sobota, 23 maja 2009

Mandat na egzaminie

Jak donosi m.in Gazeta Pomorska, podczas jednego z egzaminów na prawo jazdy kategorii B, osoba egzaminowana dostała mandat. Od policjanta rzecz jasna.

Otóż, wg gazety jednym z ostatnich elementów egzaminu miało być zatrzymanie pojazdu w wyznaczonym miejscu z prędkości 50 km/h - i takie polecenie dostała osoba egzaminowana. Niestety, dziewczyna po zwolnieniu do około 30 km/h wykonała tzw hamowanie awaryjne - czyli hamowanie z pełną siłą. Egzaminy w WORD Toruń odbywają się na Chevrolecie Aveo lub Toyocie Yaris. Drugi pojazd, który jest o wiele nowocześniejszy, jest także wyposażony w bardziej skuteczny układ hamulcowy. W dodatku wyposażano go w tzw asystenta hamowania, który zwiększa siłę hamowania w przypadku gwałtownego użycia hamulca. Przy nieumiejętnym użyciu hamulca przez kursanta, dość często dochodzi do niebezpiecznych sytuacji z pojazdami będącymi z tyłu "L-ki" ...

Ale wracając do ów egzaminu ... tuż po zahamowaniu pojazd egzaminacyjny został uderzony w tył przez auto jadące za egzaminem. Egzaminator miał powiedzieć: - "Co pani narobiła ?". Po czym wezwał policję, która ukarała ... osobę egzaminowaną na podstawie art. 86 Kodeksu wykroczeń - za spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym. Także art 19 Kodeksu drogowego mówi: "kierujący pojazdem jest obowiązany hamować w sposób niepowodujący zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego lub jego utrudnienia".
Z zapisu kamer wynika, że dziewczyna popełniła błąd, ponieważ wykonała hamowanie awaryjne, a polecenie egzaminatora było inne. Oczywiście egzaminator nie jest w stanie zmniejszyć siły hamowania w takich sytuacjach. Zastanawia jedynie fakt, dlaczego kierowca który uderzył w tył egzaminacyjnego pojazdu nie poniósł żadnych konsekwencji. Ponieważ ten sam artykuł 19 mówi że: "kierujący pojazdem jest obowiązany utrzymywać odstęp niezbędny do uniknięcia zderzenia w razie hamowania lub zatrzymania się poprzedzającego pojazdu". W dodatku art 55: "kierujący pojazdem przejeżdżając obok pojazdu, o którym mowa w ust. 1, [pojazd do nauki jazdy lub przeprowadzenia egzaminu państwowego] lub jadąc za nim, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność".

Wydaje się (?), że kierowca jadący za egzaminem takiej ostrożności nie zachował ... A dziewczyna przyjęła mandat, po czym - po konsultacji ze swoim instruktorem - zamierza oddać sprawę do sądu. Tyle, że
wg wyroku Trybunału konstytucyjnego OTK-A 2004/5/4:
Przyjęcie mandatu oznacza przyznanie się sprawcy do winy i prawomocne zakończenie postępowania.
Odmowa przyjęcia mandatu jest podstawą do wszczęcia postępowania sądowego, w którym pokrzywdzony uzyskuje szerokie uprawnienia procesowe.

4 komentarze:

  1. Dziewczyna raczej nie wygra, ale faktycznie ten gość z tyłu jest współwinny moim zdaniem.

    Ale mimo wszystko zal mi tej dziewczyny - nie dość, że oblała, to jeszcze ma mandat.

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż - odpowiedzialność ... :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Zupełnie nie na temat, ale tak mi się skojarzyło:)
    Na żaglowcu nie można odmówić wykonania rozkazu kapitana, nawet jeśli się z nim załogant nie zgadza. Jedynie wykonanie rozkazu jest podstawą do roszczeń na lądzie. To wynik tradycji - tak po prostu jest i już:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc lepiej słuchać kapitana...

      Usuń