Zapewne pamiętacie, że mniej więcej dwa miesiące temu miałem dwa egzaminy - z których jednego nie zdałem (z Agatą) a drugi zdałem (z Grześkiem). Złożyłem odpowiednie dokumenty i kilka dni temu podszedłem do egzaminu poprawkowego.
Tak jak poprzednio, egzamin ten składał się z czterech modułów, w których jakikolwiek błąd mógł powodować porażkę całego egzaminu. Ćwiczyłem w swoim Departamencie, ale to byłoby zbyt mało, dlatego już wcześniej zarezerwowałem stanowiska do ćwiczeń w miejscu zdawania egzaminu. Wziąłem kilka dni wolnego i ruszyłem do dość odległego miejsca - właśnie po to aby uczyć się i poznać ewentualnych partnerów z którymi to rozwiązuje się zadania.
![]() |
| Niezbyt ciekawy widok z hotelu |
Tym razem także trafiłem na dziewczynę - powiedzmy że miała na imię Ania. Znałem ją już z poprzednich egzaminów, mieliśmy świetny kontakt mimo jej porywczości, dość sporej dozy wyższości i chęci rządzenia. Przypuszczając że będę z nią w parze większość ćwiczeń robiliśmy wspólnie, choć nie wszystkie bo było to niemożliwe. Ale do rzeczy. Komisja na sam początek zaprosiła ją oraz mnie. Po sprawdzeniu naszych dokumentów od razu przystąpiliśmy do rozwiązywania zadań. Czułem tak wysokie ciśnienie, jakbym działał na jakichś dopalaczach, choć od kilku dni prawie nic nie jadłem. Ona zaczęła, a ja sprawdzałem jej działania.
Od samego początku Ania dodawała mi nowe powody do stresu, gdyż niestety wykonywała zadania nieprawidłowo. Miałem mniej niż kilka sekund na ocenę, oraz wydanie instrukcji co dalej. Mogłem utrudnić, ułatwić lub pozostawić bez zmian zadanie, ale oczywiście zrobiłem wszystko aby jej ułatwić. Naturalnie wszystko pod czujnym okiem komisji, która bezgłośnie obserwowała nasze działanie. W drugiej próbie Ania wybrnęła i mogliśmy przejść do kolejnego zadania.
Ale tu, gdy powinniśmy już rozpoczynać Ania wymyśliła (?!) że skorzysta z możliwości chwilowego swobodnego poruszania się po oprogramowaniu. Wszyscy myśleliśmy, że potrwa to maksymalnie pół minuty i zaczniemy dalej, ale ona robiła to przez równe 8 minut! (mierzyłem). Oczekując tak długi czas sam już nie wiedziałem co mam robić, zatem delikatnie zapytałem komisję, ale odpowiedzieli żeby poczekać... Z tym, że czułem ich zniecierpliwienie i narastającą złość, co mogło na nas oboje skutkować w niedalekiej przyszłości...
Gdy w końcu Ania przystąpiła do drugiego zadania wydarzyło się coś, co nie powinno. Ona zignorowała pewną niezbyt istotną zasadę, a ja tego nie zauważyłem. Oczywiście gość z komisji zauważył, ale o dziwo nie przerwał nam. Dopiero po zakończeniu zadania podszedł do mnie i powiedział "jak ktoś ma miękkie serce to ma twardy tyłek*". Początkowo nie wiedziałem co ma na myśli, ale nie mogłem się na tym skupić bo Ania miała do wykonania kolejne zadania, a ja musiałem wszystko sprawdzić, zatwierdzić, zmienić ustawienia i zrobić kilka innych rzeczy w odpowiedniej kolejności. Gdzieś z tyłu głowy miałem jednak słowa egzaminatora z komisji, ale musiałem to zostawić na później.
* użył on innego określenia
Ania znowu kilkukrotnie myliła się, ale w granicach dopuszczalnych z tym, że dla mnie było to bardzo wyczerpujące momenty. Jej egzamin wisiał na włosku! Mój także! Presja czasu, pamiętanie swojej roli oraz kontrolowanie jej było niezwykle trudnym zespołem czynności, który z każdą minutą odbierał mi sił. Ostatnim etapem pierwszego modułu była moja ocena Ani. Pozytywna. Komisja to zatwierdziła. Nastąpiła zamiana ról z tym, że ja byłem już wyczerpany i średnio nadawałem się do czegokolwiek.
Rozpocząłem zaskakująco sprawnie, a na pytanie Ani "czy chce pan swobodnie poruszać się po programie operacyjnym zanim przejdziemy do kolejnego zadania?" odpowiedziałem "nie". Zauważyłem wtedy uśmiech i potwierdzenie jednego z członków komisji. Widocznie co najmniej my obaj uznaliśmy, że szkoda na to czasu. Lekko dodało mi to siły i z werwą zabrałem się do zadania, które okazało się bardzo proste. Kolejne musiałem powtarzać, bo popełniłem błąd ale każde następne poszło całkiem nieźle. Zanim jeszcze Ania wydała mi ocenę ten sam gość z komisji powiedział "umie pan te zadania, dobrze sobie pan z tym poradził". Ja tymczasem oceniałem się znacznie niżej, byłem zawiedziony tym że jedno z zadań musiałem powtarzać. Wiem, że je umiałem i byłem zły że nie poszło idealnie. Nie czekając na decyzję Ani komisja zaprosiła nas bliżej siebie. "Pani Aniu, zdała pani tylko dzięki temu panu. Oboje proszę czekać na kolejne etapy egzaminu".
Tu nastąpiła ponad dwugodzinna przerwa. Zjadłem banana (od dwóch dni żywiłem się jogurtem bez cukru, wodą oraz wafelkami też bez cukru. I zjadłem też dwie gałki lodów - z cukrem). Wypiłem litr wody. Gdy zerknąłem na telefon który został w aucie (w czasie egzaminu nie wolno mieć urządzeń elektronicznych przy sobie) było tam sporo wiadomości od znajomych z pytaniem "zdałeś?" - ale wciąż nie mogłem na nie odpowiedzieć...
Gdy komisja skończyła przerwę ponownie zaprosiła Anię i mnie do modułu trzeciego i czwartego. Zanim zaczęliśmy musieliśmy się przygotować - znów pomagałem Ani - ale było to dopuszczalne i legalne. Po kilku minutach byliśmy gotowi i zaczęliśmy. Ta sama komisja, inne zadania, ale problemy te same... Ania knoci je, a ja dwoję się i troję aby jakoś z tego wybrnąć, bo jej średnie przygotowanie do egzaminu może utopić ją i mnie. Rany, ile ja miałem wątpliwości jak ocenić to co ona wyprawiała... Na szczęście mniej więcej w połowie Ania uspokaja się i nie mam z nią problemów już do końca. Wystawiam jej ocenę pozytywną, a komisja prosi o zamianę ról - wtedy Ania pomaga mi przygotować się do zadania. Warunki zewnętrzne zaczynają się dynamicznie zmieniać, ale muszę wytrzymać jeszcze kilkanaście minut - próbuję skupić całą swoją uwagę na zadaniach i uwagach od Ani. Ostatni moduł jest dla mnie najłatwiejszy i najtrudniejszy - bo w tym module czuję się najlepiej, ale w ogóle nie mam już siły i czuję że napędza mnie już chyba tylko strach i stres.
Po ostatnim zadaniu komisja zaprasza nas ponownie do siebie. Najpierw podsumowanie dotyczy Ani, ale widzę że jeden z egzaminatorów patrzy na mnie z lekkim uśmiechem i daje do zrozumienia, że u mnie jest "ok". Tymczasem komisja zadała pytania Ani. Aby zdać, należy na te pytania odpowiedzieć, ale Ania nie wydobyła z siebie ani słowa - zupełnie nic! Mógłbym odpowiedzieć za nią, bo to były banalne pytania, ale jedna z zasad brzmi - nie pytany nie wyrywaj się do odpowiedzi. Komisja zmieniła zestaw pytań, Ania coś tam z siebie wydusiła, ale brzmiało to bardzo nieudolnie. Podsumowanie jej działania było niezbyt miłe, ponieważ komisja oceniła ją najniżej z całej grupy pięciu osób, które zdawały ten zakres materiału. I powiedzieli jej o tym wprost, bez żadnego owijania w bawełnę. Zabolało. Dodali ponownie, że zdała tylko dzięki temu panu obok - wskazując na mnie.
Po kilku minutach przyszła kolej na mnie. Pytania jakie dostałem było proste, zatem mogłem zrobić mały wykład, ale komisja przerwała mi po krótkiej chwili oznajmiając, że ja również zdałem. Ufff. Oboje podziękowaliśmy oraz bezszelestnie oddaliliśmy się od komisji jakbyśmy nie wierzyli w to, co się właśnie wydarzyło!
Czułem, że kręci mi się w głowie i że muszę usiąść. Po chwili podeszła Ania, pogratulowaliśmy sobie ponownie, chwilę porozmawialiśmy i trzeba było zbierać się do domów. Zebrałem swoje materiały, krótko odpowiedziałem na dziesiątki wiadomości i ruszyłem do domu. Czekało mnie ponad pięć godzin jazdy w burzy, silnym wietrze i słońcu które pojawiało się w przerwach między burzą. W międzyczasie zadzwoniła Ania aby podzielić się wrażeniami i emocjami, które ciągle buzowały w nas obojgu.
Doszedłem do tego, co sobie zaplanowałem już ponad dwa lata temu. Pokonałem wszelkie zakręty i przeciwności losu, nauczyłem się rzeczy, których nigdy wcześniej nie robiłem. Włożyłem w to mnóstwo pracy, wysiłku, czasu i pieniędzy. Jestem już prawie na samym szczycie. Gdybym chciał, to pozostał mi już tylko jeden egzamin i miałbym wtedy ostatni szczebel kwalifikacyjny, który mogę osiągnąć w Departamencie. Prawdopodobnie niebawem rozpocznę przygotowania do niego, ale na razie nie myślę o tym.
Podczas tego wyjazdu spotkałem Grześka, z którym zdawałem egzamin dwa miesiące temu. Spotkanie było zupełnie celowe, bo przejąłem inicjatywę i zorganizowałem nam wspólny nocleg. Mieliśmy w planach także delikatne świętowanie naszego sukcesu, oraz wspólne podtrzymywanie się na duchu. A ponieważ dogadujemy się bez zbędnych słów, uczyliśmy się razem mimo tego że on miał nieco odmienny materiał niż ja. Sprawdziłem jego zadania, a on moje. Było też trochę czasu wolnego, zatem obaj zwiedzaliśmy atrakcje miasta, był spacer i lody. Niestety Grzesiek nie zdał swojego egzaminu. Mam z nim kontakt, podobnie jak z innymi ludźmi poznanymi podczas tego i poprzedniego egzaminu. Naturalnie nie ze wszystkimi, ale są wśród nich takie osoby, z którymi naprawdę dobrze się rozmawiało. Chciałbym utrzymać te znajomości, choć wiem że ta druga strona także musi mieć taką chęć.
Dziś, po kilku dniach od egzaminu nie opadły jeszcze wszystkie emocje. Wciąż myślami bywam tam, z Anią, z komisją, przy stanowisku, na naukach z Grześkiem... Zakończył się pewien etap, czuję że mogę już odpocząć i zająć się czymś innym niż nauka. Przynajmniej przez jakiś czas 😀

Gratuluję zdania egzaminu!
OdpowiedzUsuńTo taka Ania z Zielonego Wzgórza, jakoś mi się imię skojarzyło ;)
Czyli teraz może czas na elektryczny rower? :)
Dziękuję. Jeszcze nie świętowałem, bo w niedzielę wróciłem wieczorem do domu, a od poniedziałku do pracy oczywiście.
UsuńAnia sporo mi zawdzięcza, ale cieszę się że zdała 😀
Miałem kilka planów, ale nie jestem pewien czy potrzebuję rower ze wspomaganiem. Myślałem o zmianie telefonu na taki z lepszym aparatem, ale sam nie wiem. Ja ogólnie jestem mało zdecydowany 😁
Gratuluję! Swoja droga faktycznie masz miękkie serce, bo wielu by na Twoim miejscu upierdzieliło Anię, a Ty ją "doholowałeś" do sukcesu. Powinna przynajmniej porządną flaszkę za to sprezentować 😉😅
OdpowiedzUsuńDziękuję!
UsuńNiczego nie oczekuję, niech się cieszy po prostu.
I miejmy nadzieję, że wyciągnie wnioski z tego co jej nie poszło. Grunt że Ty masz już spokojną głowę, bo wiele Cię to kosztowało.
UsuńNo właśnie - najważniejsze jest to że mam już to za sobą, zatem niebawem czeka mnie drugi awans.
UsuńA kto wie, może niebawem i ten wredny menager będzie Ci się w pas kłaniał 😉
UsuńHahahaha, myślę że niekoniecznie, choć kto wie 🤣
UsuńPniesz się w górę, więc nic nie jest wykluczone 😉 Chyba nie ma sensu się pytać, czy koledzy z pracy gratulowali Ci awansu, bo jak się domyślam w duchu ich szlag trafia?
UsuńAle trafiłeś 👍😁 Choć nie powiem, kilka osób gratulowało. Ale jest kilka, których - jak piszesz - nie jest to w smak, ale co mnie to obchodzi 🤣🤣
UsuńTo niestety typowo ludzkie, że szlag trafia gdy komuś wiedzie się lepiej. Choć Ty nie dostałeś tego awansu za darmo tylko naprawdę na niego zapracowałeś.
UsuńNo dokładnie tak, ja włożyłem w to mnóstwo pracy. Tymczasem moi "koledzy" - trochę starsi ode mnie, awanse takie dostali zupełnie za nic. To były czasy, gdy wystarczyła praktyka z pracą z klientami, a awans otrzymywało się automatycznie.
UsuńMyślę, że dzisiaj tacy mieliby sporo problemów aby zdać takie egzaminy.
Niestety czasy się zmieniają i wymagania wobec pracowników są większe. Przynajmniej masz satysfakcje, że swój awans uczciwie wypracowałeś a nie dostałeś na tacy. Choć świadomość że inni nie musieli wkładać w swój tyle trudu nie jest niczym przyjemnym. Ale obaj jesteśmy juz w takim wieku by wiedzieć, że nie ma sprawiedliwości na tym świecie 😉
UsuńNie ma, a tym bardziej że mnie działanie innych nie obchodzi 😀👍
UsuńI prawidłowo. Najlepiej skupić się na sobie a otoczenie mieć gdzieś. Świata nie zmienimy, ale możemy robić wszystko by nasze małe światy były jak najmniej nerwowe.
UsuńOtóż to 👍 I dlatego nie ma się co przejmować problemami innych, bo to szkoda życia na to.
UsuńWażne żebyś Ty problemów nie miał za wielu 😉
UsuńCiekawy jestem, co to są, mniej-więcej, za rodzaje testów? Z programowania? I czy ta wiedza jest użyteczna poza obecnym miejsce pracy? Gdy pracowałem w jednej z instytucji też były egzaminy i miałem możliwość przejrzenia grubej książki z materiałami do nauki. Aż mi się zakręciło w głowie-to były w 100% nieprzydatne rzeczy poza tą instytucją.
OdpowiedzUsuńNiby to co miałem na egzaminach jest przydatne, ale w ograniczonym zakresie i wtedy wygląda to trochę inaczej. Materiałów do nauki było mnóstwo, ale wiadomo że nie da się wszystkiego ogarnąć i trzeba skupić się na najważniejszych punktach.
UsuńZdawałeś egzamin kierowania ruchem drogowym?
OdpowiedzUsuńNie, ale kiedyś chciałem zostać policjantem. W sumie, to dalej chciałbym 😁
UsuńW pracy zawodowej zawsze trzeba się rozwijać, specjalizować
UsuńMoże nie zawsze, ale w zależności od profesji.
UsuńGratulacje, nie zazdroszczę stresu i wciąż nie rozumiem zasad tego egzaminu, ostatnie słowo komisji jest najważniejsze. Najgorsze za tobą, kolejny pójdzie jak z płatka.
OdpowiedzUsuńKolejny - to dopiero za dwa lata najwcześniej - o ile będzie w ogóle 👍 Dziękuję 😊
UsuńWidzę, że zaliczyłeś bardzo istotny moment w życiu. Cieszę się Twoim szczęściem. Dla mnie nauką jest życie, a aktualnie muszę pracę znaleźć. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDzięki, Tobie życzę znalezienia fajnej i dobrze płatnej pracy 👍👍
UsuńDużo stresu przeszedłeś. Wspaniale, że to już za Tobą. Możesz cieszyć się zakończeniem ważnego etapu i odetchnąć. Więcej odpoczynku, relaksu, spokojna głowa - należy Ci się!
OdpowiedzUsuńA kiedy możesz spodziewać się, że te zdane egzaminy przełożą się na jakieś efekty w pracy? Podwyżkę czy awans?
Jeden awans już dostałem, czekam na drugi - mniej więcej w ciągu dwóch miesięcy się ten drugi zrealizuje. Ale finansowo to bez szału z tym, że lepiej mieć niż nie mieć. Bo pieniądze to nie wszystko.
Usuń