1) Zrobić dobry rosół. Taki na prawdziwych kawałkach mięsa, z dużą ilością warzyw. Ale przede wszystkim z sercem! No i świeżym koprem :)
2) Ukończyć i zdać egzamin dla kandydatów na egzaminatora. Poszerzyć zakres wiedzy, także praktycznej.
3) Pomyśleć o sensownym i realnym zabezpieczeniu finansowym na stare lata, o ile dożyję.
4) Zmienić auto, jeśli finanse pozwolą (punkt 2). I love hybrid!
5) Upiec tartę jabłkową. Z odrobiną cynamonu i lekko kwaśnymi jabłkami.
No to do dzieła! :)
niedziela, 27 stycznia 2019
sobota, 26 stycznia 2019
Podsumowanie tygodnia 68
Poniedziałek
Do wakacyjnego wyjazdu na Majorkę pozostało jedynie 243 dni :)
Wtorek
Dojeżdżając do skrzyżowania wydaję polecenie - na wprost. A kursant pyta: ale w lewoprosto czy w prawoprosto? Ostatecznie pokazałem mu dłonią dokąd ma jechać. I tak pojechał inaczej.
Środa
Baleno zamarzło. Choć na zewnątrz -5 nie mogę dostać się do wnętrza. Zamek centralny działa, ale drzwi wydają się być zamarznięte. Próbuję otworzyć na siłę ale z wyczuciem i udaje mi się - ale jedynie drzwi od strony pasażera. Wsiadam więc tamtędy i jadę po kursanta a w międzyczasie drzwi odpuściły.
Czwartek
I znowu to Baleno... Od kilku tygodni obserwuję pewną nieprawidłowość - otóż w czasie jazdy samoczynnie otwiera się klapka od wlewu paliwa. Co rusz ją zamykam, ale co najmniej raz dziennie otwiera się sama. Jakieś czary?
Piątek
Wczoraj i dzisiaj odpoczywam, plus sobota i niedziela to cztery dni - nieźle jak na mnie :)
Do wakacyjnego wyjazdu na Majorkę pozostało jedynie 243 dni :)
Wtorek
Dojeżdżając do skrzyżowania wydaję polecenie - na wprost. A kursant pyta: ale w lewoprosto czy w prawoprosto? Ostatecznie pokazałem mu dłonią dokąd ma jechać. I tak pojechał inaczej.
Środa
Baleno zamarzło. Choć na zewnątrz -5 nie mogę dostać się do wnętrza. Zamek centralny działa, ale drzwi wydają się być zamarznięte. Próbuję otworzyć na siłę ale z wyczuciem i udaje mi się - ale jedynie drzwi od strony pasażera. Wsiadam więc tamtędy i jadę po kursanta a w międzyczasie drzwi odpuściły.
Czwartek
I znowu to Baleno... Od kilku tygodni obserwuję pewną nieprawidłowość - otóż w czasie jazdy samoczynnie otwiera się klapka od wlewu paliwa. Co rusz ją zamykam, ale co najmniej raz dziennie otwiera się sama. Jakieś czary?
Piątek
Wczoraj i dzisiaj odpoczywam, plus sobota i niedziela to cztery dni - nieźle jak na mnie :)
czwartek, 24 stycznia 2019
Prawo jazdy dla każdego?
Nieco głośniej gra u mnie muzyka Mozarta - dokładnie XVI sonata C-dur. Czasem słyszę jakieś głosy dziecięce (chyba z piętra niżej, tam gdzie kiedyś mieszkali starsi i bardzo mili ludzie) - więc chyba przeżyją jeśli usłyszą kilka dźwięków Mozarta?
Zaparzyłem czarną aromatyzowaną herbatę, jem ciastka przywiezione jeszcze z ostatniego pobytu w Grecji i odpoczywam. Dziś i jutro mam wolne od jazdy - większe projekty w drugiej pracy są tak rozłożone, że właśnie dziś i jutro jestem po prostu tam.
Tymczasem moja ulubiona kursantka (belferka, o której pisałem niedawno) nie rokuje dobrze. Ma już za sobą 24 godziny, ale...
Jej filozofia jest prosta: wszystko umiem, wszystko wiem i jestem the best! A jeśli jakimś cudem czegoś nie wiem, to zapytam instruktora, choć i tak wejdę mu w połowie zdania ze swoim "tak tak, ja to wiem panie Tomku!". Tak więc grunt to mieć dobrą samoocenę, przecież kierowanie autem to pikuś, nie takie rzeczy w życiu się robiło!
Po wejściu do auta trzeba ustawić fotel i lusterka. Jej zajmuje to około 10 minut. Zapytacie jak to możliwe? Hmm, wszystko jest możliwe. Najpierw ustawia lewe - nieźle jej nawet idzie. Potem próbuje ustawić prawe, ale nigdy nie zauważa że nadal kręci lewym lusterkiem. W efekcie zupełnie przestawi lewe, po czym próbuje prawe. A potem od nowa. I tak owe 10 minut. Cierpliwość potrzebna od zaraz, ale bez problemu daję radę - wszak to dopiero początek :)
Gdy już ruszymy kursantka nic nie zrobi sama. Tzn muszę jej wszystko mówić, choć nawet gdy powiem to pewności że zrobi to poprawnie nie ma. Np bardzo często myli trójkę z jedynką (współczuję skrzyni) oraz dwójkę z czwórką. Nie - to nie jest tak że my tego nie ćwiczymy na sucho przed każdą jazdą - ćwiczymy. Ale patrz punkt pierwszy - ona to wszystko już wie! Oczywiście zdarzy się pomylić hamulec z gazem, ale jeżdżę w pasach więc względnie bezpiecznie. Gorzej dla tych z tyłu, no ale mam "L" na dachu, więc powinni uważać. I tak zamiast prawego kierunkowskazu włącza lewy, choć czasem już jej nie mówię w ogóle bo lepiej aby żadnego nie włączyła zamiast tego co nie trzeba.
Skrzyżowania o ruchu okrężnym to rzecz nie do przeskoczenia. Prawa i lewa strona, jakieś wysepki na środku - kto to w ogóle widział takie dziwactwa?! Jeszcze NIGDY nie przejechała poprawnie przez rondo, oczywiście z ciągłym moim podpowiadaniem i mówieniem co ma zrobić. Ona i tak pojedzie nie tam gdzie trzeba, lub ze złego pasa ruchu. Naturalnie przed rondem i już po tłumaczę jak powinno to wyglądać.
Znaki są. Jakieś. I stoją czasami. Już wiem, że nie mogę jej pytać jaki znak minęliśmy, bo ona tego nie wie. Więc obniżyłem próg (staram się być elastyczny, dobrze?) i pytam zawczasu. Na przykład - co oznacza strzałka pod tym znakiem?
Jej odpowiedź: "że jedziemy prosto!". Nie mam więcej pytań. Kiedyś, wyrzuciłbym z auta, ale trzeba być elastycznym, prawda? :P
A tu już korzysta nie z mojej wiedzy, tylko z tego co znalazła w internecie. Mianowicie próbuje skręcać przy drugiej tyczce, a przy czwartej prostuje. Tzn próbuje prostować, bo zwykle zamiast odkręcać koła ona je dokręca jeszcze bardziej. No cóż, powiedziałem jej co sądzę o takich metodach i wyraźnie ale wciąż grzecznie odciąłem się od odpowiedzialności za takie wykonanie zadania.
Jeśli chodzi o sprawdzanie świateł i płynów sprawa wygląda tak. Zrobiliśmy to gdzieś na początku jej kursu, potem powiedziała że "następnym razem", potem że źle się czuje i nie chce wychodzić z auta, następnie stwierdziła że ona sobie czytała o tym w domu (!), potem jeszcze byliśmy w trasie więc też sprawdzanie nam uciekło, potem powiedziała że jest lekko przeziębiona i znów nie chce wychodzić na zewnątrz. No i ostatnio mieliśmy sprawdzić światła i płyny, ale...ona zrezygnowała z ostatniej pół godziny jazdy i zadecydowała że już chce wysiąść.
Na każdej jeździe robię podsumowanie, omawiam co i jak należy zrobić - siłą rzeczy muszę to jakoś streszczać wszak u niej należy poprawić WSZYSTKO. Ktoś może zadać pytanie - czy ona się w ogóle nadaje? Wg mnie jeśli ona sama chce i deklaruje, że weźmie godziny dodatkowe aby się tego wszystkiego nauczyć to ja nie chcę stawać jej na drodze do upragnionego prawa jazdy. Moją rolą nie jest eliminowanie takich ludzi, ja ze wszystkich sił próbuję ją nauczyć jeździć :)
Zaparzyłem czarną aromatyzowaną herbatę, jem ciastka przywiezione jeszcze z ostatniego pobytu w Grecji i odpoczywam. Dziś i jutro mam wolne od jazdy - większe projekty w drugiej pracy są tak rozłożone, że właśnie dziś i jutro jestem po prostu tam.
Tymczasem moja ulubiona kursantka (belferka, o której pisałem niedawno) nie rokuje dobrze. Ma już za sobą 24 godziny, ale...
Wszystko już umiem
Jej filozofia jest prosta: wszystko umiem, wszystko wiem i jestem the best! A jeśli jakimś cudem czegoś nie wiem, to zapytam instruktora, choć i tak wejdę mu w połowie zdania ze swoim "tak tak, ja to wiem panie Tomku!". Tak więc grunt to mieć dobrą samoocenę, przecież kierowanie autem to pikuś, nie takie rzeczy w życiu się robiło!
Ach, te lusterka!
Po wejściu do auta trzeba ustawić fotel i lusterka. Jej zajmuje to około 10 minut. Zapytacie jak to możliwe? Hmm, wszystko jest możliwe. Najpierw ustawia lewe - nieźle jej nawet idzie. Potem próbuje ustawić prawe, ale nigdy nie zauważa że nadal kręci lewym lusterkiem. W efekcie zupełnie przestawi lewe, po czym próbuje prawe. A potem od nowa. I tak owe 10 minut. Cierpliwość potrzebna od zaraz, ale bez problemu daję radę - wszak to dopiero początek :)
Jedziemy, ale gdzie?
Gdy już ruszymy kursantka nic nie zrobi sama. Tzn muszę jej wszystko mówić, choć nawet gdy powiem to pewności że zrobi to poprawnie nie ma. Np bardzo często myli trójkę z jedynką (współczuję skrzyni) oraz dwójkę z czwórką. Nie - to nie jest tak że my tego nie ćwiczymy na sucho przed każdą jazdą - ćwiczymy. Ale patrz punkt pierwszy - ona to wszystko już wie! Oczywiście zdarzy się pomylić hamulec z gazem, ale jeżdżę w pasach więc względnie bezpiecznie. Gorzej dla tych z tyłu, no ale mam "L" na dachu, więc powinni uważać. I tak zamiast prawego kierunkowskazu włącza lewy, choć czasem już jej nie mówię w ogóle bo lepiej aby żadnego nie włączyła zamiast tego co nie trzeba.
Dziwne ronda
Skrzyżowania o ruchu okrężnym to rzecz nie do przeskoczenia. Prawa i lewa strona, jakieś wysepki na środku - kto to w ogóle widział takie dziwactwa?! Jeszcze NIGDY nie przejechała poprawnie przez rondo, oczywiście z ciągłym moim podpowiadaniem i mówieniem co ma zrobić. Ona i tak pojedzie nie tam gdzie trzeba, lub ze złego pasa ruchu. Naturalnie przed rondem i już po tłumaczę jak powinno to wyglądać.
Znaki? Ale po co?
Znaki są. Jakieś. I stoją czasami. Już wiem, że nie mogę jej pytać jaki znak minęliśmy, bo ona tego nie wie. Więc obniżyłem próg (staram się być elastyczny, dobrze?) i pytam zawczasu. Na przykład - co oznacza strzałka pod tym znakiem?
Jej odpowiedź: "że jedziemy prosto!". Nie mam więcej pytań. Kiedyś, wyrzuciłbym z auta, ale trzeba być elastycznym, prawda? :P
A teraz czas na plac manewrowy
A tu już korzysta nie z mojej wiedzy, tylko z tego co znalazła w internecie. Mianowicie próbuje skręcać przy drugiej tyczce, a przy czwartej prostuje. Tzn próbuje prostować, bo zwykle zamiast odkręcać koła ona je dokręca jeszcze bardziej. No cóż, powiedziałem jej co sądzę o takich metodach i wyraźnie ale wciąż grzecznie odciąłem się od odpowiedzialności za takie wykonanie zadania.
Jeśli chodzi o sprawdzanie świateł i płynów sprawa wygląda tak. Zrobiliśmy to gdzieś na początku jej kursu, potem powiedziała że "następnym razem", potem że źle się czuje i nie chce wychodzić z auta, następnie stwierdziła że ona sobie czytała o tym w domu (!), potem jeszcze byliśmy w trasie więc też sprawdzanie nam uciekło, potem powiedziała że jest lekko przeziębiona i znów nie chce wychodzić na zewnątrz. No i ostatnio mieliśmy sprawdzić światła i płyny, ale...ona zrezygnowała z ostatniej pół godziny jazdy i zadecydowała że już chce wysiąść.
I co dalej?
Na każdej jeździe robię podsumowanie, omawiam co i jak należy zrobić - siłą rzeczy muszę to jakoś streszczać wszak u niej należy poprawić WSZYSTKO. Ktoś może zadać pytanie - czy ona się w ogóle nadaje? Wg mnie jeśli ona sama chce i deklaruje, że weźmie godziny dodatkowe aby się tego wszystkiego nauczyć to ja nie chcę stawać jej na drodze do upragnionego prawa jazdy. Moją rolą nie jest eliminowanie takich ludzi, ja ze wszystkich sił próbuję ją nauczyć jeździć :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


