czwartek, 7 lipca 2011

Opornie ...

Dojeżdżamy do skrzyżowania z sygnalizatorem S2. Kursantka na 8 godzinie jazdy ani myśli stanąć - choć powinna. Przejeżdża bez zatrzymania, bez rozejrzenia się - po prostu skręciła. Mówię, że popełniła błąd co może sporo kosztować, a egzamin na pewno zakończy się negatywnie. Wydaje się, że zrozumiała, a przynajmniej tak odpowiedziała. Wcześniej na takich skrzyżowaniach przypominałem, co należy robić. Ale ile można mówić to samo ?

Wracamy na to samo miejsce. Co robi kursantka ? Zatrzymuje się i stoi, stoi i wciąż stoi. Detektory zadziałały i za kilkanaście chwil pojawiło się "ogólne" zielone. Wtedy ruszyliśmy. Znów mówię, że źle.

Znów powrót na to samo miejsce. Powtórka jak wyżej - staliśmy aż zaświeciło się zielone. Wyjaśniłem (hmm, po raz "n"-ty) kwestię poprawnego przejazdu przez sygnalizator "warunkowy" - a więc że powinna się zatrzymać przed sygnalizatorem, upewnić czy nie ma pieszych, czy strzałka nie zgasła i czy nie będzie utrudniać ruchu pozostałym uczestnikom ruchu. Jeśli to wszystko sprawdzi, powinna ruszać.

No, ale trudno. Jedziemy na plac manewrowy, a pod koniec jazd znów na skrzyżowanie z S2. Co robi kursantka ? Jedzie bez zatrzymania ...

niedziela, 3 lipca 2011

Renowacja Skody Felicji

Jak wspomniałem w ostatniej notce blogowej, postanowiłem coś zrobić z brudnym, zapuszczonym i zaniedbanym autem pewnej pani która kiedyś robiła u mnie kurs, a teraz jeszcze z nią jeżdżę pomimo tego, że uprawnienia już zdobyła. Pisałem już wcześniej, że samochód jest strasznie brudny:


 

Nie dość, że jest zaniedbany, to okropnie w nim "pachnie". Ostatnio wybrudziłem białą bluzę z polaru, tak jest tam brudno ! Nie muszę chyba dodawać, że szyby także są mało przejrzyste - w sumie to normalne, gdyż auto nie jest garażowane. Ale nie jest normalne, że takich szyb się nie myje przed jazdą. Na moją uwagę, że to ma wpływ na bezpieczeństwo, pani K użyła spryskiwacza :o Naturalnie, nie wiele to pomogło a w pierwszych sekundach po jego włączeniu kompletnie nic nie było widać. Ostatecznie, pozostało sporo smug, bowiem wycieraczki nie były wymieniane pewnie już dłuuuuuuugi czas.

Zaproponowałem więc, że doprowadzę ten samochód do jakiegoś porządnego stanu - oczywiście nie za darmo. Pani K bardzo ucieszyła się, więc w tę sobotę i niedzielę miałem autko w domku (pojechałem do rodziców na wieś) i go czyściłem. A było co ... Odkurzałem trzy razy, miałem też specjalny preparat do odświeżania tapicerki, do deski rozdzielczej i plastików, do czyszczenia dywaników i opon, chusteczki do mycia szyb, nawilżone do czyszczenia kokpitu, a także wosk na mokro do karoserii. Miałem też wosk regenerujący powłokę lakierniczą, ale z powodu deszczu musiałem szybciej się z tym uwinąć, więc zastosowałem jedynie wspomniany wcześniej wosk na mokro. Bez tego arsenału, chyba by się to nie udało.


Na fotelach były czarne plamy, prałem je kilka razy. Przy okazji, sprawdziłem płyny eksploatacyjne, ciśnienie w ogumieniu (było w miarę ok), użyłem preparatu WD-40 na zawiasy drzwiowe. W sumie, popołudnie sobotnie oraz pół niedzieli spędziłem na "odgrzybianiu" Skody Felicji. A oto efekt końcowy:


Auto jest z 1999 roku, przebieg licznikowy 240 tys km. Oczywiście korozja jest wszędzie gdzie nie ma plastiku, luzy w zawieszeniu i układzie kierowniczym, gaśnica ważna do 2004 roku, wszystkie drzwi otwierają i zamykają z dużym oporem, a hamulce słabiutkie. Biegi wchodzą ze słyszalnym zgrzytem, Auto ma różne kolory i nierówne szczeliny, a to świadczy o powypadkowej przeszłości.  A chyba najgorszy jest fakt braku wspomagania kierownicy. Zakup tego auta był błędem, ale trudno. 

Póki co jakoś jeździ. Od dziś nikt w nim się nie pobrudzi, a jedynym zapachem będzie "morska bryza".

piątek, 1 lipca 2011

Pracuś (?)

Niebawem minie drugi tydzień od egzaminu praktycznego (instr. techniki jazdy), a ja mam wciąż to w głowie - ja nadal to "zdaję" ;-) Zakończyłem w tym czasie etap pracy w szkole (ba, nawet znów byłem konferansjerem - a to z okazji 35-lecia szkoły), na wakacje nie ma tam zajęć, ale i nie ma wynagrodzenia. Skończyły się też zajęcia na uczelni, czekam tylko na wyznaczenie terminu obrony pracy, ale pewnie będzie to dopiero wrzesień.

No i w tym czasie w nauce jazdy jakiś boom się rozpoczął, ponieważ kalendarz mam rozpisany do 21 lipca. Trzy tygodni do przodu. Co prawda są w nim jeszcze wolne pojedyncze luki gdzie ewentualnie mógłbym kogoś wpisać, ale nie uwzględniłem w nim jeszcze jednej osoby, z którą muszę wyjeździć 25 godzin do 17 lipca. Kiedy i jak to zrobię - jeszcze nie wiem, ale po co się martwić na zapas ?

W każdym razie - to że nie lubię się nudzić - chyba wiadome, więc nie narzekam :) Do tego doszły nowe cykle wykładów. Jest tylu chętnych, że nie mieszczą się w całkiem sporej sali. Szef więc postanowił podzielić grupę na dwie, które oczywiście ja prowadzę. Nagadam się, ale takie doświadczenie także potrzebne.

Prócz tego wszystkiego, nadal po pracy jeżdżę z pewną kursantką jej autem (pisałem o tym wcześniej). Wybrudziłem się ostatnio, więc moje "sugestie" n/t czystości w aucie nie pomogły. Wpadłem więc na inny pomysł, ale to już w następnej blotce.

PS. na zdjęciach miejskie znaki porośnięte drzewami, krzakami i innymi bylinami.