wtorek, 19 czerwca 2018

Egzamin wewnętrzny

Kursantka, 26 lat. Brzydka, strasznie zaniedbana, ale grzeczna. Ma ostatnią jazdę, więc muszę przeprowadzić jej egzamin, po zaliczeniu placu wyjeżdżamy na miasto. Oto jej pierwsze piętnaście minut jazdy (przy otwartym oknie oczywiście):

11.00 - wyjeżdżając przy ośrodku beztrosko mija linię warunkowego zatrzymania pomimo tego, że są pojazdy którym powinna ustąpić;

11.03 - dwa skrzyżowania dalej dochodzi do czegoś gorszego - próbuje wymusić pierwszeństwo (znów hamuję);

11.07 - ignoruje znak stop i doskonale widoczną linię bezwzględnego zatrzymania;

11.10 - próba wjechania na czerwonym świetle;

11.14 - czerwone światło w połączeniu ze strzałką warunkową i brak zatrzymania - dość powszechny błąd, ale bardzo poważny;

Po tych wyczynach oczywiście egzamin zakończył się negatywnie... Nie wiem co z nią dalej. Teraz powinna zdać ten egzamin wewnętrzny, aby mogła dalej kontynuować proces zdobywania prawa jazdy...



niedziela, 17 czerwca 2018

Nowe

Mimo że o tym wiedziałem, to właśnie teraz zauważam to bardziej niż zwykle (albo po prostu dopiero teraz otwieram oczy?). Może teraz rodzę się na nowo i zaczynam rozumieć rzeczy, które do tej pory wydawały mi się jakby były za mgłą? W każdym razie - wciąż dla wielu z którymi mam jakiś kontakt, jestem totalną zagadką. Np w  drugiej pracy nie lubią mnie, bo nie chcę przychodzić wcześniej mimo że potrzebują. Ale nie tylko z tego powodu - jestem tam osobą zupełnie z zewnątrz. Wszyscy prócz mnie znają się, odwiedzają w domach (no może nie wszyscy, ale większość), znają swoich mężów/żony, świętują swoje imieniny i ogólnie - żyją zahaczając o życie innych. Nie lubią mnie także dlatego, że nic o mnie nie wiedzą.

Ile to już razy słyszałem zaczepki do rozmowy, do wyciągnięcia co, gdzie i z kim robię w weekend. I takie niewinne "co u ciebie" - na co odpowiadam zawsze "u mnie? świetnie!" wywołuje jeszcze więcej niechęci. Interlokutor chciałby usłyszeć o problemach, pikantnych scenach, sensacjach, katastrofach i tragediach, które właśnie wydarzyły się w moim życiu, a takie "świetnie" jest po prostu nudne! Skąd to wiem? Bo słyszę ich rozmowy nawzajem, widzę ich podniecenie gdy jedna osoba opowiada drugiej co się u niej działo...

Tymczasem nie tylko otwieram szerzej oczy, ale także idę coraz bardziej wyprostowany nie oglądając się za siebie, nie bojąc się tego co za mną ale i przede mną. Zdaję sobie sprawę że sam nigdy do tego bym nie doszedł, że nadal zbliżający się weekend (a więc czas nie pracujący) bardziej dołowałby niż był czasem na regenerację, przysparzałby więcej smutków niż radości. Od pewnego czasu coraz bardziej czuję, jakbym się właśnie rodził na nowo. Rzeczy i tematy, które wydawały mi się być niesamowicie trudne ale i intymne, stają się przejrzyste i proste. Mało tego - nie są już skrywane gdzieś daleko w ciemnym kącie, tylko mają się całkiem dobrze zajmując miejsce bliżej pierwszego rzędu przynosząc mi spokój. Staram się czasem stanąć z boku i sam siebie obserwować i...naprawdę patrzę z niedowierzaniem...ale i nadzieją...:)

Węzeł gordyjski jeden po drugim rozwiązuje się z aksamitną łatwością. Maska spływa z twarzy odsłaniając prawdziwe oblicze, zaczynam oddychać spokojniej. Oczywiście wszystko to nie dzieje się samo, bo za sprawą (...). Może przeżywam drugą młodość? Istnieje coś takiego w ogóle?

Także w mojej głównej pracy - czyli w nauce jazdy, ludzie obserwują i szukają drogi. Nie mam na myśli kursantów, bo ich trzymam od siebie w odległości oceanu. Ale ludzi z biura, zwłaszcza K. Pracuje u nas od kilku miesięcy i kiedy tylko może próbuje zagadnąć jakiś temat. Ale nie byle jaki - o nie, zagaduje tak, aby spróbować poprowadzić rozmowę na interesujące ją tory. Oczywiście robi to jedynie w sprzyjających dla niej okolicznościach - a więc w biurze nie mogą być klienci ani inni instruktorzy. Więc, gdy przychodzę ze sprawą i jesteśmy sami, już wiem że za chwilę znów spróbuje się czegoś dowiedzieć...

Nie tak dawno zaczepiła o sprawę religii i kościoła. Potem był wątek wolnych sobót i niedziel (przecież to bardzo interesujące co robię w tym czasie :P), a gdy ostatnio przypadkiem palnąłem, że skoro kursant nie przyszedł to wyskoczę na bazarek po parę rzeczy do obiadu, była zaskoczona że gotuję... Lepiej więc odpowiadać półsłówkami, bo nie zamierzam się otwierać przed kimkolwiek bardziej niż sam tego chcę.

I tylko ta jedna jedyna Osoba może wiedzieć wszystko, znać każdą myśl, marzenie i pragnienie... Wiedzieć jaki mam dziś nastrój i dlaczego akurat taki. Może czuć moje ciepło, dotyk i słyszeć bicie serca, ta jedna wyjątkowa Osoba może wszystko. Ma wszystkie pasująca do mnie klucze, którymi może otworzyć każdą szufladkę - także tą, która do tej pory kojarzyła się z niezbyt dobrymi wspomnieniami. Która jeszcze do niedawna sprawiała mnóstwo cierpienia mimo mijających lat...a dziś - jest lekka jak piórko. Tak...właśnie tak...

sobota, 16 czerwca 2018

Podsumowanie tygodnia 36

Poniedziałek

Przez godzinę jeżdżę z panią która ma 28 jazdę i za chwilę kończy kurs. Nie potrafi nawet ruszyć. Nie mówiąc o tak skomplikowanych czynnościach jak kręcenie kierownicą, czy hamowanie. Chyba się obraziła jak powiedziałem co o tym sądzę. Natomiast w piątek widziałem jak zapisywała się na egzamin teoretyczny - czyli ktoś wypuścił ją z kursu...

Wtorek

Jazdy zaczynam dopiero od 13, kiedy słońce przygrzewa chyba najbardziej. Prawie nie wychodzę z klimatyzowanego wnętrza auta. Minusem to, że kręgosłup boli bardziej niż zwykle.

Środa

Po deszczu na placu mnóstwo ślimaków. Przenoszę je z pasa ruchu na bok (i w końcu mam trochę ruchu :P)


Czwartek

W drugiej pracy niezły armagedon - w zasadzie już od ponad dwóch tygodni. Mimo że prawie wszyscy chcieliby abym przeszedł wcześniej lub został dłużej, staram się być asertywny. I zamykam się jeszcze bardziej.

Piątek

Kursantka która ma problem z pierwszeństwem przejazdu (pisałem o niej w ostatnim wpisie) odwołuje już kolejną jazdę. Jej przerwa w jeździe staje się coraz dłuższa, a to raczej nie służy procesowi nauki...