Zachęcony przez Agnieszkę zamówiłem książkę Amy Harmon - Inna Blue. To mój pierwszy zakup tej autorki, ale na pewno nie ostatni. Dziś właśnie skończyłem czytać. Książka zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, wciąga od samego początku, a historia jest bardzo nietuzinkowa. Po przeczytaniu pierwszych stron wydawało mi się, że znam dalszy jej rozwój, że wszystko potoczy się szablonowo, że bohaterowie wybiorą rozwiązania dla nich najkorzystniejsze, najbardziej odpowiadające ich potrzebom, czy najprostsze - gdy tymczasem wszystko kierowało się zupełnie innymi drogami. Tożsamości poszczególnych bohaterów tkwią w zawieszeniu do późnego końca i przyznam szczerze, że zupełnie inaczej wyobrażałem sobie to jak historia ta potoczy się dalej oraz to kto jest kim - pod wieloma względami...

Książka zrobiła na mnie spore wrażenie, polecam! Była też bardzo dobrą odskocznią od tego co w pracy, a szczególnie pod koniec tygodnia dużo się działo. Pierwsza umówiona klientka w Departamencie w piątkowy poranek próbowała wyprowadzić mnie z równowagi (chyba nawet nieświadomie), starałem się nie reagować ale przyniosło to skutki odwrotne do oczekiwanych, wręcz opłakane. Dziś wiem, że popełniłem błąd i powinienem inaczej prowadzić jej sprawę - szczególnie po przeanalizowaniu "krok po kroku" od której to analizy nie byłem/jestem w stanie uciec i wciąż siedzi mi w głowie. Sprawę musiałem zgłosić przełożonemu który w pierwszej chwili zamarł z wrażenia, ale po przestudiowaniu dokumentów zalecił abym się nie martwił. Łatwo mu powiedzieć, konsekwencje ponoszę ja. Zobaczymy.
Jakby tego było mało tego samego dnia kilka godzin później dość podobna sytuacja z tym, że nie miałem z tym wiele wspólnego. To znaczy nie ponoszę za to odpowiedzialności. Do mojego okienka zleciał się cały wydział zobaczyć "skutki" - oczywiście gdy klient został już odprawiony. Manager który dziś mną zarządzał jak dowiedział się o tej sprawie stwierdził "ale masz dziś pecha!" i znowu wdrożył procedurę ale już pod innym kątem - nie groźną dla mnie.
Na koniec dnia przyszła osoba, która wcześniej miała zastrzeżenia co do mojego wykonywania obowiązków (pisałem o tym w tym wpisie #poniedziałek). Tak, przyznaję - jestem uprzedzony do niej, nie dałem z siebie ani grama więcej niż to co przewiduje instrukcja Departamentu. Jej utyskiwania zbyłem niczym, nie skomentowałem tego, pozostałem neutralny, nie zamierzałem pomagać jej w czymkolwiek ani współczuć mimo tego, że zdaje się miała jakieś kłopoty będąc przy okienku (albo tylko blefowała, nie wiem). Odprawiłem ją z kwitkiem. Wiem, jestem typowym prostakiem a moje postępowanie jest wysoce nieprofesjonalne :P
Tymczasem zaczynam czytać nową książkę: