niedziela, 6 grudnia 2015

Spacerowo

Ostatnia niedziela listopada, wbrew prognozie pogody, nie było chmur, deszczu a jedynie nieco wietrznie. Ale za to słonecznie i w miarę ciepło - jak na końcówkę listopada. Piękne niebo, gdzieniegdzie jakaś chmura, cudownie!


Cisza i spokój, miejsce odcięte i komunikacyjnie i technologicznie - internet w telefonie chodził na najwolniejszych obrotach.


Trochę wody, trochę pożółkłej trzciny.


Czasem można spotkać niezwykle urokliwy... stary most, mosteczek. Nadszarpnięty czasem, każe się zastanowić przed wejściem czy na pewno chcesz to zrobić...


Pałki szerokolistne pięknie pozują, w naturalnym oświetleniu słonecznym.


Szybko zapadający zmierzch ucieszył mnie niezmiernie. Tylko gdzie będzie najlepsze miejsce na uchwycenie zachodu słońca?


A może przy tej trzcinie? Prócz mnie jakaś para, również zafascynowana spektaklem zachodzącego słońca. Idę dalej, choć słońce bardzo szybko chowa się za lasem.



Miejsce, które wycisza, uspokaja. Idealne na piknik, niech no tylko nadejdzie wiosna, jadę tam znowu!


piątek, 4 grudnia 2015

Stacey Kent w Warszawie

Właśnie dojeżdżam do stolicy, a za kilkadziesiąte minut będę szukał miejsca do zaparkowania w okolicy PKiN, a za równe trzy godziny będę na koncercie Stacey Kent. Przyjeżdża w ramach koncertów Jazz Jamobree, więc nie mogłem przegapić takiej okazji :)

Przy okazji wycieczki do Warszawy zrobiłem sobie odrobinę dłuższy weekend - zważywszy na fakt iż ostatnio pracuję w każdą sobotę, chyba nie będzie to zbyt wielkim nadużyciem...

www.jazzjamboree.pl


O wrażeniach już niebawem :)

środa, 2 grudnia 2015

Jego perfekcyjność

Sytuacja hipotetyczna. On uważa się za doskonałego kierowcę, jest pewny siebie. Cały świat należy do niego, król szos. Oczywiście nie zapina pasów, bo i po co? Przecież jeździ doskonale, choć to określenie niezbyt w pełni opisuje samozachwyt.

Teoretycznie dziś siedzi z boku, co nie znaczy że nie ma władzy. On ma władzę zawsze. Skręca w prawo za znakiem "nakaz jazdy w lewo", pomimo tego że słońce świeci na całego, on ma włączone tylne światła przeciwmgłowe. Kontrolka na desce rozdzielczej? A kto by tam na nią w ogóle patrzył. Grunt, to widzieć czubek własnego nosa.


Przypuszczalnie czuje się szarmancki, czarujący. No i mega przystojny. To ostatnie słowo również nie w pełni opisuje stan samozachwytu, no ale trudno.

Hipotetycznie siedzi z boku, ale jednak odpowiada za prawie wszystko. Na kolejnym skrzyżowaniu opiera się na swojej doskonałości, perfekcyjności. Tym razem jednak bańka samozachwytu pęka. Dochodzi do poważnej kolizji.

Sytuacja hipotetyczna. A może nie do końca?