sobota, 16 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 458

Poniedziałek 

Zapowiadany w prognozach pogody deszcz nie pojawił się. Wciąż jest bardzo sucho. Ale także wietrznie. Nawet ciężko wyjść na spacer po pracy, co trochę mi sprzyja ponieważ muszę się uczyć.

Wtorek 

W pracy względny spokój. Po pracy studiowanie przepisów.

Środa 

Tu dla odmiany wybieram się na sauny. Ponad cztery godziny, ale także na trening na basenie, odpoczynek w jacuzzi, seanse w saunach oraz inne relaksowanie. 

A do domu wracam zabierając sąsiadkę (też była w aquaparku, miała zamiar wracać autobusem) - tą której zapach piesków unosił się na klatce schodowej. Obecnie ma jakiegoś faceta, który pomógł jej w remoncie mieszkania i - zdaje się - wyczuł odór i zajął się tym problemem.

Czwartek 

Fajny dzień. Dwoje miłych klientów. Dodaje mi to lepszego nastroju i humoru. Mam sporo innych zajęć tak, że na naukę nie mam już czasu.

Piątek 

Długi dzień, ale bardzo pozytywny. Wieczorem burza łapie mnie akurat w podróży, a drzewa uginające się znacznie pod wpływem wiatru trochę niepokoją. Na szczęście po kilku minutach wyjeżdżam z tego obszaru i mogę oglądać piękny zachód słońca.

A jak maj, to obowiązkowe są tulipany! 

niedziela, 10 maja 2026

Śniadanie

Na tygodniu nie mam czasu na wymyślne śniadania, ale dziś - wolny dzień - postanowiłem sobie trochę dogodzić. Będzie to francuski rogalik z pieczarkami i pastą pomidorową.

Produkty:

  • Croissant 🥐 
  • Kilka pieczarek 
  • Pasta na bazie pomidorów (może być taka do bruschetty), lub ajvar
  • Cebula, czosnek, sól i pieprz 
  • Warzywa do sałatki

Sposób przygotowania:

  • cebulę podsmaż na małej ilości masła, dodaj pieczarki (u mnie w plastrach, takie ładnie się trzymają na rogalikach), sól i pieprz do smaku;
  • pod koniec smażenia dodaj czosnek i odrobinę masła, jeśli patelnia jest sucha;
  • croissanta przekrój wzdłuż i połóż na drugiej patelni tak, aby się podgrzał (nie używaj tłuszczu) na rumiano;
  • w międzyczasie zrób dowolną sałatkę - chyba że wolisz samego rogalika;
  • croissanta posmaruj pastą pomidorową (ważne, żeby nie była z lodówki tylko w temperaturze pokojowej);
  • połóż trochę pieczarek wedle uznania, może być znacznie więcej niż u mnie (dołożyłem po zrobieniu zdjęcia);
  • przykryj drugą połową;
  • smacznego!
Pierwszy raz zrobiłem sobie takie śniadanie i muszę przyznać, że smakuje wybornie. Croissant jest mega chrupiący i delikatny, pasta pomidorowa dodaje ciekawą słoneczną nutę, a porządnie doprawione  pieczarki (dałem dwa duże ząbki czosnku i pół średniej cebuli) idealnie dopełniają smaku. 

Było tak pyszne, że nic bym tu nie zmieniał! Od razu zrobiłem dwie porcje (na 2 rogaliki), bo tak myślałem że szybko znikną. Robi się to naprawdę szybko, a tylko kilka produktów ułatwia wykonanie. Dla mnie ocena 5/5! Polecam!



sobota, 9 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 457

Poniedziałek 

Budzę się z zakrwawioną poduszką. Znam ten problem, tylko nie sądziłem że jest aż tak źle. Muszę się tym zająć.

Praca, dom, nauka, spanie. I pierwsze w tym roku gorące dni, chyba jeszcze zbyt wcześnie na włączanie klimatyzacji, ale 25-26 w pokoju to dla mnie zbyt dużo.

Wtorek 

Naukę przesunąłem na późniejszy czas, ponieważ po pracy mam gościa, którego zabieram do restauracji na obiad. Mamy mnóstwo tematów do obgadania, ale czuję, że zmęczenie łamie mnie równo. Staram się trzymać i nie okazywać tego. Piękna pogoda i mało ludzi.


Na szczęście czas szybko leci, rozmowa się klei, a jedzenie bardzo pyszne - chyba dało mi sporo energii, bo wieczorem wychodzimy jeszcze nad miasto i - o dziwo - nie czuję zmęczenia.

Środa

Gościa zostawiam z gotowym śniadaniem i małymi upominkami, a sam pędzę do pracy. Tak się umówiliśmy, bo gość za kilkadziesiąt minut ma powrotny środek transportu (klucze zostawia w umówionym miejscu). 

A w pracy pod koniec dnia popełniam błahy ale jednak - błąd. Nie powoduje to żadnego uszczerbku finansowego ani żadnego innego dla Departamentu ani dla klienta - jest po prostu moim niedociągnięciem. Czasem się zdarza także innym pracownikom, ale tym razem mój bezpośredni przełożony zapowiedział "nie daruję ci tego". Dziwne, bo zdarzyło mi się to pierwszy raz od tych pięciu lat gdy pracuję w tym miejscu. Początkowo myślałem, że żartuje albo próbuje mnie nastraszyć, ale - jak zapowiedział - tak zrobił. Doniósł na mnie do głównego managera. 

Czwartek

Z samego rana breafing. Główny manager wstrzymuje obsługę klientów i zaczyna się litania. "Uwielbiam" to. Ten długi moment, w którym krytykuje się jedną osobę przy wszystkich obecnych, nie dając szansy na jakiekolwiek wyjaśnienia. Wyrok już zapadł, manager wie wszystko, a jedyne do czego mam prawo, to siedzieć cicho i słuchać. Pozory są zachowane - nikt nie wymienia mojego imienia, ale i tak wszyscy już wiedzą - wszak takie rzeczy roznoszą się tempem błyskawicy. 

I jak zwykle - wydaje on osąd na podstawie opinii jednej strony w dodatku nieprawdziwej, ponieważ mój przełożony nie tylko podpier*olił mnie, ale także nie sprawdzając stanu faktycznego przyjął wygodną jemu tezę w innej kwestii.

Naturalnie, czas na wyjaśnienia nadejdzie. Tuż po breafingu. Na piśmie. Natychmiast. Nikogo oczywiście nie obchodzi, że muszę wyrobić się z bieżącą obsługą klientów. Z tym, że wyjaśnienia nic nie zmienią - są, bo to bardzo dobry sposób na większe zgnębienie i upokorzenie pracownika, w dodatku dokument taki musi przejść przez kilka innych stanowisk, gdzie każdy może zapoznać się z treścią. Atrakcje gwarantowane. Olewam to i notatkę służbową dostarczam  po czwartym kliencie, bo dopiero wtedy miałem chwilę aby ją napisać i wydrukować. 

W ciągu dnia prócz tego co na piśmie, wzywany jestem w celu osobistego wyjaśnienia "w jaki to sposób doszło do tak karygodnego wydarzenia!?". Czekając na audiencję przed gabinetem głównego managera, zauważam spojrzenia skupione na sobie. Uśmiechy, których nigdy nie ma. Wyczuwam w nich dużo radości i prawie dzikiej satysfakcji. To ten moment - idealny aby odrzeć ze skóry winowajcę. Pokazać swoją wyższość.

Czekanie to także forma kary. Nie jest tak, że gdy u managera nikogo nie ma to po prostu wchodzisz - a przynajmniej nie wtedy gdy idziesz odebrać naganę. Musisz czekać, z pokorą i na widoku odstać swoje. W głowie miałem już ułożony pewien plan, ale nie był on konieczny gdyż w gabinecie spędziłem tylko 3-4 minuty - ku zaskoczeniu wszystkich mi "kibicujących" ale także swoim. Po mniej więcej godzinie do sali obsługi klientów przychodzi główny manager i patrząc na mnie pyta: "i jak tam?". Tylko w duchu mu odpowiadam "no ku*wa świetnie". 

Ciekawe doświadczenie. Moje pierwsze takie. Tego dnia nie muszę już ćwiczyć ani spacerować, bo zegarek pokazuje mi na podstawie pomiarów pulsu, że  "wszystkie cele ćwiczeniowe zostały zrealizowane".

A wieczorem dzwoni gość, aby podziękować za wspólny czas a przy okazji pyta:

[gość] - oberwałeś w pracy?

[ja] - tak

[gość] - ale nie denerwujesz się z tego powodu?

[ja] - /cisza/ - wciąż tam pracuję, ale nie wiem jak długo jeszcze 

[gość] - no co ty, gdzie ty znajdziesz lepszą pracę?

No tak, gdy się nie wie jak to wygląda od środka można myśleć, że to naprawdę fajne miejsce, a gość o takich akcjach usłyszał pierwszy raz. I pewnie ostatni.

Piątek 

Wracam do stałego rytmu. Praca, dom, nauka, spanie. Wciąż przeżywam. Nie spodziewałem się, że mój przełożony tak zrobi, gdyż do tej pory miałem z nim raczej lepszy kontakt niż z innymi współpracownikami. Nie raz ratowałem mu tyłek w trudnych dla niego sytuacjach i pomagałem w jego obowiązkach, w zasadzie zawsze mógł liczyć na wsparcie. Ale to już historia, czas jeszcze bardziej ograniczyć także ten kontakt. 

Nie rozmawiam z nim gdy nie muszę, on próbuje mnie zaczepiać jakimiś tematami, jakby nic się nie stało, ale ignoruję. Mleko się już rozlało i wszelkie dialogi są zbędne. Kolega ze stanowiska obok szepcze mi do ucha: "podziwiam twój spokój, ja bym mu przyje*ał za to".

Po pracy w ramach dbania o siebie robię na obiad łososia ze szparagami i mizerią. Zajmuje mi to sporo czasu, ale trudno - miałem ochotę. 

Potem szykuję się na sobotni dyżur w Departamencie - to już w ramach koniecznych czynności. A skoro to sobota, to kwiatową koszulę założę do jeansów. I wziąłbym moją ulubioną czarną pikowaną kurtkę, ale do całości lepiej będzie pasować inna - jednolicie niebieska - bo zapowiada się chłodny dzień a podczas dyżuru będę trochę na zewnątrz budynku.

Tymczasem gość przesyła zdjęcie tulipanów ze swojego miejsca zamieszkania:

sobota, 2 maja 2026

Podsumowanie tygodnia 456

Poniedziałek 

Dzień zaczyna się od wezwania do głównego managera. Chciał, abym złożył wyjaśnienia w sprawie pewnego przekrętu, który nie pierwszy raz uskutecznił jeden z moich "kolegów". 

Nie powiedziałem mu wszystkiego, jeśli jest dobrym managerem (a nie jest) to powinien się o tym dowiedzieć w inny sposób. Rozwiązania sprawy pewnie nie poznam, bo mało mnie interesuje czy ktoś dostanie premię czy naganę - bo raczej nie wyrzucą go z roboty.

Wtorek 

Mam mnóstwo szczęścia. W pracy same łatwe przypadki, a dzięki temu czas mija w miarę szybko. 

Środa

Od kilku dni na klatce schodowej odór zmniejszył swoją intensywność. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale mogłoby tak już zostać na dłużej.

Czwartek 

Mając dużo szczęścia kończę przed godziną 15 i od razu wyjeżdżam do dużego miasta. Ruch na drodze duży, więc dojechanie na miejsce zajmuje sporo więcej czasu niż zwykle. Parkuję na podziemnym parkingu i windą wjeżdżam na kompleks basenów i saun. Relaksuję się ponad dwie godziny, potem zamawiam pizzę ze szparagami a przed snem czytam jeszcze rozporządzenia.

Piątek 

Z rana nauka, a potem przyjemności. Bardzo długi spacer z przerwą w parku. Na obiad wybieram się do centrum, gdzie akurat odbywa się festiwal smaków azjatyckich. Decyduję się na danie, które na obrazku wygląda świetnie, ale w rzeczywistości smakuje okropnie. Mięso ma bardzo dużo soli i wzmacniaczy smaku, a ryż to jakaś mamałyga. Dobrze że nie musiałem za to płacić (dostałem bon do wykorzystania), bo połowa poszła do kosza. Obok mnie siedziało mnóstwo innych osób i widziałem, że jedli różne rzeczy (także to co ja) aż im się uszy trzęsły. Jestem pełen podziwu, że mój żołądek przeżył te pół porcji bez protestowania.

W ogóle zauważam, że te wszystkie festiwale jedzenia są coraz gorszej jakości za olbrzymie pieniądze. Nie zależy im na powrocie klientów, bo przez 2-3 dni zarobią sporo a potem zmywają się w inne miejsca.

Powrót jeszcze dłuższym spacerem niż wcześniej. M.in. przez stare ale pięknie zielone osiedle. Pachną kwiaty, śpiewają ptaki, a ruchu ulicznego w ogóle nie słychać. Jest dużo miejsca na zieleń, ławki i rekreację dla mieszkańców, niestety obecnie bloki budują jeden obok drugiego - przez takie betonozy nie lubię spacerować.





A jak maj - to wiadomo - muszą być tulipany.

sobota, 25 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 455

Poniedziałek 

Rytm dnia niezmienny. Praca, potem szybki obiad i nauka. Jedynie na basen i sauny nie chodzę z powodu braku czasu.

Wtorek 

Jeden ze współpracownikami chce mi wbić szpilkę i przez dłuższy czas zwraca się do mnie po nazwisku. Ogólnie źle mi się to kojarzy, bo pamiętam nauczycielkę z podstawówki, która miała podobne zamiary i też mówiła do mnie po nazwisku a do innych uczniów po imieniu. 

Olewam współpracownika i z uśmiechem na twarzy robię swoje. Choć gdzieś wewnątrz boli.

Środa

Prowadzę szkolenie dla zaprzyjaźnionych departamentów z innych miast. Jest miło i przyjemnie, a pracę kończę chwilę po trzynastej. Główny manager chwali mnie aż trzy razy, ale dociera to do mnie dopiero przed wieczorem.

Czwartek 

Spotykam sąsiadkę. Mówi, że rozmawiała z tymi którzy nie grzeszą higieną oraz, że problemem jest facet. Bardzo oszczędza on wodę i mydło, stąd ten odór na klatce schodowej. 

Ostatnio jest jakby trochę lepiej, ale nie wiem czy to zasługa odświeżaczy powietrza czy może zaczął się chociaż trochę obmywać?

Piątek 

Marzę o saunie i basenie, ale to musi poczekać. Po południu w przerwie między ustawami i rozporządzeniami piekę szybki sernik z musem malinowym. Trudno mi wytrzymać żeby się schłodził i próbuję gdy jeszcze jest letni. Pyszny! A zimny będzie jeszcze lepszy. Tak jak poprzednio ma 0 cukru, ale tym razem nie dodałem masła i jest smaczniejszy. 

Pakuję utensylia oraz szykuję się do pracy w sobotę - to tylko dyżur, czyli przyjemniej niż zwykle, ale biała koszula sama się nie uprasuje. 

sobota, 18 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 454

Poniedziałek 

Dalszy ciąg historii z nieprzyjemnym zapachem na klatce schodowej. Para ludzi mniej więcej w moim wieku, która mieszka na pierwszym piętrze ma problem z higieną, lub zbyt rzadkim używaniem pralki - a najpewniej - z jednym i drugim.

Ale także z kulturą, gdyż od pewnego czasu przed drzwiami zostawiane są buty lub klapki. Gdy była zima sądziłem że to dlatego, żeby nie nanosić brudu do mieszkania, ale teraz nie rozumiem takiego zachowania. 

Odór jest tak intensywny, że trzeba zatykać nos bo inaczej robi się niedobrze. Na szczęście mieszkam dwa piętra wyżej. 

Nie wiem czy ktoś z nimi rozmawiał, możliwe że tak, bo ogólnie pozostali sąsiedzi są raczej dobrze zorganizowani. Otwierają okna, ale mało to pomaga. Ja na swoim piętrze zawiesiłem trzy odświeżacze powietrza - tak na wszelki wypadek. I u mnie na klatce pachnie kompozycją kwiatową.

Wtorek 

Po pracy poświęcam mnóstwo czasu na naukę. Za jakiś czas spróbuję podejść do egzaminów które pozwolą mi zajmować się trudniejszymi i bardziej rozbudowanymi sprawami klientów.

Środa

Po pracy obiad jem w knajpie. Potem idę podlać kwiatki u sąsiadki. Zgodnie z pozostawioną instrukcją. W domu zasiadam przy ustawach, rozporządzeniach, wytycznych i mnóstwem innych materiałów. 

Czwartek

Chia jest coraz bardziej popularnym produktem używanym w kuchni. Pierwszy raz robię deser z jogurtu greckiego, chia i galaretki cytrynowej. Wychodzi ok, ale następnym razem zrobię na mleku kokosowym z dodatkiem owoców.

Deser zjadam w autobusie w drodze do [...]. Ten długi czas staram się wykorzystać na naukę, choć okoliczności wokół mnie nie są sprzyjające.

Wieczorem trochę alkoholu, a mi dużo nie trzeba.

Piątek

Kąpiele w rzece. Spacery w lesie. 

Miła i całkiem długa rozmowa, która nastraja mnie optymistycznie, w dodatku wstrzeliłem się tak idealnie, że nikt nam nie przeszkadzał. Moje dylematy - to już zbyt duża uprzejmość czy jeszcze nie? 

Pobyt w spa (znowu pływanie, ale w basenach różnej maści), zjeżdżalnie, sauny i jacuzzi. Odpoczynek, znowu jedzenie i znowu relaks plus zachód słońca. Tym razem jacuzzi w pięknym zielonym ogrodzie. Tuż obok rzeka i wygodne ścieżki spacerowe. A dzisiaj (sobota) powrót prawie do domu.



                          

sobota, 11 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 453

Poniedziałek 

Wietrzny, zimny, deszczowy a nawet z lekkim gradem. Zdecydowanie nie sprzyjał spalaniu kalorii na świeżym powietrzu.

Wtorek 

Przez dłuższy czas nie będę musiał robić zakupów, bo jedzenia ze świąt zostało dużo. Wystarczy trochę warzyw i kilka obiadów z głowy. 

Środa

Wizyta u koleżanki. Znowu wyjeżdża, więc mam zająć się jej kwiatkami. Dostałem szczegółowe informacje w jakich ilościach i kiedy je podlewać, a którym zmieniać wodę na świeżą (niektóre stoją w słoikach). 

Czwartek

Kiedyś pisałem o problemach psich zapachów z parteru. Ten problem zniknął, bo sąsiadka pozbyła się niemytych psów, ale pojawił się inny. 

Na pierwszym piętrze mieszka para, która jest na bakier z higieną. Przechodząc obok ich mieszkania, czuję bardzo nieprzyjemny odór, który czasem jest tak intensywny, że rozchodzi się na prawie całej klatce schodowej. 

Rozmawiałem o tym z innymi sąsiadami i jest to dużo problem szczególnie dla nich (mieszkają bliżej pary). Dzisiaj zauważyłem, że prócz otwierania okien na klatce pojawił się odświeżacz powietrza 😁 

Piątek

Wyjazd do dużego miasta, ale po drodze przystanek w małej mieścinie na sauny. Obiekt fajny, miła obsługa, ale cenowo trochę przesadzili. Tym bardziej dziwi mnie, że wewnątrz było całkiem sporo ludzi. Chodzę do kilku innych miejsc z jeszcze lepszymi atrakcjami i jest tam sporo taniej.

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Święta, święta i...

... po świętach. U mnie już jutro do pracy, więc czas na odpoczynek się kończy.

Było aktywnie - rower i dużo spacerów. Upiekłem sernik bez cukru. Spód z herbatników, ser gotowiec + mascarpone i mus malinowy na górę (sam przecierałem).



Następnym razem lekko zmodyfikuję ilość składników, bo wydaje mi się że jest odrobinę zbyt tłusty (masło) i słodki (erytrytol).

*** *** ***

Tymczasem ostatnio trochę pozmieniało się w kwestii przepisów drogowych oraz zdobywania uprawnień. 

1) Od nieco ponad miesiąca siedemnaście lat wystarczy, aby ubiegać się o wydanie prawa jazdy. Jest tam trochę obostrzeń, ale jak ktoś chce to może próbować. Wg mnie to mało potrzebne zmiany, wypuszczenie na drogi kolejnego rocznika młodych kierowców bez konkretnych zmian w szkoleniu to igranie z bezpieczeństwem.

2) Także od ponad miesiąca można utracić uprawnienia do kierowania za przekroczenie prędkości ponad 50 km/h poza obszarem zabudowanym. Ciekawe, że media milczą w temacie kierowania pojazdem mimo posiadanego zakazu kierowania. Kiedyś (do 03.03.2026) konsekwencją było przedłużenie zakazu o 6 miesięcy, ale to się zmieniło. Obecnie zakaz wydawany w takich sytuacjach wynosi aż 5 lat!

3) Są już statystyki wypadków za ubiegły rok. Wypadków jest znacząco mniej, także na przejściach dla pieszych. Wnioski - jednak surowsze kary działają, a gdyby poprawić kilka innych aspektów moglibyśmy myśleć o powolnym doganianiu najlepszych państw europejskich w tych kwestiach. 

A Wy co sądzicie o tych zmianach? 

I jak Wam minęły święta? Bardzo najedzeni?

sobota, 4 kwietnia 2026

Podsumowanie tygodnia 452

Poniedziałek 

Dużo się dzieje, po kolei.

1) Z rana informacja o podwyżce i to ze skutkiem natychmiastowym - czyli od marca. 10% - zawsze coś. I zapowiedź, że w tym roku będzie jeszcze jedna. Przyzwyczaiłem się, czekam teraz na premię, albo jakąś nagrodę co najmniej.

2) W drukarce kończy się toner, wydruki są ledwo widoczne. Ja sobie nie z takimi problemami radzę, ale to wstyd dawać klientom tak wyblakłe dokumenty, że prawie nic na nich nie widać. Dzwonię więc do działu informatyków (bo oczywiście samemu nic nie mogę dotykać), ale oni mają czas - olewają moje zgłoszenie a ja świecę oczami przed klientami. Dopiero mój "kolega" z okienka obok tak się wkurzył, że sam zadzwonił po nich klnąc na prawo i lewo. Poskutkowało. Przyszedł informatyk i wymienił co trzeba.

3) Basen. Na torach sporo ludzi, wszyscy intensywnie pływają. Na szczęście moja kondycja nie jest zła i nie jestem zawalidrogą. A w saunie jeszcze większy tłum i głośno jak na targu.

4) Wieczorem spotkam sąsiadkę z naprzeciwka (wszystko wiedzącą). Pokazuję jej kartkę z Chicago którą dostałem przez pomyłkę, a ona od razu mówi że to dla sąsiadki piętro niżej. Natychmiast zanoszę pomyloną kartkę.

Wtorek

Po pracy sporo czasu spędzam w kuchni. Najpierw robię obiad, potem naleśniki z serem. Na szczęście jedno i drugie zostaje mi na jutro. W planach nauka - powinienem uczyć się i co najmniej przygotowywać prezentację na szkolenie które mam prowadzić w drugiej połowie kwietnia, ale lenistwo zwyciężyło. Wychodzę na krótki spacer w lekkim deszczu, a potem odpoczywam przy muzyce (m.in. "Samba z kalendarza - D. Miśkiewicz), a wieczór spędzam z Netflixem ("Ołowiane dzieci").

Środa

W pracy praktykanci. Przychodzą wg określonej wcześniej listy tak, aby nie robić zamieszania przy okienkach z klientami. Muszą zaliczyć obsługę klienta pod nadzorem nas - pracowników Departamentu. Nie wiem czemu ale najczęściej przychodzą do mnie. Np. taki W. upodobał sobie mnie i nie chce do nikogo innego, tylko do mnie. Ok, na bieżąco koryguję jego błędy i pilnuję czy dobrze wypełnia dokumenty oraz prowadzi sprawy.

Pomiędzy klientami łapie (on) szklankę wody i pije jednym tchem. Po obsłużeniu trzech klientów ma dość, jest wyczerpany i musi odpocząć. Robimy małą przerwę, podczas której omawiam z nim nieprawidłowości i zwracam uwagę na szczegóły które powinien poprawić. Robi postępy, choć jeszcze mnóstwo musi się nauczyć.

Plus - za opiekę nad praktykantami przewidziano większą premię.

Czwartek 

Z pracy wychodzę wcześniej (znowu). Od razu na basen. W 35 minut przepływam 1000 metrów i pędzę na saunę. Dziś luźno (aromat sosnowy). 

Piątek 

Zbliża się czas świąt. Na szczęście szybko minie, bo to prawie zwykły weekend plus poniedziałek. W nurcie marszu pod prąd robię różne rzeczy, których w ten piątek nie robią inni. Ogólnie luz. Nawet trudne sytuacje nie wyprowadzają mnie z równowagi. Po pracy korzystam z pięknej pogody i spacerkiem idę na lody do centrum miasteczka. Wieczór początkowo z nauką, potem z drinkiem przed TV.

Tym, którzy świętują życzę pięknych Świąt Wielkanocnych! 

A tym, którzy nie świętują po prostu fajnego długiego weekendu i mile spędzonego czasu!



sobota, 28 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 451

Poniedziałek 

Wolne, zaplanowałem sobie trzy dni odpoczynku. Zatem już w weekend wyjechałem z domu. Trochę dalej, ale w znajome rejony, choć dekoracja trochę mnie zaskoczyła. Mnóstwo światełek - przystrojone domy, oświetlone choinki, a nawet kilka dużych bombek świątecznych. Cała "wioska" jakby z innej epoki.

Wtorek 

Hotelowe śniadanie jak zawsze pyszne. Jedzenie poza domem smakuje inaczej. Piękna pogoda sprzyja wycieczkom. 

Środa

Przy okazji załatwiam sprawy związane z Departamentem. Jestem przygotowany, więc nie dam się spławić z byle powodu. Na szczęście nie ma takiej potrzeby i wszystko załatwiam jak trzeba. 

Po południu powrót do domu.

Czwartek

Powrót do pracy, dzień fajny i miły. Nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Gdyby każdy tydzień składał się z dwóch pracujących dni byłoby idealnie 😁

Piątek 

Podobnie jak czwartek mimo pewnych przeciwności. Po pracy przygotowuję ciasto ze śliwkami. Ograniczając spożycie cukrów dodaje erytrytol - trochę "na oko", ale wychodzi bardzo dobre 👍


sobota, 21 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 450

Poniedziałek 

Po pracy obiad w restauracji. Idę na rybkę, a właściwie jadę samochodem, bo zbyt zimno na rower. W knajpie zajęty jeden stolik. Siedzą tam dwie dziewczyny na oko ciut starsze ode mnie. Jedna jest na wózku. I pies. Całkiem ładny. Mówię dzień dobry, obie odpowiadają lekko się uśmiechając. Zamawiam pieczonego pstrąga w sosie borowikowym, sałatkę i pieczywo. Chętnie wziąłbym frytki, ale są niezdrowe.




Celowo wybieram poniedziałek na taką wizytę licząc, że nie będzie tu tłumów. I nie mylę się. Za to wewnątrz jest mnóstwo słońca, ponieważ cała południowa ściana jest przeszklona. Oczekiwanie na jedzenie umilają mi sączący się delikatny jazz z głośników oraz obserwowanie powoli obniżającego się słońca. Dyskretnie zerkam na dziewczyny, które zajęte konsumpcją i rozmową wydają mi się jakby nie dzisiejsze. To pewnie z powodu tego, że mnóstwo ludzi w restauracjach wlepia twarz w smartfona. Pisałem już o tym nie raz, gdy klienci w takich miejscach nie chcą (?) ze sobą rozmawiać, lub po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, tylko korzystają z telefonów przeglądając jakieś tam treści.
 
Gdy dziewczyny wychodzą, z jeszcze większym uśmiechem życzą mi przyjemnego popołudnia. Niespiesznie kończę obiad i - zanim wrócę do czterech ścian - idę na krótki spacer nieopodal, łapiąc ostatnie promienie słońca.
 
Wtorek
 
Zastanawiam się, skąd moja poprawa nastroju. Po dłuższym zastanowieniu dochodzę do wniosku, że może to mieć związek z sytuacją głównego managera. Od kilku dni jest w dość dużych tarapatach. Czy jego kłopoty sprawiają mi radość? Czuję do niego tak wielką złość, że wszystko jest możliwe.
 
Obecnie spada w przepaść. Próbuje rozpaczliwie łapać się czegokolwiek, oby jakoś przetrwać i wisi na bardzo cienkiej gałązce, która w każdej chwili może się oderwać.
 
Nie ma już "motywujących" briefingów z rana. Nie jest już tak arogancki i chamski jak zwykle. W ogóle, unika wychodzenia ze swojego gabinetu. Przemyka jak cień z parkingu do biura i spowrotem. Możliwe, że to tylko chwilowe, ale obserwuję to sobie i jakoś mi lżej.
 
Środa 
 
Generalne sprzątanie w domu. W końcu wyrzucam zasuszone kwiatki, które uśmierciłem nie podlewając ich. Jednak mogę mieć tylko takie rośliny, które są bardzo tolerancyjne na moje działanie.
 

Czwartek
 
Po pracy idę do kawiarni na mus z białej czekolady. Siedząc obserwuję ludzi i ruch uliczny. Potem od razu na basen i saunę. Wieczór jak zwykle z przepisami i zadaniami do rozwiązania.
 

Piątek
 
Zimno. Dzień w pracy mija szybko, ale jutro (sobota) znowu do roboty. Ile jeszcze? Tego nie wiem, ale za tydzień będę miał wolną sobotę. Tymczasem w skrzynce na listy niespodzianka. Karta z Chicago. Ktoś wpisał mój adres, ale inne imię i nazwisko, więc to pomyłka. 


Karta wędrowała ponad 10 tygodni. Szkoda, że nie dotrze do właściwej osoby sprawiając komuś przyjemność 

sobota, 14 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 449

Poniedziałek 

Na stacjach paliw kolejki. I to spore. Mimo cen, które błyskawicznie poszybowały w górę, w dalszym ciągu ludzie tankują chyba na zapas - bo zwykle kolejek nie ma.

Wtorek 

Kolejne absurdy w Departamencie. A jeśli nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo że chodzi o pieniądze. I tak jest tym razem.

Środa

Wizyta u lekarza. Obejrzał zagrożone miejsce i kazał je obserwować oraz zgłosić się natychmiast, gdy tylko stan się pogorszy. Na chwilę obecną wszystko jest ok - choć możliwe że będzie potrzebne dłuższe leczenie - jeśli oczywiście stan się zmieni.

Co dziwne, do lekarza nie było żadnej kolejki, a przyjęty zostałem punktualnie.

Czwartek 

Ciepło. Po robocie aby poprawić sobie humor, poszedłem na lody. Tak - rozpocząłem już sezon na lody. Śmietankowe. Przepyszne!

Piątek 

Pracę kończę godzinę wcześniej. W domu podgrzewam obiad i siadam do nauki i rozwiązywania zadań. Na wieczór jadę do aquaparku na 2 godziny relaksu w saunach. 

A jutro (czyli w sobotę) muszę ustawić budzik na 7.00, bo oczywiście idę do roboty. 

sobota, 7 marca 2026

Podsumowanie tygodnia 448

Poniedziałek 

Moją uwagę przykuwa potencjalny problem ze zdrowiem. Tak, niedawno uporałem się z półpaścem, a tu na horyzoncie nowy problem. I chyba gorszy niż ten poprzedni, choć tego nie wiem. Zacząłem szukać informacji w sieci, ale one tylko pogorszyły sprawę, bo od razu zacząłem odczuwać objawy, które były tam opisane. Dałem sobie kilka dni na obserwację i potem podejmę decyzję co dalej. 


Wtorek 

Ogólnie, idę po cienkim lodzie. Albo po polu minowym. A czas ucieka mi pomiędzy palcami. Po południu basen i sauna.

Środa 

Po pracy szybki obiad oraz kilka minut odpoczynku. Później czas spędzam studiując przepisy, zadania i przykłady.

Czwartek 

Jadąc rano widzę test osoby w krótkich spodenkach, podczas gdy termometr wskazywał 0 stopni Celsjusza.

Popołudnie znowu z basenem i sauną. Czyli 40 minut treningu pływania i 10 minut przyjemności w saunie. Muszę pomyśleć, czy nie zamienić tych rzeczy...

Piątek 

W pracy mam najmniej podłych klientów z całego tygodnia. Czyżby się zlitowali i w piątek postanowili odpuścić? Nie analizuję tego długo, bo z Departamentu wychodzę wcześniej i jadę na pyszną rybkę do knajpy. Potem chwila czasu tylko dla mnie - łagodna muzyka, gorąca kąpiel i relaks przy filmie. Na zaczepkowe SMS-y odpisuję tylko dwoma słowami. 

A jutro - bez zaskoczenia - czyli w pracy.

wtorek, 3 marca 2026

Zmiany dla kierujących

Od dzisiaj wchodzą w życie nowe przepisy dotyczące możliwości karania kierujących, którzy przekraczają dozwolone prędkości.

Przekroczenie prędkości o co najmniej 51 km/h poza obszarem zabudowanym na drogach jednojezdniowych dwukierunkowych, będzie oznaczać zatrzymanie uprawnień do kierowania na okres 3 miesięcy. Do tej pory przepis taki obowiązywał jedynie w obszarze zabudowanym.

Jak podaje Komenda Główna Policji w ubiegłym roku zatrzymano ponad 24 tysiące uprawnień do kierowania z tego powodu.

Jednocześnie na autostradach oraz drogach ekspresowych takie wykroczenie w ruchu drogowym oznacza wciąż jedynie mandat oraz punkty karne. Wg mnie brakuje tu konsekwencji, bo na tych drogach również prawo jazdy powinno być zatrzymywane. Bo czy jazda z prędkością 191 km/h na autostradzie i więcej nie jest poważnym zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego? 

To pytanie retoryczne. Szkoda, że u nas sporo się komplikuje a nie stanowczo wprowadza zmiany które mają przynieść poprawę. A Wy co o tym sądzicie?

sobota, 28 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 447

Poniedziałek 

Poniedziałki są najmniej przyjazne. W perspektywie 5 dni w robocie, jak to przeżyć? Po południu jadę do restauracji na obiad - tak aby podnieść sobie humor. Tam jak zwykle świetny smażony pstrąg - ale zamawiam więcej warzyw aby zrównoważyć dietę. I pusto, nie było prawie nikogo podczas mojego pobytu. 


Najbardziej lubię tam jeździć rowerem w lecie. Wtedy można jeść na zewnątrz, chociaż wewnątrz też jest ok - tego dnia widoczny był nawet delikatny zachód słońca.

Wtorek 

Po pracy basen. I kilka minut na saunie - tym razem z aromatem sosny.

Środa 

Mimo tego, że mam napięty grafik postanowiłem zrobić coś odrobinę słodkiego - domowe faworki. Wyszły całkiem smaczne, następnego dnia były lekko gumowate, ale to pewnie dlatego że ciasto nie było odpowiednio cienkie. A może dlatego że nie dałem alkoholu?



Czwartek 

Dużo słońca. I prawie weekend - i to wolny!

Piątek 

Po pracy wyjazd. Na drodze duży ruch i kilka patroli policji (głównie kontrolowali prędkość). Ciepło. Zapominam, że mam włączone podgrzewanie fotela a gdy się orientuję jest mi tak gorąco, że włączam chłodzenie 😁

sobota, 21 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 446

Poniedziałek

W pracy uczę się nowego oprogramowania. To znaczy dużej aktualizacji, która poprzewracała to co było do tej pory. Pisałem już chyba, że wszystkie sprawy były poukładane w katalogach, a teraz są w jednym z bardzo długą listą, którą w poszukiwaniu tego właściwego tematu należy przewijać prawie w nieskończoność. Prócz tego, średnio raz w tygodniu wgrywane są kolejne łaty i poprawki tak, że ciężko szybko to ogarnąć.

Wtorek

Zima wciąż trzyma. W dzień intensywne opady śniegu, na wieczór i noc siarczysty mróz. Droga do pracy śliska.

Środa

Ból głowy minął zupełnie. Szereg suplementów które biorę zapewne pomagają stanąć na nogi i odzyskać siły. Te ostatnie powróciły do normy, sen stopniowo się poprawia, ale to też dzięki znajomemu,  który podczas rozmowy zasugerował aby nie pić czarnej herbaty przed snem. Czasem zdarzało mi się wypić herbatę po godzinie 20. Od tego czasu sen jakby poprawił się. W każdym razie nie budzę się tak często w nocy, a rano nie jestem zmęczony.

Czwartek

Po pracy basen, 1000 metrów w nieco ponad pół godziny, a potem sauna z mentolem. W międzyczasie krótkie i miłe rozmowy z panią w kasie, oraz stałymi bywalcami saunowymi. Ci ostatni pilnują obecności, bo wystarczy raz nie przyjść a następnym razem pytają co się działo że mnie nie było.

Piątek

Z rana wpadam na fatalny pomysł. Ponieważ trochę wstyd pod Departament do Spraw Trudnych i Beznadziejnych podjeżdżać brudnym autem, toteż wstępuję na myjnię. -13 jakoś mnie nie zniechęca, ale...po wyjechaniu z myjni zaczynam żałować tej decyzji. Na szczęście w ciągu dnia ociepla się na tyle, że gdy wychodzę z pracy mam najczystsze auto ze wszystkich pracowników!

Po pracy obiad na mieście, szybkie zakupy w sklepie po drodze do domu i gruntowne sprzątanie w mieszkania (prócz mycia okien, wiadomo - jeszcze zbyt zimno) i krótki odpoczynek. Następnie przygotowania do pracy w sobotę - bo niestety znowu mam dyżur. Rezygnuję z białej koszuli zamieniając ją na granatowo-szarą. Myślę, że do czarnych spodni będzie idealna. Przeglądam dokumenty i zapoznaję się z dwoma elementami, które lekko mnie stresują. Oglądam je sobie na spokojnie, staram się przyzwyczaić do nich, bo jutro wiem że będę musiał przy nich majstrować. Oby z dobrym skutkiem :)

sobota, 14 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 445

Poniedziałek 

Osłabienie prawie minęło, ale sen wciąż dość średni. Zatem rano wstaję zmęczony i wtedy najchętniej bym spał, lub w ciągu dnia.

Wtorek 

Leki na sen nie działają. Po kilku dniach postanawiam ich nie brać.

Środa

Kino. "Pies 51" - świetny film, który trzyma w napięciu do samego końca. Polecam.

Czwartek 

Popołudnie na basenie. Trochę nie mam sił, ale odrobina ćwiczeń a potem odpoczynek na saunie dobrze na mnie wpływa. Szkoda, że ten efekt jest taki krótki.

Piątek 

Dzień staje się coraz dłuższy. Po południu wciąż jest widno i to oznacza że wiosna coraz bliżej. Tego dnia jest słonecznie, zatem szczególnie widać te zmiany.

środa, 11 lutego 2026

Pączki po 9 groszy

Jak co roku tak i teraz - tłusty czwartek - czyli szał na pączki i faworki. Sklepy rywalizują o klientów i proponują świetne ceny - na przykład taki Lidl oferuje pączki po 0.09 zł za sztukę przy zakupie 12. 

Czyli opakowanie dwunastu "smacznych" i "przepysznych" słodkości kosztuje tylko 1.08 zł. Za taką cenę nie kupi się pączka w chyba żadnej piekarni czy cukierni.

Z czego one są zrobione, że kosztują tylko 9 groszy? Jak podaje strona Lidl.pl skład takiego pączka jest następujący:

mąka pszenna, nadzieję wieloowocowe 23%, cukier, woda, sok wieloowocowy z zagęszczonych sobie owocowych (z aronii, czarnej porzeczki, wiśni, malin), skrobia modyfikowana, suszone wytłoki jabłkowe, substancja zagęszczająca: pektyny, regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytryniany wapnia, koncentrat z marchwi, aromaty, masa jajowa pasteryzowana, tłuszcz palmowy, olej słonecznikowy, olej rzepakowy, drożdże, cukier puder dekoracyjny 1.5% (glukoza, tłuszcz palmowy, olej rzepakowy, skrobia pszenna, naturalny aromat), woda, emulgatory (mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych, mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mono-i discetylowinowym, lecytyny z rzepaku), gluten pszenny, białko jaja w proszku, laktoza z mleka, sól, glukoza, substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu) syrop glukozowy, skrobia pszenna, aromaty, ekstrakt z marchwi, błonnik roślinny, stabilizator: sól sodowa karboksymetylocelulozy, środek do przetwarzania mąki: kwas oskorbinowy..


Tymczasem, dla ciekawości - pączki w restauracji M. Gessler są po 26 zł, a faworki po 260 zł/kg. To skrajności. Ja nie skuszę się ani na jedne ani na drugie, a Wy? Ktoś robi swoje domowe pączki?

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

sobota, 7 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 444

Poniedziałek 

Telefoniczna konsultacja z lekarzem. Nowe leki. Gdy mam je w domu, czytam o możliwych działaniach niepożądanych i aż boję się je brać, ale nie mam wyboru - to znaczy mogę ich nie brać, tylko że chciałbym poprawy zdrowia i swojego stanu. 

W nocy stoję przy oknie i gapię się na księżyc - bo na parkingu nic się nie dzieje. Zasypiam dopiero nad ranem.


Wtorek 

Budzę się koło 9, lekko oszołomiony. Leki działają. Trochę kręci mi się w głowie, ale w ciągu dnia jest lepiej. Dużo słońca i mroźno.

Środa 

Ból głowy mija, sen lepszy. Mam siłę zrobić sobie porządne śniadanie. Łosoś i awokado. Niby wyjąć z lodówki, ale wcześniej nie miałem sił, ochoty, apetytu, nie miałem...

Czwartek 

Jest lepiej. Dobrze że mam Lidla tuż obok, bo zaczynam mieć ochotę na różne rzeczy - znaczy że wraca apetyt. Do śniadania wyciskam sok z pomarańczy.


Dużo słońca, przynajmniej z rana. Bo później marznący deszcz.

Piątek

Siły wracają, czuję jeszcze że coś tam na głowie nie jest ok, ale zdaje się że idzie to w dobrym kierunku. Korci mnie żeby wyjść z domu chociaż na chwilę, ale deszcz i zimno więc zostaję w miejscu.