Poniedziałek
Odbieram auto od zmiennika. Nauczył się już, że ma być umyte i w miarę potrzeb odkurzone.
Wtorek
W końcu docierają pierwsze kartki pocztowe z Zakynthos. To ponad 3 tygodnie, odkąd wrzuciłem je do skrzynki przy hotelu - może odbierają je raz w tygodniu? Może lepiej trzeba było je wrzucić do skrzynki przy poczcie?
Środa
Wieczór pełen niespodzianek. Ale także tych pozytywnych, ponieważ spotkałem człowieka który pomógł w dość krytycznym momencie, potem cierpliwie czekał, a następnie znów pomógł*. I nie chciał za to żadnej zapłaty. Odparł "z przyjemnością mogłem pomóc" - czyli są na świecie jeszcze tacy ludzie. Jestem pod wrażeniem. I tylko żałuję że nie wziąłem do niego numeru telefonu.
Czwartek
W drugiej pracy pełna mobilizacja. Zaskakujące, z jaką szybkością i wiarygodnością odpowiadam "nie mogę" na pytanie czy nie chcę z nimi zostać (tym razem chodzi nie o pracę a coś w stylu biesiadowania).
Piątek
Daję reprymendę dziewczynie, która śmiechem reaguje na prawie ochlapanie pieszych idących chodnikiem. No jak tak można?!
* a gdyby po prostu odholował auto, zarobiłby raczej sporo.