- poranek mroźny i jeszcze ciemny. Przed 7.00 podjeżdżam w umówione miejsce - to stacja paliw i budynek KFC który jest tuż obok. Fast food otwiera się o pełnej godzinie (właśnie o 7) i ze zdziwieniem obserwuję, jak tuż po otwarciu wchodzą tam pierwsi chętni. Dla mnie to trochę niepojęte, by już wcześnie rano pakować w siebie tak niezdrowe jedzenie. Śniadanie w KFC? Nie, dziękuję. Tymczasem kolejni raczej młodzi szturmują drzwi, które prawie się nie zamykają. Czasem zdarzy mi się coś tam zjeść na szybko - ale to nie częściej niż raz w miesiącu.
- na ulicy widzę chłopaka, który mimo śniegu i kilku stopni mrozu ubrany jest w krótkie spodenki. Może jest sportowcem, a może nie - bo wcale nie wygląda jakby biegał. Widzę, że także inni zwracają na niego uwagę przyglądając się uważniej. W moim małym miasteczku wszelkie takie sytuacje są tak niecodzienne, inne i wyjątkowe, że wzbudzają nie lada zainteresowanie. Pewnie w takiej Warszawie nikt nie zwróciłby uwagi na gościa w spodenkach na śniegu i mrozie.
- zatrzymałem pojazd za znakiem zakaz zatrzymywania* i wyszedłem do biura - zawsze tak robię. Po kilku minutach wracam do auta, obok stoi radiowóz. No tak - pomyślałem - w końcu się doigrałem. Ale - w radiowozie jest tylko kierowca i nic ode mnie nie chce. On także stanął na zakazie, a nawet gorzej - ponieważ zupełnie zablokował przejazd - no ale kto będzie "trąbił" na gliniarzy? Po kilku chwilach do radiowozu wraca drugi policjant, trzymając w dłoni kebaba i odjeżdżają. Też bym coś zjadł...
*
a dzieje się to na drodze niepublicznej, więc tak naprawdę znak nie obowiązuje
A na koniec jeszcze jeden kwiatek, z poranka: