niedziela, 13 kwietnia 2008

Przejście

Droga, tor. Kto pierwszy ten lepszy. Przez otwartą szybę ostry dźwięk motoru wdziera się bezlitośnie. Tuż przed skrzyżowaniem z sygnalizacją świetlną podjechały trzy szybkie (jak domniemam) motocykle. Na polu position porykiwały groźnie, by wystartować jak najszybciej. Zanim ruszyły pojazdy, ci byli już w połowie drogi do następnej sygnalizacji. Na jednym kole, jak na torze. I oto ostatnio pojawiły się pomysły ograniczenia wiekowego przy zdobywaniu kategorii A. Tylko czy 2-3 lata spowoduje iż w mózgu będzie mniej wody ?

Bardzo często kursanci oblewają egzamin za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu na przejściu.
Art 13 Kodeksu Drogowego (KD):
Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z przejścia dla pieszych. Pieszy znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem
Jednocześnie:

Art 26 KD:
Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu.
Wyobraźmy sobie taką sytuację: miasto, względnie mały ruch. Pojazd z L na dachu zbliża się do przejścia dla pieszych. Z lewej strony osoba (którą kandydat na kierowcę widzi) tuż przy przejściu - lecz nie wchodzi. Niestety, w momencie wjazdu pojazdu na przejście, pieszy stawia pierwszy krok po białym pasie ... Egzaminator: wynik egzaminu negatywny.

Oczywiście osoba zdająca tłumaczy się iż przy wjeżdżaniu pieszy niejako wtargnął na przejście. Tylko czy można wtargnąć na przejście ? KD wyraźnie nakazuje zachowania szczególnej ostrożności przy dojeżdżaniu do przejścia dla pieszych. Wiąże się to przede wszystkim z obserwacją i taką prędkością, która zapewni możliwość odpowiedniego zareagowania na zmieniające się warunki na drodze. Innym słowy, powinien być przygotowany do zatrzymania pojazdu, gdyby pieszy wszedł nieoczekiwanie na przejście.
Wyrok Sądu Najwyższego z 2 lipca 1980r V KRN 136/80 (OSNPG 1981, nr 5, poz. 48): "Na skrzyżowaniach dróg i przejściach dla pieszych wejście na jezdnię w zasadzie nie może być zaskoczeniem dla kierowcy"

Obowiązek dostosowania prędkości został także podkreślony w rozporządzeniu o znakach i sygnałach drogowych. Otóż kierujący pojazdem, który zbliża się do miejsca oznaczonego znakami D-6 (przejście dla pieszych) lub D-6b (przejście dla pieszych i przejazd dla rowerzystów), jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszego znajdującego się na przejściu dla pieszych lub na nie wchodzącego. Z tego wynika także sposób zatrzymania pojazdu przez kierującego: w sposób nie wywołujący wrażenia że się nie zatrzyma.

W opisanym wyżej egzaminie, zapewne pieszy chciał pewnie "przepuścić" pojazd i dopiero wejść na przejście. Niestety zdecydowana większość pieszych wchodzi właśnie w momencie gdy pojazd przejeżdża przez przejście. Jeśli pojazd jest tylko jeden a pieszy z lewej strony jezdni, jest bardzo wielkie prawdopodobieństwo wejścia na przejście. Naturalnie, jeśli pieszy jest z prawej strony to nie wejdzie, gdyż znajdzie się na masce pojazdu. Inaczej sytuacja wygląda, gdy jest większy ruch i za pojazdem przy przejściu jadą kolejne. Pieszy widzi cały rząd pojazdów i nie wejdzie tak prędko.

Ciekaw jestem, czy czytelnicy ów bloga kierują się podobnymi zasadami ...

poniedziałek, 7 kwietnia 2008

Błędy, błędy ...

Tuż przed weekendem mnóstwo pracy. Tak wiele, że nawet nie zauważyłem kiedy ten piątek zleciał. Jest już tak ciepło, że aż się prosi o wymianę opon na letnie. Tylko gdzie pojechać z tym problemem ? W jednej ze stacji pracują ludzie, którzy nienawidzą nauki jazdy i zawsze coś mają do powiedzenia, w innej nie robią porządnie, a jeszcze inna była zamknięta. W końcu nic nie zrobiłem, bo to nie ucieknie, prawda ? Potem tylko sobota - 5 godzin pracy i odpoczynek do poniedziałku (czyli dziś).

I niby wypoczęty, to jakoś ciężko się zmierzyć z nową porcją godzin pracy. Chyba się starzeję. Najpierw rano wydzwaniała kursantka, która spóźniła się na autobus i ostatecznie dojechała do miasta 15 min za późno. A miała mieć egzamin teoretyczny. Zawiozłem ją do WORD-u na ten egzamin, choć już sądziłem że przy takim spóźnieniu nie pozwolą jej wejść do sali nawet. Jak się okazało coś opóźniło (to prawie nigdy się nie zdarza) i spokojnie zaliczyła egzamin. Następnie ciągłe zmiany w grafiku pracy, bo ten zrezygnował, tamten chce dwie godziny a jeszcze inny prosi by podjechać po niego w jakieś tam miejsce.

W momencie, kiedy rozmawiałem przez telefon, na radiu mówili coś o wypadku który wydarzył się na mieście (słuchałem jednym uchem) - do tego wypełniałem karty i liczyłem godziny - i wtedy mój kursant nie zauważył znaku ustąp pierwszeństwa i postanowił wymusić na skrzyżowaniu. Zauważyłem to w ostatniej sekundzie i zatrzymałem pojazd. Na szczęście, kierowca drugiego pojazdu zatrzymał się, więc może do niczego nie doszłoby. Tak - wiem że nie powinienem tego robić (tylu rzeczy w czasie pracy). Po moim "sorry" pojechał, a ja rzuciłem to wszystko do schowka dopychając nieco kolanem i skupiłem się na jeździe.

Po południu myśl o konieczności wymiany opon była już na tyle silna, że musiałem w końcu gdzieś pojechać. Udałem się do warsztatu nieco na uboczu, do którego wiodła niezwykle dziurawa droga. Nie było kolejki, więc zleciłem usługę. I tu pełne zaskoczenie. Sprawnie i bez żadnych komentarzy w stylu: "Nauka jazdy to straszna zawalidroga ! Powinni ćwiczyć na polu !" Sprawnie załatwili mój "problem", nawet potrafią używać tam zwrotów grzecznościowych ! A następna wymiana czeka mnie dopiero przed zimą.

Uff, dzień się prawie skończył. I całe szczęście, bo już mam dość i chcę znów odpocząć.

środa, 2 kwietnia 2008

Ostatnia godzina ...

Jakiś czas temu, egzaminator oblał osobę, ponieważ nie sprawdziła zapięcia pasa bezpieczeństwa przez pasażera siedzącego z tyłu (instruktor obserwował egzamin - a raczej próbował obserwować, gdyż egzamin zakończył się tuż za bramą WORD-u). Od tamtej pory szczególnie uzmysławiamy przyszłym kierowcom ów problem.

Kilka dni temu, próba zwrócenia uwagi na niezapięte pasy do egzaminatora nadzorującego przebieg egzaminu, zakończyła się ostrym komentarzem tegoż egzaminatora w kierunku kursanta. I jak tu reagować ? Na kursie został nauczony sprawdzenia zapięcia pasów przez osobę z tyłu, a już na wstępie dowiaduje się że należy postąpić inaczej. A może i inne zadania należy wykonywać tak by egzaminator się nie przyczepił ? Tu myślenie kursanta krąży w martwym punkcie, a on sam walczy o przetrwanie. Stres momentalnie rośnie. O błąd bardzo łatwo.

Dziś z kolei ostatnia godzina z osobą, która kończy kurs. Na ostatniej godzinie, dwie próby wymuszenia pierwszeństwa. I to jakie ! Serce waliło mi przez kilka minut po tym, jak kursantka próbowała "zdążyć" przed dwoma autami z lewej strony na tzw rondzie. Nie podarowałem i pojechaliśmy tam jeszcze raz. I co się wtedy działo ? Jadąc prawym pasem, nie zauważyła iż auto na sąsiednim pasie zatrzymało się przed przejściem aby przepuścić pieszych. Hamowałem w ostatnim momencie, więc z piskiem opon stanęliśmy tuż przed pasami. Przyznaję, zagotowałem się kilka razy wtedy. Miałem ochotę wręcz wykrzyczeć błędy które popełniła, ale musiałem się powstrzymać i dokonać jedynie ostrzejszego komentarza. Aż strach pomyśleć, co może się stać gdy taka osoba zostanie przepuszczona na egzaminie.

Na szczęście, są też klienci którzy słuchają co się do nich mówi, a przede wszystkim w czasie jazdy myślą o jeździe ... I przy nich można poczytać gazety ...

Żartuję oczywiście, ale pozwala to choćby momentami odetchnąć przy tej ciągłej obserwacji kto kgogo i z której strony chce "skasować ...