Dla mnie to czas bez szczególnych emocji z tym, że jest głośniej niż zwykle. Już około godziny 18 zaczęły się pojawiać wystrzały petard. Trudno mi porównać czy było ich mniej niż rok temu, bo pierwszy raz spędzam ten czas daleko od domu.
Przed północą wychodzę na krótki spacer i zadziwiają mnie obrazki - sporo rodzin z dziećmi na okolicznych pochyłościach zjeżdżało na sankach i innych urządzeniach. Poza tym zero spacerujących.
Bardzo przyjemnie. Mróz, lekko padający śnieg i tylko gdzieniegdzie wystrzały. Spacer trochę mi się przedłużył, a gdy wróciłem było już przed północą i wtedy się zaczęło - kanonada huku i rozbłysków. Zrobiło się bardzo głośno i jasno, a trwało dobre pół godziny.
A jak Wy spędziliście ten ostatni wieczór/noc mijającego roku?
