Celowo wybieram poniedziałek na taką wizytę licząc, że nie będzie tu tłumów. I nie mylę się. Za to wewnątrz jest mnóstwo słońca, ponieważ cała południowa ściana jest przeszklona. Oczekiwanie na jedzenie umilają mi sączący się delikatny jazz z głośników, oraz obserwowanie powoli obniżającego się słońca. Dyskretnie zerkam na dziewczyny, które zajęte konsumpcją i rozmową wydają mi się jakby nie dzisiejsze. To pewnie z powodu tego, że mnóstwo ludzi w restauracjach wlepia twarz w smartfona. Pisałem już o tym nie raz, gdy klienci w takich miejscach nie chcą (?) ze sobą rozmawiać, lub po prostu cieszyć się swoim towarzystwem, tylko korzystają z telefonów przeglądając jakieś tam treści.
Gdy dziewczyny wychodzą, z jeszcze większym uśmiechem życzą mi przyjemnego popołudnia. Niespiesznie kończę obiad i - zanim wrócę do czterech ścian - idę na krótki spacer nieopodal, łapiąc ostatnie promienie słońca.
Wtorek
Zastanawiam się, skąd moja poprawa nastroju. Po dłuższym zastanawianiu dochodzę do wniosku, że może to mieć związek z sytuacją głównego managera. Od kilku dni jest w dość dużych tarapatach. Czy jego kłopoty sprawiają mi radość? Czuję do niego tak wielką złość, że wszystko możliwe.
Obecnie spada w przepaść. Próbuje rozpaczliwie łapać się czegokolwiek, oby jakoś przetrwać i wisi na bardzo cienkiej gałązce, która w każdej chwili może się oderwać.
Nie ma już "motywujących" briefingów z rana. Nie jest już tak arogancki i chamski jak zwykle. W ogóle, unika wychodzenia ze swojego gabinetu. Przemyka jak cień z parkingu do biura i spowrotem. Możliwe, że to tylko chwilowe, ale obserwuję to sobie i jakoś mi lżej.
Środa
Generalne sprzątanie w domu. W końcu wyrzucam zasuszone kwiatki, które uśmierciłem nie podlewając ich. Jednak mogę mieć tylko takie rośliny, które są bardzo tolerancyjne na moje działanie.
Czwartek
Po pracy idę do kawiarni na mus z białej czekolady. Siedząc obserwuję ludzi i ruch uliczny. Potem od razu na basen i saunę. Wieczór jak zwykle z przepisami i zadaniami do rozwiązania.
Piątek
Zimno. Dzień w pracy mija szybko, ale jutro (sobota) znowu do roboty. Ile jeszcze? Tego nie wiem, ale za tydzień chyba będę miał wolną sobotę. Tymczasem w skrzynce na listy niespodzianka. Kartka z Chicago. Ktoś wpisał mój adres, ale inne imię i nazwisko, więc to pomyłka.
Kartka wędrowała ponad 10 tygodni. Szkoda, że nie dotrze do właściwej osoby sprawiając komuś przyjemność.






Myślę, że jesteś jedyną osobą w okolicy, która otrzymuje kartki, więc listonosz nie przejął się w ogóle imieniem odbiorcy tylko wrzucił ją do Twojej skrzynki :)
OdpowiedzUsuńNo, ciekawie się u Ciebie dzieje i tajemniczo.
Przyjemnego weekendu mimo pracującej soboty! :)
Rybka prima, zjadłabym!
OdpowiedzUsuńBiałej czekolady nie lubię, podobno bardziej niezdrowa niż frytki...
Pomyłki z przesyłkami częste są, ile to razy odnosiłam list do właściwego adresata lub na pocztę.
Jedzenie wygląda bardzo pysznie. Nie ma w ogóle możliwości odnalezienia adresata kartki, nazwisko nic nikomu nie mówi?
OdpowiedzUsuńZmiana tła na białe było zamierzone?