środa, 28 czerwca 2023

Piekło Afganistanu

Właśnie skończyłem czytać książkę Piekło Afganistanu. Trafiłem na nią przypadkiem w jednej z księgarń w dużym mieście. Miałem trochę wolnego czasu, postanowiłem więc wejść i rozejrzeć się nad czymś, co mógłbym sobie kupić do czytania. Przeglądając okładki książek, które rozłożone na olbrzymim stole miały zachęcać do zakupów, od razu zwróciłem uwagę na tę.

Jest koniec czerwca 2005 roku, gdy czterech członków SEALs wyrusza na arcytrudne zadanie w afgańskie góry. Założenia misji mają być jedynie obserwacyjne, ale sprawy komplikują się dość istotnie. Jednak zanim przeczytamy o tym, sporo miejsca poświęcono przygotowaniom dla kandydatów na komandosów Navy SEALs.

Czy polecam? Raczej tak, choć zależy kto co lubi. Książka ma mnóstwo plusów i kilka minusów. Czyta się ją przyjemnie (nie licząc drastycznych opisów niektórych scen) i szybko, ponieważ bardzo wciąga i zaciekawia na tyle, że chciałoby się wiedzieć co dalej! Pół godziny czytania mija niesamowicie szybko, parę razy zdarzyło mi się spędzić z książką długie minuty po północy, a obiecywałem sobie że gdy zacznę w okolicach 10-tej wieczorem to skończę po maksymalnie godzinie. 

O minusach nie będę pisał, może są one jedynie kwestią mojej oceny sytuacji polityczno-gospodarczej, która może być błędna. Czy książka jest autentyczna? Niektóre zagadnienia w sieci opisywane są inaczej. Każdy sam musi ocenić, gdzie leży prawda. Cieszy, że autor nie używa zbyt dużej ilości niecenzuralnych słów, choć rozumiem że musiało być ciężko w tej kwestii. 

Książka była inspiracją do filmu Ocalony, który pewnie znany jest moim czytelnikom. Film ten oglądałem kilka razy, ale to zupełnie co innego. Mam wrażenie, że tu - w książce - wszystko ma inny wymiar, zdecydowanie więcej emocji oraz szczegółów. Czy cena warta jest zapoznania się z treścią książki - nie mam pojęcia, ja nie żałuję że kupiłem.

sobota, 24 czerwca 2023

Podsumowanie tygodnia 297

Poniedziałek

Gorąco. W pracy trochę używam(y) klimatyzacji, a trochę nie. Dlaczego? Ponieważ jednej osobie przeszkadza chłód z klimatyzacji i notorycznie wyłącza nam urządzenie po prostu. 

Wtorek

8.5 kilometrowy spacer. To nic takiego, ale podczas bardzo ciepłego wieczoru nie jest lekko.

Środa

Spodnie mi spadają. Bez paska już się nie obejdzie z tym, że używam już ostatniej dziurki. I co potem? Co dalej?

Czwartek

Wracam hulajnogą i lawiruję pomiędzy burzowymi i dużymi kroplami deszczu. Będąc w domu muszę zgłosić brak internetu u mojego dostawcy. Nie łatwo jest znaleźć numer telefonu, więc odpuszczam i rozpoczynam sprawę na chacie. Początkowo piszę z bootem który jednak szybko się poddaje i przełącza mnie do Justyny R. A ta wali do mnie prosto z mostu per "ty". Zaskakuje mnie to, ale nie wybija z rytmu (ja piszę do niej per "pani") a co najważniejsze udaje się rozwiązać problem. Mało tego, na moje spostrzeżenie że problemy z internetem pojawiły się już wcześniej pani sugeruje jakąś tam operację zmiany linii i szczegółowo instruuje co mam zrobić. Po niecałej godzinie wszystko działa jak należy.

Piątek

Krótki dzień, przed trzynastą jestem już wolny. Plany weekendowe mam całkiem przyjemne - relaks w saunarium, wycieczka rowerowa oraz plażowe leniuchowanie z książką i kąpielami, czego i Wam serdecznie życzę :)

czwartek, 22 czerwca 2023

Letnia tarta

Korzystając z odrobiny wolnego czasu (między pracą, spacerami i sauną) robię letnią tartę. Oczywiście na kruchym maślanym spodzie, z truskawkami. Pierwszy raz pokusiłem się na takie coś, nie było lekko. Najbardziej obawiałem się że sok z truskawek rozmoczy spód, zrobi się mamałyga i ogólnie - że to nie są odpowiednie owoce do kruchej tarty. Ale - wyszło całkiem nieźle - spód tary jest wciąż lekko chrupiący i maślany a truskawki smakują wyśmienicie. Tarta okazała się półsłodka, ponieważ celowo nie dodałem dużo cukru. 


Jak zwykle sporo ciasta rozdałem, a kilka kawałków zaniosłem do Departamentu. Moi współpracownicy byli zachwyceni, ciasto rozeszło się w mgnieniu oka!


Część posypałem pudrem. W sumie zrobiłem dwie tarty - jak już szaleć, to na całego.


Po tych szaleństwach trzeba spalić kalorie. Pomaga w tym wspomniany we wcześniejszych wpisach smartwatch, którego odkrywam coraz bardziej.


Mam go prawie dwa tygodnie i mogę spokojnie napisać że sprawuje się świetnie. Nie ma mowy o gubieniu połączenia z telefonem, wszystkie funkcje działają prawidłowo, a bateria wytrzymuje bardzo długo. Oczywiście jest to kwestia indywidualnego używania, ale na tyle ile ja używam (codziennie trening/spacer/rower), mierzenie tętna co 30 min (podczas treningów co kilka sekund), wszystkie powiadomienia (sms/messenger/bank/połączenia/inne) i co jakiś czas mierzenie jakości snu urządzenie wytrzymuje spokojnie dwa tygodnie. W nocy, gdy nic się nie dzieje smartwatch zużywa 2-3 %.


Oczywiście mnóstwo rzeczy jest tu konfigurowalnych, jeszcze nie rozgryzłem wielu elementów. Na pewno urządzenie pomaga w motywacji do ćwiczeń i ruchu. Szczegółowe statystyki dostępne są z poziomu zegarka i telefonu.


Dzisiaj na przykład wybrałem się na przejażdżkę rowerem. Nie zbyt daleko, bo w obie strony nieco ponad 24 kilometry, które zajęły mi półtorej godziny. A po drodze trochę lawendowych atrakcji:


sobota, 17 czerwca 2023

Podsumowanie tygodnia 296

Poniedziałek

Zimno bardzo. Ledwo wytrzymuję na hulajnodze bez czapki (zwłaszcza z rana), ale kto to widział żeby w czerwcu jeździć w czapce?! Bez sensu, kask musi wystarczyć. 

Wtorek

Poranna mgła osiada na mojej twarzy w czasie porannej jazdy do pracy. Jest mam wrażenie zimniej niż wczoraj - nie jest łatwo, ale zachciało się - to się teraz trzeba męczyć. Oby mnie nie przewiało.

Środa

Okropny dzień w pracy. Bo podli klienci. Bo nastroje minorowe. Bo ciągle słyszę kolegę (trzecie okienko z lewej) czytającego katastroficzne nagłówki z serwisów internetowych (proces Trumpa, wojna na Ukrainie, drożyzna w sklepach itd). Bo nie mam czasu zjeść. Mój nastrój poprawia manager, który wpada do sali na moment i ogłasza, że szykuje się podwyżka wynagrodzenia. "Góra" ustaliła, że będzie to nie mniej niż 20% i to już od lipca. No zobaczymy, na razie to nic pewnego.

Czwartek

Pierwszy raz idę do pracy pieszo. Z różnych powodów, mógłbym inaczej ale nie chcę nikogo prosić. Mało to wygodne, ale za to samodzielne.

Piątek

Wieczór muzyczny. Jazzowy. Domowy. Po prostu wyłączam się od wszystkiego, uruchamiam sprzęt grający i zanurzam się w swoich ulubionych kawałkach. Pierwotnie miałem iść na spacer ale pada deszcz. Jeszcze nie otworzyłem ciastek w ładnym opakowaniu, nigdy takich nie kupowałem do tej pory. 

środa, 14 czerwca 2023

Kroki

Dzień w pracy ciężki, ale wychodzę nieco wcześniej. Odbieram książkę, kupuję kilogram truskawek, obiad z odbiorem własnym i pędzę do domu. Najchętniej spędziłbym ten wieczór z nową lekturą, ale zaczynam czytać tylko kilka stron - książka wciąga od samego początku! Ale jestem umówiony na dodatkową "fuchę" którą obiecałem zrobić. A bardziej pomóc komuś, niż zarobić dodatkowo. Poświęcam zupełnie obcej osobie ponad dwie godziny, czas leci bardzo szybko, ale i tematów mnóstwo. Ciąg dalszy nastąpi, a w ramach podziękowań dostaję jakiś alkohol - w sumie mało ważne jaki, bo prędko się nie uchleję i tak. 


A późnym wieczorem wychodzę na długi spacer. Do aktywności sportowej wzywa smartwatch - który przypomina o obowiązkowym ruchu i dbaniu o kondycję. Nie wykryto ruchu w tej godzinie. Przespaceruj się i odpręż - w Departamencie nie dostaję takich komunikatów, bo zawsze gdzieś trzeba podejść, a to do drukarki obok, a to do innego okienka. Ale w domu już tak więc idę - przez półtorej godziny robię 8,5 kilometra. Gadżet na bieżąco monitoruje tętno, poziom saturacji krwi, temperaturę i inne - choć zdaję sobie sprawę z niedokładności pomiarów. A najbardziej interesujące są prędkość/czas, ilość kroków i spalonych kalorii. Do tego celu w ogóle nie zabieram telefonu, lepiej mi się spaceruje nie mając obciążonej kieszeni. 

Do domu wracam po 22-giej. Na książkę już zbyt późno, trzeba się szykować do pracy na jutro. 

sobota, 10 czerwca 2023

Podsumowanie tygodnia 295

Poniedziałek

Wolne. Odpoczywam po urlopie. Wieczorem odbieram kartę pocztową od Darka.

Wtorek

Zostaję zaproszony na ciacho (w pracy). Z rabarbarem, na kruchym cieście. Bardzo smaczne, tylko ja dostałem podwójną porcję. 

Środa

Szybki i piękny dzień. Za oknem oślepiające słońce, ale także przyjemny wiatr. Taką pogodę lubię najbardziej - jest ciepło i jednocześnie orzeźwiająco. W pracy trochę zawirowań, ale to wszystko jest obok mnie.

Czwartek

Leniwy dzień. Sporo drzemię. A poza tym dłuższy spacer i buszowanie w sieci. Najpierw zamawiam interesującą książkę a potem smartwatcha - jako następcę mojego starego zegarka. Książka ma być w poniedziałek a smartwatch w sobotę (pojutrze). Wieczorem idę na saunę. Tym razem mazurki Chopina i pomarańcza z mentolem. Idealnie. I mało ludzi. 

Piątek

W pracy dzień szybko mi mija, klienci są zupełnie nieprzygotowani i najczęściej odsyłam ich z kwitkiem. Dużo wolnego czasu. Po pracy wyjazd do dużego miasta na cały weekend.

środa, 7 czerwca 2023

Żywcem

Powrót do pracy był nawet całkiem satysfakcjonujący. Może dlatego że w głowie perspektywa wolnego czwartku (jutro) i dlatego tak łatwo przyszło mi zmierzyć się z problemami dnia codziennego? Albo faktycznie odpocząłem i nabrałem dystansu do tego wszystkiego? Ciekawe, na ile mi to wystarczy, bo ten tydzień przywitał mnie dwiema trudnymi sytuacjami. Otóż z samego rana jedna z klientek strasznie się zdenerwowała, gdy usłyszała przy moim okienku iż nie załatwię jej sprawy tak, jak to ona by sobie tego życzyła. Wrzask, przekleństwa, jakaś forma pisku, nie wiem dokładnie bo gwałtowność tej osoby zaskoczyła mnie zupełnie. Pewnego rodzaju histeria połączona z wulgarnością. A początkowo podeszła uśmiechnięta, miła i spokojna, by po chwili jej wizerunek obrócił się o 180 stopni. "Żegnam" rzuciła oburzona tuż przed tym, jak trzasnęła drzwiami Departamentu.

Druga sytuacja dość podobna, też tego samego dnia. W obu sytuacjach nie wzywałem posiłków, nie prowadziłem jakiejkolwiek zbędnej dyskusji, jedynie tyle powiedziałem co musiałem. A dokumenty wypełniałem na tyle szybko, aby nie mieć ich przed oczami zbyt długo. Ot, kultura dzisiejszych czasów. Ciekawe, co pomyśleli sobie inni klienci którzy oczekiwali na sali i większość z tego słyszeli i wiedzieli. Moi współpracownicy w takich sytuacjach wyrzucają takie osoby, wzywają ochronę, lub odszczekują na podobnym poziomie co atakujący. Nie wiem, czy chciałbym iść w ich ślady. Muszę to przemyśleć.

Z przyjemnych spraw - za niecałe miesiące wylatuję na dłuższy weekend do jednego z modniejszych kurortów Europy. Złapałem korzystne cenowo bilety lotnicze, więc nie wahałem się ani chwili. Noclegi także już zarezerwowane, więc powoli odliczam dni do wyjazdu. Muszę wziąć dwa dni wolnego i gotowe, już wstępnie rozmawiałem z managerem od grafiku - powiedział że nie ma problemu. Współpracownicy nic nie wiedzą, przecież i tak są wkurzeni że dopiero co wróciłem z udanego urlopu, a ja już myślę o kolejnym - zjedliby mnie żywcem.

sobota, 3 czerwca 2023

Podsumowanie tygodnia 294

Poniedziałek

Idę na sauny. Odpoczywam, choć jeszcze tylko dwa dni w pracy i będę na urlopie.

Wtorek

Odliczam godziny do końca pracy a początku urlopu :)

Środa

Zamawiam wizytowe buty poprzez aplikację w telefonie. Muszę je kupić bo są ładne, ale przede wszystkim - mam w domu tylko jedną parę takich, które mogę założyć do garnituru. No i zwiedzam. Uwielbiam to robić na tygodniu, kiedy nie ma tłumów weekendowych.

Czwartek

Korzystam z pięknej pogody.


Piątek

Beztroski czas. I nadal przepiękna pogoda.