poniedziałek, 13 maja 2013

Księżniczka [4]

Znów przybyło kursantów, na razie bez tłoku ale już czuję że więcej pracuję.

Na horyzoncie pojawił się Ł, który dawno temu rozpoczął kurs i nie skończył do dziś. W końcu zadzwonił i umówił się na jazdę. Już kiedyś szło mu słabo (delikatnie mówiąc), teraz jest nie lepiej. Chyba nawet gorzej. Spytałem go, czemu zrobił taką przerwę w jeździe, odparł że w zimie bał się jeździć. Szczerze, nie lubię takiego poddawania się - w końcu jak nauczyłby się w trudnych warunkach, teraz radziłby sobie lepiej.
Najgorsze, że w ogóle nie panuje nad tym co robi. Np w sytuacji skrętu na skrzyżowaniu potrafi wcisnąć gaz do końca, puścić kierownicę, a zamiast sprzęgła wcisnąć hamulec. Też do końca oczywiście. Ł mówi, że nie panuje nad tym co robi, gdyż "tych rzeczy" jest zbyt dużo.

Tymczasem opisywana niedawno "księżniczka" trochę sobie odpuściła i ... jeździ najczęściej raz w tygodniu. Dla mnie to całkiem dobrze, wszak wystarczy mi tych nerwów. Co prawda jest już nieco lepiej, ale w dalszym ciągu się gubi. Nie wiem, czy cokolwiek dobrego z tego będzie...

poniedziałek, 6 maja 2013

Kurs i egzamin na jednym aucie

Czy niebawem kursanci będą mogli zdawać na aucie ze szkoły jazdy? Wszystko możliwe ...

Przedstawiciele ośrodków szkolenia kierowców pod koniec kwietnia spotkali się z pracownikami ministerstwa transportu i zaprezentowali swoją propozycję zmian w sposobie egzaminowania kandydatów na kierowców. Najważniejsza zmiana dotyczy możliwości zdawania egzaminu w aucie, którym kursant uczył się jeździć.
- Mamy wstępną akceptację urzędników - mówił po spotkaniu Zbigniew Ogiński, prezes Stowarzyszenia Ośrodków Szkolenia Kierowców i Instruktorów -
jak podaje kurierlubelski.pl

Co to da? Przede wszystkim instruktorzy nie byliby zależni od WORD-u w kwestii auta i mogliby uczyć na tym, co sami wybiorą. Oczywiście, auto musiałoby być sprawne technicznie, choć to tak oczywiste, że chyba nie powinienem pisać. Pewnym problemem mogłaby być kwestia monitorowania egzaminu, choć myślę że dałoby się montować jakieś przenośne zestawy kamer i dysku twardego do zapisu. Na pewno dealerzy samochodowi na tym by stracili, gdyż zakończyłoby to masowe kupowanie aut, które wygrały przetargi dla WORD-ów.

Ja jestem jak najbardziej za - nie musiałbym co 4 lata zmieniać auta :)


czwartek, 2 maja 2013

Stała klientka

Kilkanaście dni temu na jazdę przyjechała kursantka z oddalonego o około 100 km miasta. Pierwszego dnia wykupiła 2 godziny jazdy, drugiego 3, głównie po to by poznać "trasy egzaminacyjne" (których tak na prawdę nie ma, gdyż egzaminator prawie wszędzie może wjechać). Niestety, okazało się że dziewczyna w ogóle nie potrafi jeździć, więc sama zmiana miasta nic tu nie pomoże.

Pod koniec jazd, w obliczu bardzo wielkiej ilości błędów, kursantka zaczęła mocno narzekać m.in ma słabe oznakowanie poziome (faktycznie jest beznadziejne), duży ruch (na pewno nie większy niż w jej mieście), dziwne skrzyżowania ( tu już zaczynała przeginać, skoro skrzyżowania w kształcie litery Y są dziwne, to może niech sobie da spokój z prawkiem?) a na samym końcu także auto jej nie pasowało. To wbrew logice, bo powinno być jej najtrudniej na samym początku.

Ale, jak ktoś nie umie jeździć to czasem stara się zwalić winę na wszystko inne niż na siebie ... Po niezdanym egzaminie (w sumie był to chyba 7 raz), powiedziała że wykupi 8-10 godzin i się podszkoli. Oczywiście, nie należy w to wierzyć, dziś zadzwoniła i zmieniła zdanie - wg niej maksymalnie 4 godziny wystarczą. Czyli wiem z prawie pewnością, że ósme podejście nie będzie ostatnie. No chyba że wydarzy się cud...

PS. pamiętacie gościa z radia? Nie zdał egzaminu z powodu ... przekroczenia prędkości. Czyli na własne wyraźne życzenie. Dziwne, bo wydawało mi się że chciał zdać ten egzamin...