Pierwsza trudność to okienko w banku. Wiadomo - trzeba zapłacić, a wcześniej wypisać blankiet przelewu. Nie jest to zbyt trudne - należy podać swoje imię i nazwisko, adres, wpisać kwotę (koszt egzaminu - do wyboru dwie - teoria 30 zł lub praktyka 140) oraz dzisiejszą datę i na koniec złożyć podpis. Wiecie, że sporo kursantów nie jest w stanie tego wypełnić? Oczywiście na blankiecie jest podpisane co gdzie się wpisuje - wystarczy więc podać podstawowe dane i razem z odliczoną (lub nie) kwotą podać pani/panu w okienku.
Ale to jeszcze nic. Najlepsi są ci, którzy zobaczą "wzór" który przyczepiony jest do szyby obok wspomnianego okienka. I tak kursant, który uradowany - a może i cudem ocalony - zauważywszy wzór przepisuje z niego wszystko jak leci. I tak od tej chwili nazywa się Jan Kowalski, mieszka na ulicy Makowej 15 w Warszawie. I podpis także Jan Kowalski. Fajnie, nie?
Oczywiście pani/pan w kasie przyjmie wszystko, ale schody zaczynają się później... Bowiem taki geniusz z potwierdzeniem wpłaty idzie do biura obsługi, gdzie próbuje się zapisać na egzamin. Jest tam proszony o okazanie numeru PKK, który nijak nie współgra z Janem Kowalskim z Makowej 15.
Panie, które zapisują ludzi na egzamin mówią że nie ma tygodnia bez kilku osób, które w taki sposób próbują iść przez świat... I w sumie już to ich nie dziwi. Mnie także.


