sobota, 14 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 445

Poniedziałek 

Osłabienie prawie minęło, ale sen wciąż dość średni. Zatem rano wstaję zmęczony i wtedy najchętniej bym spał, lub w ciągu dnia.

Wtorek 

Leki na sen nie działają. Po kilku dniach postanawiam ich nie brać.

Środa

Kino. "Pies 51" - świetny film, który trzyma w napięciu do samego końca. Polecam.

Czwartek 

Popołudnie na basenie. Trochę nie mam sił, ale odrobina ćwiczeń a potem odpoczynek na saunie dobrze na mnie wpływa. Szkoda, że ten efekt jest taki krótki.

Piątek 

Dzień staje się coraz dłuższy. Po południu wciąż jest widno i to oznacza że wiosna coraz bliżej. Tego dnia jest słonecznie, zatem szczególnie widać te zmiany.

środa, 11 lutego 2026

Pączki po 9 groszy

Jak co roku tak i teraz - tłusty czwartek - czyli szał na pączki i faworki. Sklepy rywalizują o klientów i proponują świetne ceny - na przykład taki Lidl oferuje pączki po 0.09 zł za sztukę przy zakupie 12. 

Czyli opakowanie dwunastu "smacznych" i "przepysznych" słodkości kosztuje tylko 1.08 zł. Za taką cenę nie kupi się pączka w chyba żadnej piekarni czy cukierni.

Z czego one są zrobione, że kosztują tylko 9 groszy? Jak podaje strona Lidl.pl skład takiego pączka jest następujący:

mąka pszenna, nadzieję wieloowocowe 23%, cukier, woda, sok wieloowocowy z zagęszczonych sobie owocowych (z aronii, czarnej porzeczki, wiśni, malin), skrobia modyfikowana, suszone wytłoki jabłkowe, substancja zagęszczająca: pektyny, regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytryniany wapnia, koncentrat z marchwi, aromaty, masa jajowa pasteryzowana, tłuszcz palmowy, olej słonecznikowy, olej rzepakowy, drożdże, cukier puder dekoracyjny 1.5% (glukoza, tłuszcz palmowy, olej rzepakowy, skrobia pszenna, naturalny aromat), woda, emulgatory (mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych, mono-i deglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mono-i discetylowinowym, lecytyny z rzepaku), gluten pszenny, białko jaja w proszku, laktoza z mleka, sól, glukoza, substancje spulchniające (difosforany, węglany sodu) syrop glukozowy, skrobia pszenna, aromaty, ekstrakt z marchwi, błonnik roślinny, stabilizator: sól sodowa karboksymetylocelulozy, środek do przetwarzania mąki: kwas oskorbinowy..


Tymczasem, dla ciekawości - pączki w restauracji M. Gessler są po 26 zł, a faworki po 260 zł/kg. To skrajności. Ja nie skuszę się ani na jedne ani na drugie, a Wy? Ktoś robi swoje domowe pączki?

wtorek, 10 lutego 2026

Jakość serwisu Toyoty

 W grudniu minęło pięć lat od zakupu Toyoty Yaris. Do tej pory mam przejechane nieco ponad 60 000 km, a jedynym elementem, który wymagał wymiany, był akumulator (w grudniu 2023 roku). Każdy przegląd okresowy wykonywałem w Autoryzowanej Stacji Obsługi (ASO) Toyoty i właśnie o ostatnim z nich będzie dzisiejszy wpis.

Zanim jednak do tego przejdę, krótkie wyjaśnienie. Gdy pięć lat temu chciałem kupić samochód w tym salonie, spotkała mnie średnio uprzejma obsługa, co natychmiast skłoniło mnie do zmiany salonu na inny. Co prawda miałem tam nieco dalej, ale nie był to dla mnie problem. Natomiast na serwis postanowiłem jeździć już właśnie tutaj.

Opisywana sytuacja zaczęła się tuż przed grudniowymi świętami ubiegłego roku. Po przeglądzie odebrałem auto z zapewnieniem, że nie ma żadnych uwag co do stanu pojazdu — tylko wsiadać i jechać. Kilka dni później zbliżał się jednak termin przeglądu rejestracyjnego (tego, który „podbija się” w dowodzie rejestracyjnym), który szybko zweryfikował stan jednego z najważniejszych elementów bezpieczeństwa pojazdu.

Otóż, niczego nieświadomy, pojechałem na rutynowy przegląd rejestracyjny, gdzie diagnosta pokazał mi stan tarcz i klocków hamulcowych. Jedna z tarcz wyglądała tak:



Tarcza jest tak skorodowana i nierównomiernie zużyta, że skuteczność hamowania nie jest optymalna — by nie powiedzieć, że wręcz znacząco ograniczona.

Od jakiegoś czasu — bo przecież nie jest to efekt kilku tygodni — niektóre elementy układu hamulcowego musiały się coraz bardziej „zacierać” i stopniowo zmniejszać skuteczność hamowania, czego nie dało się zauważyć podczas codziennej eksploatacji. Ale zaraz — jak to możliwe, że kilka dni po odebraniu auta z przeglądu w Toyocie układ hamulcowy jest w takim stanie?!

Wygląda na to, że podczas przeglądu układ hamulcowy został pominięty albo ktoś celowo nie poinformował mnie o nieprawidłowościach. Bardziej prawdopodobna wydaje się ta pierwsza opcja.

Następnego dnia pojechałem do zaprzyjaźnionego mechanika, który potwierdził spostrzeżenia diagnosty. Niestety tarcze hamulcowe z przodu (po obu stronach) były w takim stanie, że nie nadawały się do przetoczenia. Szybkie zamówienie kompletu tarcz i klocków oraz wymiana na nowe zamknęły temat techniczny.

Teoretycznie można byłoby na tym zakończyć sprawę, jednak cały czas zastanawiało mnie jedno — dlaczego pojazd wyjechał z ASO w takim stanie? Jestem w stanie zrozumieć, że nawet nowy samochód może się zepsuć, bo to przecież tylko rzecz. Nie potrafię jednak zrozumieć, dlaczego najprawdopodobniej nikt tego nie sprawdził podczas przeglądu.

Kilka dni później skontaktowałem się z kierownikiem serwisu. Spokojnie przedstawiłem sytuację, po czym po drugiej stronie zapadła cisza — wyglądało to tak, jakby kierownika dosłownie zamurowało. Wyraziłem swoje zdziwienie oraz brak akceptacji dla takiej sytuacji, zwłaszcza że mówimy o jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa pojazdu. Przedstawiłem również swoje oczekiwania.

Kierownik poprosił o moje dane, sprawdził w systemie, kto był odpowiedzialny za przegląd, poprosił mnie o przesłanie zdjęcia tarcz hamulcowych i zapewnił, że nie na taki standard obsługi się umawialiśmy. Zadeklarował konsultację sprawy z dyrektorem i obiecał kontakt w ciągu kilku dni.

Słowa dotrzymał. Na wstępie przeprosił, a następnie zaproponował zadośćuczynienie, które nieco przewyższało moje oczekiwania. Ponownie przeprosił za zaistniałą sytuację i na tym etapie uznałem sprawę za zakończoną. Okazało się zresztą, że rekompensata za nieprawidłowo wykonaną usługę była jeszcze większa, niż ustaliliśmy wcześniej — nie zgłaszałem już jednak żadnych uwag.

Tymczasem przyszłoroczny przegląd wykonam już w innym miejscu.

Jeszcze rok, może dwa, i trzeba będzie na poważnie rozejrzeć się za zmianą auta. Jeśli wszystko dobrze się ułoży, prawdopodobnie zainteresuję się nowszą Toyotą, choć sam jeszcze nie wiem, czym dokładnie. Lubię Toyotę mimo jej różnych wad, natomiast to, co prezentuje ten salon i serwis, znacząco odbiega od moich oczekiwań.

sobota, 7 lutego 2026

Podsumowanie tygodnia 444

Poniedziałek 

Telefoniczna konsultacja z lekarzem. Nowe leki. Gdy mam je w domu, czytam o możliwych działaniach niepożądanych i aż boję się je brać, ale nie mam wyboru - to znaczy mogę ich nie brać, tylko że chciałbym poprawy zdrowia i swojego stanu. 

W nocy stoję przy oknie i gapię się na księżyc - bo na parkingu nic się nie dzieje. Zasypiam dopiero nad ranem.


Wtorek 

Budzę się koło 9, lekko oszołomiony. Leki działają. Trochę kręci mi się w głowie, ale w ciągu dnia jest lepiej. Dużo słońca i mroźno.

Środa 

Ból głowy mija, sen lepszy. Mam siłę zrobić sobie porządne śniadanie. Łosoś i awokado. Niby wyjąć z lodówki, ale wcześniej nie miałem sił, ochoty, apetytu, nie miałem...

Czwartek 

Jest lepiej. Dobrze że mam Lidla tuż obok, bo zaczynam mieć ochotę na różne rzeczy - znaczy że wraca apetyt. Do śniadania wyciskam sok z pomarańczy.


Dużo słońca, przynajmniej z rana. Bo później marznący deszcz.

Piątek

Siły wracają, czuję jeszcze że coś tam na głowie nie jest ok, ale zdaje się że idzie to w dobrym kierunku. Korci mnie żeby wyjść z domu chociaż na chwilę, ale deszcz i zimno więc zostaję w miejscu.

sobota, 31 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 443

Poniedziałek 

Wizyta u okulisty. Pierwszy raz od środy wychodzę z domu. W przychodni przede mną tylko jedna osoba, choć idąc pod drzwi gabinetu mijam dwa szczególnie oblężone miejsca - jedno do neurologa a drugie do lekarza rodzinnego.

Badanie nie wykazuje żadnych niepokojących objawów. Spojówka jest jeszcze zaczerwieniona, ale poza tym wszystko ok.

Wtorek 

Dzień spędzam odpoczywając pomiędzy kolejnymi dawkami leków. Sił brak.

Środa 

Znajoma dostarcza mi suplementy i witaminy - głównie te z grupy B.

[...]witaminy z grupy B, bo jest ich kilka, są konieczne do prawidłowej syntezy i naprawy DNA, a także do produkcji nośnika energii ATP (adenozynotrójfosforan), gdzie szczególnie istotna jest witamina B12 (kobalamina)[...] - jak pisze w swojej książce "Dobre i złe dni" Tomasz Majchrzak.

Witaminy z tej grupy wspomagają regenerację, przyspieszają proces gojenia skóry, oraz zmniejszają ból.


Czwartek 

A ból głowy jest ciągły. Dzień i noc. O nasileniu różnym. Mrowienie, "łupanie" od wewnątrz i od góry głowy, poprzez szczękościsk i ból jakby zębów/szczęki, ból karku i niemożność poruszania głową, przez intensywne i silne impulsy połączone z jednostajnym tępym bólem. Wszystko dotyczy lewej strony, tej zaatakowanej. 

Piątek 

Czasem mam wrażenie, jakbym trzymał głowę w zbyt małym hełmie, kasku który uwierałby dotkliwie... W dalszym ciągu trudno jest zasnąć, a nawet założenie czapki nie jest zbyt miłą czynnością.

poniedziałek, 26 stycznia 2026

Dyskusje

Przetaczająca się kilkanaście dni temu przez Polskę fala dużego ochłodzenia mrozów i śnieżyc, do czerwoności rozgrzała zwolenników i przeciwników aut elektrycznych, ale po kolei.

Wszystko zaczęło się od tego, że nawet główne drogi pomiędzy dużymi miastami były zablokowane, a uwięzieni w korkach (a dokładniej - w swoich pojazdach) ludzie przez pewien czas byli zdani na siebie. Zanim jeszcze sytuacja zaczęła się poprawiać, w szeroko rozumianym Internecie rozgorzały dyskusje n/t tego, jaki rodzaj napędu jest najlepszy. Początkowo czytałem to z rozbawieniem, ale poziom dyskusji coraz bardziej staczał się w stronę mało przyjemnej wymiany zdań, obelg i nawet wyzwisk i rzeczy jeszcze gorszych. I z jakiego to powodu? Ano z takiego, że jeden kupił sobie Teslę (elektryk - gdyby ktoś nie wiedział) a drugi Passata (oczywiście TDI - czyli diesla), czy inne auto z tradycyjnym napędem.

Jeden wyliczał drugiemu,  ile energii lub paliwa zużyje auto podczas postoju przy np. -20 zapewniając ogrzewanie wewnątrz. Głównie chodziło tu o to, czy te ilości wystarczą by doczekać do nadejścia pomocy. Oczywiście były też "argumenty" opłacalności zakupu, kosztów utrzymania, czasu ładowania itp, ale ja się zastanawiam nad jednym - czy naprawdę kogoś zupełnie obcego obchodzi, co mną kierowało podczas podejmowania decyzji i zakupu tego a nie innego produktu? Chciałem, to kupiłem diesla lub elektryka - i co komu do tego? Jest wybór, to z niego korzystam. Po co rzucać się na forach  forsując swój punkt widzenia?

Kilka lat temu kupiłem sobie małą Toyotkę hybrydową - bo chciałem. Wydałem tyle, że spokojnie mógłbym mieć dwuletni lub trzyletni ekskluzywny wóz. Wybrałem nowego Yarisa - to była moja decyzja. Mało mnie interesuje że mogłem kupić coś innego/tańszego/droższego/lepszego/gorszego - każdy z nas ma SWOJE racje i SWÓJ punkt widzenia, SWOJE potrzeby i SWOJE przemyślenia i podejmuje decyzje na ich podstawie.

Mój sąsiad ma jedenastoletniego diesla, który mocno kopci i klekocze, ale czy z tego powodu mam go krytykować i oczerniać? Pewnie gdyby miał kasę lub ochotę (bo kasę może i ma) mógłby sprawić sobie coś o wiele lepszego, ale co mi do tego? Nic. Jestem jak najdalej od tego, aby oceniać decyzje innych, a już totalny brak kultury w przestrzeni wirtualnej jest dla mnie wstrząsający. Co ciekawe, nie sądzę aby ktoś nie posiadający nigdy auta elektrycznego mógł rzetelnie wypowiadać się na tematy związane z eksploatacją tegoż. Tymczasem na forach i czatach wszyscy wydawali się być ekspertami z najwyższych poziomów. 

Amplituda już jest bardzo duża w każdym praktycznie temacie, bo dziś łatwo wypowiedzieć się, rzucić czymkolwiek. Oczernić nie mając zielonego pojęcia o temacie. Podobny hejt był wczoraj w temacie WOŚP-u. Jedni pomagają, drudzy nie. Tylko dlaczego od razu ze sobą walczą? Dobra, muszę kończyć ten wpis bo trzeba się ogolić przed wizytą u okulisty.

sobota, 24 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 442

Poniedziałek

Dzień zwykły. Trochę męczący, ale bez przesady.

Wtorek

Od rana ból głowy, ledwo wytrzymałem w pracy.

Środa

Lekarz i diagnoza. Żeby znaleźć maść do oka zjeździłem prawie całe miasteczko. Co prawda w hurtowniach maść była, więc farmaceuci proponowali że zamówią na jutro, ale wolałem poszukać i zacząć stosować już dzisiaj.

Czwartek

Lewa strona zapuchnięta, łącznie z okiem. Ale biorę końskie dawki leku pięć raz dziennie. Ogromne tabletki ledwo przechodzą przez gardło. Dodatkowo oko zalepiam maścią, przez co mało co widzę. Większość dnia spędzam leżąc na kanapie i drzemiąc. Sił brak. Mam apetyt na słodkości - na przykład na przepyszne faworki (zdjęcie poniżej z poprzedniego sezonu)! Albo na to, czego akurat nie mam w domu. 


Wieczorem zadzwonił kolega z pracy, którego bym się nie spodziewał. Pytał czy nie potrzebuję zakupów. Przy okazji wypytuję go co tam w robocie i trochę rozmawiamy o różnych rzeczach, ale niezbyt długo bo nie mam sił ani na mówienie ani na słuchanie.

Kolejne dwa minusy*:

  • niestety, któreś leki powodują intensywne przesuszenie błony śluzowej nosa. Jest tam tak sucho, że oddychając mam wrażenie że sam ruch powietrza podrażnia tak, jakby ktoś papierem ściernym przecierał nos od wewnątrz. A może te krople do oczu zastosować do nosa? 
  • znowu odzywa się żołądek - czyli ból brzucha. Był już z tym względny spokój, a teraz po zjedzeniu (lub nawet bez powodu) kilka razy dziennie ta część ciała znów przypomina o sobie jakby chciała powiedzieć "jestem tu, też mogę zwrócić na siebie uwagę!"
* jako objawy niepożądane jest to wypisane w specyfikacji leku, więc nie dziwi mnie to.

Piątek

Lepiej. Opuchlizna schodzi, mniej boli, rzadziej używam leków przeciwbólowych. Wysypka powoli ustępuje i nawet mogę przejść do drugiego pokoju i nie muszę od razu odpoczywać - sukces! 

W dzień śpię i leżę mniej niż wczoraj, słucham radia i odpoczywam. Wraca umiarkowanie apetyt. Wieczorem koleżanka dostarcza mi suplementy i witaminy oraz chleb i wodę mineralną o którą poprosiłem. Dużo piję, szklankę wody czy soku to jednym duszkiem. Prócz tego co chwilę popijam kolejne wielkie tabletki leku przeciwwirusowego.

Nos dalej suchy jak wiór. No i z brzuchem też bez zmian. Do poniedziałku nie wstawiam nosa za drzwi, bo przy tej suchości i mrozie zewnętrznym mogłoby się to źle skończyć. Zamierzam odpoczywać i nabierać sił.

czwartek, 22 stycznia 2026

Diagnoza

Ku niezadowoleniu managera wczoraj nie poszedłem do pracy, tylko do lekarza. Po krótkiej wymienię zdań lekarz miał już diagnozę. Jeden wyraz, który mi prawie nic nie mówił. Gdy zapytałem co to takiego, powiedział "są na to leki. Z tym, że mogą być powikłania". Z jednej strony dobrze że są leki, ale powikłania? Jakie powikłania?

Półpasiec.  W moim przypadku zaatakowana została głowa i wszystko w tej okolicy. To jeden z gorszych wariantów choroby. Z bardziej newralgicznych elementów - mózg, oko i ucho. Lewa połowa głowy pokryła się rumieniami i - delikatnie pisząc - niezbyt korzystnymi zaczerwieniami oraz wysypką pęcherzykową. Pierwszym objawem był właśnie ten jakby "guz" na głowie i którym pisałem wcześniej - od niego wszystko się zaczęło. Potworny ból głowy z intensywnymi impulsami, które ciężko porównać do dotychczasowych moich doświadczeń z bólem. Nawet leczenie kanałowe bez znieczulenia to pikuś w porównaniu do tego.

Lekarz zajrzał do ucha, oka, obejrzał wysypkę, wysłuchał co miałem do powiedzenia, poszedł na konsultację do okulisty i zaczął pisać receptę. Półpasiec to choroba, która uaktywnia się po przejściu ospy wietrznej w dzieciństwie. Wirus jest stale uśpiony, a gdy pojawią się dogodne okoliczności uaktywnia się i atakuje układ nerwowy i skórę. Te okoliczności mogą być związane z przewlekłym stresem oraz przemęczeniem i spadkiem odporności.

Wirus może zaatakować różne narządy, bo wiadomo - gdy ktoś ma brzydką twarz to żadne zaczerwienienia tak bardzo sprawy nie pogorszą. Niestety może powodować nieodwracalne, trwałe zmiany w organizmie. Najczęstszymi problemami są: 

  • przewlekły ból, który trwa nawet po kilku miesiącach od zakończenia leczenia;
  • ryzyko uszkodzenia wzroku - wirus trwale uszkadza m.in. rogówkę;
  • zapalenie mózgu, zaburzenia równowagi oraz świadomości;
  • porażenie nerwu twarzowego;
  • blizny i nadkarzenia bakteryjne skóry;
Jak we wszystkim kluczowe jest szybkie podjęcie leczenia. W moim przypadku lekarz przypisał mi końską dawkę leku przeciwwirusowego, który przyjmuję pięć razy dziennie doustnie. Do tego krople do oczu i maść, której nałożenie przyprawia mnie o mdłości. Masakra, nic po tym nie widzę na jedno oko. Naturalnie nie chodzę na razie do pracy, unikam wychodzenia z domu. W poniedziałek będę miał dość ważną wizytę u okulisty, który ma sprawdzić w jakim stanie jest oko. 

Ta noc minęła nawet nieźle. Udało mi się spać na lewej stronie. Bez środków przeciwbólowych, bo co prawda czuję głowę i te impulsy, ale mogę je porównać jakby ktoś uderzał mnie młotkiem w okolice lewego ucha ale przez gruby materiał, np koc. Boli, ale da się wytrzymać. Impulsy są dłuższe ale płytsze. Oko lekko spuchło, wysypka trochę się przemieściła. Lekarz uprzedził, że nie będzie lekko i zaproponował silne środki przeciwbólowe, ale mam jeszcze w domu z moich poprzednich ekscesów. Zresztą, mogę tam zawsze zadzwonić i poprosić o coś. Ibuprom działa zdecydowanie lepiej niż paracetamol, z tym - że na razie nie biorę nic (nie wiem jak długo, bo raz czuję bardziej raz mniej).

Tymczasem znajomi zaproponowali pomoc, możliwość zrobienia zakupów czy dostarczenia leków. Zamówiłem już przez internet kompleks witaminy B, która wspomaga takie leczenie, a wieczorem znajoma dostarczy mi coś na wspomaganie odporności. Na pewno nie zaszkodzi, a może coś poprawić, zobaczymy. 

środa, 21 stycznia 2026

Mroźna noc

Noc z poniedziałku na wtorek jest dość ciężka. Nie mogę zasnąć, bo niby ból głowy nie jest szczególnie wielki, ale jest inny niż zwykle. Tępy, jednostajny z tylko chwilowymi silniejszymi impulsami. Co 20-30 minut zerkam bezmyślnie na zegarek w międzyczasie wiercąc się niemiłosiernie. W międzyczasie wyczuwam pod ręką jakiś guz, który wyrósł mi na głowie. Nie widzę go dokładnie we włosach, ale jest duży, bolący i czerwony. Nigdy takiego czegoś nie miałem.

Gdy zaczyna się robić coraz widniej mógłbym nawet zasnąć, ale wtedy oczywiście odzywa się budzik...

Wtorkowy poranek w pracy bez energii i chęci do czegokolwiek. Jestem przeciwnikiem brania leków przeciwbólowych, ale po pierwszym kliencie z trudem wytrzymuję. Jedna tabletka Apapu w zasadzie nic nie zmienia, dlatego po dwóch godzinach męki i silnego bólu głowy biorę drugą tabletkę.

Podczas chwili przerwy dzwonię do przychodni aby umówić się na wizytę u lekarza. Po trzech sygnałach odbiera babka z rejestracji. Ponieważ mój lekarz ma wolne do końca tygodnia, umawia mnie do kogoś innego na jutro. Z trudem wytrzymuję rozmowę, bo gdy ruszam szczęką ból jest większy.

Odliczam czas do końca w robocie. Choć guz jakby się trochę zmniejszył, to mam wrażenie, jakby ktoś rąbał drzewo na czubku mojej głowy, a w przerwach próbował wwiercić się od strony lewego ucha wiertarką z dużym wiertłem. W najtrudniejszych momentach obejmuję głowę obiema rękami i mocno zaciskam bo czuję, że za chwilę się rozpadnie na kilka kawałków. Jednostajny ból jestem w stanie wytrzymać, ale te impulsy są nie do zniesienia. 

Leki pomagają na krótką chwilę. Zastanawiam się, czy problemy żołądkowe które pojawiły się po południu to efekt przedawkowania leków, czy może jakaś inna cholera, no ale nieszczęścia chodzą parami... Albo trójkami jeśli dodać do tego problemy z zatokami. Codziennie robię inhalacje, dość często chodzę do sauny - ale to wszystko zbyt mało .

Noc z wtorku na środę. Nie mam sił, znowu nie mogę spać, dzisiaj idę do lekarza i na zwolnienie  oczywiście. Jak zareagował mój manager gdy uprzedziłem go że mam problem i że nie pojawię się w Departamencie? Nie chce tego opisywać, bo jego zachowanie było poniżej pasa. Ale nie obchodzi mnie to, zdrowie jest ważniejsze. 

A tu za oknem -15, ale wcześniej było -18 tylko nie zrobiłem zdjęcia.


Jest 1 w nocy, do wizyty u lekarza jeszcze 15 godzin. Wiercę się i szukam pozycji jak ułożyć głowę, ale nic nie pomaga. Biorę leki przeciwbólowe, które zaczynają działać w ciągu pół godziny.  Ból jednostajny pozostaje, ale przynajmniej impulsy są trochę stłumione. Zostały mi tylko dwa ostatnie paracetamole. Co dwie godziny biorę podwójną dawkę (1000 mg), więc rano muszę coś kupić, ale wezmę coś mocniejszego. 

Teraz mam wrażenie, że boli ząb, szczęka i okolice szyi. Guza nie czuję już pod ręką, więc tak szybko jak się pojawił tak i znika, to zawsze jakiś plus...

sobota, 17 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 441

Poniedziałek 

Mróz i śnieg nie odpuszczają. Bardziej doceniam posiadanie garażu, nie muszę nic skrobać czy odśnieżać. 

Wtorek

W pracy ciężko. Po obiedzie na mieście idę do kawiarni na gorącą czekoladę i sernik z czerwoną porzeczką. Czekolada zbyt rzadka, choć w smaku ok to lubię gęstsze. Za to sernik pierwsza klasa.



Środa 

Kolega który pracuje w Departamencie z najmniejszym stażem (niecały rok) ma poważne problemy z jednym z klientów. W pracy nie mam czasu z nim porozmawiać, więc dzwonię wieczorem. Łamię w ten sposób moją zasadę ograniczenia kontaktów z ludźmi z pracy, ale trudno. Wymieniamy się spostrzeżeniami co do sytuacji, opowiadam mu swoje wcześniejsze trudne sprawy oraz to, jak się skończyły. Mam wrażenie że to podnosi go na duchu, bo manager oczywiście nie znając szczegółów wydał już na niego wyrok.

Czwartek 

Z trudem znajduję pół godziny na przeczytanie kolejnych stron Zamku. Co dziwne, nawet odrobinę mnie to wciągnęło choć początkowo czytałem jak za karę.

Piątek 

W pracy względny spokój. W domu powinienem ogarnąć trochę rzeczy, ale jadę na sauny, a tam zmiany. Zamontowali saunę na podczerwień i widzę, że cieszy się popularnością. Ponadto pojawiło się coś nowego w wystroju oraz zmniejszono ilość światła, jest lepiej.

Podczas jednego z seansów obsługa serwuje świetną muzykę i dużą* dawkę mentolu z trawą cytrynową. Dla niektórych zbyt dużą, bo słyszę że kaszlą, ale nie dla mnie - czasem sam sobie funduję większe dawki. Zmniejszam głębokość oddechu i czekam aż minie pierwsza - najostrzejsza fala.

W parowej sporo luzu. Peeling na dziś to połączenie kawy z maliną, olejem oraz solą. Daje świetny efekt oczyszczający skórę, a jak pięknie pachnie! 

* pamiętam kiedyś, gdy saunamistrz przygotowujący kule z zapachami dodał zbyt dużo jakiegoś aromatu. W trakcie seansu zapach stał się tak intensywny, że nie dało się wytrzymać. Seans został przerwany, a ludzie musieli opuścić tę saunę, bo nawet przewietrzenie nic nie pomagało. Kajał się i przepraszał po wszystkim.

wtorek, 13 stycznia 2026

Może

Po dość ciężkim dniu pełnym wyzwań i nietypowych sytuacji wracam do domu. Wybieram dłuższą drogę, bo mam ochotę przejechać się poza miasteczkiem i wyciszyć. 

Droga jest czarna i pusta, jadę około 60 km/h. Bardzo cicho w tle leci Die With a Smile. Termometr wskazuje -14. Gdy wjeżdżam do lasu czuję, że auto zaczyna lekko "myszkować". Wykonuję mikroruchy kierownicą aby zachować tor jazdy na wprost i stopniowo zwalniam, aby spróbować zahamować i zbadać stan przyczepności kół do nawierzchni. Przy około 40 km/h wciskam niezbyt mocno hamulec, ale od razu uruchamia się ABS a auto prawie wcale nie zwalnia - jadę po czarnym lodzie. W ułamku sekundy robi mi się bardzo gorąco, a wszystkie mięśnie napinają się jakby przygotowywały do najgorszego.

Po zmniejszeniu prędkości zatrzymuję się w zatoce tuż przy jezdni i wychodzę nabrać świeżego powietrza oraz zrobić zdjęcie. Droga przypomina lodowisko - ledwo mogę ustać na nogach. 


Dookoła prawie idealna cisza. Słyszę tylko szmer układu hybrydowego auta. Powietrze jest bardzo zimne, choć wciąż czuję że wewnątrz jest mi gorąco. Wracam do pojazdu. Nie przekraczając 30 km/h dojeżdżam do miasteczka i dopiero wtedy zaczynam się relaksować. 

Robię kilka rund naokoło centrum. Droga jest biała, ale ze sporo lepszą przyczepnością. Okazuje się, że nawet oczekiwanie na skrzyżowaniu z czerwonym światłem pozwala na odpoczynek. Podkręcam muzykę i wsłuchuję się w kolejne utwory analizując przebieg linii melodycznej na przemian basu i głosu prowadzącego. 

Zamiast takiego bezsensownego jeżdżenia powinienem posprzątać w domu, uprasować białe koszule, lub choćby pójść poćwiczyć na basenie... Ale może to zrobię jutro, przecież świat się nie zawali. Może.

Dziś okazało się, że soboty mają być pracujące, ale dyżury będą tak podzielone, aby nikt nie musiał pracować więcej niż 3 soboty w miesiącu, a może i 2. Ale...rozpoczynam nowy projekt, a to oznacza że muszę zarezerwować sobie jeszcze kilka dodatkowych weekendów (łącznie z niedzielą). Robiłem to już wcześniej, więc nie martwi mnie to prócz tego, że będę miał mniej czasu dla siebie... 

Powoli myślę o urlopach, ale te najwcześniej w czerwcu (nie więcej niż tydzień) i na przełomie września i października (dwa tygodnie). Sycylia? Portugalia? Majorka? A może po prostu Bieszczady? Wstępnie rezerwuję nocleg (z możliwością odwołania), bo sam jeszcze nie wiem jak to wszystko się zgra z projektem oraz tymi sobotami i możliwością zgrania grafiku. 

Tymczasem kończę przejażdżkę. Po zaparkowaniu w garażu nie bardzo mam ochotę wychodzić z przytulnego wnętrza autka. Co przyniesie jutrzejszy dzień? Na pewno nie będę wracał drogą przez las...

sobota, 10 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 440

Poniedziałek 

Po długim czasie wolnym, to pierwszy dzień w pracy. Trochę nie mogę się odnaleźć, gdyż z nowym rokiem zmieniło się oprogramowanie. Wcześniej różne kategorie spraw klientów były w odpowiednich działach - jakby folderach. Teraz wszystko jest w jednym miejscu i trzeba szukać. Zero uporządkowania. Ani alfabetycznie, ani kategoriami spraw... Chaos. 

Oczywiście żaden z managerów mnie o tym nie uprzedził, zatem sprawy klientów realizuję wolniej niż kiedyś. Gdy poprosiłem o pomoc managera, bo nie mogłem znaleźć odpowiedniego punktu*, popatrzył na mnie krzywym okiem i rzucił "nie zawracaj mi głowy bzdurami!".

* później na spokojnie poszukałem ponownie. Okazało się, że dział IT pominął kilka punktów, które były a teraz ich nie ma. Zapomnieli o nich. A Ty człowieku radź sobie sam. Zgłoszenie do nich o problemie odbywa się przez managera, no ale jemu mam nie zawracać głowy...

Po pracy basen (przepływam niecały kilometr) i sauna z aromatem mentolu. 

Wtorek 

Święto, więc wolne. Wybieram się na prowincję z małymi obawami czy dojadę. Droga tam jest wąska tak, że nawet w dobrych warunkach trudno się wyminąć, a teraz wyglądała tak: 

Środa

Początkowo zapowiadał się długi i ciężki dzień, ale pozostało tylko to drugie. Miasteczko zostało sparaliżowane przez obfite opady śniegu. Szczególnie droga powrotna z pracy do domu (choć krótka) zajęła mi dużo czasu.

Czwartek

Krótkie zebranie z managerem niższego szczebla. Prócz mało znaczących spraw jedna bardziej istotna - pracujące wszystkie soboty. Cel? Oczywisty. Od samego początku roku trzeba starać się poprawić wyniki finansowe z poprzedniego roku. 

Piątek

Mój cały dział plotkuje o pracujących sobotach. Wszyscy narzekają, ale druga strona medalu to pieniądze ekstra. Ponadto, praca jest lżejsza niż standardowo na tygodniu, gdyż to tylko dyżury przy bardzo ograniczonej ilości klientów, ale przynosząca duży zysk.

sobota, 3 stycznia 2026

Podsumowanie tygodnia 439

Poniedziałek 

Urlop. Daleki wyjazd. Turystów prawie wcale. W lesie na pięknych szlakach tylko sarenki i szum wysokich drzew. Po południu więcej słońca i wyjście na sauny (w tym jedna z widokiem na góry). Dużo przypadkowych ludzi, zatem nie bardzo potrafią poprawnie zachowywać się w saunie. M.in. głośno rozmawiają, oraz nie używają ręczników pod stopami. Kupuję bilety na 4 godziny, więc do hotelu wracam dopiero około 22 zbyt zmęczony na nocne wyjście do centrum, choć mam tam mniej niż 50 metrów.

Wtorek

W poszukiwaniu atrakcji przemieszczam się dużo, ale niestety trafiam na zakłócenia w ruchu spowodowane przez rolników. No i zima na drogach, ślisko. Ledwo zdążam na umówioną godzinę w muzeum. Prawie dwugodzinne zwiedzanie strasznie mnie nudzi. Może z powodu przewodnika, który całe zdania wypowiadał w jednym tonie?

Środa

Wciąż wolne.  Do domu na razie nie wracam, bo i po co? Za to odnajduje Rckik (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa) i idę oddać krew. Pani w rejestracji miła, a ta w laboratorium jeszcze bardziej, bardzo miło się z nią rozmawia. Gorzej z lekarką, ale u niej na szczęście najkrócej. Na sali pobrań byłem sam. Ten dzień nie jest zbyt popularny wśród krwiodawców, ponieważ jutro i tak jest wolne (krwiodawcy przysługuje dwa dni wolnego).

Po odpoczynku idę do restauracji rybnej i funduję sobie smażone filety z pstrąga na zielonych liściach i frytki na osobnym talerzu, tak jak lubię. Bardzo smaczne. W restauracji prócz mnie tylko jakaś para z dzieckiem. Co ciekawe, oboje "w telefonach".


Czwartek 

Poranek przy zielonej herbacie i Zamku F. Kafki. Nie jest lekko, ale założyłem sobie że przeczytam 10 stron dziennie i na razie trzymam się planu. 

Po południu wybieram się do centrum handlowego do kina (Pomoc domowa). 5.5 km w jedną stronę, zatem wybieram się autobusem, co już samo w sobie stanowi przygodę. Film całkiem fajny. Powrót pieszo, co zajmuje mi niecałą godzinę. Wciąż strzelają. Czyżby zostały im petardy z dnia poprzedniego? Bez sensu. 

Piątek 

Wciąż wolne. Po śniadaniu jadę do centrum handlowego zobaczyć co mają na wyprzedażach. W sumie to chyba nic nie potrzebuję, ale ostatecznie kupuję ładną kurtkę w świetnej cenie. Potem lody w znanej sieciowej "restauracji" i 2.5 godziny na saunach. Piękne aromaty z odpowiednią muzyką sprawiają że wychodzę jakby lżejszy. 

Wieczorem szukam kina, w którym mógłbym obejrzeć Dom dobry. I jest. Małe kino w miejscowości podmiejskiej 17 km ode mnie. Od razu kupuję bilet, bo tu w dużym mieście króluje Avatar. Lubię takie małe kina za fajny klimat, a nie dość że mają tańsze bilety to jeszcze filmy grają punktualnie bez reklam. 

czwartek, 1 stycznia 2026

Ostatni dzień roku

Szczęścia i pomyślności, zdrowia i radości w Nowym Roku 2026!

Dla mnie to czas bez szczególnych emocji z tym, że jest głośniej niż zwykle. Już około godziny 18 zaczęły się pojawiać wystrzały petard. Trudno mi porównać czy było ich mniej niż rok temu, bo pierwszy raz spędzam ten czas daleko od domu. 

Przed północą wychodzę na krótki spacer i zadziwiają mnie obrazki - sporo rodzin z dziećmi na okolicznych pochyłościach zjeżdżało na sankach i innych urządzeniach. Poza tym zero spacerujących.


Bardzo przyjemnie. Mróz, lekko padający śnieg i tylko gdzieniegdzie wystrzały. Spacer trochę mi się przedłużył, a gdy wróciłem było już przed północą i wtedy się zaczęło - kanonada huku i rozbłysków. Zrobiło się bardzo głośno i jasno, a trwało dobre pół godziny.

A jak Wy spędziliście ten ostatni wieczór/noc mijającego roku?