wtorek, 31 stycznia 2023

(Nie) nasza wojna

Kilka dni temu zaciekawiła mnie książka - jak w tytule. Kupiłem, zacząłem czytać i... żałuję. Książka przesiąknięta jest teoriami n/t różnych zagrożeń z praktycznie każdej strony (i nie tylko) naszego kraju. O ile można jeszcze przełknąć te wszystkie prowadzące do katastrofy rozumowania (choć nie poprawiają one nastroju) , to gdy doszedłem do "ideologii" gender która niszczy polskie rodziny, UE która jest złem wszelkiej maści, oraz do tego że Polsce są potrzebne reformy sądownictwa, które tak udanie realizuje rząd - chętnie oddam książkę - jeśli tylko ktoś zechce ją przyjąć. Nieodpłatnie, a w przypadku wysyłki za pokryciem ich kosztów.

Następnym razem muszę zrobić lepsze rozeznanie zanim kupię coś z literatury faktu. 

niedziela, 29 stycznia 2023

Jesteś tym co jesz

Ostatnio marudziłem o zakrętach i pożarach, dziś o czym innym. Od dłuższego czasu staram się zwracać uwagę na to, co trafia do mojego koszyka, co kupuję, co jem oraz na co wydaję pieniądze. Często czytam skład danego produktu i w miarę konsekwentnie zostawiam na sklepowych półkach produkty z kwasem fosforowym, glutaminianem sodu czy olejem palmowym. 

Jeśli już kupuję coś niezdrowego to chipsy ale z olejem słonecznikowym zamiast palmowego, bez wzmacniaczy smaku, jeśli szukam jogurtów to tylko tych z najkrótszym składem, oczywiście bez gumy guar i innych "dobrodziejstw", jeśli chcę kupić czekoladę lub inne słodycze - również studiuję skład i wybieram te które są pozbawione szkodliwych dodatków. Podobnie było w przypadku rzadko kupowanego barszczu czerwonego. Ot, od czasu do czasu lubię zalać sobie gorącą wodą i ze smakiem wypić - także w pracy. Moim faworytem pod tym względem był barszcz Winiary, ale...


Kilka dni temu przez przypadek odkryłem, że producent zmienił skład. Zamiast oleju słonecznikowego zastosował olej palmowy. Oczywiście nie informując klientów, nie zamieszczając żadnej wzmianki na produkcie - zapewne wiedząc że taki ruch nie przysporzy im pochlebnych opinii. Przyznam szczerze, że nie wiem nawet od kiedy Winiary zastosował zamianę, bo nie czytałem składu tego produktu ufając marce. To błąd. W przypływie rozczarowania napisałem im co o tym myślę, odpisali bardzo szybko:

Szanowny Panie,
uprzejmie informujemy, że w produktach „Barszcz Czerwony WINIARY – Ekspresowa Zupa” w związku z brakiem stabilności dostaw surowców, spowodowanym m.in. wojną w Ukrainie, olej słonecznikowy został tymczasowo zastąpiony olejem palmowym. Pragniemy zaznaczyć, że zmiana ta nie ma wpływu na smak, jakość ani bezpieczeństwo produktu. Ułatwiając zapakowanie produktu, olej pełni głównie funkcję pomocniczą, a jego zawartość wynosi zaledwie 0,1 g na 100 ml gotowego posiłku. Wykorzystywany w produkcie olej palmowy pochodzi wyłącznie ze zrównoważonych źródeł. W tym przypadku jest on optymalnym zamiennikiem z uwagi na jego neutralność sensoryczną, dzięki czemu nie wpływa na smak potraw.
Zmiana ta była konieczna, aby zapewnić nieprzerwaną dostępność produktu na sklepowych półkach.

Tymczasowo? Tak jak podwyższone ceny na Orlenie? Nie wierzę, olej palmowy jest o wiele tańszym zamiennikiem słonecznikowego - także dużo gorszym dla zdrowia. Temat wojny, czy pandemii jest świetnym powodem do podwyższenia cen, stosowania gorszych jakościowo składników (tańszych) nie mówiąc już o zmniejszaniu opakowań. A czy on pochodzi z upraw zrównoważonych czy nie to inna kwestia. Ja tego produktu więcej nie kupię.

sobota, 28 stycznia 2023

Podsumowanie tygodnia 276

Poniedziałek

Tydzień zapowiada się ciężko. Z różnych powodów - ale głównie nie związanych z Departamentem - choć i tu więcej pracy ponieważ sobota również pracująca. 

Wtorek

W ramach dbania o własny stan psychiki wybieram się po pracy na saunę. Z trudem znoszę disco-muzykę podczas ceremonii. Gdybym wiedział to pewnie wybrałbym się innego dnia.

Środa

Całkiem miły dzień w pracy. Przed jej końcem pewna osoba (klientka) dodaje mi trochę emocji swoim niewłaściwym zachowaniem, ale nie przyćmiewa to całości dnia.

Obieram zamówione wcześniej peelingi do sauny parowej. Kupiłem je przez internet kierując się opiniami innych osób (mam nadzieję że to były prawdziwe komentarze). Późnym wieczorem idę na długi spacer, a do domu wracam około godziny 22. Łącznie tego dnia robię ponad 11 km nogami.


Czwartek

Najpierw planowałem wypróbować peeling pomarańczowy, ale jednak postanowiłem odpoczywać w domu (wczorajszy spacer dał mi troszkę w kość). Najpierw szybki obiad, potem książka, drzemka i zakupy - idę aż do trzech różnych sklepów. Późna pora daje ten plus że np w Rossmanie jestem jedynym klientem, w pozostałych także pustki. W Lidlu super promocje.


Piątek

Niby weekend, ale jutro także wstaję do pracy. Po południu idę do znajomych, którzy mają 9-cio miesięczną i 2-letnią dziewczynkę. Od połowy tygodnia męczę koleżanki z pracy aby mi podpowiedziały co mogę kupić dzieciom. Początkowo myślałem o czymś słodkim, ale to był głupi pomysł. Po wielu naradach poszedłem do dużego sklepu dziecięcego i z pomocą miłej i młodej sprzedawczyni wybrałem pluszaka (dla młodszej) i jakiś interaktywny tablet edukacyjno-rozrywkowy dla starszej. Najchętniej poszedłbym z czymś mocniejszym i się trochę uchlał, ale jedno ze znajomych nie pijące, więc odpada ten pomysł. A może to i dobrze? Wezmę czekoladki z galaretką i wystarczy.

środa, 25 stycznia 2023

Zakręty i pożary


Ledwo wyrabiam się na zakrętach, choć czasami jadę już bokiem nie kontrolując toru jazdy. Droga jest śliska, szczególnie tam gdzie można wpaść w poślizg - na zakrętach. Lód i walczące o przyczepność opony toczą odwieczną przepychankę o moje przetrwanie. Uda się, czy już wypadnę z drogi w głęboką przepaść? To jak jazda bez trzymanki, brak jakiegokolwiek zabezpieczenia, choćby prostych barierek (i tak nic by nie dały?) czy odpowiednie wyprofilowanie drogi. Zupełnie nic, oczywiście prócz błyszczącej śliskości i urwiska tuż obok zakrętu. Tylko czekają na swoją okazję. I tak jest co chwila. Niby każdy pokonany zakręt czegoś uczy, niby doświadczenie coraz większe, niby praktyka czyni mistrza, a tu guzik. Życie zaskakuje tak, że wszystkie zgromadzone do tej pory umiejętności topnieją w oka mgnieniu.

Pożary pojawiają się wszędzie. Z każdej strony, atakują zaciekle, podstępnie i coraz brutalniej. Do gaszenia staram się używać merytoryki, dobra dla każdej ze stron oraz w miarę możliwości poszanowania zdań odmiennych niż moje. Oczywiście najczęściej nie są one w ogóle brane pod uwagę, bo świat w jakim się obracam(y) nie opiera się na logice i racjonalnym działaniu. Niejednokrotnie gaszenie pożarów pochłania znaczną część moich sił, a efekty uboczne ciągną się długo niczym swąd paleniska. I niby wiem, że niepotrzebne rozmyślanie i nadmierne analizowanie nic dobrego nie przyniesie, to wciąż robię to nadal. Może chciałbym wyprzedzić pojawiający się problem? I co z tego że jedne udaje się ugasić, skoro okazuje się że na ich miejsce pojawiają się nowe - większe - takie, z którymi jeszcze nigdy nie miałem do czynienia?

Kierowca autobusu, pani w kasie aquaparku, sąsiadka z którą rano mijam się na klatce schodowej, czy taksówkarz z parkingu w centrum - czy któreś z nich nie gasi pożarów i nie drży o swój byt na śliskim zakręcie? Widuję tych ludzi regularnie, na pierwszy rzut oka w ogóle się nie zmieniają, ich twarze prawie zawsze są takie same, ale pożary i zakręty zapewne (?) ciągle nowe. A może to jest poza nimi? Może nie są w żadnej podróży, a nawet gdyby to może ich droga nie jest pokryta lodem a za zakrętem nie ma przepaści? Nawierzchnia jest szeroka i gładka jak stół i nic nie czyha na ich bytność? Może nie muszą gasić pożarów, bo ich po prostu nie ma? 

Wiadomo że nie zapytam ich o to wprost, ale... Ostatnio zupełnie przez przypadek (albo i nie) sąsiadka zaczepiła mnie gdy szedłem do pracy (z rana). Zaskoczyło mnie to, ponieważ do tej pory wystarczyło "dzień dobry" i lekko wymuszony uśmiech. Ale przedwczoraj było inaczej, bo sąsiadka sama z siebie zaczęła mówić o tych zakrętach i pożarach. Słuchałem (a przynajmniej starałem się) i nie przeszkadzałem, ale gdzieś w głębi próbowałem te wszystkie złe rzeczy dopasować do swoich. Niektóre z nich pasowały jak ulał, inne niekoniecznie. Jednocześnie jakaś druga część mnie próbowała klasyfikować - czy jej zakręty i pożary są większe/gorsze niż moje czy nie. Zrozumiałe, że nie mogłem jej poświęcić zbyt dużo czasu bo spóźniłbym się do Departamentu.

Ale przez kilka minut odkryła przede mną mnóstwo cienia, który - jak mi się przynajmniej wydaje - znajduje się z każdej strony sąsiadki. W ogóle nie było tego widać wcześniej. Przyjmowanie tego do siebie chyba nie jest niczym dobrym, no chyba że łapanie cudzych doświadczeń może się na cokolwiek w życiu przydać. Szczerze - wątpię w to. Naturalnie bardzo łatwo było dawać mi rady, co powinna a czego nie - bo zdaje się że tego oczekiwała. Na ile sam w nie (rady) wierzę? Chyba jest to bliskie zeru, ponieważ przy moich zakrętach i pożarach takie rady można sobie wsadzić w cztery litery.

Dziś, gdy spotkałem ją kolejny raz z rana, jej twarz była wyraźnie smutna. Znów mnie zaczepiła, ale temat - "domowy czworonożny pupil" był chyba jakąś próbą obojętnego zagadania. Nie mam pojęcia, tym bardziej w kwestii domowych pupilów - wszak nie mam żadnego. A może liczyła na moją otwartość, albo próbowała rozmyć kontekst poprzedniej rozmowy, nie wiem. Mógłbym zapukać kiedyś i wysłuchać, zapytać "jak tam", przyjść, po prostu pobyć, tylko czy tego właśnie chcę? I czego taka interakcja wymagałaby ode mnie? Czego ona wymagałaby ode mnie? Zamkniętego i słuchającego czy wylewnego i opowiadającego o sobie i swoich cieniach tak, by w pobliżu znalazł się ktoś w podobnej/gorszej (a na pewno nie lepszej) sytuacji? 

sobota, 21 stycznia 2023

Podsumowanie tygodnia 275

Poniedziałek

Echa przeziębienia/wirusa (?) zanikają. Mówię już zupełnie normalnie, kaszlu też nie ma - żadnych leków nie biorę, ale mam w planach by pójść na saunę w tym tygodniu i znowu dogrzać zatoki.

Wtorek

I tak nic nie zmienię. Trzeba wytrwać do piątku w miarę bezboleśnie. Czyli wstawanie o 6.50 (na szczęście coraz widniej) i wracanie tuż przed 16.00. Wieczorem długi spacer, ponad półtorej godziny. Nocne miasteczko jest względnie ciche i spokojne. To zapewne przez chłód na ulicach i w parkach nie ma wandali i pijaczków awanturujących się.

Środa

Bardziej pracowity dzień niż zwykle, a potem znowu spacer - jeszcze dłuższy niż wczoraj. Kilogramy powoli spadają :)

Czwartek

W pracy spokojnie, wokół mnie nic się nie dzieje - co oczywiście cieszy. Popołudniowy śnieg jest tak intensywny, że wracając z pracy jadę po lodzie. Przed 19.00 jadę na dwugodzinny relaks na sauny i przy okazji do tężni solankowej. Jest super.

Piątek

Dzień w pracy mija zaskakująco szybko i fajnie. Później szlajam się po knajpach - najpierw byłem w tej specjalizującej się w przyrządzaniu gęsiny, a potem idę do kawiarenki urządzonej w stylu Chaplina. Dawno byłem w jednej i drugiej i widzę że trzymają poziom. Tymczasem zima na całego, więc w nocy wracam cały w śniegu do domu - oczywiście pieszo.

sobota, 14 stycznia 2023

Podsumowanie tygodnia 274

Poniedziałek

W drodze do pracy z rana jest jeszcze nieco ciemno, a przed wjazdem w boczną uliczkę gdzie mieście się mój Departament Spraw Trudnych i Beznadziejnych dostrzegam w oddali ludzi we fluorescencyjnych jasnożółtych kamizelkach. Po chwili jeden z nich wychodzi na środek jezdni i czerwonym światłem latarki wskazuje mi miejsce w zatoczce autobusowej. To policja, dopiero teraz dostrzegam że na chodniku stoi radiowóz. W ciągu chwili przez głowę przechodzą mi myśli - jechałem zbyt szybko, nie mam włączonych świateł, a może coś innego źle zrobiłem - włączam prawy kierunkowskaz i płynnie zatrzymuję się w zatoce. Dopiero teraz zauważam że to policjantka. Spod czapki wystają ładnie ułożone długie blond włosy. Otwieram szybę maksymalnie a ona przedstawia się (i tak w ciągu sekundy zapominam jak się nazywa) i mówi na jednym tchu że przeprowadza rutynową kontrolę trzeźwości oraz innych podobnie działających środków. Kątem oka dostrzegam że na jezdni druga osoba (facet) zatrzymuje tych jadących z przeciwka. Policjantka przybliża żółte urządzenie a ja wdmuchuję powietrze. Po chwili zna już wynik i dziękując mówi że mogę jechać dalej. Dobrze że nie wziąłem z samego rana syropu na kaszel, ponieważ zawiera etanol i zapewne byłby z tym mały problem. Urządzenie służy jedynie do wstępnej weryfikacji i trzeba byłoby sprawdzić mój stan za pomocą alkomatu.

Wtorek

Nudy, nic się nie dzieje. Po pracy drzemka.

Środa

Rozmowa z managerem w sprawie premii. Wykazywanie się osiągnięciami, zrealizowanymi tematami oraz działaniem w sytuacjach kryzysowych. Wszystko pozytywnie, premia najwyższa jak do tej pory już na koncie tego samego dnia. 

Wieczorem dłuuuugi spacer. Dobrze mi robi, a nogi prawie wcale nie bolą.

Czwartek

Dzień wolny od pracy. Wstaję późno i przed południem jadę do dużego miasta, w planach obiad w modnej restauracji (gulasz z focaccią oraz pizza z salami grilowanym bakłażanem i szpinakiem) z włoską miłą muzyką oraz całe 2.5 godziny w saunarium. Już pierwsze sekundy w łaźni odczuwam ulgę z zatkanym do tej pory nosem. Po wszystkich aromatycznych seansach oddycha mi się idealnie. Kaszel ustąpił momentalnie.


Piątek

Znów wolne. Z rana trochę kaszlu i zatkanego nosa. Po późnym śniadaniu wizyta u fryzjera (30 zł wcześniej 25), potem odbiór kosmetyków zamówionych przez internet w aptece (także podrożały). Po chwili odpoczynku w domu jadę do centrum, co przy dość sporym ruchu zajmuje prawie pół godziny. Parkuję w trzypoziomowym parkingu centrum handlowego (bezpłatnie) i idę do innej niż wczoraj restauracji. Udaje mi się od razu wejść i zająć miejsce, ale po chwili tworzy się dość duża kolejka chętnych - co mnie bardzo zaskakuje. To musi być miejsce z dobrym jedzeniem - ja tu jestem pierwszy raz. Kelnerki uwijają się jak w ukropie, zamawiam krem ze szparagów z prażonym jarmużem oraz dorsza z frytkami i surówką. Na deser mascaropne z wiśniową kruszonką. Zaskoczeniem jest podana do rachunku nalewka wiśniowa - nie zdarza mi się pić alkoholu o tej porze dnia (między 14 a 15), smakuje wyśmienicie, tylko czy mogę po tym prowadzić pojazd? 

 

Wracam do pojazdu i znów wybieram się do saunarium (2.5 godziny). Tu ludzi więcej niż wczoraj, na seansach tłoczno ale wciąż bardzo miło. Inhalacje robią sporo dobrego, czuję to od pierwszych sekund. Wieczorem jeszcze lody i wizyta w księgarni. Zaciekawiła mnie ta pozycja:

Książka zaczyna się w styczniu 2022 roku, więc na około dwa miesiące przed atakiem Rosji na Ukrainę i opisuje złożoną sytuację przed i w trakcie wojny. Zamawiam ją w domu przez internet.

***

Następnego dnia kaszlu nie mam wcale, a oddychać przez nos mogę już zupełnie swobodnie. Czy to oznacza że będę mógł już normalnie mówić?

sobota, 7 stycznia 2023

Podsumowanie tygodnia 273

Poniedziałek

Poranek fatalny. Budzik dzwoni, a w mojej głowie "zrób coś, tylko nie idź do roboty!". Musiałem wstać i ogarnąć się, ale to był wyjątkowo ciężki dzień chyba głównie przez moje nastawienie - nie miałem ochoty ani wstawać ani tym bardziej zbierać się do pracy. 

Wtorek

Trochę lepiej, ale tylko trochę. Po pracy padam ze zmęczenia. Jest tak ciepło, że gdybym się lepiej czuł spokojnie mógłbym pojeździć na hulajnodze.

Środa

Dzień wymaga ode mnie bardzo dużo tolerancji dla innych. Czuję się jak wyciśnięta szmata.

Czwartek

Chociaż tu po pracy mogę sobie odpocząć ze świadomością że nie trzeba następnego dnia się zrywać. I że popołudnie będę miał dla siebie.

Piątek

Wyjazd do większego miasta. Psychicznie odetchnę trochę. Piekę ciastka francuskie z malinami. W końcu wychodzi takie jakie powinno - nic się nie wylewa, jest tylko lekko słodkie i bardzo chrupiące.

czwartek, 5 stycznia 2023

Daisy Darker

Od kilku dni popołudniami czytałem sobie Daisy Darker - i muszę przyznać, że książka niesamowicie wciąga. Jest napisana w dynamicznym stylu, nie przytłacza mnogością bohaterów, nie męczy zawiłą historią, zaciekawia od pierwszego zdania tak, że trudno się od niej oderwać. Autorka pięknie prowadzi fabułę w ramach jednej niezbyt długiej nocy wprowadzając w barwny ale zarazem mroczny dom pewnej rodziny. Jak każda (?) i ta ma swoje tajemnice, swoje ciemne strony które mogą zmienić ich losy na zawsze. Niesamowite, jak wiele podobieństw mogę tam odnaleźć, sytuacji które nigdy nie ujrzą światła dziennego, czy tematów tabu - czytając książkę nieraz miałem gęsią skórkę z wrażenia.  Gdyby nie fakt że rano muszę wstawać pewnie czytałbym ją też w nocy. 

Im więcej jej czytałem tym miałem ochotę na kolejne i jeszcze następne strony. Typowałem sobie w głowie na temat tego jakie będzie zakończenie, ale w ogóle nie trafiłem. Nic a nic! Było ono dla mnie kompletnym zaskoczeniem! Dałem się "zwieść" mimo tego, że naprawdę uważnie czytałem i sądziłem że "wszystko już wiem". A guzik - jak się okazało nic nie wiedziałem.

Jestem zachwycony całokształtem książki i szczerze polecam ją każdemu!