
Dość często mam wrażenie totalnego braku współpracy kursanta z instruktorem. Grupa ludzi (najczęściej młodych), którzy sądzą że przyjdą, zapiszą się, ktoś załatwi lekarza, wpadną podpisać listy wykładów, umówią się na mieście z instruktorem, pojeżdżą, będzie miło i przyjemnie. Zero stresu i wysiłku. A potem egzamin (pozytywny oczywiście) i przygoda z prawkiem zaliczona ! A droga jest/powinna być trochę inna.
Po pierwsze - najpierw robimy badania lekarskie, a potem zapisujemy się na kurs. Oczywiste, że w innym przypadku zakładamy iż kandydat zawsze i w 100% nadaje się na kierującego, a że tak nie musi być świadczą choćby statystyki wypadków.
Po drugie wykłady. Nie są po to, by podpisać listę i wyjść, ewentualnie poprosić kogoś by ten wpisał nazwisko. Wykłady to często pierwszy kontakt z przepisami, wyjaśnienie zawiłych sytuacji, nauka zasad bezpiecznego poruszania się w ruchu drogowym i przygotowanie do zajęć praktycznych. Czy można umówić się na jazdę i nie być na wykładach ? Można, bowiem nadal sporo osób sądzi, że jeśli dostanie testy do domu to po 3-4 dniach umie wszystko ...
Po trzecie jazda. Nie wystarczy odbębnić jej ot tak. Jeśli kursant nie wyciąga wniosków, nie słucha instruktora i na każdej jeździe robi te same błędy to po co taka jazda ? Oczywiście można w ten sposób wyjeździć 30 godzin, tylko liczenie na zdanie egzaminu będzie tylko czczym życzeniem. Gdy na praktykach pytam jaki znak stoi przed nami (zakaz wjazdu), to często słyszę że to STOP. Wydaje mi się jednak, że różnica pomiędzy tymi znakami jest dość spora. No ale dobra - nie będę się czepiał. Wszak - jak twierdzą niektórzy - płacą mi za naukę jazdy, a nie odpytywanie ze znaków !
A niepowodzenie można zwalić na kogoś innego. Najłatwiej na egzaminatora, lub instruktora. Ostatnio kursantka tłumaczyła się że nie zdała, ponieważ kolor pojazdu egzaminacyjnego był inny niż ten na kursie. I oczywiście miała pretensje do osk i instruktora prowadzącego. Są też częste przypadki, kiedy ktoś nie zatrzyma się przed czerwonym światłem ze strzałką "warunkową" i nie zgadza się z oceną negatywną. Bo przecież nic nie jechało ! Albo: prawie się zatrzymałem !
No cóż ... Pewne jest, ze taka droga prowadzi donikąd. I zapewne sporo kosztuje, ale za brak wiedzy się płaci.
