Jak zmusić ucznia do przestrzegania zasad które zna i potrafi zastosować ? Ostatnio mam sporo takich przypadków ...
23 godzina szkolenia, zbliża się egzamin wewnętrzny. Szeroka ulica, na której końcu są dwa znaki. Poziomy (Stop z linią zatrzymania) i pionowy - B20 - Stop. Co robi osoba szkolona ? Podjeżdża na drugim biegu, spogląda w lewo i jazda dalej. Moje pytanie - Czemu nie było zatrzymania ?! Odpowiedź - A po co ? Nic nie jechało z lewej. Atmosfera się zagęściła, gdyż skomentowałem to dość jednoznacznie i stanowczo. W nagrodę pojechaliśmy ponownie przez to samo skrzyżowanie, bo - mówiąc szczerze - ruszyło mnie to ! Drugim razem przejazd był poprawny.
Kompletna ignorancja przepisów. Po chwili spytałem co należy zrobić przejeżdżając przez tak oznakowane skrzyżowanie, to odpowiedź była śpiewająca. Czy tak trudno się zatrzymać i być w zgodzie z przepisami ?
Po kilku chwilach, jedziemy drogą gdzie jest ograniczenie prędkości do 30 km/h. Pytanie do kursanta: - Z jaką prędkością jedziemy ? - 45 km/h odpowiada. - A ile tu można ? - A bo ja wiem ... Tu już byłem zdenerwowany porządnie. Bo co innego, gdy ktoś się stara z mizernym skutkiem, a co innego gdy ktoś totalnie lekceważy co się do niego mówi.
Całe szczęście, jazda już się kończyła. Na następnye zajęcia jest wyznaczony egzamin. Ciekawe jak tam się zachowa. W obszernym podsumowaniu nie omieszkałem zwrócić uwagę na nieprawidłowe zachowanie osoby szkolonej - tylko to już nie pierwszy raz ... Muszę sięgać po bardziej radykalne, a przede wszystkim skuteczniejsze metody na takich krnąbrnych i opornych uczniów ...
niedziela, 27 stycznia 2008
poniedziałek, 21 stycznia 2008
Wszyscy chcą ...
Studentka, pracownik z drukarni. Bezrobotny, pani z Urzędu Skarbowego. Uczeń z liceum i pielęgniarka. Magister fizyki i florystka. Co ich łączy ? Chęć posiadania tego samego dokumentu. Legitymowania się nim, korzystania z niego. Jest potrzebny, czasem niezastąpiony. Niektórzy robią (kurs), bo muszą - a inni robią bo chcą. Jeszcze inni robią, bo ktoś za nich płaci ... A wszystko kończy się egzaminem, sprawdzianem umiejętności, własnego szczęścia i sprytu (niekiedy).
Najpierw on. Na egzamin wewnętrzny przysłał go mój kolega z pracy.
Początkowo wydawał się bardzo opanowany. Nowe auto starannie "poznawał" i robił to bardzo ostrożnie. Początkowe wolne ruszenia przeznaczył na zapoznanie działania sprzęgła. Jednocześnie, wiedział iż mówiłem o odpowiedniej dynamice jazdy, to też po chwili takowa była.
Wszystkie moje prośby wykonywał bez mrugnięcia okiem. Wydawało mi się, że jego charakter jest ze stali. Początkowe uwagi co do przebiegu egzaminu nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. U mnie zagościł delikatny uśmiech na twarzy, ponieważ sądziłem iż w końcu trafił się ktoś, kto zda to. I tak, jadąc już kilkanaście minut, kursant miał właśnie zmienić pas na lewy (do jazdy na wprost). I zmienił, tylko że przejechał przez ciągłą linię. Nie dostosował się do znaku "podwójna linia ciągła P4".
Ten fatalny błąd przekreślił literkę "P", a pojawiło się wielkie "N". Poważny błąd, więc pomimo tego że egzamin był kontynuowany, jego wynik był już przesądzony. Kursant prosił o bieżące informowanie o błędach powodujących niezaliczenie egzaminu. Po zjechaniu ze skrzyżowania, zatrzymaliśmy pojazd. Oznajmiłem. Przyjął na chłodno, posmutniał, ale opanowany jak poprzednio ! Kontynuowaliśmy egzamin w ciszy i skupieniu.
W podsumowaniu, w zasadzie miałem tylko jedną uwagę - przejechanie linii podwójnej. Niby drobny błąd, a jakże istotny zarazem. Tu mój kontakt z kursantem się urwał (jak się okazało - nie na długo, o tym za chwilę).
******
Ona - kursantka od tego samego kolegi. Rozpoczęliśmy na wielkim parkingu przy hipermarkecie. Zanim jeszcze rozpoczęliśmy, już widać było obawy o sposób wyjechania z zatłoczonego miejsca.
Początkowe "przemówienie" spowodowało wzrost obaw (jej), ale odwrotu nie ma.
O dziwo, spokojnie wyjechała z parkingu i rozpoczęliśmy od razu po mieście. Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy rządziły osobą kierującą pojazdem. Drobne błędy w postaci zbyt późnej redukcji, lub za duża dawka obrotów trochę przeszkadzały, ale jakoś się to wszystko kleiło.
Cisza, niczym grobowa. Tylko "proszę w prawo", "proszę w lewo". U większości osób taka atmosfera pogłębia stres i niekiedy wręcz paraliżuje. Przyzwyczajeni do rozmowy z instruktorem, nie czują się dobrze w nowej sytuacji. Ale tu nie ma pogawędek ! Naturalnie odpowiadam na pytania, ale wszystko to raczej na minimum.
Na pewnym skrzyżowaniu, kursantka myli kierunek jazdy i zamiast w lewo jedzie w prawo. Delikatny komentarz, a jej zaczyna skakać broda ze zdenerwowania. Jedziemy dalej, wszystko wisi na włosku. Znów kilka błędów technicznych, w efekcie czego gaśnie jej auto ! Szybkie uruchomienie, duża dawka"gazu" i pokonujemy kolejne metry, lecz zdenerwowanie i i przerażenie sytuacją widać jak na dłoni. Parkowanie - z małymi trudnościami zaliczone. Zawracanie - z nieco większymi trudnościami, też zaliczone. Wracamy. Pozostała tylko droga powrotna na parking skąd zaczynaliśmy, a jak wiemy tu także może się coś wydarzyć ...
Jednak nic wielkiego się nie dzieje i dojeżdżamy na umówione miejsce. Na początku wyliczam wady, po czym mówię: "egzamin zaliczony". A tu głęboki oddech i uśmiech, który wydaje się jakby nie wierzył do końca ... Tak więc - mimo wszystko egzamin zaliczony. Sporo szczęścia, trochę błędów technicznych które nie powodują wyniku negatywnego i jest - udało się.
*****
Po egzaminie z kursantem, miałem okazję jeszcze z nim pracować przez 2 godziny.Nie poznałem go, tylu ludzi się przewija przed moimi oczami ... Po dwóch godzinach, pozytywnie zaskoczony jego dokonaniami robiłem podsumowanie, wtedy on przypomniał mi o podwójnej linii ciągłej ... Trochę się dziwnie poczułem wtedy, porównałem szybko w myślach jego poziom jazdy i tej kursantki ... i cóż ... Miała dużo szczęścia, mało umiejętności. On odwrotnie ... Swoją drogą, ów kursant mocno przeżywał to niepowodzenie.
Wiadomość z dziś - on zdał, ona ma egzamin pojutrze.
Powodzenia, dla wszystkich :)
Najpierw on. Na egzamin wewnętrzny przysłał go mój kolega z pracy.
Początkowo wydawał się bardzo opanowany. Nowe auto starannie "poznawał" i robił to bardzo ostrożnie. Początkowe wolne ruszenia przeznaczył na zapoznanie działania sprzęgła. Jednocześnie, wiedział iż mówiłem o odpowiedniej dynamice jazdy, to też po chwili takowa była.
Wszystkie moje prośby wykonywał bez mrugnięcia okiem. Wydawało mi się, że jego charakter jest ze stali. Początkowe uwagi co do przebiegu egzaminu nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. U mnie zagościł delikatny uśmiech na twarzy, ponieważ sądziłem iż w końcu trafił się ktoś, kto zda to. I tak, jadąc już kilkanaście minut, kursant miał właśnie zmienić pas na lewy (do jazdy na wprost). I zmienił, tylko że przejechał przez ciągłą linię. Nie dostosował się do znaku "podwójna linia ciągła P4".
Ten fatalny błąd przekreślił literkę "P", a pojawiło się wielkie "N". Poważny błąd, więc pomimo tego że egzamin był kontynuowany, jego wynik był już przesądzony. Kursant prosił o bieżące informowanie o błędach powodujących niezaliczenie egzaminu. Po zjechaniu ze skrzyżowania, zatrzymaliśmy pojazd. Oznajmiłem. Przyjął na chłodno, posmutniał, ale opanowany jak poprzednio ! Kontynuowaliśmy egzamin w ciszy i skupieniu.
W podsumowaniu, w zasadzie miałem tylko jedną uwagę - przejechanie linii podwójnej. Niby drobny błąd, a jakże istotny zarazem. Tu mój kontakt z kursantem się urwał (jak się okazało - nie na długo, o tym za chwilę).
******
Ona - kursantka od tego samego kolegi. Rozpoczęliśmy na wielkim parkingu przy hipermarkecie. Zanim jeszcze rozpoczęliśmy, już widać było obawy o sposób wyjechania z zatłoczonego miejsca.
Początkowe "przemówienie" spowodowało wzrost obaw (jej), ale odwrotu nie ma.
O dziwo, spokojnie wyjechała z parkingu i rozpoczęliśmy od razu po mieście. Nerwy, nerwy i jeszcze raz nerwy rządziły osobą kierującą pojazdem. Drobne błędy w postaci zbyt późnej redukcji, lub za duża dawka obrotów trochę przeszkadzały, ale jakoś się to wszystko kleiło.
Cisza, niczym grobowa. Tylko "proszę w prawo", "proszę w lewo". U większości osób taka atmosfera pogłębia stres i niekiedy wręcz paraliżuje. Przyzwyczajeni do rozmowy z instruktorem, nie czują się dobrze w nowej sytuacji. Ale tu nie ma pogawędek ! Naturalnie odpowiadam na pytania, ale wszystko to raczej na minimum.
Na pewnym skrzyżowaniu, kursantka myli kierunek jazdy i zamiast w lewo jedzie w prawo. Delikatny komentarz, a jej zaczyna skakać broda ze zdenerwowania. Jedziemy dalej, wszystko wisi na włosku. Znów kilka błędów technicznych, w efekcie czego gaśnie jej auto ! Szybkie uruchomienie, duża dawka"gazu" i pokonujemy kolejne metry, lecz zdenerwowanie i i przerażenie sytuacją widać jak na dłoni. Parkowanie - z małymi trudnościami zaliczone. Zawracanie - z nieco większymi trudnościami, też zaliczone. Wracamy. Pozostała tylko droga powrotna na parking skąd zaczynaliśmy, a jak wiemy tu także może się coś wydarzyć ...
Jednak nic wielkiego się nie dzieje i dojeżdżamy na umówione miejsce. Na początku wyliczam wady, po czym mówię: "egzamin zaliczony". A tu głęboki oddech i uśmiech, który wydaje się jakby nie wierzył do końca ... Tak więc - mimo wszystko egzamin zaliczony. Sporo szczęścia, trochę błędów technicznych które nie powodują wyniku negatywnego i jest - udało się.
*****
Po egzaminie z kursantem, miałem okazję jeszcze z nim pracować przez 2 godziny.Nie poznałem go, tylu ludzi się przewija przed moimi oczami ... Po dwóch godzinach, pozytywnie zaskoczony jego dokonaniami robiłem podsumowanie, wtedy on przypomniał mi o podwójnej linii ciągłej ... Trochę się dziwnie poczułem wtedy, porównałem szybko w myślach jego poziom jazdy i tej kursantki ... i cóż ... Miała dużo szczęścia, mało umiejętności. On odwrotnie ... Swoją drogą, ów kursant mocno przeżywał to niepowodzenie.
Wiadomość z dziś - on zdał, ona ma egzamin pojutrze.
Powodzenia, dla wszystkich :)
piątek, 18 stycznia 2008
Nowe, stare ...
Tak szumnie zapowiadane pod koniec ubiegłego roku zmiany w egzaminowaniu spełzły na niczym.
Dziś czytamy, że zmiany wejdą w życie najwcześniej na jesieni 2008, lub początku przyszłego roku.
A co to za zmiany ?
Przede wszystkim, zmiany czekają egzamin teoretyczny. Dotychczasowa baza prawie 500 pytań zostanie kompletnie zmieniona. Wg niektórych informacji, ma ona sięgnąć liczby około 4000, ale na ile to jest realne, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nie tak jak obecnie, kursant podczas egzaminu będzie miał tylko krótką chwilę na zaznaczenie prawidłowej odpowiedzi. Dynamiczne symulacje konkretnych sytuacji na teście ma spowodować wymuszenie udzielania szybkich odpowiedzi. Obecnie nad jednym pytaniem można spędzić i 10 minut. To ma się zmienić.
Jeśli chodzi o pytania z udzielania pomocy przedlekarskiej, te zostały już wprowadzone (UE wymusiła to w Polsce). Cała baza pytań ma być niedostępna dla zdającego przed egzaminem. To z kolei wymusiłoby znajomość całej tematyki Kodeksu Drogowego. Naturalnie, wykłady byłby w cenie i obecność na nich wręcz konieczna.
Czy to podniesie poziom kształcenia ? Pewnie tak, ale przy okazji ceny pójdą w górę, bo to kolejna sytuacja gdy będzie możliwość "usprawiedliwionego" podniesienia ceny za kurs.
Przy okazji, mówi się o otwarciu drogi do kursu dla szesnastolatków. Oczywiście pod pewnymi restrykcjami. Szczegóły nadal nie są znane, a prędkość prac nie rokuje szybkiego pojawienia się nowych zasad. Pożyjemy zobaczymy, oby zmiany poszły w dobrym kierunku ...
Dziś czytamy, że zmiany wejdą w życie najwcześniej na jesieni 2008, lub początku przyszłego roku.
A co to za zmiany ?
Przede wszystkim, zmiany czekają egzamin teoretyczny. Dotychczasowa baza prawie 500 pytań zostanie kompletnie zmieniona. Wg niektórych informacji, ma ona sięgnąć liczby około 4000, ale na ile to jest realne, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że nie tak jak obecnie, kursant podczas egzaminu będzie miał tylko krótką chwilę na zaznaczenie prawidłowej odpowiedzi. Dynamiczne symulacje konkretnych sytuacji na teście ma spowodować wymuszenie udzielania szybkich odpowiedzi. Obecnie nad jednym pytaniem można spędzić i 10 minut. To ma się zmienić.
Jeśli chodzi o pytania z udzielania pomocy przedlekarskiej, te zostały już wprowadzone (UE wymusiła to w Polsce). Cała baza pytań ma być niedostępna dla zdającego przed egzaminem. To z kolei wymusiłoby znajomość całej tematyki Kodeksu Drogowego. Naturalnie, wykłady byłby w cenie i obecność na nich wręcz konieczna.
Czy to podniesie poziom kształcenia ? Pewnie tak, ale przy okazji ceny pójdą w górę, bo to kolejna sytuacja gdy będzie możliwość "usprawiedliwionego" podniesienia ceny za kurs.
Przy okazji, mówi się o otwarciu drogi do kursu dla szesnastolatków. Oczywiście pod pewnymi restrykcjami. Szczegóły nadal nie są znane, a prędkość prac nie rokuje szybkiego pojawienia się nowych zasad. Pożyjemy zobaczymy, oby zmiany poszły w dobrym kierunku ...
Subskrybuj:
Posty (Atom)