Poniedziałek
Krótszy tydzień, zatem więcej pozytywnej energii i chęci do pracy. Po pracy krótka wycieczka rowerowa nad zalew, ale komary i meszki skutecznie ją uprzykrzają.
Wtorek
W pracy luz. Z boku obserwuję konflikty i utarczki.
Środa
Szkolenie w firmie. Długie i nudne. Ale obowiązkowe.
Czwartek
Wycieczka ze znajomymi, ale w zupełnie innym gronie. Prognoza pogody się nie sprawdziła (zapowiadane burze), bo tylko minimalnie pokropiło przez kilka chwil, ale poza tym idealnie - lekki wiatr trochę słońca i trochę zachmurzenia.
Piątek
Czyję się jakby to był poniedziałek. W pracy spokój choć dużo pracy. Po niej miałem jechać na sauny, ale mój fryzjer zrobił sobie wolne na sobotę więc musiałem pójść do niego w piątek po południu. Za tydzień o tej porze będę w drodze na lotnisko.
Zatem jadę do dużego miasta. Najpierw fryzjer (35 zł) potem kolacja nad wodą (116 zł). Z restauracji wychodzę po dziewiątej i widzę sporo ludzi czekających na wejście. U mnie (w miasteczku) byłoby to nie do pomyślenia.














