środa, 18 marca 2009

Dynamika ...


Często słyszę na szkoleniu: "Na wszelki wypadek będę jechał(a) wolniej. Tak, by nie przekroczyć prędkości, bo przecież zaraz mnie obleje !" To bardzo złudne stwierdzenie, bowiem za brak odpowiedniej dynamiki jazdy również można dostać wynik negatywny. Oczywiście, ktoś powie jak uzyskać dynamikę w ruchu miejskim, gdzie nie tylko ograniczenie prędkości do 50 (a często także poniżej), ale także dość spore natężenie ruchu, które najzwyczajniej na świecie nie pozwala przejechać około 50 km/h w rejonach przejść dla pieszych (np).

Kiedyś pojawił się projekt dotyczący zmian w egzaminowaniu (tyle już ich było swoją drogą, a lepiej nadal nie jest), w którym proponowano wyjazd poza miasto w czasie egzaminu. Pomijając fakt, że w wielu miastach czas egzaminu drastycznie by się wtedy przedłużył, to pozwoliłby zaprezentować odpowiednie (bądź nie) przyspieszanie, hamowanie przy większych prędkościach. Choć tu pojawiają się głosy niektórych instruktorów - za miasto ? A po co ? Jak to po co - przecież kursant kiedyś wyjedzie poza obszar zabudowany i co, będzie jechał dalej 50 km/h bo nigdy w życiu nie prowadził szybciej ? Albo ktoś, kto nie jeździł nigdy pojazdem (poza kursem) nie będzie miał pojęcia jak zachowuje się auto przy wyższych prędkościach.

Może to i marnowanie czasu (choć ja tak nie uważam), ale co najmniej 2 godziny zawsze poświęcam na jazdę na drogach o dopuszczalnych prędkościach powyżej 70 km/h. Oczywiście, raczej nie jest to więcej niż 4-5 godzin i to wtedy, gdy kursant ma w miarę opanowane miasto. Bo po co jechać z kursantem na pierwszej, czy drugiej godzinie za miasto ? Żeby się odstresował ? Żeby potrzymał kierownicę, jak małpa na prostym odcinku drogi ? Komu to potrzebne ? Nikt nie mówił że kurs będzie lekki łatwy i przyjemny. No dobrze, przyjemny może być (jeśli będą zachowane odpowiednie zasady), ale poza tym to ciężka praca, a poziom poprzeczki podnoszą sobie sami kursanci z godziny na godzinę. A więc za miasto przy opanowanej technice jazdy po mieście.

A w mieście ? Przede wszystkim szybkie ruszanie (i panowanie nad wszystkim jednocześnie), w miarę dynamiczna zmiana pasa, przewidywanie, sprawne wyprzedzanie (rzadko się zdarza, ale jednak). Czy używanie czwartego biegu ma w ogóle sens ? Można, choć czy to jakikolwiek wyznacznik dynamiki ? Na pewno auto nie "robi problemu", więc można włączyć.
Błędy, jakie najczęściej są popełniane (na kursie i egzaminie) to jazda z prędkością 30-35km/h. Wiadomo, że przepustowość polskich ulic nie jest dostosowana do obecnej ilości pojazdów, więc jadąc z tak małą prędkością powodujemy utrudnienia w ruchu drogowym. Wyjątkiem są oczywiście ograniczenia i inne przeszkody - np stan nawierzchni itp. Zbyt powolne ruszanie powoduje, że na zielonym sygnale zmieści się mniej aut, że na skrzyżowaniu ze znakami tworzy się "ogonek" oczekujących i coraz bardziej poirytowanych kierowców. Oczywiście, nie moja w tym sprawa kto i dlaczego się irytuje, ale stać zbyt długo i czekać na zupełnie pustą drogę też nie można.

Często ze zbyt wolną jazdą łączy się technika prowadzenia pojazdu, a szczególnie odpowiedni dobór przełożeń skrzyni biegów. Czemu najczęściej panie lubią jazdę na dwójce ? Jedynkę to jeszcze usłyszą (jak wyje ...), ale dwójka w ogóle już nie przeszkadza. Przyjęło się, że docelowym biegiem jest bieg nr 3, ale oczywiście nie jest to żadną regułą.

A więc ... dynamiczniej i szybciej, bo czemu nauka jazdy miałaby ruszać ostatnia ze skrzyżowania ?

10 komentarzy:

  1. O ile pamiętam, w warszawie m20 były tylko 3 biegi :-) Może był to własnie idealny samochód dla pań? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie było dwu-biegowych ?

    OdpowiedzUsuń
  3. To chyba kwestia wyczucia - droga w górę jest łatwa, ale gdy potem trzeba zredukować z 4 to już pojawia się problem - na który? 2?, 3? A jak szarpnie? A jak zawyje? A to dodatkowy stres i minus w oczach egzaminatora.
    Jazda na dwójce-trójce to po prostu zmniejszanie sobie liczby problemów. Tak myślę.
    A właśnie umiejętność redukcji (trafienia w bieg odpowiedni do prędkości po przyhamowaniu) to jedna z ważniejszych umiejętności - żeby to wyczuć, potrzeba praktyki.

    OdpowiedzUsuń
  4. 30 godzin to często zbyt mało.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja często jeżdżę z moim szefem za miasto...bo musimy odwozić kursantów po jakiś cholernych zadupiach....

    OdpowiedzUsuń
  6. Do przodu na wstecznym
    Będą zmiany w egzaminach na prawo jazdy. Według Ministerstwa Infrastruktury są niezbędne „do dalszego bezproblemowego funkcjonowania systemu szkolenia i egzaminowania...”. Tyle że w powszechnej opinii cały system nadaje się do wymiany.

    http://www.polityka.pl/do-przodu-na-wstecznym/Lead33,933,285282,18/

    20 marzec 2009 10:10

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak, czytałem to już Czarcie. Brakuje mi już sił, aby pisać o kolejnych "świetnych" pomysłach rządzących ... :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Pszczółku - dzieki wielkie za genialny blog, Twoje uwagi i komentarze sa bardzo pomocne.

    A co do uzywania 4 biegu w miescie -- hmm, wlasnie jestem w trakcie kursu - przez to ze moj pierwszy insturktor byl g... warty i wskutek wlasnej zawzietosci wynalazlam materialy ktore nauczyly mnie obslugi samochodu, techniki jazdy i zachowania na drodze - wiem, ze to wbicie 4 biegu to nie taki zly pomysl, bo:
    *mozna juz przy 40 km/h
    *zmniejsza sie halas i spalanie paliwa, wiec mamy tu element jazdy ekonomicznej
    *jest pole do popisu zeby pocwiczyc redukcje biegow (i wreszcie sie tego nauczyc)
    *szybkie wbicie wysokiego biegu jest chyba dobrze widziane przez egzaminatorow

    Pozdrawiam
    Gosia

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie instruktor pozwolił jechać nawet 100km/h (oczywiście był to teren gdzie taka prędkość była dozwolona). w ogóle jak czytam to wszystko to cieszę się że uczy mnie ten kto uczy, bo jest spokojny, opanowany, tłumaczy raz a konkretnie. WIem co oznacza stop przed STOP i strzałką warunkową, hamowanie biegami. Są rzeczy które chcę robić lepiej ale uważam, ze tego dokonam jeżdżąc sobie spokojnie(ale nie o prędkość tu mi chodzi)przez pierwszy rok po otrzymaniu prawka:))

    OdpowiedzUsuń