sobota, 27 sierpnia 2022

Podsumowanie tygodnia 254

Poniedziałek

Szykuje się upalny tydzień, wciąż rozmyślam na temat klimatyzacji ale nie podejmuję decyzji.

Wtorek

Po pracy wyjazd w większym gronie (z Grażyną) na piknik do rezerwatu przyrody. Kończymy późnym wieczorem.

Środa

Pracowity dzień od rana do wieczora, bez spotkań towarzyskich.


Czwartek

Po pracy robię ciasto śliwkowe i obiad - pieczonego łososia z warzywami (także z piekarnika). Gorąco bardzo bardzo! Wrażenie to potęguje włączony piekarnik.

Piątek

Po południu kolejna wycieczka, a później nocne zwiedzanie miasta - pustego, wyludnionego i niezbyt zachęcającego. Upał nie odpuszcza. 

środa, 24 sierpnia 2022

Zawód

Jestem głupi. Myślałem, że nasz zespół w pracy stanowi jedność, że jak się coś mówi to potem się tak robi, ale niestety nie. Ostatni tydzień pokazał, jak kruche są relacje w pracy i to nie tylko moje - wszak pracuję w Departamencie nieco ponad rok - czyli tyle co nic, a już na pewno nie powinienem wymagać aby współpracownicy traktowali mnie serio, ale gdy obserwowałem ich wzajemne relacje - do tej pory ogarnia mnie coś jakby zdziwienie, zakłopotanie, rozczarowanie. Ale po kolei.

W ubiegłym tygodniu organizacja naszej pracy znacząco miała się poprawić. Główny manager pochwalił nas, podziękował za trudy pracy oraz obiecał wprowadzić pewne ulepszenia - w zasadzie dla wszystkich w naszym zespole. Każdy cieszył się jak dziecko (ja także), ba - nawet niektórzy sami zgłaszali potrzebę takiego ulepszenia podnosząc, że "byłoby to takie dobre". Nikt nie był przeciwko. Tymczasem, gdy owa organizacja pracy została wprowadzona wszystko (dosłownie i w przenośni) runęło - moi współpracownicy momentalnie wycofali się z poparcia nowej organizacji pracy. Nagle ulepszenie okazało się być jak kula u nogi, jak piąte koło u wozu - totalnie nie potrzebne, a nawet gorzej - wręcz szkodliwe! 

Jak to usłyszałem, myślałem że coś ze mną nie tak. Że się przesłyszałem, albo coś źle zrozumiałem. Ale nie. Moi współpracownicy (nie wszyscy) uznali, że nowe zasady będą miały jedynie ujemny wpływ na naszą pracę, a w ogóle żadnych zmian nie trzeba wprowadzać bo przecież tak jak jest teraz jest dobrze! Zupełnie co innego mówili jeszcze kilka dni temu! Ręce mi opadły. Nie mogłem słuchać ich idiotycznych teorii, które są wyssane z palca i po prostu - gdy tylko mogłem - wychodziłem z sali. 

Jestem głupi. Myślałem, że jeśli kolega mi coś mówi, to znaczy że ma swoje zdanie i że tak po prostu uważa. Ale jest inaczej - gdy o to samo co ja zapyta ktoś inny, kolega odpowiada co innego. I to w mojej obecności, bez żadnych ceregieli! Bez sensu. Tak samo bez sensu jest z tym kolegą rozmawiać na jakikolwiek temat, bo i po co skoro w tej samej kwestii ma różne zdania i opinie - zależne od tego z kim rozmawia? Ale ja - taki gówniarz - to jeszcze nic, ponieważ tak samo rozmawiają między sobą współpracownicy, którzy znają się po dziesięć lat i więcej. Nie mogłem początkowo w to uwierzyć i potrzebowałem kilku dni, aby dotarło to do mnie jak nie szanują się nawzajem, choć w dalszym ciągu jestem "pod wrażeniem" w jaki sposób bez mrugnięcia okiem można być takim cynikiem.

Główny manager jednocześnie jest zadowolony oraz nie. To pierwsze dlatego, że wśród naszego zespołu daleko do jakiejkolwiek jedności, a to idealna sytuacja do manipulowania i ustawiania ludzi. To drugie ponieważ firma wydała mnóstwo środków finansowych na nową organizację - którą my po prostu olaliśmy i powróciliśmy do starego trybu. 

Czuję niesmak. Zawód. Rozczarowanie ludźmi z którymi pracuję. Nie chce mi się z nimi gadać (oczywiście nie ze wszystkimi). Tak bardzo liczyłem na nowy system pracy, który jest na wyciągnięcie ręki - a jednocześnie tak daleko. Nie muszę pisać, że moje zdanie w pracy nikogo nie obchodzi - choć główny manager rozmawiał ze mną na ten temat. W efekcie obiecał zająć się tematem, choć z tego co widzę to nie będzie miał ani czasu ani ochoty na to. Światełkiem w tunelu może być (ale nie musi) manager naszego działu, który obecnie przebywa na urlopie. Mam z nim kontakt, napisałem mu jaka jest sytuacja. Odpisał że wiedział że tak będzie. Czy będzie miał odpowiednią siłę aby wprowadzić nowy system w życie? Zdaje się, że także jemu na tym zależy - ale wiemy już że ludzie mówią jedno a robią drugie, więc nie liczę już na nic. I na nikogo.

sobota, 20 sierpnia 2022

Podsumowanie tygodnia 253

Poniedziałek

Odpoczywam po weekendzie. Nie mam siły gotować, zamawiam burgera z restauracji która mieści się blisko mieszkania i sam sobie przynoszę obiad. Potem znowu spać.


Wtorek

Do pracy jadę autem, bo hulajnoga by mnie chyba dobiła. Na szczęście w ciągu dnia dochodzę do siebie i jest coraz lepiej. Wieczorem wszystko wraca do normy :)

Środa

Dziś już do pracy jadę hulajnogą. Dzień jest gorący, a z samego rana (przed siódmą) jest już 20 stopni. Zaczynam się zastanawiać czy nie kupić klimatyzatora do mieszkania. W oko wpadł mi test przenośnego klimatyzatora z dobrymi parametrami. No i sam nie wiem...

Czwartek

Do okienka kolegi podchodzi gość, który zachowuje się jakby był pijany. Z reguły nie obsługujemy osób nietrzeźwych, tylko jak sprawdzić czy ktoś nie jest chory? Alkoholu nie wyczułem ani ja ani ten kolega z okienka obok, ale facet był bardzo dziwny.

Tymczasem dowiaduję się że w przyszłym tygodniu przyjeżdża Grażyna! Bardzo się cieszę z tego powodu, już nie mogę się doczekać! 

Piątek

Gorąco! Co robić? Kupować klimatyzator? W grę wchodziłby tylko przenośny - nie mam ochoty wiercić czegokolwiek w mieszkaniu, ani umawiać się na montaż z ekipą - o co to to nie!

Od samego początku dnia same złe wiadomości. Najpierw Polsat domaga się prawie 700 zł za nie oddanie sprzętu po rozwiązaniu umowy, a potem sytuacja w pracy. A mogło być tak pięknie!

czwartek, 18 sierpnia 2022

Gdańsk na weekend

O rany, jaki to był wspaniały wyjazd! Gdańsk i okolice są niesamowite, tego nie da się porównać do mojego dużego miasta w którym często bywam - to zupełnie inne światy, choć moje miasto również ma swoje piękne strony - ale nie o tym a o wyjeździe.

Lot odbył się punktualnie. Mimo że aplikacja Ryanaira krzyczała że powinienem przesłać dokumenty związane z covid-em, nic takiego nie było potrzebne. W ogóle - pierwszy raz odprawiałem się on-line, a na lotnisku jedynie podszedłem do bramki bezpieczeństwa. Przejście przez nią zajęło chwilę i już za moment oczekiwałem na wejście do samolotu. Niespełna godzinny lot był niesamowicie płynny oraz bez żadnych wstrząsów - super! Po wyjściu z pięknego terminala lotniczego w Gdańsku od razu skierowałem się na przystanek, gdzie linia 210 zawiozła mnie pod samo miejsce noclegowe. Zostawiłem plecak i wróciłem na przystanek by dojechać do centrum. Kolejne zaskoczenie - częstotliwość, punktualność i bardzo dobry stan gdańskich autobusów - w końcu komunikacja miejska jest dopasowana do ludzi a nie na odwrót.


A więc tak: lot od 14.30 do 15.20, o 15.35 jadę autobusem do miejsca noclegowego, a o 16.30 jestem już na starym mieście w Gdańsku! Szok! Ile tu się dzieje! Mnóstwo ludzi, przepiękne kamienice, genialne ornamenty, mnogość różnych zapachów oraz dźwięków! Ulica Długa oraz przylegające do niej przypomina mi centrum Lisbony, lub innego południowo-europejskiego miasta. Wieczorne pokazy ognia, koncerty uliczne oraz pełne restauracje i kafejki są dla mnie czymś nowym, a gdy w nocy już wracam do miejsca noclegowego autobus wciąż jest pełny ludzi. 


W następnym oraz kolejnym dniu zwiedzam "pełną gębą" - Gdynia, Sopot, zakamarki Gdańska - dziennie pieszo robię kolejno 20 oraz 16 kilometrów pieszo i to mimo tego, że z miejsca do miejsca najczęściej przemieszczam się autobusami/tramwajem/SKM-ką. Z tarasu widok na Bałtyk oraz przepiękne wschody słońca (niestety o 4.30 :P). Trójmiasto ujęło mnie tak bardzo, że miałbym ochotę tu zostać i nie wracać już do domu! Dwa pełne dni oraz jedno popołudnie były bardzo intensywne, noce nie do końca przespane (i zbyt krótkie :P), ale gdy wróciłem to dopiero wtedy padłem. Około 10 rano byłem już u siebie i prawie do samego wieczora spałem. 


Do ogólnego zmęczenia prawdopodobnie przyczynił się incydent z lotu powrotnego. Mężczyzna siedzący w moim rzędzie potrzebował pomocy ponieważ nagle poczuł się bardzo źle. Do samego startu ważyły się losy czy w ogóle z nami poleci, ale tuż po starcie było jeszcze gorzej. Załoga prosiła o pomoc osoby na pokładzie mające wiedzę medyczną, ale zgłosił się jedynie policjant oraz pielęgniarka. Z tego co widziałem nie wiele to poprawiło sytuację, dlatego tuż po wylądowaniu chorym zajęła się załoga pogotowia ratunkowego. Widok męczącego się człowieka mam do dziś przed oczami. Współczuję załodze stewardess, dla których ten lot chyba był bardzo wyczerpujący i po prostu trudny. 

Tymczasem Ryanair ma tanie loty do Gdańska na początku listopada - w obie strony za 92 zł! Kusi mnie to niesamowicie, ale miesiąc wcześniej lecę na Kos, a potem mam ochotę na Bieszczady lub co najmniej na wyjazd do Kielc. Chyba zbyt mocno kombinuję...

sobota, 13 sierpnia 2022

Podsumowanie tygodnia 252

Poniedziałek

Po weekendzie wracam do pracy naładowany nową energią oraz świadomością, że ten tydzień w pracy będzie krótszy, a także tym że czekają mnie same miłe rzeczy!

Wtorek

Popołudniowe wyjście na obiad. Zostałem zaproszony, mogłem przebierać w menu dowolnie! Wybrałem coś podobnego do burgera, tylko nie tak wielkiego jak to zwykle podają. W sam raz dla mnie - najadłem się, ale waga wciąż pokazuje właściwe 74.8.

Środa

Miałem przyjemność uczestniczenia w nowym projekcie w naszym Departamencie. W sumie to wszyscy mogli, ale nikt prócz mnie nie chciał więc tym bardziej czuję się wyróżniony. Jeszcze ze dwie takie sprawy i będę mógł je prowadzić samodzielnie - a prócz managera nikt tego nie robi. Tym bardziej fajnie, ponieważ nie muszę wtedy siedzieć przy okienku (z tymi marudami) więc coś się dzieje - a ja lubię jak się dzieje :) Gdy wróciłem do swojego stanowiska współpracownicy nie szczędzili kąśliwych uwag, no ale spływa to po mnie. 

Po pracy idę do koleżanki aby zająć się jej kwiatkami, pomidorami, miętą i truskawką przed moim wyjazdem.  Zanim podleję kwiaty usuwam stare liście, pożółkłe badyle i inne niepotrzebne rośliny. 



W sumie dużo tego jest - w tym celu zabieram z domu dwie foliówki w które wkładam wszelkie odpadki. Nie chciałbym, aby koleżanka po powrocie zastała takie coś w koszu na śmieci. Balkon ma wyłożony sztuczną trawą, a każdy kto choć raz miał pelargonię wie, jak bardzo z niej się sypie. Wyzbierałem wszystko co było, trochę mi z tym zeszło...



Następnie podlałem wszystkie rośliny, wymieniłem wodę dla ptaków (przecież nie mogą pić brudnej i starej nie?) i wytarłem kurz z parapetu. Truskawka pięknie odżyła, a ponieważ dodałem jej nawozu znów pojawiły się owoce - są przepyszne!



W międzyczasie mieszkanie przewietrzyło się znakomicie. Niesamowitym plusem są zachody słońca, które można obserwować z kuchni. Nie mam pojęcia, czy ona w ogóle zachwyca się tym co ma... Bo ja tak i to bardzo!


Czwartek

Pakuję się. Zajmuje mi to niecałe 10 minut i gotowe! Tym razem w podróż nie zabieram książki, sam lot będzie trwał krócej niż godzinę więc nie będzie czasu na nudy. Plecak do połowy pusty. I lekki. Ciekawe, czy znowu przetrzepią mnie na lotnisku od głowy do stóp? Przynajmniej nie będę miał dużo do wyjmowania i pakowania przy funkcjonariuszach.

Piątek

Popołudnie w Gdańsku :) Doleciałem szybko i bezpiecznie! Na lotnisku obyło się bez szczegółowej kontroli, a nawet nie musiałem zdejmować butów - szok! Czyżbym nie był już na czarnej liście? Tymczasem rozglądam się za kartkami pocztowymi i innymi drobiazgami. Trochę dziwnie bez auta (przyzwyczajenie), no ale nie jest źle - dobrze że nie ja muszę ogarniać kwestie transportu :P

środa, 10 sierpnia 2022

Las

Za chwilę wylatuję do Gdańska. Nieco przedłużam sobie weekend biorąc wolne w piątek i zamierzam nieco pozwiedzać i odpocząć. To lot krajowy, mam ze sobą jedynie bagaż podręczny i zastanawiałem się jak wcześnie powinienem być na lotnisku - bo zwykle jestem około dwie godziny wcześniej, no ale wtedy muszę najpierw stanąć w kolejce do odprawy, nadać bagaż, udać się do kontroli bezpieczeństwa i dopiero potem czekać przy odpowiedniej bramce. Tym razem odprawiam się on-line, bagażu nie będę nadawał więc godzina przed wylotem powinna wystarczyć? Sam już nie wiem... Ryanair który będzie realizował lot ma dość zagmatwane kanały kontaktu, ponieważ dodzwonić się trudno a na chacie pisałem z jakimś bootem. Mniejsza o to.

Tymczasem weekend spędziłem bardzo aktywnie. Wsiadłem na rower i zrobiłem dość długą leśną trasę, która po części przebiegała nad wodą. Sałatka zamiast niedzielnego rosołu zjedzona została wśród szumu drzew. Godzina drogi od dużego miasta i jestem w innym świecie.

A żaglówki niezmiennie kojarzą mi się z pięknymi wycieczkami na Mazury - o tak, zdecydowanie! Kiedy znów mógłbym tam pojechać? Mam stamtąd same fantastyczne wspomnienia - ja chcę tam być!

Niestety to musi poczekać. Nie da się być wszędzie, bo przecież w tym roku i tak już miałem sporo wyjazdów, a w październiku lecę na Kos. I do Uli kiedyś w przyszłości! Ehh, moje marzenia podróżnicze nie mają granic :P  To na koniec kilka zdjęć z poniedziałkowego zachodu słońca:




sobota, 6 sierpnia 2022

Podsumowanie tygodnia 251

Poniedziałek

Ten tydzień będzie wyjątkowo spokojny. Po pracy więcej odpoczywam niż zwykle, ale w końcu są wakacje prawda? Popołudniowy obiad w restauracji rybnej* a potem wyjazd nad wodę (oczywiście rowerem). Do zachodu słońca nie doczekałem, ale niebo i tak zachwycało.


* mimo podwyżek cen wciąż stać mnie na obiad, choć widzę że tłumów tam nie ma a zwykle były

Wtorek

Po pracy wybieram się do mieszkania sąsiadki aby podlać jej kwiaty. Potem jadę na jej działkę zabierając przenośnego jednorazowego grilla. Przez resztę popołudnia zastanawiam się czy na działkach można w ogóle robić grilla? Dymi się z niego mocno, ale kiełbasa smakuje bardzo dobrze.

Środa 

Do końca tygodnia coraz bliżej. Upały nie odpuszczają, odetchnąć można tylko w nocy.

Czwartek

Truskawka u sąsiadki zupełnie oklapła. Słońce pali ją przez większość dnia, więc podlewanie uskuteczniam rano i wieczorem prawie modląc się aby truskawka przeżyła.

Piątek

Wizja fajnego weekendu powoduje że pracuje mi się naprawdę nieźle i to mimo zgrzytów z kolegami. Truskawka wstała na szczęście, podlewam ją na zapas ponieważ wrócę dopiero/już w niedzielę. Tymczasem waga pokazuje już 74.8 - co mnie bardzo cieszy tym bardziej że następnego dnia mam w planach oddać krew więc będzie mnie jeszcze mniej 😁