku pozowała to na racjonale użycie energii elektrycznej - osiągnięcie zasięgu 100 km nie jest abstrakcją;

4) jazda jest bardzo przyjemna - wspomaganie odbywa się płynnie i komfortowo, w zależności od stopnia wspomagania (1-5) przyspieszenie realizowane jest delikatnie lub naprawdę energicznie;



5) najlepiej jeździ mi się na trybie 3 - wtedy jest i dynamicznie i bez szaleństw, ale da się też zupełnie bez wspomagania - wtedy czuć trochę wagę roweru, a każde najmniejsze wzniesienie wymaga zmiany przerzutki na niższą oraz użycia większej siły nóg;

6) instrukcja obsługi po polsku jest dostępna na oficjalnej stronie polskiego importera, w internecie są filmy jak zamontować brakujące 15% elementów roweru;

7) rower jest sztywny i nie ma amortyzowanej sztycy - zatem nierówności i dziury w jezdni oraz wyższe krawężniki odczuwa się całkiem mocno - rower (i kierujący) najlepiej czuje się na równym asfalcie;



8) wyświetlacz podaje tylko kilka informacji- nie jest zbyt rozbudowany, o wiele więcej funkcji dostępnych jest w aplikacji po połączeniu smartfona z rowerem;

9) hamulce trochę szumią podczas używania ich, ale czytałem że to normalne na początku eksploatacji - zobaczę co będzie za jakiś czas;

10) fabrycznie maksymalna prędkość to 25 km/h ale można ją odblokować do 32. Oczywiście są się jechać szybciej, ale już tylko siłą swoich mięśni;

Ogólnie na tę chwilę bardzo polecam rower - jakość do ceny to bardzo mocny atut 👍 Niebawem napiszę, jak zareagował solenizant.

sobota, 22 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 472

Poniedziałek 

W wolnych chwilach oglądam testy rowerów ze wspomaganiem. Recenzje, opinie oraz prezentacje, a po południu podejmuję decyzję i zamawiam Engwe P275 SE na stronie polskiego importera. Kod rabatowy obniża cenę o prawie 400 zł i finalnie płacę 3 464 zł.

Wtorek 

W pracy różnie, ale staram się trzymać z daleka od kogo się tylko da. Oficjalnie dostaję dokumenty o złożeniu z wynikiem pozytywnym egzaminu, który odbył się już ponad miesiąc temu. To pozwoli mi ubiegać się o możliwość awansu.

Po pracy jadę na wieś i zajadam się pysznymi pomidorami.

Środa

Kurier dostarcza rower. Z trudem wkładam go do auta, bo nie dość że ciężkie to pudło, duże i nieporęczne. 

Po pracy spacer z psami ze schroniska, a już w domu zaczynam rozpakowywać rower.

Czwartek

Obiad jem w pracy, a gdy wracam do domu prawie od razu zajmuję się składaniem roweru. Instrukcji po polsku brak, a powinna być. Niby niewiele pozostało do zrobienia (założenie kierownicy, koła oraz błotnika, przykręcenie pedałów, dokręcenie bagażnika i rzeczy typu światło, dzwonek), ale o tak zajęło mi to dwie godziny.

W międzyczasie ładuję baterię, bo chce od razu się przejechać. To zajmuje czas w którym składałem rower z tym, że bateria prawdopodobnie nie była rozładowana do 0.

Z paczkomatu odbieram zamówiony wcześniej koszyk na tylnym bagażnik do roweru, bo wiem że to niezbędne akcesorium.

Piątek 

W pracy z rana małe kłopoty, ale staram się tym nie przejmować. Później jadę do dużego miasta na obiad i mały deser, spacer i jak zwykle zakupy. Wszędzie dużo ludzi, gwarno i tłoczno.


Placki ziemniaczane ze śmietaną (średnie w smaku) oraz sernik klasyczny (dobry, tylko mógłby być ładniej podany).

czwartek, 20 sierpnia 2026

Prezent na 70. urodziny

Podjąłem już decyzję co kupić, choć nie jestem do końca przekonany czy to najlepszy wybór, ale - okaże się niebawem. Rower ze wspomaganiem.

Inne atrakcje które brałem pod uwagę to:

1) lot balonem - krótkotrwała atrakcja, która jest trochę ryzykowana, bo solenizant dość często się buntuje i może nawet odmówić takiej przyjemności - a tu nie ma czasu na oswajanie się z emocjami;

2) weekend w SPA - solenizant raczej sam się nie wybierze do SPA, zatem ten pomysł najmniej brałem pod uwagę.  Poza tym, takie atrakcje można sobie samemu kupić i dopasować do siebie;

3) wycieczka zagraniczna - podobnie jak SPA. Solenizant sam nie pojedzie, a w przyszłym roku i tak spróbuję wyciągnąć go razem ze mną - więc ten punkt zostawiam na rok przyszły.

Mój wybór:


Rower ze wspomaganiem - to okazja do zwiększenia ilości wycieczek rowerowych, a także łatwiejszych wyjazdów do sklepu. No i rzecz która będzie służyć długo. Najmniej finezyjna, ale praktyczna i pomagająca wyjść z domu. Poza tym, w przypadku gdyby rower się nie spodobał to mam już na niego pomysł - sam chętnie bym nim jeździł. 

Do roweru kupiłem już koszyk rowerowy, solidne zapięcie antykradzieżowe oraz hełm ochronny. I bilet na koncert ulubionego zespołu solenizanta. Będzie też tort. I tyle. 

Mimo że do daty urodzin pozostało jeszcze kilka tygodni, rower przekażę już w przyszłym tygodniu, aby jeszcze przed zimą solenizant miał okazję do poznania zalet roweru.

Engwe P275 SE. Błękitny. Z niską ramą - bo musi być wygodny. Pięć poziomów wspomagania, inteligentny czujnik momentu obrotowego, hydrauliczne hamulce. Jak dla mnie - wrażenia z jazdy świetne. Zrobiłem kilkanaście kilometrów i bardzo mi się podoba!

sobota, 15 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 471

Poniedziałek 

Szykuję prezent urodzinowy. Mam jeszcze kilka tygodni, ale już zastanawiam się czy będzie to lot balonem, weekend w SPA, wycieczka zagraniczna lub rower elektryczny - sam nie wiem co mam wybrać. Wiem, że kupię bilet na koncert zespołu który jubilat uwielbia, będzie też tort i kolacja w restauracji. Ale wciąż nie mam pojęcia co będzie najlepszym wyborem prezentu - zapytanie wprost odpada. To okrągła rocznica urodzin, zatem muszę coś specjalnego wymyśleć. Skłaniam się ku rowerowi, bo jak się nie spodoba to najwyższej sam będę nim jeździł 😁 Tymczasem SPA lub wyjazd zagraniczny oznacza, że i ja będę musiał sobie wziąć taki sam pakiet - a to raczej niemożliwe.

Wtorek

Ustalam grafik na wrzesień z działem kadr. Aż sam się dziwię, że nie mają zastrzeżeń do moich planów urlopowych a w szczególności do ilości wolnych dni.

Środa

Dzień pełen wrażeń. Z rana głowę zaprząta mi ważna sprawa, którą muszę załatwić przed egzaminem poprawkowym. Przygotuję się wcześniej dokładnie analizując co chcę uzyskać i jak poprowadzić rozmowę. Trochę wątpię, czy nie wymagam zbyt dużo, ale  dzwonię i ostatecznie załatwiam to, co dokładnie chcę. Super.

Po pracy schronisko. Jesteśmy w trzy osoby - koleżanka, pewien gość i ja. Mamy trzy dość duże psy. Podczas powrotu ze spaceru do schroniska, pies koleżanki (poniżej) rzuca się do małego pieska (wolontariusze wyprowadzają psy, więc siłą rzeczy mijamy się po drodze do/z schroniska) idącego z przeciwnego kierunku. Przez chwilę udaje się go utrzymać względnie z dala od malucha, ale po kolejnym mocnym szarpnięciu, smycz się poddaje - jeden z metalowych elementów pęka, a pies z pełnym impetem dopada biednego malucha*. Dalszy opis jest dość drastyczny, więc przejdę od razu do podsumowania tego zdarzenia.

Maluch przeżył, choć początkowo nie był w stanie wrócić o własnych siłach do schroniska. Jest bardzo wystraszony i trochę poturbowany, ale wykaraska się. Gorzej z koleżanką. Natychmiast zawiozłem ją na SOR, bo podczas szamotaniny i próby rozgonienia towarzystwa mocno oberwała.

Cud, że mój pies (poniżej) nie dołączył do tej bójki, bo szarpał i wyrywał się w każdą stronę. Tylko pies gościa był względnie spokojny, co dało mu szansę na pomoc w opanowaniu sytuacji. On doznał jedynie powierzchownych zadrapań. Wniosek - należy bardziej unikać spotkań z innymi psami, bo te z tych samych kojców żyją w zgodzie, ale z innymi psami nie.

Zorganizowałem kierowcę i wróciłem do schroniska, aby zabrać auto koleżanki. A wcześniej poinformowałem jej męża o zdarzeniu oraz o tym, że może jechać od razu do szpitala, bo ja przyprowadzę ich pojazd pod blok.

*** *** ***

*Ten pisk, wrzask i skowyt są dźwiękami, których nie chciałbym słyszeć a niestety wciąż mam je w pamięci.

Czwartek 

W pracy wymagająco. Temperatury odpuściły, ale klienci wprost przeciwnie. Testują moją cierpliwość oraz nie grzeszą kulturą. Do tego poddenerwowany manager, którego najlepiej unikać. Ale niebawem weekend i odpoczynek. Psychicznie źle się czuję.

Po pracy buszuje w internecie w poszukiwaniu prezentu. Opcja rowerowa coraz bardziej do mnie przemawia.

Wieczorem kolejny problem przychodzi wraz z mailem. Linia lotnicza, z którą we wrześniu lecę na wakacje do ciepłych krajów, zmienia mi godzinę wylotu (z godziny 15.40 na 7.40), a tym samym dezorganizuje ustalony już wcześniej termin parkingu. Czyli muszę dzwonić i zmieniać rezerwację, ale to jutro lub w przyszłym tygodniu. No i oznacza to, że będę musiał w nocy jechać do stolicy, bo na lotnisku muszę być co najmniej 2 godziny wcześniej.

Piątek 

Piękne lato. Po południu szybki wyjazd do dużego miasta, ale łatwo nie jest - bardzo duże natężenie ruchu+remont na głównej drodze. 

A gdy już dojeżdżam: najpierw wizyta u fryzjera. Lubię go, facet na poziomie - można z nim normalnie porozmawiać, a przy okazji świetnie strzyże. Stara się być neutralny politycznie i co najważniejsze - nie przeklina. Następnie małe zakupy w dyskoncie pełnym ludzi. Potem już tylko przyjemności - późna kolacja, która trochę łamie moje zasady żywieniowe. Nie dość że dużo węglowodanów, to jeszcze pora zbyt późna. "Za karę" z restauracji wracam pieszo - 2 kilometry zawsze jakiś ruch.

Kurczak souse vide, ziemniaki opiekane, sos tymiankowo - truflowy, wędzony twaróg i sałatka.

sobota, 8 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 470

Poniedziałek 

Bardzo gorąco. Gdy jestem w biurze, bez problemu mogę pracować, bo klimatyzacja ustawiona na 23 stopnie świetnie sobie radzi. Gorzej, gdy muszę wyjść załatwić coś na mieście, wtedy po kilku minutach robię się cały mokry.

Po pracy jadę na rybkę. Do innej knajpy niż zwykle. To bardziej bar niż restauracja, ale z pysznym jedzeniem. Sandacz (47 zł), surówki (10) i frytki (10). Woda (4).

A potem nad wodę. Mało ludzi, nawet krzyczących dzieci prawie nie było. Trochę poczytałem książkę, trochę poleżałem na plaży a w wodzie spędziłem max 8 minut - kolor wody i słabe dno zniechęca. Ale w sumie fajny relaks. Kaczka też odwiedziła plażę:

Wtorek 

Jeszcze bardziej gorąco niż w poniedziałek. Termometr zewnętrzny pokazuje 38 stopni. Po pracy odpoczywam w mieszkaniu, gdzie schładzam temperaturę do 25.

Środa 

Pracę kończę godzinę wcześniej i od razu wychodzę. A właściwie wyjeżdżam - do schroniska. Zabieram kolejno dwa pieski na spacery. Od schroniska do lasu jest jakieś pół kilometra po nasłonecznionej ścieżce i ten odcinek jest najmniej przyjemny w taki upał.

Na początku spaceru psiaki w pierwszej kolejności załatwiają swoje potrzeby. Ale po kilku minutach bardzo domagają się głaskania, uwagi i przytulania. Ich spojrzenia są przejmujące.

Czwartek 

Upał znowu daje się we znaki. Do domu wracam zmęczony i po podgrzaniu gotowego obiadu ucinam sobie drzemkę. Nie zauważam, że w międzyczasie na zewnątrz rozpętała się burza i mocna ulewa. 

Piątek

W pracy trudni klienci i to w sposób podwójny. 

1) Nie dbanie o siebie szczególnie w takich temperaturach objawia się niezbyt przyjemnym zapachem, który emitowany w każdym kierunku skutecznie utrudnia współpracę. 

2) Coraz większa bezczelność, cwaniactwo i kłamstwo. Zauważam takie rzeczy łatwiej niż kiedyś, zatem lepiej umiem na to reagować. A co najważniejsze - zrzucam to z siebie natychmiast po odejściu klienta spod okienka.

Czy to chamstwo czy odór - to jest JEGO problem, a nie mój. Ja cieszę się, że kończę wcześniej i od razu wychodzę. Po pracy sprzątanie mieszkania, pranie i prasowanie rzeczy na przyszły tydzień. Potem szybkie zakupy w nieodległym centrum handlowym i odpoczynek na balkonie przy dźwiękach radia 357.

sobota, 1 sierpnia 2026

Podsumowanie tygodnia 469

Poniedziałek 

Zanim jeszcze wszedłem do biura już dowiedziałem się, że w piątek była niezła afera. Jeden z moich "współpracowników" (typowa ofiara losu) naruszył kilka dość ważnych procedur, podczas pracy z klientem. Jak się tłumaczył - z powodów technicznych, ale - nawet jeśli zawiodła technika, to istotną kwestią jest odpowiednie wybrnięcie z trudnej sytuacji. 

Mój "współpracownik" ma wieloletnie doświadczenie, bo pracuje tu bardzo długo, ale mimo to wciąż popełnia kardynalne potknięcia. No cóż, niektórzy są niereformowalni. Zapewne za kilka dni będziemy mieli szkolenie w tym temacie. Szkoda, że takie szkolenia odbywają się dopiero po problemie.

Wtorek 

W pracy trochę śmiechu. Czyli efekty piątkowej afery która obecnie rozlała się po całym Departamencie. U mnie luz, nie licząc dwóch wizyt lekarskich tuż po pracy. Bez kolejek, ale dość drogo. Coś za coś.

Po pracy dowiaduję się, że jutro będę miał gościa z noclegiem, zatem sprzątam gościnny pokój. Ogarniam auto wewnątrz (odbiorę go z dworca, zatem i w aucie musi lśnić), ale lodówka może być pusta jak teraz - zaproszę gościa na obiad do restauracji, a wiem że śniadania nie jada.

Środa

Po pracy miałem iść na basen, ale mam wizytę gościa. Spotykamy się przy dworcu, skąd jedziemy do centrum na obiad. Z propozycji konkretnej restauracji (krewetki w sosie z białego wina, smażony karp z dodatkami, typowe danie obiadowe lub pizza) wybór padł na to ostatnie. Mam nadzieję że to nie ze względu na cenę. A może wyraziłem się niejasno, że to ja zapraszam?

Wieczór spędzamy na balkonie podczas długich rozmów. Ze względu na to że muszę rano wstawać kończymy przed 23.

Czwartek 

Jak zwykle wstaję przed 7, ale staram się dość cicho zachowywać gdyż mój gość jeszcze śpi. Pociąg ma dopiero koło 10, zatem spędza czas u mnie w domu i nie musi się rano zrywać. Ustaliliśmy, że klucz odbiorę kiedyś tam przy okazji.

Po pracy jadę do schroniska. Wyprowadzam kolejno dwa pieski. Jestem zmęczony, dobrze że tempo powolne a psiaki nie szaleją.

Piątek 

Tylko kilka godzin w robocie i zaszywam się w dużym mieście na cały weekend. Nie ma mnie prawie dla nikogo. W sobotę zabieram książkę, butelkę wody i jadę nad zalew jeszcze dalej od domu. W miejsce, gdzie nikt mnie nie zna. Tu mogę wypocząć, oby tylko nie było zbyt głośno, ale na wszelki wypadek zabieram słuchawki z aktywną redukcją dźwięków z otoczenia.


Kąpiel w ciepłej wodzie, fajna książka, oraz daleko od domu -  takie lato lubię 👍