środa, 2 czerwca 2010

Co dwóch to nie jeden

Na pewnym skrzyżowaniu w mieście (o którym pisałem wcześniej tu) dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Mianowicie, zmieniono organizację ruchu poprzez zmianę pierwszeństwa przejazdu, ustawiono nowe znaki. Ale już oznakowanie poziome pozostało tak jak było. Linie ciągłe, pojedyncze i podwójne, powierzchnie wyłączone - wszystko jak było tak i jest. Żółtych linii nie ma w ogóle. Przed "rondem" (bo o nim mowa) poustawiano kilkanaście słupków drogowych, jakie się ustawia w czasie remontów dróg, ale i tak nie wiadomo co i jak. Kursanci pierwszy raz jadąc pytają - jak mam jechać ? 


Druga kwestia, to znak kierunku i miejscowości. Z jednej strony skrzyżowania, na owym znaku na żółto zostały skreślone miasta i obiekty do których można byłoby dojechać skręcając w lewo. A więc, wnioskuję że skręt w lewo jest zabroniony od strony umieszczenia takiego znaku ? Żadne inne znaki nic na ten temat nie mówią - pomijam fakt konieczności najechania na powierzchnię wyłączoną - bo i tak się po nich jeździ - podobnie jak po podwójnych ciągłych. I teraz tak: jak nie ma policjanta/strażnika miejskiego - ludzie jeżdżą jak chcą, a że to jedno z główniejszych skrzyżowań, skręcając w lewo blokują jadących za sobą, co powoduje dodatkowe blokowanie ulicy i bardzo duże napięcia. Okrzyki braku radości i sygnały dźwiękowe są wtedy nieodłącznym elementem tego miejsca. Jeśli natomiast ktoś uprawniony reguluje ruchem - to już zależy, bo jeden ze strażników bardzo ładnie zatrzymuje inne pojazdy i umożliwia wykonanie skrętu w lewo ! Wystarczy zasygnalizować to lewym kierunkowskazem. Jeden ze strażników to umożliwia, ale pozostali nie. Przy próbie podjechania do nich z lewym kierunkowskazem, nakazują jazdę na wprost.

Trzecia sprawa, to niezła zagadka. Dojeżdżając do skrzyżowania z innej strony stoi znak B 20 STOP. Jeśli ruch nie jest kierowany, oczywiście należy się dostosować do znaku, ale jeśli pan w jaskrawozielonej kamizelce reguluje ruchem i stoi tyłem lub przodem (najczęściej tyłem) - jechać nie wolno. Nie widziałem jeszcze pojazdu, który stałby aż pan "zmieni swoją pozycję". Nauka jazdy oczywiście musi stać, co powoduje ogromne korki i pretensje innych (tych z tyłu) kierowców. A okazji do jazd jest całe mnóstwo, tylko że - osoba regulująca ruchem zdaje się w ogóle nie widzieć całej sytuacji na skrzyżowaniu !

Ale to jeszcze nic. Najfajniej jest, jak na skrzyżowaniu stoi dwóch (2) strażników miejskich. Jeden obok drugiego, z tym że jeden stoi do nas tyłem a drugi bokiem. Żaden z nich nie gestykuluje ręką, więc co wtedy robić ? Stać ? Jechać ?

I na koniec niestety smutne podsumowanie. Jak zbliżam się do tego skrzyżowania i widzę mega korek, to już wiem że ktoś tam reguluje ruch ... Zator jest o wiele mniejszy gdy kierowcy jeżdżą bez ich pomocy ...

2 komentarze:

  1. Najgorsze to trafić w takie miejsce na egzaminie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Na 100 % jest się tam na egzaminie.

    OdpowiedzUsuń