wtorek, 11 maja 2021

Mizernie i beznadziejnie

Matka i córka - obie wzięły sobie po jednej godzinie jazdy, a następnego dnia mają egzamin. Obie już wcześniej podchodziły do egzaminu, obie oblały na placu. Cały kurs robiły w miasteczku obok mojego miejsca zamieszkania, ale tam kurs kosztował je więcej niż jest w mojej firmie. W ciągu godziny nie mogłem zbyt wiele zrobić, ale tak na szybko:

  • żadna z nich nie wiedziała co to jest "ecodriving", ani tego że w czasie jazdy należy użyć co najmniej czwartego biegu, a o hamowaniu silnikiem nie miały nawet bladego pojęcia;
  • mamuśka ciągle trzymała lewą nogę nad sprzęgłem, nijak nie dała sobie wytłumaczyć że to jest źle;
  • dla jednej i drugiej fakt kolejności przygotowania do jazdy był obojętny. Czyli najpierw ustawiały lusterka, a potem fotel. Nie wierzę, że robiły tak cały kurs i że nikt nie zwrócił im uwagi. Mama regulację oparcia próbowała poprawić jeszcze w czasie jazdy - genialnie! 
  • jak można jeździć autem i nie znać kontrolek - choćby tych podstawowych - na desce rozdzielczej? Albo jak można nie wiedzieć jak uruchamia się wycieraczki, czy nawiew?! Beztroska nieświadomość;
Mamuśka pod koniec godziny zapytała czy jest słabo. Beznadziejnie - odpowiedziałem. Jeździła poniżej jakiejkolwiek skali ocen. Jej córka natomiast przez tą godzinę słuchała mojego tłumaczenia i być może dlatego poradziła sobie lepiej. Zdecydowanie szybciej reagowała na to co do niej mówiłem, ale wciąż jej jazdę oceniłbym co najwyżej jako mizerną.

niedziela, 9 maja 2021

Wiosenny odpoczynek

Czuję się coraz lepiej, zmniejszam ilość paracetamolu. Dziś nawet wybrałem się na krótką wycieczkę - oczywiście do lasu. Miejsce nieco dalej od miasta, więc ludzi nie było zbyt wiele. Piękna pogoda, brak komarów, a przy okazji odkryłem kulinarnie nowe miejsce, a nawet nieco przyspieszyłem w kwestii otwarcia lokali z konsumpcją pod parasolami, ale ciiiii...


Zieleń inna niż jeszcze tydzień/dwa temu. Miejsce ewidentnie nie odkryte przez ludzi, chyba tylko nieliczni wiedzą że tak blisko znajdują się tak piękne ścieżki. Oczywiście wziąłem ze sobą kijki - to bardzo dobrze wypływa na kręgosłup.


Największą zaletą miejsca są fantastyczne wąwozy - w tym te zupełnie dzikie!


A przy wyjściu z wąwozu taki widok:

Fantastyczne miejsce, będę tam częściej :)

Poniżej majowy tulipan (zdjęcie z Ogrodu Botanicznego w Łodzi):

sobota, 8 maja 2021

Podsumowanie tygodnia 186

Poniedziałek

Wciąż świątecznie - czyli nijak.

Wtorek

Miasto zakorkowane. Dojazd do WORD-u zajmuje długie minuty, choć nie ma co narzekać - w dużych miastach to już stało się normalne.

Środa

Dzień zaczynam o 7.00 a kończę po 20. Pogoda wciąż byle jaka - jest zimno i morko.

Czwartek

Popołudniowe szczepienie. AstraZeneca.

Piątek

Dzieje się. Z rana w miarę ok, ale około 9.00 dochodzę do wniosku że jednak będę musiał wziąć paracetamol. Ból mięśni, gorączka, naprzemienne fale gorąca i zimna, dreszcze, oraz zmęczenie. Ból kręgosłupa, głowy i totalny brak sił. Co ciekawe - prawie w ogóle nie boli miejsce po ukłuciu. Odczuwam duże pragnienie picia oraz snu. Paracetamol (podwójna dawka) w oka mgnieniu pomaga - łagodzi bóle mięśni i zmniejsza temperaturę. 

Po południu znowu podwójny paracetamol (nadmienię, że leki biorę tylko w sytuacjach naprawdę krytycznych). Gdy wróciłem z pracy od razu położyłem się w ubraniu i natychmiast zasnąłem. Nie odczuwałem głodu, mimo że jadłem tylko z rana śniadanie. W nocy wysoka gorączka - jeszcze nigdy nie miałem tak gorącego ciała - jednocześnie wręcz lodowate stopy. Kolejny paracetamol (nie wiem czy już nie przekroczyłem dawki). Dziś (sobota) wystarczył jeden paracetamol - jest całkiem znośnie. Do śniadania wypijam trzy szklanki soku pomarańczowego (i cały czas odczuwam pragnienie),  jedynie boli ręka od ukłucia - a poza tym nabieram sił. Szybko się pocę - po krótkim wyjściu do Lidla muszę brać prysznic, bo cały jestem mokry!