sobota, 9 lutego 2013

Księżniczka

Uff, w końcu wolna sobota. Można choć trochę odpocząć, coś przeczytać (nie związanego z nauką :P). Ale przede wszystkim psychicznie się oddalić od mijającego - trudnego tygodnia.

Jedną z tych trudności jest kursantka typu księżniczka - tzn że wszystko wie lepiej niż ja, nie przyjmuje żadnych uwag, jest średnio miła (by nie określić tego inaczej - chociaż na początku zrobiła dobre wrażenie) i ogólnie - nauka z nią idzie pod górę. Do wczoraj, kiedy na jednym ze skrzyżowań wygoniłem ją z auta. Miarka się przebrała, a biorąc pod uwagę że jej pierwszy instruktor wytrzymał 2 godziny, moje 4 to i tak sporo!

Niestety następnego dnia zadzwoniła i obiecała poprawę, ale nie wierzę w to. Kłamie jak z nut!

poniedziałek, 4 lutego 2013

Wałkowanie prawka [2]

Zgodnie z zapowiedzią, dziś wpis o tym jak zdaje się egzamin na prawo jazdy w USA (WAŁKOWANIE AMERYKI - Marek Wałkuski):

[...]Egzamin teoretyczny jest prosty. Koncentruje się na bezpieczeństwie jazdy i rozumieniu podstawowych przepisów. W jednym z przykładowych pytań pokazana jest strzałka z napisem "One way" (z ang. ulica jednokierunkowa), a zdający ma wskazać, czy znak ten oznacza zakaz zawracania, zakręt, nakaz skrętu w prawo lub w lewo albo ruch w jedną stronę w kierunku wskazanym przez strzałkę.

Źródło: http://www.simongarnier.org/one-way-thats-it/






W innym pytaniu trzeba odpowiedzieć, czy picie alkoholu ma wpływ na koordynację, wzrok, ocenę sytuacji, czy na wszystkie te rzeczy.

W jednym z pytań pokazany jest znak skrzyżowania równorzędnych dróg, a jedną z możliwych odpowiedzi (błędną) jest, że to informacja o stojącym niedaleko kościele.[...]



Jak widać pytania nie są tylko dla orłów, ale jeśli ktoś podchodzi do tego jak np cwany kursant opisany we wpisie poniżej, po prostu nie zda. A tak dla ciekawości - jedna godzina jazdy z instruktorem kosztuje 50-60 $ (150-180zł), w Polsce 40-50 zł.

piątek, 1 lutego 2013

Cwany kursant

Dlaczego ludzie nie zdają nowego egzaminu teoretycznego? Możliwe, że mają takie podejście jak jedna z moich kursantek. W poniedziałek ma egzamin teoretyczny, to pierwsze podejście. Jej przygotowanie do egzaminu wygląda tak:

[ja] - uczyłaś się już do testów?
[ona] - a po co? kolega mi poradził, bym tylko uważała na znaki, a na pewno sobie poradzę
[ja] - tzn?
[ona] - na żółte znaki trzeba uważać, jak będzie pytanie o któryś z czerwonych - nie jechać, a jak o niebieski - to jechać tam gdzie pokazują znaki!* [ha ha ha - tu głos cwanej kursantki]

* - żółte znaki to ostrzegawcze, czerwone to zakazu, a niebieskie - informacyjne (nie wszystkie) i nakazu

Można też podchodzić do egzaminu, jak inny kursant. Dwa razy nie zdał "starych" testów egzaminu wewnętrznego. Dziś w czasie jazdy pytam go, jaki właśnie minął znak. Oczywiście nie patrzył, ale jak powtórzyliśmy trasę to odparł uradowany - wykrzyknik! A minął właśnie taki znak:

No ale ma dopiero 15 godzin wyjeżdżonych, a ja się pytam o znaki! Bezczelny jestem - i tyle! Chyba nawet Hebius wiedziałby lepiej! (a on nadal nie ma prawa jazdy:P)