piątek, 7 października 2011

Jest cudnie !

Zaćmienie rozumu przed egzaminem jest przerażające. Oto kursantka w dniu egzaminu jedzie sobie jedną z ulic (szczegóły na załączonym obrazku), proszę o skręcenie w lewo, a ona mówi: - przecież w lewo nie można ! A to, że znak "nakaz jazdy w prawo" (za znakiem) stoi właśnie ZA skrzyżowaniem, to już zupełnie pominęła. Podobnie jak to, że nigdy nie podaje się poleceń niezgodnych z przepisami. A ja po prostu byłem ciekaw, jak ustawi auto przy lewoskręcie na jednokierunkowej ... Ale najważniejsze - że ta "głupawka" trwała tylko w ciągu tej jednej godziny jazdy, bo kilkanaście minut później pojechała bezbłędnie podczas egzaminu. A w ogóle, to trochę mnie dziwi iż kolejna osoba zdała przy pierwszym podejściu. Pod koniec września wypuściłem partię pięciu kursantek (same panie !) - i wszystkie od razu zdały. Oczywiście nie mam nic przeciwko takiemu pozytywnemu zdziwieniu - niech trwa jak najdłużej :))

Tymczasem, trochę niepokoi mnie kiepski (delikatnie mówiąc) stan autobusu na którym WORD egzaminuje kandydatów na kierowców. Na kategorii B pewnie jeszcze trochę i będą egzaminować na elektrycznych, lub co najmniej hybrydowych, B+E także niczego sobie, nawet na kategorię C mają współczesną, rozwiniętą technologicznie ciężarówkę. No ale na kategorię D wprost przeciwnie. Stare to, parchate i kopcące - lata świetności ma już daaaaaaaaaaawno za sobą. Autosan H10 - bo o nim mowa - powinien już sobie odpoczywać w muzeum - a nie męczyć się na egzaminach !

Swoją drogą, WORD który promuje bezpieczeństwo, wszelkie nowe systemy wspomagające kierowcę i ekologię - sam sobie strzela gola, gdyż autobus który mają w tej chwili do dyspozycji, jest zaprzeczeniem powyższego. Pozostaje mieć nadzieję, że to już niedługo się zmieni.

czwartek, 6 października 2011

D jak ... autobus (12)

Właśnie dziś minęła dwunasta godzina jazdy autobusem (mając kategorię C powinienem wyjeździć co najmniej 40 h, bez kategorii C to aż 60 godzin). W skrócie - trzeba ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć nadal. Autobus ten sprawia sporo kłopotów na wąskich miejskich drogach. Rzeczy, które w ogóle nie przeszkadzają kierowcom "osobówek" tu co chwilę zmuszają do wytężonej ostrożności.

Paradoksalnie fajniej się jeździ wśród wielkich pojazdów (czy to z przodu, z boku) - rozumieją oni kwestie gabarytowe, ułatwiają poruszanie się - i to bardzo znacznie. Natomiast już kilka razy miałem taką oto sytuację: wjeżdżam z małą prędkością na skrzyżowanie, skręcając w prawo wypuszczam autobus daleeeeeeeeeeeeeeko na pas dla przeciwnego kierunku ruchu (już na drodze poprzecznej, na którą skręcam) - a tam stoi autko z kobietą za kierownicą. Wydaje się, że jadę wprost na nią, prędkość nie jest duża, ale mimo to - kobieta stojąc "w miejscu", panicznie kręci kierownicą w prawo - próbując uciekać ! Ale jak uciekać, skoro ona stoi ?
Kilka razy już to widziałem.

Przeszkadzają znaki stojące tuż przy krawędzi jezdni (a na słupach reklamy kandydatów do Sejmu), linie ciągłe ograniczające szerokość pasa ruchu tak absurdalnie, że nie da się przejechać inaczej niż po prostu po nich, podobnie z powierzchniami wyłączonymi.

Najfajniej za to w trasie :) Włączam sobie tempomat i ... do przodu ! A nawet bez niego, jest cicho, komfortowo, przyjemnie - nic tylko jechać ! To jak się jeździ takim pojazdem po autostradach ?

sobota, 1 października 2011

Freestyle

Odsłona pierwsza:

- kursantka na 13 i 14 godzinie jazdy uczy się parkowania. Mały ruch w sobotę tuż po 8 rano powoduje, że jakoś jej to się udaje. Po godzinie 9 czas wyjechać na miasteczko, ale gdy się nie patrzy na znaki - to nic z tego nie wyjdzie. Ignoruje znak stop, wjeżdża na duże skrzyżowanie kompletnie nie wiedząc jak się zachować. Znaki wcześniej stały, ale kto by na nie w ogóle zwracał uwagę ?

Wyjeżdżamy z centrum i kierujemy się gdzieś, gdzie nie ma tak gęstego ruchu. Po raz kolejny proszę o zwracanie uwagi na znaki. W chwilę potem zadaję pytanie, jaki właśnie znak minęliśmy. Zero odzewu. Skręcamy w lewo, ponawiam pytanie. Ona ponowiła odpowiedź - a raczej jej brak. Znów skręcamy i pytam o znaki które stały na początku ulicy. Ona nie wie, bo nie popatrzyła. No cóż, proszę więc o zatrzymanie pojazdu a kursantkę o to, by wyszła zobaczyć cóż za znaki właśnie minęła ! Jest wyraźnie zdziwiona i zdegustowana - mam wychodzić z auta ?! Tak - potwierdziłem stanowczo. Gdy wróciła, było równie "fajnie" jak wcześniej.
kursantka - nie wiem co to za znak, zakaz wjazdu lub zakaz postoju. Mylają mi się te znaki (pisownia oryginalna). Ręce mi opadły i w tym miejscu zanim ruszyliśmy dalej, musiał nastąpić dłuższy mój wywód nad sensem naszej dalszej współpracy, jej i mojego zaangażowania w staranie się o dokument prawa jazdy. Nie było to miłe, ale sprawę trzeba nazywać po imieniu. Na następną - poniedziałkową jazdę postawiłem jej pewne ultimatum. Jeśli je spełni, będziemy współpracować nadal, jeśli nie - widzę dwa wyjścia - 1) rezygnacja z kursu, 2) zmiana instruktora.

Odsłona druga:

- kursant, którego opisywałem niedawno jako "traktorzystę", nie może zdać egzaminu praktycznego. Z teorią także miał problemy, a na praktycznym już trzy razy "zawalił". Za każdym razem było to wymuszenie pierwszeństwa i interwencja egzaminatora. Dziś jeździł ze mną, ponieważ po trzech nieudanych egzaminach musi wykupić co najmniej 5 dodatkowych godzin. Sądzę, że jeździ gorzej niż traktorzysta ! Przykłady ? Proszę bardzo ! Dojeżdżamy do pojazdu, którego kierowca próbuje cofnąć. Widząc nas zatrzymuje się, ale doskonale widać jego światła cofania - ma więc włączony wsteczny bieg. Co robi kursant ? A no po prostu podjeżdża mu pod tył i tuż przed nim się zatrzymuje ! Widzę, że facet się irytuje i wręcz macha, by go ominąć, by jechać. Ale ale ... mój kursant ma go totalnie gdzieś ! Interweniuję więc, bo z tego co widzę to potrzebowałby jeszcze długich minut by się zorientować w sytuacji :(

           Ale to jeszcze nic. Jesteśmy w centrum, zbliżamy się do głównej drogi biegnącej w poprzek. Przed nami kolejno: koniec drogi z pierwszeństwem, ustąp pierwszeństwa i znak stop - przed poprzeczną jezdnią także niedawno namalowana linia bezwzględnego zatrzymania. Że jakiego ? Bezwzględnego ? Nie dla tego kursanta ! Pędzi on około 40 km/h w ogóle nie zważając na to co się dzieje z prawej i lewej, nie mówiąc o znakach !! Kopię w hamulec tuż przed skrzyżowaniem, bo inaczej doszłoby do zderzenia z autami jadącymi z prawej strony. Wstrząsam słownie kursantem, po chwili jedziemy dalej.
             Dosłownie 100 m dalej jest deptak, wszystkie znaki każą nam jechać w lewo, bo prosto jest zakaz ruchu. I co on robi ? Nic, próbuje jechać na wprost ... znów hamuję ... Znów robię mu ostrzejszy wykład na temat jego zachowania, mam ochotę wyrzucić go z auta ! Jedziemy dalej. Niestety, na każdym lewoskręcie na drodze jednokierunkowej jedzie trzymając się bardzo blisko prawej strony. Szlag mnie zaczyna już trafiać, bo kursant który ma właśnie 31 i 32 godzinę jazdy robi tak kardynalne błędy ! Kierowcy obok patrzą na nas jak na idiotów, no może nie wszyscy - jeden z kierowców chyba się nawet ucieszył, wszak wykorzystując nasze złe ustawienie na jezdni wjechał sobie pod ... prąd.

Już dawno nie miałem takiej "fajnej" soboty. Nie pamiętam też, bym aż tak źle podsumował osoby po jeździe. Oczywiście, jakieś tam światełko w tunelu pozostawiłem, ale czy oni to wykorzystają ... wątpię. Kursantka ma dopiero połowę kursu, może zrozumie swoje błędy. Ale zachowanie chłopaka było zupełnie bezmyślne. Jazda jego było zagrożeniem dla innych uczestników ruchu, przy okazji popełniał mnóstwo błędów technicznych (m.in hamował ze sprzęgłem tłumacząc się - uwaga - przyzwyczajeniem ! Ale ja nigdy go nie uczyłem tak hamować !).