środa, 21 września 2016

Urlop (znowu)

Odpoczywam daleko, wśród fal oceanu i delikatnego wiatru. Jest przyjemnie, spokojnie i cudownie. Szkoda, że to tylko tydzień. Ale jak wrócę, szykuję się do krótszego - wyjazdu w Bieszczady.

Staram się nie myśleć o pracy, nie zrywać z rana, wysypiać porządnie i myśleć o niebieskich migdałach. Czy mi się udaje? Kto wie... pewnie jak zwykle - nie do końca potrafię czerpać z wolnego. Bo to takie wolne, że ... $%^&*@#



I coś jeszcze, ale o tym napiszę jak już wrócę. Miłego wszystkiego dla Czytelników :)



niedziela, 18 września 2016

Ostatni krok (?)

Za oknem lekko pożółkłe liście subtelnym ślizgiem spadają na jezdnię, a czasem wpadają przez otwarte okno. Z każdym dniem jest ich coraz więcej, poranki i wieczory robią się zimne, tylko w ciągu dnia jest nadal ciepło. Ściemnia się coraz szybciej, pod koniec dnia muszę już podświetlić tablicę L.

Parkujemy, co chwilę zawracamy. Kursanci nie są aż tak zmęczeni upałami, pracuje im się wygodniej. A czas mija bardzo szybko, mój dzień zaczyna się około 8.00 a kończy o 19-20. Na przyjemności zostaje mało czasu, ale to chyba tylko chwilowo.

A półprzezroczysta butelka chyba za moment pęknie.

Zamek w Krasiczynie

sobota, 17 września 2016

Spokój na wagę złota

Płacz i zgrzytanie zębami. Od samego początku kursu aż do dziś dla jednej z kursantek były to nieodzowne elementy każdej z jazd. Huśtawka nastrojów, niezdecydowanie, brak konsekwencji oraz niezbyt dobre podejście dawało właśnie taki efekt.

Dzień w dzień, kursantka nie robiła najmniejszych nawet postępów. Tak jak na początku nie nauczyła się ruszać, także na ostatniej kursowej jeździe auto gasło co chwilę. Parkowanie, to rzecz tak odległa jak przestrzeń kosmiczna. Jak chcę w prawo, to ona jedzie w lewo. Jak ja w lewo, to ona w prawo.

Na każdej z jazd zrobiła coś, co natychmiast podniosło mi ciśnienie. Np. dojeżdżamy do skrzyżowania, proszę o skręt w prawo. Ona oczywiście włącza lewy kierunkowskaz, na siłę tuż przed pojazdem zmienia pas i gwałtownie hamuje. Po co? Tego nikt nie wie. Jakimś cudem gość z tyłu unika wjechania nam w tył. Po kilku sekundach przejmuję kontrolę nad kierownicą i zjeżdżam gdziekolwiek na bok.

Poziom agresji ze strony innych kierowców rozumiem doskonale. Niejednokrotnie musieli znosić jej dziwne i nieobliczalne zachowanie. Szczerze im współczułem robiąc co tylko mogłem, aby jak najmniej stwarzać zagrożenie i utrudnienie ruchu.

I tak codziennie z tym, że pod koniec kursu jeszcze bardziej. Jazdę z nią traktuję na zasadzie "musu" - aby szybciej minęła, aby się nie zabić, aby dotrwać do końca. Prawie pół zeszytu wymalowałem różnymi skrzyżowaniami, zadaniami- które jej tłumaczyłem. Chyba na darmo, bo nadal nic nie rozumie.

Każda godzina to maksymalne skupienie i uwaga na to, co ona zrobi. Ruszanie z każdego biegu, tylko nie z "jedynki", zmiana biegów bez sprzęgła, uruchamianie pracującego silnika, "strzały" ze sprzęgła, zmiana z jedynki na czwórkę, jazda po krawężnikach i liniach ciągłych., hamowanie z wciśnięciem hamulca do podłogi. Do tego nieznajomość przepisów.

Dziś, na ostatniej jeździe pytam:
 - jaka jest maksymalna prędkość na tej ulicy?
 - jakie są kryteria do zadania hamowania do zatrzymania?
 - co to jest korekta przy parkowaniu?

Na te i wszystkie inne pytania za każdym razem odpowiadała "nie wiem". Ot, taki sobie - zwykły kurs zwykłej osoby...