czwartek, 30 czerwca 2016

Atrakcje Minorki

Jedną z nich są długie, ciepłe (ale nie upalne) i pachnące wieczory. W Son Bou jest może z 10 restauracji w których można spędzić czas na kolacji, ale można inaczej. Przy tej miejscowości znajduje się najdłuższa plaża na Minorce.




Piasek ma tu kilka odcieni. Przeważa żółty i bardzo drobny piasek, ale są miejsca z kolorem podobnym do rudego oraz różowego.



Pewnym minusem są duże fale, które czasem powodują konieczność ograniczenia dla kąpiących się włącznie z czerwoną flagą. Podczas mojego tygodniowego pobytu były dwa takie dni. Oraz to, że woda nie była wystarczająco ciepła.



Oczywiście można się kąpać, ale pamiętam że ubiegłoroczna wizyta na Majorce zachwyciła mnie m.in. bardzo ciepłą i przyjemną wodą do kąpieli. Tak więc, chyba najlepiej byłoby poszukać jakiejś urokliwej zatoki (których nie brakuje na Minorce), lub wybrać się później niż w czerwcu.



A długie wieczory można spędzić na plaży, która wtedy jest prawie pusta. Zachodzące słońce zaprasza na uroczyste pożegnanie dnia i powitanie nocy. Pomimo jednego deszczowego dnia - który tak naprawdę deszczowy był w ciągu 4-5 godzin, w następne pół godziny po opadach wypogodziło się na tyle, że znów miałem okazję wybrać na zachód słońca.



A wieczór można spędzić grając na gitarze. Jest około 21.30, a pan na powyższym zdjęciu powoli rozłożył się na kocu i zaczął pięknie grać... :)


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Co zwiedzać na Minorce - cz. II

Ciąg dalszy mojej listy atrakcji na Minorce.


4) El Toro. Najwyższy szczyt na wyspie 357 m n.p.m. Prowadzi do niego dość kręta i stroma ponad 3 kilometrowa droga. Bezpłatne dwa spore parkingi.


Dojazd jedynie własnym środkiem transportu, żadne autobusy tu nie dojeżdżają. Ewentualnie z najbliższej miejscowości można próbować spacerem. Rower raczej odpada, no chyba że ktoś ma dobrą kondycję.


Klasztor
Ale także zjazd nie jest łatwy. Ciągłe używanie hamulca (zjeżdża się prawie cały czas ostro w dół) może skończyć się jego przegrzaniem, dodatkowo droga ma momentami dziwne nachylenie nawierzchni oraz bardzo ostre zakręty. Moje małe auto z wypożyczalni ledwo dawało radę, ale o tym w innym wpisie.

Wejście do klasztoru
Z góry - gdzie znajduje się klasztor, oczywiście sklepik z pamiątkami oraz restauracja - rozpościera się piękny widok na całą wyspę. Przy dobrej pogodzie (tu jej zabrakło, jak kończyłem wizytę na El Toro zaczynało już padać) widać całą Minorkę.

5) Faro de Cavalleria - latarnia morska. Wysunięta najbardziej na północ latarnia w okół której są pozostałości fortyfikacji obronnych. Prowadzi do niej droga "lokalna". Co to znaczy? Po zjechaniu z drogi prowadzącej do najbliższej miejscowości wjeżdża się na taką, która na mapie jest zaznaczona jedynie cieniutką linią.



Ostatnie około 10 km do celu prowadzi właśnie po takiej lokalnej drodze, która w większości przypadków mieści na szerokość jedno auto. Zdarza się, że przez drogę spacerują owce i krowy (łaciate!), a jak jedzie coś z przeciwka - to jest mały problem. Oczywiście da się cofnąć, czasem zjechać na bok (uwaga, często tuż przy końcu asfaltu jest po prostu przepaść, lub kamienie).


Nie mam zdjęć, ale żeby tam dojechać należy przejechać przez kilka prywatnych posesji. Podczas mojej wyprawy nikt nie żądał żadnych opłat za to, ale czytałem o takich sytuacjach w internecie. Przejechanie przez posesję wymaga otwarcia drewnianej "bramy" - a po przejechaniu trzeba zamknąć za sobą naturalnie. Myślę, że miejscowi po prostu to akceptują, także z powodu raczej małego ruchu (droga prowadzi jedynie do latarni i fortyfikacji obronnych).


Wracając wstąpiłem na plażę, która znajduje się około 3-4 km od latarni. Na żadnej mapie jej nie ma, jest dziewicza i przepiękna! W zatoczce ciepła woda, rudo-żółty piasek i prawie nikogo nie było - poezja :) Niestety, znów zaczynający padać deszcz nie pozwolił na kąpiel.



6) Alaior. Małe miasteczko w centrum wyspy, przy głównej drodze. W zasadzie można sobie odpuścić zwiedzanie, ale w takich małych miastach, które nie biją się o kolejne autokary turystów można poczuć prawdziwy zapach Minorki, podejrzeć jak żyją miejscowi - a i tak tamtędy się przejeżdża.


W miasteczku jest szkoła, przedszkole, kościół i lokalne urzędy - to normalne. Miejscowi powoli przemieszczają się pomiędzy starymi kamienicami z wąskimi jednokierunkowymi uliczkami. Ale cechą bardziej charakterystyczną jest otwartość mieszkańców. Dosłownie i w przenośni. W większości domów otwarte drzwi i okna, niespiesznie przesiadujący ludzie w barach i na ulicach.

Myślałem że to kaplica, ale to po prostu część willi ;-)
W Alaior spędziłem ponad 4 godziny (innym razem opiszę dlaczego) i ani razu nie widziałem pędzącego pojazdu, czy kogoś kto spieszyłby się gdziekolwiek. Od około 14 do 17 trwa sjesta, a wtedy to już zupełnie pustoszeją ulice a sklepy są zamykane.

czwartek, 23 czerwca 2016

Co zwiedzać na Minorce - cz. I

Minorka - mniejsza siostra Majorki. W porównaniu do niej, Minorka jest zdecydowanie mniej odkryta, czas biegnie tu o wiele wolniej, a mnóstwo zieleni niesamowicie relaksuje.

Wg mnie na Minorce jest dużo do zobaczenia - od ciekawych plaż z turkusową wodą, jaskinie, po piękne latarnie morskie i starówki miejskie. Jednym z ciekawszych miejsc jest stolica wyspy - Mao (lub Mahon - różne są określenia).


1) Mao. Przystanek końcowy komunikacji miejskiej wygląda bardzo niepozornie, ale znajduje się 7 minut spacerem od starego miasta. Na dworcu praktyczna tablica, na której wyświetlane są informacje o najbliższych odjazdach. Nawet dziecko zrozumie.Spokojnie bez żadnej mapy można tam dojść i dać się zgubić gęstym, wąskim uliczkom starego miasta. Butiki z lokalnymi wyrobami serów, ginów i innymi rzeczami zachęcają (także degustacjami). Mnóstwo restauracji i knajp.


Żadnych nachalnych naganiaczy restauracyjnych, ceny jak to w centrum - raczej wysokie (i w sklepikach i w knajpach).


Na zdjęciu powyżej - tuż przed dużym budynkiem w głębi zdjęcia, jest niepozorne wejście do dobrze zaopatrzonego marketu z przystępnymi cenami. Świetne miejsce na zakupy.



Mimo tych wszystkich murów jest sporo zieleni. Centrum można zwiedzać przez 2-3 godziny. Port jest bardzo duży, świetną wycieczką jest opłynięcie go jednym z dostępnych statków ze szklanymi podwodnymi oknami, przez które można obserwować kolorowe rybki i podwodne kwiaty. Rejs kosztuje 11 € (dorosła osoba, czasem są zniżki - np. przy jednoczesnym wypożyczeniu auta) i trwa nieco ponad godzinę. Zdecydowanie polecam.




2) Binibequer - miasteczko w białych barwach, kilka kilometrów od Mao. Niesamowicie klimatyczne, bardzo wąskie przejścia pomiędzy domami. Przez otwarte okna i drzwi można dostrzec mieszkańców, którzy jednak proszą o zachowanie ciszy i elementarnych norm zwiedzania.








Przed miasteczkiem bezpłatny parking (w godzinach 12-17 raczej zatłoczony), ale ogólnie nie ma problemów z parkowaniem. Kilka restauracji, sklepików z pamiątkami. Nie zauważyłem plaży, jedynie skały od południowej strony i turkusową wodę. W dobrą pogodę można zobaczyć wybrzeże Majorki.

3) Jaskinie Cova d`en Xoroi. Znajdują się nieopodal Mao oraz Binibequer, w miejscowości Cala en Porter. Wjeżdżając w miasteczko trzeba jechać cały czas główną drogą prosto. Do jaskini prowadzą znaki, nie sposób się zgubić (no chyba że ktoś chce...). Przed wejściem duży parking (bezpłatny oczywiście), ceny dla osób dorosłych: dzień 8.5 €, zachód słońca 12.5 €, a dyskoteka w nocy 20 €. Oczywiście są miejsca VIP, ale to od 100 € wzwyż. W cenie biletu sok lub herbata/kawa :)



Urządzone wewnątrz zespołu jaskiń miejsce zawiera dwa bary, miejsce do odpoczynku przy drinku lub lampce wina, nagłośnienie oraz niewielki parkiet. Pięknie kolorowe podświetlenie szczeliny, i najważniejsze - niesamowite widoki. Co prawda nie trafiłem na zachód słońca, ale nawet w ciągu dnia miejsce robi duże wrażenie. Także toaleta w jaskini jest...magiczna ;-)


 
Przy wejściu/wyjściu jest mały sklepik. W sumie nic szczególnego. ALE, jeśli wejdzie się do końca, znajduje się tam wielkie okno z widokiem na niekończące się Morze Balearskie oraz dwa barmańskie stołki i ... tablety umieszczone na ścianie wraz ze świetnymi słuchawkami :) Niestety nie mam zdjęć które mógłbym pokazać, no i zaczęło się chmurzyć - stąd niebo już zupełnie inne.



A więc można usiąść, założyć słuchawki i ... oddać się chwili :) Ze słuchawek płynęła przepiękna muzyka łącząca w sobie styl muzyki rozrywkowej i jazzowej w wersji instrumentalnej. Faaaaaaaajne! Myślę że sporo osób nie korzysta z tego typu przyjemności, a nic to nie kosztuje - polecam!!!

c.d.n.