sobota, 25 lutego 2023

Podsumowanie tygodnia 280

Poniedziałek

Szykuje się cały tydzień w pracy, staram się o tym nie myśleć. I dzięki temu (?) dzień mija nadzwyczaj sprawnie. Po pracy odpoczynek, żadnych spacerów i saun - czytam książkę przy herbacie i ciastkach.

Wtorek

W pracy spokój. Co jest nawet lekko niepokojące.

Środa

Spokój nie trwa zbyt długo. Poranna odprawa z głównym szefem to monolog wyrzutów i zarzutów. Z tym, że ten sam szef jeszcze miesiąc temu mówił zupełnie co innego. Ale jak widać zmienił już zdanie.

Czwartek

W pracy ciężki dzień z powodu jednej klientki. Możliwe, że to dopiero początek "perypetii" z nią. Później bardzo długi wieczorno-nocny spacer. Do domu wracam ledwo żywy i prawie od razu kładę się spać.

Piątek

Myślałem że będę bardziej obolały, ale nie jest źle. Idę do działu kontroli i mówię o trudnym wczorajszym przypadku szczegółowo opisując sytuację. Tam uspokajają mnie, żebym się nie przejmował ponieważ z tego co im przedstawiłem nie popełniłem żadnego błędu. 

Po pracy wyjeżdżam do dużego miasta ale zanim dojeżdżam tam dojeżdżam odwiedzam nowe miejsce - niedawno wybudowany aquapark. Biorę bilet na 135 minut, co okazuje się niezbyt dobrym pomysłem. W strefie wody mnóstwo mały dzieci, które biegają i krzyczą, a w strefie saun większość ludzi nie przestrzega zasad higieny i poprawnego saunowania. Mogłem się tego spodziewać, bo raz że to malutka miejscowość więc ludzie nienauczeni pewnych standardów a dwa że nie ma tam nikogo z obsługi, kto pilnowałby porządku.

poniedziałek, 20 lutego 2023

Pastéis de nata

Po niepowodzeniach z faworkami postanowiłem upiec inne słodkości. Kusiły mnie kruche maślane, placek śliwkowy, albo szarlotka. Ostatecznie wybór padł na portugalskie babeczki z budyniowym nadzieniem. Pastéis de nata pochodzą z lizbońskiego klasztoru hieronimitów z Belém. Robi się je z ciasta podobnego do francuskiego, a nadzieniem jest masa budyniowa. Trochę czasochłonne, ale cóż robić w deszczową niedzielę? 

Ciasteczka z Lizbony 
Zatem do dzieła. Po zagnieceniu ciasta musiałem je napowietrzyć (naprzemienne składanie i ubijanie), a potem schłodzić. Przygotowanie budyniu to łatwa sprawa z tym, że dodałem kilka żółtek. Po przygotowaniu wszystkiego jeszcze ciepłą masę wykładałem do foremek wcześniej wyłożonych ciastem.


200 stopni, około 25 minut i ciasteczka gotowe. 


Najlepiej smakują jeszcze ciepłe, posypane cynamonem i pudrem. Oczywiście z herbatą :)


Tymczasem wciąż jestem pod wrażeniem cen pączków w jednej z cukierni w dużym mieście, do którego jeżdżę w weekendy. Otóż "zwykłe" pączki kosztowały tam po 19 zł/sztuka a te bardziej wyjątkowe były po 25 zł. Miały one po prostu nadzienie pistacjowe, kokosowe czy tiramisu. Dla mnie to jakiś kosmos, ale kto komu zabroni kupować takie drogie pączki?

sobota, 18 lutego 2023

Podsumowanie tygodnia 279

Poniedziałek

Mimo wszystko z pewnym uśmiechem wracam do pracy po ponad tygodniowej przerwie. Co się zmieniło, jakie nowości w biurze, może jakieś kolejne awantury? Na pewno dużo się działo, a mam się o tym przekonywać stopniowo - niemalże codziennie. 

1) I tak najpierw dowiaduję się że mojej pracy znów przyglądał się dział kontroli. W protokole znalazła się jedna rzecz, co do której mają zastrzeżenia. Zostałem wezwany celem poinformowania mnie o zaistniałej sytuacji a przede wszystkim - abym zmienił taktykę postępowania w identycznych rozstrzygnięciach. Naturalnie nikt nie miał zamiaru słuchać moich wyjaśnień (nie trudziłem się nawet wiedząc już o tym).

2) W obliczu drożejącego wszystkiego dookoła zostaliśmy zobligowania do oszczędzania energii. Wg wyliczeń samego najwyższego powinniśmy w tym roku zmniejszyć zużycie energii elektrycznej o co najmniej 10%. Zatem kolejna wytyczna - odchodząc na dłużej od komputera mam go wyłączać. Ciekawe co to znaczy "na dłużej" oraz, czy ktoś przemyślał czy takie wyłączanie i włączanie nie przyczyni się do zwiększenia poboru energii?

3) Prawdopodobnie jeszcze w tym kwartale czeka mnie duże szkolenie. Znów kilka oddziałów firmy miałoby wspólne szkolenie. Na razie nie wiadomo czy odbywałoby się ono w systemie on-line czy podczas wyjazdu.

4) Firma sprzątająca zbuntowała się i nie zamierza wykonywać swojej pracy. Dział administracji ma problem, ponieważ nikt nie chce podjąć się sprzątania za tak małe wynagrodzenie. Efektów można się domyśleć a w toaletach nawet poczuć. 

Wtorek

W ramach zaplanowanego zmniejszenia zużycia energii techniczni wymieniają źródła światła na led-owe. Niestety, najpierw kupili żarówki z innym gwintem, a potem okazało się że wybrali kolor "biały ciepły", a miał być "biały zimny". A dlaczego akurat zimny a nie ciepły? Ponieważ szef naszego działu gdzieś tam przeczytał, że efektywność pracy jest większa przy oświetleniu "białym zimnym". Co ciekawe, na nowe żarówki wydano ponad tysiąc złotych. Mam nadzieję że szybo zwróci się taka inwestycja.

Po pracy jadę na sauny :)

Środa

Ciepły, piękny dzień. Co prawda z rana lekki przymrozek, ale po południu spokojnie mógłbym wracać do domu na hulajnodze.

Czwartek

Bardzo spokojny dzień. Niezwykle mało pracy, obijam się od ścian i wykonuję najmniej ważne obowiązki, a więc praktycznie zero stresu. Ale jeszcze przed końcem pracy niespodziewanie zostaję powołany do specjalnego zespołu zajmującego się nieco innymi sprawami. Słyszałem o tej możliwości już z samego rana, nawet przemknęło mi przez głowę "to byłoby nobilitujące, ale raczej nieosiągalne dla mnie" i udało się! Nie to, żebym wykiwał starszych kolegów (mają wieloletnie doświadczenia), bo po prostu tak zadecydował mój bezpośredni przełożony. Zauważyłem, że niezbyt spodobało się to moim współpracownikom, ale to nie mój problem. Zespół został ustanowiony, zrobił to co miał zrobić i został rozwiązany, ale było fajnie! Ciekawe co będzie dalej, ja lubię wyzwania a i monotonii mniej :)

Po południu robię pieczone faworki, ale nie jestem zachwycony. Ciasto kleiło się do rąk (a nie powinno), więc dodawałem kolejne porcje mąki. Po upieczeniu smak jest nijaki - taki właśnie mączny, słaby. Ledwo zjadliwe. Z jakimś dobrym dżemem lub czekoladą zjem, bo nie wyrzucę.


Za to podpłomyk (też robiłem pierwszy raz) wyszedł super - choć może tak nie wygląda.


Piątek

Po wczorajszym dniu czuję się pewniej. Współpracownicy w półsłówkach komentują kąśliwie tą sytuację, ale udaję że to nie do mnie i się nie odzywam :) 

wtorek, 14 lutego 2023

Ceny egzaminacyjne

Praktycznie codziennie w drodze do/z pracy mijam się z wieloma autami z nauki jazdy. Część instruktorów wciąż mnie rozpoznaje i pozdrowi ręką, inni niekoniecznie. Wcale za nimi nie tęsknię, w ogóle nie widzę siebie ponownie w roli instruktora nauki jazdy. I to mimo tego, że stawki za godzinę nieco drgnęły do góry. Tymczasem w ciągu kilku najbliższych tygodni zapewne podrożeją ceny za egzaminy państwowe. Nie były one zmieniane od 2012 roku - egzamin teoretyczny wtedy i dziś kosztuje 30 zł, a praktyczny 140 (kategoria B). Od tamtego czasu ceny towarów i usług znacząco wzrosły, a jakiś czas temu egzaminatorzy protestowali, ponieważ domagali się podwyżek pensji oraz właśnie podwyższenia stawek za egzaminy.

Mimo konsultacji i apeli rząd RP nie zdecydował się na podniesienie kosztów egzaminów m.in. argumentując to w ten sposób, że spowoduje to dalszy wzrost inflacji. A czy sztuczne podwyższanie cen za paliwo przez Orlen nie spowodowało wzrostu inflacji i to w bardzo dużym stopniu? Wracając do egzaminów - rząd boi się podejmować trudnych decyzji (a także tych które są konieczne ale nie bardzo podobają się elektoratowi) więc kwestie podwyżek przerzucił na samorządy. Obecnie każde województwo może samodzielnie regulować ceny egzaminów do określonego pułapu. W praktyce może okazać się, że np w Warszawie taki sam egzamin będzie kosztował 140 zł, a np w Szczecinie 200. Bez sensu.

Z tego co wiem, marszałkowie "ustalili" że ceny w całym kraju powinny być identyczne (swoją drogą nie mam pojęcia czy takie ustalanie cen jest w ogóle legalne? Nasuwa mi się w tym miejscu określenie "zmowa cenowa") i będą to stawki maksymalne. Egzamin teoretyczny z 30 zł wzrośnie do 50, a praktyczny ze 140 na 200. Czy to dużo? I tak i nie. Nie, ponieważ przez ponad dziesięć lat nikt nie myślał o WORD*-ach, a przecież koszty - jak wszędzie - tak i u nich rosły (minimalne wynagrodzenie w 2012 wynosiło równe 1500 zł, dzisiaj to 3490 zł - brutto) a przychód był mniej więcej na tym samym poziomie. Tak, ponieważ dla osób zdających zwłaszcza egzamin praktyczny zmiana jest spora (tym bardziej przy kolejnych podejściach).

A przy okazji - zwróćmy uwagę na badania okresowe pojazdów i stacje kontroli pojazdów. Tam jest jeszcze gorzej, ponieważ obecne stawki cen pochodzą z roku 2004. Ile wtedy kosztowała benzyna bezołowiowa? Około 3,15 zł/litr. Olej napędowy 2,79, a LPG nieco ponad złotówkę. Minimalne wynagrodzenie wynosiło wtedy 824 zł (oczywiście brutto). Czy ktokolwiek dzisiaj chciałby pracować za taką stawkę miesięczną?

Ceny muszą iść w górę, jeśli ma być zachowana właściwa proporcja między tym co się dzieje na rynkach, oraz tym jakie są wynagrodzenia. Jeśli z jakichś powodów jeden czy drugi sektor zostanie pominięty dojdzie do bankructwa lub w najlepszym przypadku odejścia z pracy tych, którzy są specjalistami ceniącymi swoje umiejętności i kwalifikacje. Pozostaną ci mierni, którzy albo będą kombinować albo zupełnie olewać obowiązki, co negatywnie wpłynie na jakość wykonywanych czynności/wizerunek. Może dojść do bezwzględnej walki o klienta pomiędzy danymi ośrodkami egzaminowania/stacjami kontroli pojazdów. Wszystko rozegra się w oparciu o cięcie kosztów, a skutki - jak napisałem powyżej. Dobrze, że ceny egzaminów idą w górę (nie jestem pewien, ale chyba mają być podnoszone proporcjonalnie do wzrostu minimalnego wynagrodzenia) - lepiej późno niż wcale. Może ktoś się opamięta i przeglądy techniczne również w końcu podniesie?

* Wojewódzkie Ośrodki Ruchu Drogowego

sobota, 11 lutego 2023

Podsumowanie tygodnia 278

Poniedziałek

To będzie wyjątkowy tydzień. Mam więcej czasu dla siebie niż zwykle. Co prawda poniedziałek trochę nerwowy i to od samego rana aż do czasu snu, ale tak przecież bywa. W ciągu dnia czytam nową książkę i wymyślam prosty obiad. Zmieniam baterię w kuchni, bo stara już zaczęła przeciekać. Gruntownie czyszczę pralkę. Wychodzę do punktu konserwacji gaśnic, ponieważ muszę "podbić" moją gaśnicę z Toyoty - w styczniu skończyła się jej legalizacja. Koszt 7 zł. Wieczorem uskuteczniam drugi i długi spacer, a wcześniej kupuję (na Allegro) wiszącą lampę do kuchni.


Wtorek

Z rana wciąż nerwowo, ale załatwiam ważną sprawę - sprawnie i skutecznie. A potem już błogi luz i czas tylko dla siebie! Późne śniadanie, a potem robię naleśniki z twarogiem. Na obiad lekka sałatka grecka. Trochę czuję nogi po wczorajszym spacerze, ale to tylko poprawia mi humor. Wieczorem odbieram lampę z paczkomatu i kupuję odpowiednie kołki oraz hak do zamontowania jej na suficie.

Środa

Pierwszy raz od wielu tygodnia o poranku zagląda do mnie słońce. Fikus na pewno jest wniebowzięty (tak jak ja nie widział słońca od dawna) i zgarnia sporo światła dla siebie. Po południu wychodzę do garażu zająć się nieco autkiem, a po powrocie do domu montuję lampę. Udało się - nic nie spaliłem podłączając przewody. Na obiad kabanosy z warzywami smażonymi na patelni.

Czwartek

Wyjazd do dużego miasta. Plan jak zawsze - parking w galerii handlowej, spacer po starym mieście (wizyta w galerii i oglądanie wystawy fotograficznej "Miasto i okolice"), obiad w modnej restauracji (mam na to aż zbyt dużo czasu, ale lubię tak), powrót do galerii po auto i wizyta w kompleksie basenów i saun. Potem po drodze zajeżdżam do innej galerii gdzie jest stoisko z pysznymi lodami. 


Piątek

Budzę się w innym miejscu niż zwykle. Po śniadaniu nie robię nic, a potem odpoczywam. Po południu znów ten sam plan - parking w galerii handlowej, spacer i obiad w tej samej knajpie. Mam sporo czasu, więc idę do miejskiego - chyba nawet najładniejszego - parku. Gdy jest tam zielono, jest przepięknie. Teraz jest średnio, ale mało ludzi więc nie narzekam. Potem znowu baseny i sauny (zwłaszcza te drugie). Wieczór alkoholowy, ale taki bez szaleństw ;-)

sobota, 4 lutego 2023

Podsumowanie tygodnia 277

Poniedziałek

Zimowy dzień. Od samego rana wietrznie i śnieżnie, droga już z rana była śliska, a po południu to wręcz przypominała lodowisko. Automatyczna skrzynia trochę mi przeszkadza w takich warunkach, a dokładniej gdy za pomocą przyspieszenia chcę "wybadać" poziom przyczepności kół do nawierzchni.


Wtorek

W pracy ciekawie. Zamiast normalnego "obsługiwania" klientów mamy szkolenie. Młody, lekko pulchny chłopaczek ma poprowadzić wykład n/t zagrożeń związanych z cyberprzestępczością oraz bezpieczeństwem danych. Początkowo nie wiedziałem że on ma nas uczyć - zdecydowanie nie wyglądał na wykładowcę. Zrobiłem sobie herbatę, wziąłem ciastka oraz serwetkę i usiadłem w środkowej części sali - czekając na rozpoczęcie zlustrowałem go trochę. Wymięta bluza wyglądała jakby dopiero wyjął ją z pralki, przydługie spodnie układające się w harmonijkę przy kostkach oraz średnio wyglądające sportowe czarne buty z niezawiązanymi sznurówkami. Przed sobą miał tablet, dwa laptopy i smartfona - na którego zerkał dość często.

Gdy zaczął wykład kolejny minus - mówił niezbyt wyraźnie i zbyt cicho, no ale za to jak merytorycznie! Wykład zaciekawił mnie już od samego początku i zmienił moje myślenie w kilku kwestiach. Niezłym sprawdzianem był czas na zadawanie mu pytań, ponieważ kilka osób z innego niż mój Departamentu odezwało się i zadało mu pytania. Niestety były one na pograniczu tych obscenicznych z żenującymi. Nasz główny manager jakby zrobił się czerwony, a chłopaczek prowadzący wykład odpowiedział wymijająco. Ludzie z mojego działu nie odzywali się w ogóle, ja także.

Po południu pędzę na saunę. Wybieram komunikację miejską, która bardzo mi pasuje. W saunarium mnóstwo ludzi, nie sądziłem że na tygodniu będzie aż tylu chętnych do wygrzewania się. 

Środa

Dzień niepewności pod kilkoma względami. W pracy niezbyt fajna sytuacja która finał będzie miała w przyszłości. Mimo tego że wszystko zrobiłem zgodnie z obowiązującymi przepisami już czuję ten dreszczyk rozmowy dyscyplinującej z managerem, która - o dziwo - nie dochodzi do skutku. Mimo to wiem, że to się stanie. W wolnym czasie przygotowuję się do odparcia ataku ucząc się na pamięć paragrafów i szukając źródeł wytycznych do postępowania w trudnych/nietypowych sytuacjach.

Czwartek

Sytuacja z wczoraj. Najpierw wyjaśnianie sprawy osobie nadzorującej moją pracę. Po jego zapoznaniu się z materiałami oraz moimi wyjaśnieniami (tożsame jedno z drugim) nie wyrzuca on w moją stronę pomyj, więc paragrafy zostawiam na później - czyli prawie pewną rozmowę z głównym managerem. Kilka godzin później okazuje się, że jednak nie będzie ataku - nie tym razem. Klient, który to wszystko rozpoczął zaczerpnął wiedzy u jakiegoś prawnika i wycofał się z zarzutów. Jego pretensje były totalnie absurdalne żeby nie napisać głupie. Oczywiście nawet nie miał pojęcia, jak wiele trybików poruszył. Nie wystarczyło to że zadzwonił do firmy - został zobligowany do stawienia się osobiście i wypełnienia wniosku anulującego jej poprzednie roszczenia (a zdążył je wnieść na piśmie).

Przyszedł, wypełnił co trzeba, mi także podsunęli kilka stron do wypełnienia, wszystko podpisali moi wszyscy przełożeni i na tym koniec. Główny manager tym razem dał mi spokój. Paragrafy na pewno przydadzą się później, przy kolejnej awanturze.

Piątek

Dzień wolny. Ponieważ jestem prawie najmłodszy stażem w firmie do wczoraj nie było pewne czy to wolne będę w ogóle miał czy jednak nie. Trochę także z mojej winy, ponieważ jestem zbyt dobry dla innych, na co zwrócił mi uwagę jeden z managerów niższego szczebla. 

Nie odczytuję ani mailów ani nie odbieram telefonów z firmy. W ogóle nie odbieram od nieznajomych. W południe jadę do dużego miasta i mogę odetchnąć spokojniej - w tak dużym skupisku ludzi nie jestem rozpoznawalny i swobodnie wtapiam się w tłum. Obiad na starym mieście i wyjście na sauny to moje główne plany na ten dzień. Wieczorem małe zakupy i porcja lodów w ulubionej lodziarni - tym razem malina z mascarpone :)