czwartek, 8 października 2015

Ocean of sounds

Już dawno nie byłem aż tak rozstrojony. Wsłuchując się w poszczególne wewnętrzne dźwięki, brak w nich jakiejkolwiek logiki, nie przypominają ani udanej improwizacji, ani pięknej etiudy koncertowej, a z drugiej strony nie wydają się fałszywe - wręcz przeciwnie.

Bardziej jak porozrzucane nutki, które można posklejać w cokolwiek. Ani to jazz, ani to klasyka. Bliżej do Johna Cage`a i jego sztuki w sztuce, niż poukładanego i grzecznego Chopina. Chaos myśli, działań i sprzeczności kłębią się od soboty.

Poruszając się od ściany do ściany w zamkniętej półprzezroczystej butelce bez powietrza, powodują zadziwienie i stan na pograniczu osłupienia, niezrozumienia, a może chęci?

Rano jazz, wieczorem Chopin, a przez cały dzień aleatoryzm. W każdym momencie, bez wcześniejszego zaproszenia pojawia się kakofonia myśli, obrazków i migawek ze spotkania.

Dźwięki rozkołysanej Stacey Kent, które budzą mnie wraz ze wschodem słońca, oraz piękne etiudy i ballady z Konkursu Chopinowskiego, które otulają mnie do snu - są tylko mało znaczącą okładką. Czymś ulotnym, nieinteresującym faktem.

Czy nadchodząca noc będzie w końcu przespana? A może posłuchamy tych dźwięków razem?


8 komentarzy:

  1. Ten dysonans,którego prawdopodobnie doświadczasz może wynikać z tego, że chcesz, ale się boisz. Nie wiem kim dla Ciebie jest B. i jakie Was łączą relacje, ale czasami warto jest zaryzykować i zrobić coś na przekór sobie. Życzę szybkiego powrotu do równowagi... albo i nie, szczególnie jeżeli odpowiadają Ci emocje, które Ci aktualnie towarzyszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie do końca tak, ale dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Daj znać, czy się wyspałeś :)

      Usuń
  2. Dostałeś propozycję nowej pracy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Bez przesady, wydaje mi się że wszystko jasno opisałem :)

      Usuń