sobota, 31 grudnia 2022

Podsumowanie tygodnia 272

Poniedziałek

Świątecznie. W ciągu dnia nic nie zdradza nadchodzących problemów.

Nieprzespana noc, ból wszystkiego - głowa, kręgosłup, mięśnie - nawet odczuwałem ból zębów. Totalny brak sił, nie mogę ruszyć się do łazienki. Nic nie jem. Przewiało mnie gdzieś, lub złapałam jakiegoś wirusa. Mimo wciąż świątecznej pory piszę do managera że raczej nie przyjdę jutro do pracy. Przyjmuje to z zadziwiającym spokojem (lub nie daje po sobie poznać).

Wtorek

Nic nie lepiej. Za to pewien jestem, że dzień w pracy wykończyłby mnie. Męczy mnie wszystko - także zwykłe leżenie. Co chwilę ktoś coś pisze, ale nie mam sił aby odczytać. Wieczorem dzwoni manager i pyta jak tam. Zapowiadam że jutro także nie będzie mnie w pracy. W międzyczasie załatwiam sobie leki z apteki. Te które miałem niekorzystnie oddziaływały na inne części organizmu. Do problemów wirusowych dołącza buntujący się żołądek mimo zmiany leków.

Środa

Dzisiaj sam już nie wiem czy bardziej doskwiera wirus czy rewolucje żołądkowe. Czuję wstręt do tego co jadłem w wigilię (a wtedy było bardzo smaczne), w ciągu dnia jem trzy cieniutkie kromki z miodem pomarańczowym. Żołądek atakuje niespodziewanie wiele razy dziennie. Manager dopytuje o stan zdrowia i mam wrażenie, że nie obraziłby się gdybym i jutro nie przyszedł, ale odpowiadam mu że jutro będę już w pracy. Tylko czy dam radę? Sam nie wiem.

Czwartek

Trochę lepiej. Przed pracą wstępuję do apteki. Sprzedawca ma ładny reniferowo-czerwony sweterek. Przed siódmą rano nie ma kolejek prócz dwudziestu (na oko) ludzi przed przychodnią tuż obok. Lek polecony przez sprzedawcę pomaga ale i znowu wzburza organizm. Cudem udaje mi się zachować jakiś poziom przy klientach.

Piątek

Znowu lepiej. Czuję, jak całe moje ciało trzęsie się jak galareta tuż po tym, jak biorę porcje leków. Te działają i mogę funkcjonować jako tako. 
Rozmowa z głównym managerem. Czekałem na to od prawie miesiąca. Ogólnie - jestem zadowolony z rozmowy. Pracę kończę wcześniej i jadę na zakupy - na ostatni dzień roku przygotowuję dwie różne tarty (jedna z boczkiem/ogórkiem/papryką/czosnkiem i cebulą druga z łososiem), naleśniki z serem (oczywiście bez rodzynek), oraz przystawki na zimno. 

A na dzisiejszy wieczór dostaję zaproszenie na kolację w fajnej restauracji. Czasem tam bywam, ale od pewnego momentu obserwuję poprawę jakości obsługi. Młoda dziewczyna umie się zachować, zaproponować nienachalnie, pomóc gdy jest jakiś problem. Czyżby pracowała tam na stałe? W każdym razie zostawiam jej duży napiwek, niech też ma coś miłego.


Szczęśliwego Nowego Roku!

niedziela, 25 grudnia 2022

Prezenty, ach prezenty

Jak co roku tak i teraz miałem trochę problemów ze skompletowaniem wszystkich rzeczy dla tych których chciałem obdarować. Przyznam szczerze że rozpocząłem rozeznanie i poszukiwania już na początku roku szkolnego, a zważywszy na moją kiepską pamięć większość rzeczy musiałem sobie zanotować. Te, które nie są przeznaczone do jedzenia nabywałem już od razu, z innymi poczekałem tak aby miały odpowiednie terminy ważności. Na chwilę obecną wszyscy którzy coś ode mnie dostali byli zadowoleni, ale to jeszcze nie koniec - niektórzy dostaną prezenty dopiero w ostatnim dniu tego roku.

Jak co roku także i teraz jestem zdegustowany tym, co sam dostałem. Pewnie zastanawiacie się, co to mogło być tym razem? Kiedyś był to magnes - taki na przykład na lodówkę. Nie zbieram takich magnesów, nie lubię umieszczać "cudzych" magnesów na lodówce. Mam tam jedynie magnesy które pochodzą z moich wycieczek. Co prawda zrobiłem jeden wyjątek który dostałem z Islandii, ale to wyjątkowa sytuacja.

Rainbow street/Reykjavik

Tymczasem jeszcze przed świętami dostałem dwie rzeczy (od tej samej osoby), które mi się nie podobają:

1) bilet pkp. Ale nie taki do wykorzystania/możliwości przejechania - nie. To bilet już przez kogoś (obdarowującego) wykorzystany. Wyobrażacie to sobie?! Dostałem zużyty bilet - taki na którym ktoś się przejechał, skasował go i nie mam pojęcia jaki on może mieć dla mnie walor, chyba żaden? A może by go użyć w toalecie?

2) słuchawki do telefonu. Z nimi są pewne dwa problemy - pierwszy taki że słuchawki są "no name" - o jakości gorszej niż słaba. Fatalna jakość dźwięku to jedno, ale drugie - nawet gdybym chciał to cudo użyć nie udałoby się ponieważ słuchawki mają końcówkę kabla typu "mini jack", a ja od ponad dwóch lat używam telefonu bez takiego wejścia. Mógłbym użyć przejściówki, ale myślę że ta kosztowałaby więcej niż słuchawki.

Jak bardzo trzeba być ograniczonym i mieć anty-logiczne podejście do robienia prezentów - nie przestaje mnie to zadziwiać. Na szczęście od innych osób dostałem także piękne kartki z życzeniami oraz rzeczy/przedmioty które naprawdę mnie ucieszyły :) 

A Wasze prezenty są udane? Jesteście zadowoleni? A może już nie zwracacie na to uwagi?

sobota, 24 grudnia 2022

Podsumowanie tygodnia 271

Poniedziałek

Mam dobre nastawienie, choć to cały tydzień w pracy to jednak zbliżają się święta. Oczywiście można je różnie obchodzić, lub wcale, ale te święta będą inne niż wcześniejsze. Na pewno spokojniejsze. Tymczasem zima w pełni. Nasypało mnóstwo śniegu i do pracy ciężko dojechać (autkiem, nie hulajnogą :P).

Wtorek

Bezpośredniość, czy może brak zahamowań. To dziwi mnie w ludziach, którzy pojawiają się przy moim (i nie tylko) okienku. Oświadczenie młodej dziewczyny (o problemach kobiecych, nie będę tego rozwijał) czy faceta (narzekał że jestem zbyt oficjalny) które pojawiły się tylko w tym tygodniu stają się powoli normą. Nie dość że nie mogę po sobie dać poznać rozbawienia/zdziwienia/zaskoczenia to jeszcze muszę wciąż zachować poziom odpowiadający standardom Departamentu - mając gdzieś z tyłu głowy fakt że to wszystko się nagrywa.

Swoją drogą dział kontrolujący musi mieć niesamowity ubaw z tego. 

Środa

Ocieplenie. Śnieg topi się w wolnym tempie. Czy wystarczy go na święta?

Czwartek

Po południu z okna w pracy obserwuję piękny zachód słońca. Mam to szczęście że okna wychodzą na zachód, więc teraz - gdy słońce zachodzi tak wcześnie mogę to podglądać będąc jeszcze w pracy. Oczywiście nie zrobiłem zdjęcia, jest zakaz fotografowania.

Wieczorem koncert piosenek świątecznych. Było miło.

Piątek

Kończę o 15 i od razu jadę do domu. Trochę okrężną drogą, ponieważ centrum miasteczka zakorkowane. Mnóstwo ludzi  - wszyscy mam wrażenie szturmują sklepy i galerie handlowe. Wieczorem wskakuje do komunikacji miejskiej i jadę do saunarium. Jest przyjemnie szczególnie, bo drugi seans prowadzi mój ulubiony saunamistrz. Piękne zapachy, świetna muzyka. Ludzi całkiem sporo, czyżby nie przygotowywali świąt w domu czy po prostu relaks - jak w moim przypadku?

Wesołych Świąt, prezentów pod choinką, lub po prostu przyjemnie spędzonego czasu. U mnie za oknem leży jeszcze trochę śniegu, choinki nie mam, ale prezenty będą :) 

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Z archiwum

Mroźny tydzień, bardzo pracujący. Wstaję bardzo wcześnie (na szczęście przynajmniej widno już), a wracam do domu przed 21 albo i później. Znów zaczynam jeść cokolwiek i kiedykolwiek. Albo i wcale.

Na jazdach względny spokój. Pojawił się nowy kursant, bardzo spokojny. Mówi "dzień dobry", a po jazdach "dziękuję". Nie kłóci się, nie muszę otwierać okien. No pełny luksus! Czy wszyscy nie mogliby tak? Aż nudno trochę...

I nawet kupiłem nawóz do fikusa, którego dostałem od Hebiusa. Mam nadzieję, że pożyje jeszcze trochę (fikus oczywiście).

- to nieopublikowany wpis sprzed dwóch lub trzech lat, już nie pamiętam. Obecnie również mroźno, ale zdecydowanie mniej pracująco. W ciągu ośmiu godzin pracy przy "okienku" mam sporo wolnego czasu, zdążę zrobić sporo innych rzeczy, załatwić swoje sprawy. W okolicach godziny szesnastej jestem już w domu, co kiedyś było nie do pomyślenia - w tych godzinach kursanci mogli jeździć więc trzeba było pracować. Jem zdecydowanie lepiej niż kiedyś. Mam czas na śniadanie (w pracy), drugie śniadanie (w pracy), a dodatkowo czas na ciastka/owoce - które oczywiście zabieram ze sobą do Departamentu. Współpracownicy śmieją się często - o, Tomek znowu coś je! No tak, ale lepiej częściej i mniej prawda?

Tu w pracy większość ładnie mówi "dzień dobry", czasem gorzej z "dziękuję" lub "do widzenia", ale nie można mieć wszystkiego - niezależnie od tego co mówią klienci ja zawsze staram się trzymać fason :P 

Tymczasem fikusa trochę zaniedbałem. Od pewnego czasu stulił liście na jednej - najstarszej łodydze, a od kilku dni zrzuca liście. Zmartwiło mnie niesamowicie, ponieważ fikus żyje u mnie już od długiego czasu. Ostatnio przesadziłem go do olbrzymiej doniczki i sądziłem że wszystko jest ok. Ale nie. Zacząłem szukać w internecie co może być przyczyną takiego zachowania i okazało się, że ma zbyt mało wody. Od wczoraj podlewam go codziennie wieczorem w podstawkę - wypija co do kropli całą ilość. Mam nadzieję że niebawem ugasi pragnienie, staram się jednocześnie nie zalać go zbyt mocno. Faktycznie, w tej wielkiej doniczce pewnie ma większe zapotrzebowanie na wodę...

Tymczasem najważniejsze prezenty zostały już zakupione, opłacone i jedynie czekam na odbiór przesyłek. Jeszcze pozostały mi do znalezienia jakieś drobiazgi i będę gotowy na obdarowywanie :)


I na koniec dylemat - na święta zrobić sernik czy kruche maślane?

sobota, 17 grudnia 2022

Podsumowanie tygodnia 270

Poniedziałek

Dzień pełen wrażeń. Jestem daleko od domu, korzystam z kilku dni urlopu. Zima pełną gębą, ja spaceruję w przepięknej scenerii - jest dość zimno i ciągle pada śnieg.

Po południu relaks w basenach tropikalnych. Trzy godziny mija jak z bicza strzelił.

Wtorek

Powrót do domu oczywiście przez kolejne atrakcje. Śliskości trochę mniej na drogach, ale wciąż niezbyt bezpiecznie. 

Środa

Przegląd w Toyocie. Mija drugi rok odkąd nią jeżdżę, więc trzeba było poddać ją weryfikacji technicznej. Całość w mniej niż dwie godziny, koszt około 1100 zł - taniocha. Z autem wszystko ok, a przy okazji sprawdzono czujnik radarowy - w ramach akcji serwisowej (też ok). Przy okazji miła rozmowa z pracownikiem serwisu.

Czwartek

Powrót do pracy i jedno spostrzeżenie - ledwo zacząłem przyjmować przy okienku a już miałem dość. Wieczorem robię ślimaczki z jabłkiem i cynamonem. Najlepsze są świeże, bo następnego dnia już średnie.

Piątek

Zaskakująco lekki dzień, mimo różnych przeciwności losu. Odbieram książkę, ale musi jeszcze chwilę poczekać, pewnie w święta zacznę ją czytać.

sobota, 10 grudnia 2022

Podsumowanie tygodnia 269

Poniedziałek

[Z] - jak tam, doszedłeś do siebie po szkoleniu?
[ja]- nie, wciąż nie
[Z] - o rany!

Po pracy odkrywam w skrzynce niegrzeczną kartkę. Życzenia świąteczne. Kolejny raz w tak krótkim czasie od R. Szok, dziękując mu w okienku messengera dowiaduję się, że to nie koniec, ponieważ zapomniał włożyć "niespodziankę" i wysłał ją drugim listem. Ale fajnie!

Tego samego dnia Hebius niechcący namawia do zakupu niegrzecznej literatury. Nie zastanawiam się długo i zamawiam dwie książki od razu chwaląc mu się. Po kilkudziesięciu minutach pisze do mnie:

Jezus Maria!
to jest bardzo słaba literatura

No i sam nie wiem co robić, zamówienie jeszcze nie opłacone, ale już zamówione.

Wtorek

Znowu zamawiam książkę, tym razem już tylko thriller - Daisy Darker. Zaciekawił mnie opis na blogu Agnieszki, czekam na zamówienie :)

Środa

W pracy luz, mam czasu aż nadto. Po pracy jeszcze kilka obowiązków i do domu wracam przed ósmą. Pakuję się, ponieważ niebawem wyjeżdżam.

Czwartek

Ostatni w tym tygodniu dzień w pracy. Przyjeżdżam już spakowany, bo po "robocie" od razu jadę do dużego miasta. Z różnych powodów lepiej byłoby, gdybym jeszcze zajrzał do domu ale logistycznie jest to dość trudne. "Miej swoje życie", "nie uzależniaj się dla kogoś, nie zmieniaj się" - jak mówiła psychiatra tak zamierzam robić. Więc wyjeżdżam, chciałbym trochę odpocząć i korzystać z życia, bo kto wie ile ono jeszcze potrwa...

Piątek

Błogie lenistwo, w dużym mieście załatwiam kilka spraw wbrew pozorom taniej niż u mnie w miasteczku. A jakość usługi co najmniej na takim samym poziomie jeśli nie lepiej. Po południu odpoczynek w aquaparku, a konkretnie - na saunach. A do pracy wracam dopiero w czwartek :P 

WOtwórz
Dariusz

wtorek, 6 grudnia 2022

Szkolenie

Kilka dni temu wróciłem ze szkolenia. Takiego wyjazdowego, kilkudniowego. Mój Departament spokojnie mógłby się bez tego obyć, ale skoro inni wyjeżdżają, to przecież my nie możemy być gorsi! Tym bardziej że wyniki finansowe nienajgorsze, więc szalejemy! Mój manager wybrał miejsce, termin oraz wszystko inne tak, że nie było żadnego wyboru - nawet czas wolny został skrupulatnie zaplanowany. Cały program został zatwierdzony przez wszystkich ważnych ludzi, my - pracownicy musieliśmy się z nim zapoznać, podpisać akceptację i w drogę.

Najpierw szkolenie w Departamencie takim jak nasz, ale kilka razy większym. Wszędzie ochrona, kamery, bramki oraz drzwi, które otwierają się jedynie po zbliżeniu identyfikatora. Kilka pięter, nowoczesne windy, wszystko bardzo rozbudowane. Nasz gabinet głównego managera wygląda przy tym jak kanciapa ubogiego przedsiębiorcy. Sami nie mogliśmy się nigdzie poruszać, więc został nam przydzielony człowiek z "prawami dostępu" który oprowadził nas po niemal całej placówce. Przy okazji okazał się dość gadatliwym i skorym do rozmowy pracownikiem, więc sporo ciekawych rzeczy się dowiedziałem. 

Po obiedzie rozpoczęły się szkolenia. Wjechaliśmy na ostatnie piętro które okazało się być centrum edukacyjnym z kilkoma salami. W jednej z nich rozpoczął się blok trwający 180 minut. Dwoje wykładowców, bardzo ciekawa tematyka - taka adekwatna do czasów i problemów z którymi obecnie spotkam się coraz częściej. Te trzy godziny (z przerwami) zleciały bardzo szybko. Potem przekąski i ciąg dalszy ale z innej tematyki i z kim innym. Tu było jeszcze fajniej, ponieważ kobieta prowadząca zadawała nam mnóstwo pytań, a mi udało się odpowiedzieć całkiem nieźle na sporą ich część - może dlatego że siedziałem dość blisko i miałem z nią dobry kontakt wzrokowy? Niesamowite, jak szybko minęło 120 minut. 

Po szkoleniach zostaliśmy przewiezieni do hotelu. Jak się okazało z sauną, jaccuzi, basenem, pełnym zapleczem rekreacyjno-sportowym, oraz fantastyczną kuchnią. Wszędzie czyściutko, pachnące białe ręczniki i piękne nowoczesne oświetlenie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. A gdy potem spojrzałem na opinie hotelu były tam prawie same najwyższe oceny. Nie sprawdzałem cen - bo przecież za wszystko płacił mój Departament. Po wyśmienitej kolacji podsumowanie dnia przez szefostwo i przydzielenie pokoi (dwuosobowe). Tu w naszej placówce było najwięcej zgrzytów już przed samym wyjazdem. Jeden chciał być z tym, drugi nie chciał być z kimś innym, normalnie jak w przedszkolu. Dla mnie było obojętne z kim będę spać, przecież to tylko kilka dni - nie ma co robić problemów z tak błahego powodu. 

Został więc mi przydzielony (a raczej ja do niego) pan B. W hierarchii on prawie na szczycie naszego wydziału, a ja - sami wiecie - typowy noob. Ale przez te półtora roku całkiem nieźle się z nim dogadywałem (już na początku zaproponował by mówić mu po imieniu - mimo dużej różnicy wieku/stanowiska/statusu finansowego), a nawet mieliśmy sporo wspólnych tematów, o których z innymi współpracownikami w ogóle nie było rozmowy. Smooth jazz, Bieszczady, knajpki i kawiarnie w Przemyślu, auta elektryczne, rodzaje serników i szarlotek - mogliśmy o tym rozmawiać w każdej nadarzającej się przerwie. Ale... Kilka dni wcześniej podczas rozmów w cztery oczy z moimi współpracownikami typowaliśmy kto z kim będzie w pokoju i tak się składało, że nikt z nich nie chciał być razem z B. Zastanawiało mnie to, no ale bez przesady.

Teraz już doskonale ich rozumiem. Z oczywistych względów nie mogę pisać o szczegółach, ale jedną noc wytrzymałem. Ponieważ później było tylko gorzej, zastanawiałem się co robić, mam już trochę lat, ale jeszcze nigdy w życiu nie byłem w takich sytuacjach. Niby stałem z boku, ale jednak byłem tak blisko. Mogłem nie robić nic, mogłem działać, ale przede wszystkim starałem się odnaleźć w tym wszystkim. Podjąłem decyzję i kolejne noce spędziłem gdzie indziej - a tak na prawdę po prostu za ścianą - korzystając z pewnego zaproszenia. Czyżby aż tak było widać moje zmieszanie/zażenowanie całą sytuacją? 


Z dzisiejszego punktu widzenia możliwe, że była to trochę zbyt pochopna decyzja, aczkolwiek stanowiła ona jedynie promil całości zdarzeń, które nie powinny nigdy mieć miejsca. Na pewno moja decyzja nie miała wpływu na dalszy bieg sytuacji, a kolejne dni mijały na szkoleniach, skrupulatnie zaplanowanym "czasie wolnym" oraz anormalnym zachowaniu B. Cudem udało mi się kupić dwie kartki, niemalże "ukradkiem" wskoczyć na pocztę i je wysłać!

Wciąż jestem pod wrażeniem w zasadzie wszystkiego co odbywało się na tym szkoleniu. Mam mnóstwo pozytywnych wrażeń i kilka negatywnych, które teoretycznie nie powinny przyćmiewać tych dobrych. Ale jednak - wciąż one przelatują mi przed oczami, pojawiają się w ciągu dnia i nocy, analizuję je z każdej strony i zastanawiam się dlaczego:
  • bo dotyczą B. którego wydawało mi się że znam?
  • bo nigdy nie widziałem czegoś takiego?
  • bo nie wyobrażam sobie jak on może teraz spojrzeć innym w oczy?
  • bo ja po czymś takim spaliłbym się ze wstydu?
  • bo inni tolerują stan jaki jest a nie powinni?
  • bo zadziwia mnie bierna postawa managera?
  • bo innym brakuje odwagi, tak jak mi*?
  • bo skoro cały Departament wiedział, dlaczego nie wprowadzili żadnych środków zaradczych**?
Mimo całej mojej podłości, daleko mi do B. i wiem, że gdybym kiedykolwiek wkroczył w te rejony to byłby już czas bliski końca. Końca mojego intelektu (już obecnie minimalnego ale jednak), odruchów typowo przypisanych homo-sapiens, oraz wszelkich innych - ogólnie pisząc rzeczy i spraw normalnych

* Jako typowy noob w Departamencie, czuję się najmniej adekwatny do tego, aby komukolwiek prawić uwagi. Jakiekolwiek. Już wiem, że nawet te najbardziej życzliwe i wynikające jedynie z czystej chęci pomocy komuś, mogą być odebrane zupełnie inaczej. Tym bardziej, jeśli dotyczą one osoby, od której przynajmniej teoretycznie - mam się uczyć i brać przykład. Osoby, za którą w tej chwili mógłbym co najwyżej chodzić i sprzątać. Nie widzę najmniejszych przesłanek ku temu, aby mówić innej osobie jak ma żyć, co robić, co jest dobrem a co złem, co można a czego nie można, ponieważ takie uwagi mogę dać najbliższym znajomym, lub swoim dzieciom - gdybym je miał oczywiście. Ale nie dorosłemu facetowi, który ma ze sobą problem(y). Zwłaszcza że cały rząd managerów i innych szefów prawie nic/w ogóle nic nie robi.

I tak sobie myślę, że te wszystkie fakultety, studia, wieloletnie doświadczenia, dodatkowe kursy oraz  certyfikaty wszelkiej maści można o kant potłuc. Są one zupełnie niczym. Można być wykształconym i bogatym chamem, lub ubogim i prymitywnym ale na poziomie. Jeśli nie ma się elementarnej kultury, ogłady, dyscypliny, szacunku do innych, jeśli się nie używa mózgu, ma innych w głębokim poważaniu - wszystkie dyplomy szlag trafi. Jeszcze nigdy nie widziałem tak wielkiej amplitudy pomiędzy jednym a drugim w tym samym człowieku i wydaje mi się, że szczególnie to zrobiło na mnie wrażenie. To jest ten punkt kulminacyjny, który pozostawił głęboko wyryty rów. 

** Nasz Departament ma regułę/zarządzenie/definicję na każde możliwe zdarzenie, ale jak widać - najmniej obrotny jest tam gdzie trzeba.

Tymczasem życie toczy się dalej. Jedne relacje będą takie same, drugie będą mocniejsze/lepsze a trzecie z kolei - sporo gorsze. Kilkudniowe szkolenie może odsłonić drugie "ja" człowieka - na plus lub na minus, lub też utrwalić usposobienie na obecnym poziomie. Mam nadzieję, że ja przynajmniej pozostałem na tym samym poziomie.

poniedziałek, 5 grudnia 2022

Hulajnoga po roku użytkowania

Kilkanaście dni temu minął rok od zakupu mojej pierwszej elektrycznej hulajnogi - NanRobot X4, trochę jeszcze pamiętam ten dzień - pojechaliśmy do Warszawy do Grażyny i P. a w tzw międzyczasie do sklepu właśnie z zamiarem zakupu. Sprzedawca wystawił na zewnątrz interesujący mnie model (X4) oraz nieco tańszego Joyor-a (modelu nie pamiętam). Przejechałem się jednym i drugim i od razu zdecydowałem się na mocniejszego, żywszego i trochę bardziej masywnego NanRobot-a. 

Od tamtego czasu w sprzyjających warunkach jeżdżę nią do pracy, bardzo rzadko w innych celach, łącznie przejechałem prawie 1000 km. W kilka tygodni po zakupie złapałem gumę, ale poza tym nie doświadczyłem jakichkolwiek przygód. Hulajnoga jest bardzo zrywna, a gdy trochę mocniej podkręcę "gaz" łatwo można się przewrócić.  Oczywiście w ustawieniach można wyregulować różne rzeczy - na przykład moc oraz stopień przyspieszenia. Osobiście nie zrobiłem tego, ponieważ w trasie lubię moc ;-) 

źródło: https://shop.majway.pl/

Amortyzowany przód pomaga podczas jazdy po nierównych chodnikach, ale szkoda że z tyłu tego nie ma. Tym bardziej przeszkadza pneumatyczne tylne koło - po prostu trzeba trochę balansować ciałem i zwalniać podczas pokonywania nierówności/krawężników ponieważ wstrząs może być nieprzyjemny. Zaletą jest to, że tylne koło nie ulegnie przebiciu (przód łatwiej wymienić). 

Całość konstrukcji jest bardzo sztywna. Nic się nie odkręciło, nic się nie poluzowało - a przynajmniej ja tego nie odczułem ani nie zauważyłem. Nic nie piszczy, nie stuka - mam nawet wrażenie że wszystko działa lepiej niż na początku, lub tak mi się po prostu wydaje. 

Oświetlenie jest bardzo mocne i spokojnie można podróżować w nocy, miłym elementem jest tempomat (fakt że najlepiej sprawdza się na długich prostych), z sygnału dźwiękowego raczej nie korzystam ale jest - głośny i konkretny, dobrym rozwiązaniem jest metalowa stopka, stacyjka oraz voltomierz. Dzięki temu ostatniemu dokładnie wiem jaki jest stan baterii, ponieważ na wyświetlaczu nie jest to widoczne zbyt dokładnie. Hamowanie silnikiem z odzyskiwaniem energii, trzy tryby jazdy oraz bardzo łatwe i szybkie składanie hulajnogi - naprawdę ciężko znaleźć jakiś konkretny minus.

Z perspektywy tego roku zdecydowanie mogę polecić taki sprzęt. Nie jestem pewien czy dzisiaj sam kupiłbym coś takiego przede wszystkim z uwagi na cenę. Ponad trzy tysiące to już naprawdę sporo, z drugiej strony cena paliwa także wystrzeliła, więc jest to wszystko kwestia indywidualna - niemniej jednak sprzęt jest bardzo dobry :)

sobota, 3 grudnia 2022

Podsumowanie tygodnia 268

Poniedziałek

Po południu zaskoczenie. Nagroda za szczególne osiągnięcia, dbanie o dobre imię Departamentu i takie tam farmazony. Zupełnie się nie spodziewałem. Nic a nic! Niestety dość dużą część zagarnął fiskus (ponad 1/3) ale dobre i to. 

Po pracy wyciągam piękną kartkę z Islandii - od R. (kilkanaście dni wcześniej dostałem kartkę z Nowego Jorku).

Wtorek

"O krok za daleko" - czytam czytam i to jednak nie dla mnie. Słabe to, nie polecam - nie potrafię odnaleźć się w tych wątkach, często wracam kilka stron wcześniej i dalej nie bardzo to rozumiem. Dojdę do końca ale więcej tego autora (H. Coben) nie kupię.

W pracy dobra wiadomość, nie mogę napisać o szczegółach ale mogę się cieszyć.

Środa

Pakuję się. W czwartek z samego rana cały Departament wyjeżdża na szkolenie. Dość daleko. Mam nadzieję że wrócę mądry i tak wyszkolony, że ho ho! Przy okazji szykuje się świetny program rozrywkowy (wszak nie tylko szkoleniem człowiek żyje).

Czwartek

Do autokaru zabieram zbiór przepisów oraz słuchawki. Kanapkę oraz coś słodkiego, wszak obiad będzie nieco później. Trochę ubrań, wygodne buty i kosmetyki. Plecak zapakowany maksymalnie.

Piątek

Zadziwiający dzień. Mój świat jest zupełnie inny od tego w którym przebywam (i będę przebywać do późnych godzin sobotnich), a mimo to udało mi się zaaklimatyzować.