sobota, 26 sierpnia 2023

Podsumowanie tygodnia 306

Poniedziałek

Wracam z dużego miasta. Jeszcze z rana, przed pracą wpadam na chwilę do domu - szczególnie w jednym celu - sprawdzić czy moje pomidory przeżyły. Ostatnio podlałem je w piątek rano dość obficie, ale cały weekend było bardzo gorąco. Pomidory żyją, choć jeden krzak (z trzech w sumie) przewrócił się na bok mimo że był podwiązany do barierki. Ewidentnie zrobił się z niego totalny flak. Kurczę, szkoda mi go - podlałem niezbyt dużą ilością wody, bo nie chciałem żeby przeżył szok i podwiązałem w kolejnym miejscu. Po powrocie z pracy okazało się, że cały krzak ładnie nabrał siły i nawet nie był nigdzie uszkodzony ani przełamany! Dałem im znowu wody - tym razem dużo więcej niż z rana. I aż do dzisiaj (wpis ten tworzę w piątek późnym wieczorem) pomidorki mają się świetnie - wciąż dają piękne i smaczne warzywa!

Wtorek

W tym tygodniu brak jakiejkolwiek fajniejszej opcji w pracy - więc przełączam się na tryb "muszę wytrwać" i po prostu idę przed siebie. Niespodziewanie dane mi było załatwić pewną sprawę w innym dziale Departamentu, ale w innej części miasta. Wziąłem służbowy pojazd i pojechałem. Po dojechaniu na miejsce nie wchodziłem na bezczelnego, tylko grzecznie wziąłem numerek z maszyny i poczekałem na swoją kolej przy okazji podpatrując jak oni pracują. W sumie, nawet miło czekało się na korytarzu z przypadkowymi ludźmi. Można usłyszeć komentarze na organizację pracy zupełnie nie zdradzając swojego pochodzenia :P

Środa

Jest źle, marnie, no prawie że fatalnie. Pracownicy się obijają, nastąpiło nadmierne rozluźnienie (cokolwiek to znaczy). Ale już niedługo, jeszcze chwileczkę i zostanie znów posprzątane, a porządek przywrócony.

Tak naprawdę jest całkiem nieźle, no ale wiadomo - gdy nie ma problemów to trzeba je sobie wymyśleć, gdy nie ma afer to koniecznie trzeba je stworzyć, bo jak tu  funkcjonować, o czym rozmawiać, jak w ogóle żyć? No nie da się, więc...

Czwartek

Gorący dzień, ale nie upalny. Ranki już nieco chłodne, wieczory i noce także. W pracy młyn, atmosfera nerwowa i bardzo napięta. Zostaję wezwany do działu kontroli - celem omówienia mojej pracy a dokładnie - anonimowych kontroli wykonanych w poprzednim miesiącu. Szczęśliwie - bez uwag. Podpisuję protokół i wracam do swojego okienka. A po południu relaks przy muzyce i czerwonym winie - zaskakująco dobrym jak na moje wybredne marudzenia.

Piątek

Ogólnie jestem zadowolony z całego tygodnia, chyba najbardziej męczące upały już minęły, powoli nastaje czas pięknej jesieni :)

sobota, 19 sierpnia 2023

Podsumowanie tygodnia 305

Poniedziałek

Wciąż żyję wrażeniami koncertu, który odbył się w weekend. Ku mojemu zaskoczeniu nie było dzikich tłumów, choć wszystko odbywało się w bardzo popularnym (i drogim) małym miasteczku, to zdaje się że większość ludzi w weekend wybrała wyjazd nad wodę/zalew/jezioro.


Trochę słabo, że organizatorzy słabo zorganizowali strefę gastronomiczną - tak głośno zapowiadaną. Raptem jeden food-truck, do którego była duża kolejka. Prócz tego kilka stoisk z piwem - a fe! Ale może to i lepiej, nie dane mi było najeść się na wieczór a w zasadzie na noc, bo do domu wróciłem grubo po północy.

Wtorek

Rano i wieczorem załatwiam dwie sprawy, ale pomiędzy nimi mam już czas dla siebie. Spędzam go na wsi, wdychając jakże inne powietrze. Mimo upałów, w starym wiejskim domu jest o wiele przyjemniej niż w mieszkaniu w bloku bez klimatyzacji. Wychodzę na zewnątrz tylko o to, aby zrobić kilka zdjęć kolorowym kwiatom, które rosną sobie beztrosko w ogrodzie. Na wieczór wracam do siebie, muszę uprasować kilka białych koszul do pracy, ale potem długo przeglądam oferty biur turystycznych na styczeń/luty niestety nic ciekawego nie znajduję.



Środa

W pracy nudy. Klimatyzacja działa, o dziwo im bardziej gorąco tym jednak potrafimy się wszyscy wspólnie dogadać. I nawet jeśli ktoś co jakiś czas zmienia ustawienia temperatury/nadmuchu to i tak w ten upał nie jest źle. Po południu krótka przejażdżka rowerowa. Ale nawet wtedy gorąco bardzo. 

Czwartek

Balkonowe pomidory są pyszne. Lekko słodkie i soczyste. Zjadam je do kanapek w pracy - w sam raz jako dodatek. 



Piątek

Wyjeżdżam do dużego miasta. Ale to dopiero po pracy, a w pracy ustalam kilka dni wolnego we wrześniu, ponieważ mam kilka planów, ale mniejsza z tym. Gość, który układa grafik nie robi mi żadnego problemu, choć wiem że we wrześniu kilka innych osób też chciało mieć wolne. Oczywiście to tylko kilka dni, bo dłuższy urlop szykuję na październik - czyli wyjazd na Kretę. A w dużym mieście gorąco, jak u mnie. Na szczęście w restauracji jest klimatyzacja, na saunach prawie pusto za to w basenach mnóstwo ludzi - ale tą część aquaparku omijam szerokim łukiem. Za to wieczór całkiem chłodny - wszak po mojej prawej stronie rzut beretem do pięknego lasu, który daje sporo chłodu i powietrza...

poniedziałek, 14 sierpnia 2023

Gdańsk - komunikacja

Będąc ostatnio w Trójmieście korzystałem z komunikacji, która - wg mojej oceny - działa bardzo porządnie. Autobusy/tramwaje są punktualne, łatwo można się nimi dostać do atrakcji położonych w różnych - często odległych od centrum miejscach, a bilety można kupić w biletomatach na przystankach - lub tak jak ja robiłem - w aplikacji "Jak dojadę" i chciałbym o niej nieco więcej napisać.

Korzystałem z wersji na androida (aplikacja pobrana ze Sklepu Play). Od lotniska do miejsca zakwaterowania jechałem autobusem nr 210 (z hali odlotów prowadzi tam zielona linia), którym w pewnym momencie musiałem się przesiąść do innego autobusu. Aplikacja wskazała gdzie konkretnie - czyli na którym przystanku muszę wysiąść, gdzie przejść/dojść na kolejny przystanek (czasem jest to ten sam przystanek) i za ile będzie ten autobus w który mam wsiąść. Oczywiście na bieżąco wskazywany jest czas przyjazdu na konkretny przystanek łącznie z opóźnieniami - które czasem mogą się zdarzyć. To niesamowite ułatwienie, ponieważ nie muszę polegać na rozkładach rozmieszczonych na przystankach, czy na tablicach informacyjnych wewnątrz autobusów/tramwajów ale mogę po prostu zerknąć na smartfona i wiedzieć o wiele więcej.



Z ciekawych opcji można ustawić sobie trzy rodzaje połączeń:
  1. wygodne - unikanie chodzenia/przesiadania się kosztem wydłużenia czasu przejazdu;
  2. optymalne - połączenie szybkości i wygody podróżowania;
  3. szybkie - jak najszybsze dotarcie do celu, zakładające czasem nieco ryzykowne połączenie (szybkie przesiadki)
Ja miałem ustawioną opcję "optymalne". Z pośród środków transportu można wybrać tramwaje, autobusy, trolejbusy oraz pociągi. Jest także wersja z mapą, oraz informowaniem ile wcześniej od odjazdu autobusu należy wyjść - super!


Ale, wg mnie najfajniejsze jest to, że przez aplikację można kupić odpowiedni bilet - aplikacja sama wie ile potrwa dany przejazd i jakie są wymagane bilety - czasowe, czy przejazdowe. Aby opłacić bilet można doładować specjalne konto lub - tak jak robiłem ja - potwierdzić wykonanie operacji kodem Blik. Oczywiście są bilety normalne oraz ulgowe. I teraz minus aplikacji - o ile mogę kupić bilety dla kilku osób, to w jednej transakcji nie da się kupić np jednego biletu normalnego i jednego ulgowego. Trzeba wykonać dwie operacje, ale to jest jedyny minus który znalazłem podczas używania aplikacji.


Po przyjeździe z Gdańska, postanowiłem w dużym mieście również wykorzystać aplikację do zaplanowania przejazdu. Tym razem aplikacja poprosiła o wpisanie numeru bocznego autobusu. Po wpisaniu zapłaciłem za bilet (płatność Blik), ale po chwili okazało się że numer boczny autobusu jest niepoprawny (jestem pewien że wpisałem prawidłowo), a biletu nie udało się zakupić. Nie próbowałem ponownie, a w ciągu dwóch minut otrzymałem zwrot środków, tak więc - zdaje się że nie wszędzie aplikacja działa idealnie...

A czekając na jednym z przystanków zauważyłem to - naukę jazdy na tramwaju!

sobota, 12 sierpnia 2023

Podsumowanie tygodnia 304

Poniedziałek

Od soboty jestem w Gdańsku. Pogoda całkiem niezła - trochę słońca, więcej chmur ale prawie wcale nie pada! W poniedziałek zwiedzam stare miasto, a przy okazji - 763 Jarmark św. Dominika. Trochę żałuję, że nie odważyłem się zrobić paru rzeczy na które miałem ochotę, może zabrakło mi odwagi, może nie było odpowiedniego klimatu - albo wszystkiego po trochu. Zbytnio się pilnuję, a przecież to urlop - trzeba trochę wyluzować bardziej. 

Dzień wcześniej spacerując w kierunku "Monciaka" w Sopocie tylko na moment zatrzymałem się przy jednej z restauracji. Już wejście do niej wyglądało przepięknie - pełny zieleni i kolorowych kwiatów mały ogródek, a tuż za drzwiami starszy elegancko ubrany mężczyzna grał na pianinie (Love Theme from Flashdance - tu wersja oryginalna). Mogłem tam wejść, powinienem. 







Wtorek

Powrót do domu. Z lotniska do domu - już u siebie w miasteczku, jadę dłużej autobusem niż jeszcze przed chwilą leciałem z Gdańska. Idę na obiad, potem na zakupy ponieważ wyczyściłem lodówkę i prócz światła nic w niej nie było. 

Środa

Wciąż wolne. Odpoczywam, wychodzę na duże lody a wcześniej na obiad. Szukam produktów na prezent - mam jeszcze miesiąc, ale szybko zleci więc już się rozglądam, niestety nic nie kupiłem. 

Czwartek

Do pracy przyjeżdżam pierwszy. Włączam swój komputer i odsłaniam okno w głównej sali, a po chwili zauważam że jakiś młodzik podchodzi do okna i coś najwyraźniej chce. Otwieram.

- [on] hej

- [ja] - yyy dzień dobry, słucham pana?

- od której czynny jest Departament?

- zapraszamy od 7.30, ale wcześniej trzeba się umówić

- ok

No jak taki gość przyjdzie do mojego okienka z tym swoim "hej" to od razu złapie wielkiego minusa, co na pewno nie ułatwi mu załatwienia sprawy a wręcz przeciwnie. 

Po południu przyjeżdża do nas delegacja z innej filii Departamentu. Kilka osób, przyglądają się temu jak my pracujemy, do mnie trafia jeden facet. Siedzi mi tuż za ramieniem, spogląda na ekran komputera (ma uprawnienia do wglądu danych osobowych klientów) i obserwuje tok decyzji które podejmuję. Po załatwieniu sprawy klienta mogę z nim chwilę porozmawiać i zapytać, czy u nich procedury wyglądają tak samo. Odpowiada mi, że nie ma aż takiego nacisku ze strony kontrolujących, czyli ogólnie - mają więcej swobody niż my.

Piątek

Dużo pakowania. Na weekend wyjeżdżam nieco dalej, przy okazji będę na koncercie jednej ze znanych polskich wokalistek. Więc po pracy muszę się jakoś odświeżyć i założyć nową koszulę. To jest długi dzień, ale wieczór już chłodny i dobrze że wziąłem ze sobą bluzę.

środa, 9 sierpnia 2023

Ponad chmurami

Wtorkowy poranek - powrót z krótkiego urlopu. Na płycie lotniska w Gdańsku piękne słońce, trochę chmur ale ogólnie - bardzo miło! W ogóle - lotnisko jest jedno z piękniejszych na których byłem. Logicznie uporządkowane, czyste, niezbyt duże i takie - w sam raz.

Po osiągnięciu wysokości przelotowej w samolocie zrobiło się słonecznie i widno. A za oknem takie widoki:


Siedziałem sam w rzędzie przy wyjściu awaryjnym. Miejsca na nogi miałem aż nadto, więc okazji do robienia zdjęć mnóstwo - praktycznie przez cały lot.

Miałem książkę, słuchawki z redukcją szumów, kilka zgranych płyt na telefon - ale szkoda mi było czasu na takie przyziemne czynności - tym bardziej że to krótki lot.

Im bardziej się zniżaliśmy do lądowania, tym chmury coraz bardziej się stawały się groźne.


Pojawiły się lekkie turbulencje, wlecieliśmy w gęste chmury, w których co chwila pojawiały się "dziury".

Turbulencje nasiliły się, a efekt grozy zwiększył dźwięk silników - nierównomierny i głośniejszy niż zwykle. Czuć było, jak piloci wraz z maszyną walczyli z dość silnym wiatrem w chmurach. Rzucało nami coraz bardziej.

Ludzie przestali rozmawiać, nawet dzieci nie krzyczały. Po kilku chwilach samolot znajdował się już poniżej chmur, praca silników wyrównała się a samolotem przestało trząść.

Po dość mocnym przyziemieniu samolot gwałtownie przyhamował, część plecaków w lukach bagażowych nad nami przesunęła się z hukiem do przodu. Dało się usłyszeć krzyki przerażenia - samolot wylądował i już po chwili byłem prawie u siebie w domu. Następny wyjazd za niecałe dwa miesiące - tym razem do Grecji :)

sobota, 5 sierpnia 2023

Podsumowanie tygodnia 303

Poniedziałek

Jeszcze pięć dni w pracy i kilka dni wolnego. Zręcznie lawiruję między minami, pułapkami a niefajnymi klientami. Czasem trafi się ktoś miły/normalny ale to mniejszość. Niemniej jednak mam sporo szczęścia. Jak obserwuję okienka obok, to aż się uśmiecham sam do siebie.

Wtorek

Deszczowo. Tak bardzo, że wracając z pracy przemokłem do suchej nitki. Moja hulajnoga jest jednak wodoodporna, przejeżdżałem nią przez kałuże a woda bryzgała w każdą stronę. Po dojechaniu do domu przetarłem wyświetlacz i w zasadzie tyle. Następnego dnia przekręcam kluczyk i jadę - czyli wszystko ok (przynajmniej na razie :P).

Po pracy jadę na basen - tym razem to relaks bez saunowania, ponieważ na czas wakacji sauny czynne są od czwartku do niedzieli. Zapewne z uwagi na mniejsze zainteresowanie.

Środa

W mieszkaniu wciąż suszą się ubrania z wczoraj - kompletnie przemoknięta kurtka i spodnie. Nawet wieczorem są nadal porządnie mokre. W pracy zgrzyt. Co już nikogo nie dziwi, wszak napięcia są tu na poziomie codziennym. Tym razem pewien młodzik trochę narozrabiał i nabrudził. Po wszystkim pozostawił po sobie trochę smrodku, który niebawem się rozejdzie, ale niesmak pozostanie. Dobrze, że ja taki nie jestem.

Czwartek

Na squashu poznaję nowych ludzi. Trochę dziwnie się czuję mówiąc do nich per "ty", zwłaszcza - jak mi się wydaje - do starszych ode mnie - jednej z kobiet i dwóch facetów. Reszta w moim wieku mniej więcej, lub nieco młodsi. Okazują się być miłymi, przyjaźnie nastawionymi ludźmi. No dobra, klną jak szewc - ale co mnie to obchodzi? 

Piątek

Uff, ostatni dzień przed urlopem. Po pracy idę na obiad do jednej z niedawno otwartych restauracji. W moim małym miasteczku jeszcze jakiś czas temu prócz pizzerii nie było zbytnio wyboru na zjedzenie czegoś porządnego, ale powoli stan ten ulega zmianie. To dzisiejsze miejsce jest nawet ładne, jakość jedzenia całkiem poprawna, ale obsługa - dramat. Zero zaangażowania, zero uśmiechu = zero napiwku. Jak można kilka razy przejść obok stolika z pustymi rękami i nie zabrać pustych naczyń? Jak można nie zapytać "czy wszystko w porządku?". Jak można nie zaproponować deseru/czegokolwiek? Obsługa nie reaguje na kontakt wzrokowy - słabo. W dużym mieście, widać znaczącą różnicę - z tym że tam wybór restauracji jest ogromny. 

Kaczka sous vide, krem z groszku, krokiet ziemniaczany

Wieczorem pakuję się, ponieważ jutro wylatuję do Gdańska na nieco dłuższy weekend :) Niestety prognoza pogody jest raczej deszczowa - ale na pewno nie zepsuje mi to wyjazdu! Mam kilka alternatyw dla opadów atmosferycznych, poza tym pogoda nie jest najważniejsza!

środa, 2 sierpnia 2023

Zapachy

Na zaprzyjaźnionym blogu niedawno był wpis n/t uroków blokowego gotowania. Ja mieszkam na trzecim - ostatnim piętrze od wielu lat i trochę tych zapachów z gotowania jest, ale jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza. Jeśli coś czuję, to najczęściej na klatce schodowej - zapachy pieczenia/gotowania jedzenia przecież gdzieś muszą się ulatniać jeśli nie ma się w domu pochłaniacza. Otwarte okna na klatce (i drzwi) dość sprawnie przewietrzają wspólną przestrzeń, a moje podwójne drzwi szczelnie przylegają do futryny.

Gorzej, że na samym dole mieszkają trzy psy. Małe kundle, z zapuszczoną sierścią, szczekające na wszystko co się rusza. Cuchnie od nich niesamowicie, choć - co ciekawe - nie codziennie. Pani, które je trzyma raczej zadbana i nic by nie wskazywało na jakiekolwiek problemy pod tym względem, jednak są dni gdy odór jest intensywny. Inni już się nauczyli i gdy tylko ktoś z rana wychodzi to od razu otwiera drzwi na oścież. Współczuję tym, którzy mieszkają naprzeciwko, choć - możliwe że tak jak u mnie - mogą mieć szczelne drzwi i u siebie nic nie czują. 

Innym problemem jest dym papierosowy. Nie wiem na ile jest to zgodne z prawem, ale w gablocie na klatce schodowej jest wywieszone zarządzenie spółdzielni, w której napisano iż palenie papierosów na balkonie jest zabronione. Zdaje się że mój tajemniczy sąsiad z dołu ma to w głębokim poważaniu, bo czasem tak mi zaleci dymem że aż szukam winowajcy. I nie mogę go namierzyć, gdyż nie widzę aby ktoś tam poniżej mnie palił na balkonie. Może to gdzieś z boku? Ale balkony z boku są dość daleko ode mnie, sam nie wiem.

Z kolei moja znajoma ma na punkcie zapachów blokowych prawdziwego bzika. Przeszkadza jej wszystko, chodzi po sąsiadach i zwraca im uwagę aby nie smażyli "paskudnego jedzenia" i tym podobne, a nawet posunęła się do zgłoszenia tego do zarządu spółdzielni. Jak twierdz - wysłuchali ją tam z uwagą, ale nic nie zrobili. Zatem wystosowała apel do mieszkańców tworząc taką oto kartkę:

Jak widać, różne problemy mogą się pojawić gdy się mieszka w bloku, choć niektóre z nich są trochę na wyrost. Ciekawe, że tej koleżance nie przeszkadza jej własny zapach gotowania, ale już cudzy tak... Tymczasem zachód słońca wprost z mojej ulicy: