sobota, 25 listopada 2017

Podsumowanie tygodnia 7

Poniedziałek

Kursant z ubiegłego tygodnia. Ustalamy, ile potrzebujemy miejsca na parkowanie równoległe, on oczywiście nie zna odpowiedzi. Pytam więc ile metrów ma auto którym jeździmy (przypominam - cabrio wg niego) - odpowiedź: 1,5 m.

Wtorek

Moja kursantka podchodzi do egzaminu praktycznego. Zaczyna padać śnieg, ale wg niej nie ma potrzeby używania świateł mijania. Nawet nie rusza z miejsca i od razu oblewa egzamin.

Zegary Yarisa po liftingu

Środa

Zmieniam auto, co prawda tylko na kilka godzin ale od razu psuje mi to humor. Dlaczego? Bo auto brudne zewnątrz (no dobra, jest mokro) ale wewnątrz jest jeszcze gorzej. Jak ja nie znoszę takich zmian...

Czwartek

Jazda z osobą z innego ośrodka. Ma egzamin praktyczny dosłownie za godzinę, a nigdy nie parkowała równolegle ani skośnie - a są to przecież zadania egzaminacyjne. Słabo, nie udało mi się jej tego nauczyć w jedną godzinę. Oblała.

Piątek

Na koniec tygodnia trzy godziny pod rząd z człowiekiem, który uważa mnie chyba za największego wroga na ziemi. Jest opryskliwy, chamski, ma pretensje o wszystko, z łaską parkuje i w ogóle - to jakaś nowa filozofia gburowatości...

czwartek, 23 listopada 2017

Niespodziewany wieczór - wersja Czytelników

Drodzy Czytelnicy, to Dariusz i cudARTeńka są inspiracją tego wpisu. Skoro napisali takie fajne rozwinięcie mojej ostatniej blotki, zachęcam Was serdecznie do dzielenia się własną wersją zakończenia (albo dopiero rozpoczęcia). Każdy może pisać tyle wariantów ile chce.

Najciekawszy wpis który pojawi się tu lub pod wpisem Niespodziewany wieczór nagrodzę - no właśnie jeszcze nie wiem czym/jak, ale postaram się coś interesującego wymyślić :)

Grażyna, Maria, Polly,  Ula- oraz wszyscy anonimowi - czekam z niecierpliwością :)

Macie czas do końca poniedziałku, ponieważ we wtorek pojawi się moja wersja zakończenia. Czy ktoś miałby ochotę podzielić się własną wyobraźnią w tej kwestii?

wtorek, 21 listopada 2017

Niespodziewany wieczór

Wiatr zrywał się coraz bardziej, gwiżdżąc złowrogo przez lekko uchyloną szybę. Z jednej strony było mi gorąco (podkręciłem nieco ogrzewanie), a z drugiej rześko, jakby przed burzą. Przejeżdżamy przez kolejne opustoszałe ulice, wieczór ewidentnie uśpił miasteczko. Tylko gdzieniegdzie ktoś pieszo sprawnie przeskakuje przez jezdnię pełną kałuż i dziur. Z trudem mogę dostrzec resztki zasłoniętej twarzy mijanych ludzi, którzy chowają się przed wiatrem i deszczem. Czy to na pewno ludzie?

Ale zdaje się że z każdą minutą miasto chowa się w ciepłych mieszkaniach, a na ulicy rodzi się pustka. Za oknem kilka latarni, które bardziej oświetlają puste chodniki niż jezdnię. Szyba pokryta kroplami deszczu dodatkowo pogarsza widoczność, jednakowoż - co nietypowe - doskonale widzę mijane drzewa - a w zasadzie same konary, pozbawione zupełnie liści, jakby umierające i chorowite. Kołysały się dość mocno nad jezdnią wywołując niemiłe dreszcze.

Skręcamy w prawo, potem znów w prawo i w lewo. A tu już zupełnie ciemno, zaparkowane stare auta na chodnikach zapewne są utrapieniem pieszych. Sam nie wiem po co zapuściłem się w te rejony miasta - niezbyt tu bezpiecznie w dzień, a co dopiero wieczorem. Kilka chwil później ni stąd ni zowąd w aucie zaczyna mrugać wyłączone do tej pory oświetlenie wnętrza! Co u licha?! Kursant zadaje mi pytanie - co się dzieje?! Słyszę jego głos jakby z zaświatów, gdzieś strasznie daleko - a przecież siedzi tuż obok mnie.  Nie odpowiadam mu, rozglądam się dookoła i czuję że moje włosy zupełnie się zelektryzowały - czyżby to dreszcze opanowały całe ciało?!

Nagle czuję że wewnątrz auta...

c.d.n.