środa, 24 czerwca 2009

Ostre hamowanie

Od dłuższego czasu zastanawiam się, z czego wynika to w tytule u kursanta, kandydata na kierowcę. Technika właściwego hamowania jest omawiana na wykładzie, nie sądzę, by później instruktorzy pomijali tak ważny element, a bardzo często spotykam się z bardzo gwałtownym, ostrym hamowaniem. Dlaczego ?

W takich sytuacjach "tarka" na jezdni, koleiny, ubytki w nawierzchni czy wreszcie piasek/inne zanieczyszczenia mogą spowodować zmniejszenie przyczepności kół do nawierzchni i droga "obliczona" przez kursanta znacznie się wydłuży. Nie muszę chyba wspominać o tym, że kierujący z tyłu będą tym faktem (gwałtownym hamowaniem) zaskoczeni.

Zatem pytam: dlaczego kursanci hamują w ostatniej chwili z prawie pełnym impetem ? Dlaczego tak trudno wyegzekwować prawidłową technikę hamowania (bez użycia sprzęgła m.in), wczesne hamowanie i prawidłowy odstęp przy zatrzymaniu ?

A przepisy zabraniają gwałtownego, nieuzasadnionego hamowania (o czym już pisałem).
Chyba muszę poświęcić więcej czasu temu zagadnieniu podczas szkolenia ...

piątek, 19 czerwca 2009

25 minut


Od 9 czerwca egzamin może zakończyć się wynikiem pozytywnym już po 25 minutach. Oczywiście, trzeba wykonać pełny program egzaminacyjny, ale jeśli ktoś zdąży to spora różnica w stosunku do 40 minut.

I właśnie takimi nowymi zasadami przeprowadzałem ostatnio egzamin wewnętrzny.

10.00 Plac manewrowy. Pani X rozpoczyna pierwsze zadanie od wylosowania dwóch elementów do sprawdzenia. Ma sprawdzić poziom płynu chłodzącego i działanie świateł przeciwmgłowych tylnych. Na to ma nie więcej niż 5 minut (na państwowym egzaminie wszystko się nagrywa a czas odmierza urządzenie nagrywające). Bez problemu wskazuje dwa elementy, a czas jaki jej to zajmuje nie przekracza 1,5 minuty ! Szybko i fajnie - w końcu zaczynamy jazdę, a nie omawianie wszystkich świateł ...

10.04 Po przygotowaniu do jazdy rozpoczyna jazdę pasem ruchu. Bezbłędnie go pokonuje, następnie wzniesienie - tu jest mała wpadka ponieważ auto gaśnie za pierwszym podejściem. Przy drugiej próbie auto płynnie rusza. Zaliczone, czas na miasto.

10.10 Wyjeżdżamy na miasto. Po krótkiej instrukcji skrzyżowanie z sygnalizacją typu S-2 (ze strzałka warunkową). Przy czerwonym świetle wyświetla się zielona strzałka, jednak by móc z niej skorzystać należy spełnić trzy warunki - zatrzymać pojazd przed sygnalizatorem (lub linią), ustąpić pierwszeństwa pieszym a następnie pojazdom. Wszystkie kryteria zostały spełnione, a niebawem wjeżdżamy na skrzyżowanie o potocznej nazwie "rondo". Niby wszystko ok, ale trzeci bieg nie jest najlepszym rozwiązaniem. Yaris jednak nie odmawia współpracy i posłusznie toczy się na "trójce".

10,17 Dość ruchliwe skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną, a kursantka dostała polecenie skrętu w lewo. Spory ruch jak na tą godzinę jednak nie przeszkadza jej w poprawnym pokonaniu skrzyżowania. Fajnie - nabieram coraz większego przekonania że będzie "pozytywny" ... Po chwili wjeżdżamy na drogę o ograniczonej prędkości do 20km/h. Na liczniku jak nic 24 km/h. Wg nowych przepisów, niezwłocznie informuję o błędzie.

10.22 Skrzyżowanie równorzędne trochę się udało, gdyż wg mnie kursantka nie zwróciła dostatecznej uwagi na prawą stronę, a ta po prostu była pusta. Dalej "pierwszeństwo łamane" a chwilę po tym przejazd bardzo wąską drogą z jednoczesnym omijaniem i wymijaniem. Moja prawa noga jest milimetr od hamulca, jednak nie muszę interweniować. Było blisko, za blisko - ale pewnej granicy - wg mnie - nie przekroczyła.

10.25 Zawracanie z wykorzystaniem biegu wstecznego. To zadanie nie jest zaliczone z powodu braku kierunkowskazu już przy wyjeździe z infrastruktury. Oczywiście, informuję o tym błędzie osobę zdającą. Po chwili skrzyżowanie ze znakiem "STOP". Tu kursantka zatrzymuje się przed znakiem, a następnie po raz kolejny przed jezdnią (brak tu linii). To także błąd, więc stosowna informacja jest udzielana.

10.30 Parkowanie prostopadłe przodem. Znalazłem bardzo fajne miejsce - akurat na jeden pojazd pomiędzy innymi. Tu kursantka powoli i dokładnie ustawia auto, po zaparkowaniu istnieje możliwość opuszczenia pojazdu, wszystkie kryteria spełnione. Następnie powtórzenie zawracania, a dalej przejazd po odcinku drogi z podwyższoną prędkością i zatrzymanie pojazdu w wyznaczonym miejscu. Brawo - wszystko wykonane dobrze ! Za około 5 minut kończymy, więc powoli kieruję się pod osk.

10.34 Do końca egzaminu mniej niż minuta i około 1 km jazdy. Na głównej arterii komunikacyjnej akurat tego dnia rozpoczęto prace remontowe, a w związku z tym stoją nowe znaki - w tym znak B-33 - ograniczenie prędkości do 30 km/h. Oczywiście nikt nie jedzie z tą prędkością - nawet my. Ponieważ w Toyocie prędkościomierz pokazuje 37 km/h ! W tym momencie właśnie zakończył się egzamin - niestety z wynikiem negatywnym. Powtórzenie tego samego błędu - przekroczenia prędkości, informacja dla kursantki i zjazd pod osk.

Wg mnie trasa egzaminacyjna była łatwa. Rondo, przejazd kolejowy, droga o podwyższonej i obniżonej prędkości, jednokierunkowa, strefa zamieszkania, skrzyżowanie z pierwszeństwem łamanym, ze znakiem STOP i ustąp pierwszeństwa, zawracanie na drodze dwukierunkowej, parkowanie prostopadłe przodem i kilka innych elementów pozwoliły w dość szybkim czasie na zakończenie egzaminu.

Szkoda że z wynikiem negatywnym, bo uważam że technicznie i ogólnie jazda była na całkiem niezłym poziomie. Oczywiście, zawsze można było jechać lepiej, ale ten kto wie ile pracy wymaga przygotowanie osoby do zdania egzaminu wie o czym mówię.

środa, 17 czerwca 2009

Wakacyjny kurs


Dość często mam wrażenie totalnego braku współpracy kursanta z instruktorem. Grupa ludzi (najczęściej młodych), którzy sądzą że przyjdą, zapiszą się, ktoś załatwi lekarza, wpadną podpisać listy wykładów, umówią się na mieście z instruktorem, pojeżdżą, będzie miło i przyjemnie. Zero stresu i wysiłku. A potem egzamin (pozytywny oczywiście) i przygoda z prawkiem zaliczona ! A droga jest/powinna być trochę inna.

Po pierwsze - najpierw robimy badania lekarskie, a potem zapisujemy się na kurs. Oczywiste, że w innym przypadku zakładamy iż kandydat zawsze i w 100% nadaje się na kierującego, a że tak nie musi być świadczą choćby statystyki wypadków.

Po drugie wykłady. Nie są po to, by podpisać listę i wyjść, ewentualnie poprosić kogoś by ten wpisał nazwisko. Wykłady to często pierwszy kontakt z przepisami, wyjaśnienie zawiłych sytuacji, nauka zasad bezpiecznego poruszania się w ruchu drogowym i przygotowanie do zajęć praktycznych. Czy można umówić się na jazdę i nie być na wykładach ? Można, bowiem nadal sporo osób sądzi, że jeśli dostanie testy do domu to po 3-4 dniach umie wszystko ...

Po trzecie jazda. Nie wystarczy odbębnić jej ot tak. Jeśli kursant nie wyciąga wniosków, nie słucha instruktora i na każdej jeździe robi te same błędy to po co taka jazda ? Oczywiście można w ten sposób wyjeździć 30 godzin, tylko liczenie na zdanie egzaminu będzie tylko czczym życzeniem. Gdy na praktykach pytam jaki znak stoi przed nami (zakaz wjazdu), to często słyszę że to STOP. Wydaje mi się jednak, że różnica pomiędzy tymi znakami jest dość spora. No ale dobra - nie będę się czepiał. Wszak - jak twierdzą niektórzy - płacą mi za naukę jazdy, a nie odpytywanie ze znaków !

A niepowodzenie można zwalić na kogoś innego. Najłatwiej na egzaminatora, lub instruktora. Ostatnio kursantka tłumaczyła się że nie zdała, ponieważ kolor pojazdu egzaminacyjnego był inny niż ten na kursie. I oczywiście miała pretensje do osk i instruktora prowadzącego. Są też częste przypadki, kiedy ktoś nie zatrzyma się przed czerwonym światłem ze strzałką "warunkową" i nie zgadza się z oceną negatywną. Bo przecież nic nie jechało ! Albo: prawie się zatrzymałem !

No cóż ... Pewne jest, ze taka droga prowadzi donikąd. I zapewne sporo kosztuje, ale za brak wiedzy się płaci.